To Sleep so as to Dream (1986). Oniryczny urok czasów minionych

Japońskie kino nieme jest pod wieloma względami wyjątkowym zjawiskiem na tle wczesnych produkcji filmowych z innych zakątków świata. Na jej wyjątkowość wpływa przede wszystkim postać benshi, narratora omawiającego w czasie rzeczywistym produkcje i podkładającego głosy pod postaci. Nie bez znaczenia jest również fakt, że wczesne projekcje sytuowano w ramach misemono, specyficznych występów, prezentujących zarówno kuglarskie sztuczki, magiczne triki, akrobatyczne wyczyny czy zadziwiający freakshow. Enigmatycznej otoczki dopełnia niedostępność do ogromnej ilości ówczesnych filmów, spowodowana wpierw wielkim trzęsieniem ziemi Kanto w 1923 roku, a później wojennymi bombardowaniami sprawiającymi, że zaledwie mały procent niemych produkcji przetrwał do naszych czasów. Początki kinematografii z Kraju Kwitnącej Wiśni dla wielu spowite są zatem nimbem tajemniczości; jawią się niczym magiczna brama do nieistniejącego już świata. Ów świat postanowił odwiedzić Kaizō Hayashi w swoim filmowym debiucie, stosownie zatytułowanym To Sleep so as to Dream (Yumemiru yōni nemuritai).

Produkcja rozpoczyna się od scen przedstawiających starszą parę oglądającą nieme przygody Czarnej Maski – ninja, wypełniającego misję odbicia księżniczki z rąk porywaczy. Hayashi pozwala widzom dołączyć do małżeństwa i skupić się na zadaniu bohaterskiego shinobi. Jedynym tłem muzycznym jest tu szum projektora, a wszystkie dialogi – jak przystało na kino nieme – zastępują interlinie. Gdy zbliżamy się do finału przygody zamaskowanego wojownika, taśma nagle się urywa. Jaki los spotkał księżniczkę? Czy została uratowana przez bohaterskiego ninja? Zostawiając widzów bez odpowiedzi na pytania, Hayashi bynajmniej nie rezygnuje z wprowadzonych cech kina niemego; czarno-biały obraz, interlinie i niemal kompletny brak muzyki na ścieżce dźwiękowej pozostają już do samego końca. Mimo to produkcja nie jest całkowicie pozbawiona dźwięku. Dzwonek telefonu, odgłosy pukania, muzyka płynąca z radia, nagrane na taśmę głosy czy – przede wszystkim – narracja benshi, obecna w kluczowych scenach, rozbrzmiewają z pełną siłą, tym większą, że umieszczone są na tle wszechobecnej ciszy; tło muzyczne pojawia się bowiem bardzo rzadko i zwykle na krótkie tylko chwile. Wszystko to sprawia, że To Sleep so as to Dream nabiera niesamowitego, onirycznego wrażenia jako film zawieszony między typowymi cechami japońskiego kina niemego a kina późniejszego.

Odrealnione wrażenie budowane jest także na poziomie fabularnym. Rzeczywistość w filmie odbija bowiem rzeczywistość wcześniej oglądanych przygód Czarnej Maski. Córka starszej pary także została porwana. Aby ją odnaleźć, staruszkowie postanawiają wynająć parę prywatnych detektywów. Sprawa uprowadzenia prędko okazuje się stosownie surrealna. Detektywi zaczynają od przesłuchania taśm z żądaniem okupu wynoszącego milion jenów oraz z nagraniem efemerycznego śpiewu uprowadzonej kobiety. Śpiew ten będzie powracał w kluczowych scenach, służąc zarówno jako enigmatyczne, wspomagające nastrój tło muzyczne, jak i popychając protagonistów – w chwilach zwątpienia – do działania. Porywaczami zaś okazują się być M. Pathé & Co.

M. Pathé & Co.

Patē Shōkai było japońskim studiem filmowym, założonym w 1906 roku przez Shokichiego Umeyę. Nazwę „M. Pathé” wybrał on jako nawiązanie do francuskiego studia Pathé Frères, choć faktycznie nic go z nim nie łączyło. Umeya zbudował swoje studio w Okubo w Tokio. W tworzonych w nim filmach pojawiały się obok aktorów aktorki, co było prekursorskim krokiem w historii japońskiej kinematografii.

