The Clovehitch Killer (2017). Gdyby Stephen King pokochał BDSM

Więź łącząca ojca i syna jest jedną z podstaw amerykańskiego ideału rodziny. Wspólne zabawy, szczere rozmowy o relacjach z kobietami, a także przyuczenie do rodzinnego interesu stanowią malowniczą stronę dziedziczonej męskości. Jednak ta ma również swoje mroczne oblicze. Są ojcowie pięścią egzekwujący posłuszność swoich synów oraz tacy, którzy pod maską kochającego taty i odpowiedzialnej głowy rodziny, kryją prawdziwego potwora. Ta wypaczona wizja amerykańskich wartości oraz strach przed zgniłym rdzeniem kwitnącej relacji ojciec-syn napędza praktycznie bezkrwawy thriller Duncana Skiles’a, The Clovehitch Killer. Zakręcony wokół pozornie idyllicznej relacji, film opowiada się po stronie powolnego wypalenia więzi i narastającej w ich miejscu paranoi.

Tyler (Charlie Plummer) zamieszkuje prowincjonalne miasteczko gdzieś w środkowej części Stanów Zjednoczonych. Wraz z małą siostrą, bogobojną matką Cindy (Samantha Mathis) oraz będącym przewodniczącym lokalnej grupy skautów ojcem Donem (Dylan McDermott) stanowią idealny portret nuklearnej rodziny. Urocze miasteczko pełne jednorodzinnych, niskich domków skrywa jednak pewną straszną historię. Blisko dziesięć lat temu seryjny dusiciel – nazwany przez prasę Węźlarzem, od jego charakterystycznego węzła – terroryzował okolicę, pozbawiając życia dziesięć kobiet.

Choć miasteczko raz do roku upamiętnia przerażające zbrodnie sprzed lat, ciężko wyobrazić sobie lepsze miejsce dla nastolatka. Czar pryska, kiedy Tyler wykrada ciężarówkę ojca na nocną schadzkę ze szkolną miłością. Dziewczyna przypadkiem odkrywa pod siedzeniem wizerunek związanej kobiety wytargany z jakiejś gazetki w klimacie BDSM. Chłopak w małej, konserwatywnej społeczności szybko zyskuje miano zboczeńca. Jednak najgorsze jest to, że znalezisko podważa w jego oczach wizerunek własnego ojca.Główny bohater szybko paruje się z wyobcowaną dziewczyną Kassi (Madisen Beaty), która sama skrywa mroczny sekret oraz obsesję na temat seryjnego dusiciela. Wszystko to czyni dwójkę naszych młodocianych bohaterów idealnymi detektywami. Jednak śledztwo Tylera nie umyka czujnemu oku jego ojca, a napięcie zaczyna szybko narastać, kiedy obie strony będą starały się poznać wzajemnie swoje prawdziwe intencje.

To właśnie chwile niepokoju i sprytne oszustwa rozgrywane między ojcem i synem stanowią główną siłę filmu. Duża w tym zasługa świetnej gry aktorskiej McDermotta, którego aparycja w naturalny sposób portretuje amerykańskiego everymana skrywającego drugie, demoniczne oblicze. Skies wykorzystuje to, by budować film oparty na intymności, gdzie groza przenika przez zasłonę domniemanego bezpieczeństwa, dekonstruując figurę obrońcy, patriarcha i w końcu taty. W tych momentach The Clovehitch Killer rozbrzmiewa najgłośniej, jednak w końcu prawda będzie musiała stanąć po jednej ze stron. Gdy już sprawiedliwość dokona słusznego wyboru, film ruszy w znajome dla kina gatunku rejony. Wciąż jednak jest to seans niezwykle urzekający.

Odpowiedzialny za zdjęcia Luke McCoubrey, przy pomocy ociekających sterylnością kadrów, prezentuje uciążliwą czystość i banalność życia w tradycyjnym miasteczku, nadając filmowi retro jakości, która jeszcze bardziej wzmacnia poczucie narracyjnej konserwatywności. Nieliczne sceny przemocy, uwięzione w powściągliwym uścisku wizualnym, pozwalają jeszcze bardziej uwydatnić (nie)ludzkie oblicze.

The Clovehitch Killer to wyjątkowo sprytny, dobrze wykonany thrillerem, który zagłębiając się w tradycjonalizm i obraz idealnego amerykańskiego patriarchatu, znajduje w nim obietnicę czegoś zgniłego i niebezpiecznego. Reżyser wraz ze scenarzystą prowokują pornograficzne, brutalne instynkty, często ledwo skryte pod osłoną szlachetności, i wciągają widza w podszytą czarnym humorem zabawę w psychoanalizę. Efekt tej prywatki jest zarówno aktualny, jak i ponadczasowy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.