Odważny, jedzący ogromne ilości gotowanych na twardo jajek detektyw i jego pomocnik przyjmują zlecenie. Jednakże odnalezienie porywaczy i wręczenie okupu nie jest łatwe. Wpierw trzeba bowiem rozwiązać zagadkę pozostawioną przez ulotnych sprawców. Ta zabiera ich do karnawałowych parków rozrywki, pełnych magicznych trików wykonywanych przy akompaniamencie nastrojowej muzyki. Po drodze mijają też kami shibai – papierowe kino, w którym narrator pokazywał w czasach niemych filmów namalowane kadry dla zwykle dziecięcej widowni, której nie stać było na udanie się na kinowe pokazy. Detektywom ostatecznie udaje się rozwiązać zagadkę. Wraz z odpowiedzią nie nadchodzi jednak koniec intrygi – zamiast oddać porwaną, M. Pathé & Co. żądają kolejnego miliona i zostawiają następną szaradę, tym razem wysyłającą nas do takich miejsc, jak opuszczone magazyny czy mroczne alejki, przenoszące detektywów do świata rodem z kina noir. Nawiązanie do czarnych kryminałów jest tym wyraźniejsze, że akcja filmu osadzona jest nie tylko w ramach konstrukcji gatunku, lecz również rozgrywa się w latach 50., kiedy to film noir ciągle jeszcze święcił tryumfy.

Im głębiej detektywi zabierają widzów w dziwaczną intrygę, tym bardziej światy filmowy i rzeczywisty zacierają między sobą granice; zanim te znikną zupełnie M. Pathé & Co. zostawiają jeszcze jedną zagadkę. Dzięki niej zostajemy zaproszeni na prawdziwy seans kina niemego, podczas którego wyjaśnią się niemal wszystkie tajemnice i po raz ostatni powiększony zostanie okup. Po serii pokazów akrobatycznych, magicznych i innych, zaczyna się główny punkt programu – film z narracją benshi. Pozostawione przez porywaczy słowo-zagadka brzmi: Denkikan.

Denkikan

Dosłownie „Elektryczny teatr” – Denkikan był pierwszym kinem w Japonii, założonym w dzielnicy Asakusa w Tokio w 1903 roku przez Yoshizawę Shotena, dystrybutora filmowego, odnoszącego ogromne sukcesy na początku XX wieku. Denkikan szybko stało się w Japonii symbolem filmu w ogóle, również dzięki pracujących tam najsłynniejszych benshi. Z tego powodu nazwa kina była wykorzystywana przez inne placówki na terenie całego kraju. Denkikan zamknięto w 1976 roku.

To Sleep so as to Dream jest niewątpliwie filmem pełnym nostalgii, fascynacji za minionymi czasami, lecz również świeżości i pomysłowości, zdradzających awangardowe korzenie Hayashiego. Eksperymentalne zacięcie reżysera i scenarzysty w jednym wynika najprawdopodobniej z jego doświadczeń wyciągniętych z grupy teatralnej pod wodzą Shūjiego Terayamy – słynnego awangardowego artysty. Grupa rozpadła się po śmierci Terayamy, co skłoniło Hayashiego do zainteresowania się kinem. To Sleep so as to Dream został napisany i wyreżyserowany przez niego za bardzo skromny budżet. Choć więc widz zauważy w nim pewne realizacyjne potknięcia, to nie sposób nie zachwycić się rezultatem pierwszego spotkania Hayashiego z kinem, tym bardziej, że wcześniej nie miał on żadnych doświadczeń w pracy na planie filmowym.

Młody reżyser stworzył urzekającą i magiczną opowieść, będącą hołdem dla kina niemego oraz zjawisk, jakie się z nim łączyły. Wykorzystał w tym celu kryminalną intrygę, pozwalającą na zarzucenie obszerniejszej sieci nawiązań oraz mocniejsze skupienie uwagi widza. Zamiarem Hayashiego nie było jednak naśladownictwo kina niemego, na co wskazują efekty dźwiękowe, wybiórczo potraktowane głosy etc. Film jest jego własną wizją, oniryczną opowieścią zawieszoną na granicy kina i świata poza nim. Jeśli świat poza kinem w ogóle istnieje…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.