Podsumowanie 2018 – wersja retro

Szanowni Państwo! Jak zwykle, zaraz po standardowym podsumowaniu zeszłego roku zapraszamy do lektury wersji retro – wyliczanki powstałych przed XXI wiekiem filmów, które mieliśmy okazję w zeszłym roku poznać i znacząco polubić, a teraz chcielibyśmy się naszą sympatią doń pochwalić i do seansów przekonać. Wzięło się za to osiem osób z naszego pokładu, każda przygotowując listę faworytów (do 10 tytułów) oraz polecankowy opis jednego z nich. Tradycyjnie, wybrane tytuły reprezentują skrajnie różne kino – od francuskiego, przez japońskie, po węgierskie, od klasyki, po obskurę. Zapraszamy do lektury!


Akira (1988) * Bocassa – echa mrocznego imperium(1990) * Dreszcze (1975) * Filar (1962) * The Big Racket (1976) * Milano calibro 9 (1972) * Na nabrzeżach (1954) * Uprowadzenie (1993) * Ostatni człowiek na Ziemi (1964) * Zagłada domu Usherów (1960)

Oskar Dziki

Dzika planeta (reż. René Laloux, 1973)

Ojciec z córką znajdują na polu osierocone, bezbronne stworzenie. Matka istoty została przed chwilą zabita dla zabawy przez grupę bezdusznych dzieciaków. Po wykładzie na temat odpowiedzialności ojciec przystaje na prośbę córki, by zatrzymać je w formie zwierzątka domowego. Schemat fabularny znany jest z wielu podobnych, przeznaczonych dla najmłodszych, historii o empatii i przyzwoitości. Jednak w świecie tego klasycznego filmu animowanego reżysera René Lalouxa i scenarzysty Rolanda Topora dziewczyna i ojciec okazują się postawnymi, niebieskimi przedstawicielami gatunku Draag, a ich nowym podopiecznym okazuje się ludzki chłopak. Terr, bo takie imię nadane zostaje naszemu bohaterowi, w końcu wyrywa się z pozłacanej klatki uciekając do wspólnoty dziko żyjących ludzi. Na tytułowej planecie ludzkość zajmuje miejsce gdzieś przy końcu łańcucha pokarmowego dla fantazyjnych stworzeń zrodzonych z wyobraźni twórców. Ich istnieniu zagrażają nie tylko pragnący się ich pozbyć przy pomocy pestycydów Draagowie. Zagrożenie w postaci ptaków, owadów, a nawet roślin czeka tutaj na każdym kroku. Laloux przypomina nam, że nasza własna nisza ekologiczna jest o wiele bardziej krucha niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni. W środowisku obfitującym w surrealistyczne groteski, Omy (jak o ludziach mówią Draagowie) wydają się dziwnie nie na miejscu. Sami kosmici, ze swoimi szerokimi, czerwonymi oczyma i niebieską skórą, sprawiają wrażenie istot pięknych, eterycznych, stojącymi w opozycji do prostych potworów. Ich mistyczne praktyki istotne są nie tylko dla kulminacji filmu, wskazują również, iż jest to gatunek dalece rozwinięty duchowo. Terr w oczach widza wyrasta na swoistego Prometeusza, który zakazaną wiedzą dzieli się ze współplemieńcami. Ta boska wręcz mądrość wznosi ludzi ponad formę prostego zwierzęcia, przynosząc odpowiedź na to, w jaki sposób zakończyć odwieczną wojnę z Draagami. Czas kulturowego zgiełku, w jakim powstała Planeta odcisnął na niej swoje postkolonialne, pełne sadyzmu i paternalizmu, piętno. Tak jak Omy, tak samo ludy Afryki, Azji i Bliskiego Wschodu przekonały się, że potrzebują czegoś więcej niż broni, aby zwalczyć ciężar europejskiej hegemonii. Film zbliża się do snu, czasami grożąc utratą spójności i rozpadając się na zwykłe sekwencje fantasmagorii. Jednak obcość języka, w jakim przekazuje nam prawdy (ekologiczne, teologiczne, polityczne i empatyczne) pasuje tylko do przypowieści o zagubieniu w tak dziwnym świecie.


Czarny Kot (1934) * Dzika planeta (1973) * The Lair of the White Worm (1988) * The Long Hair of Death (1964) * Nierozłączni (1988) * Nightmare City (1980) * Rabid Dogs (1974) * Spider Baby (1968) * Strait-Jacket (1964)

Piotr Kuszyński

Theatre of Blood (reż. Douglas Hickox, 1973)

Edward Lionheart (w tej roli niezastąpiony Vincent Price) to znany i lubiany przez publikę aktor szekspirowski, który jednak nie zaskarbił sobie sympatii krytyki filmowej. Ta nieustannie beształa wykonawcę w swoich recenzjach, co w końcu doprowadziło do załamania nerwowego i “samobójstwa” artysty. Dwa lata po tym zdarzeniu nieprzychylni Lionheartowi krytycy zaczynają ginąć w niezwykle osobliwych okolicznościach, bo, jak się okazuje, wszystkie morderstwa nawiązują do sztuk Williama Szekspira. Fabuła Theatre of Blood może bardzo mocno kojarzyć się z wcześniejszym filmem z Price’m w roli głównej: Odrażającym dr. Phibesem, w którym to główny bohater również w wymyślny sposób pozbywa się osobników, którzy w jakiś sposób przyczynili się do jego osobistej tragedii. Na szczęście nie w sposób mówić tutaj o jakiejkolwiek wtórności. Film niezwykle szybko się rozkręca i  serwuje nam coraz to bardziej pomysłowe i kuriozalne sceny, takie jak pojedynek szermierski na trampolinach, czy karmienie pewnego nienażartego krytyka szarlotką upieczoną z jego własnych piesków. Theatre of Blood to obraz w bardzo zgrabny sposób łączący makabrę i humor, które są tu podawane naprawdę pojemnymi chochlami. Price pokazuje (nie po raz pierwszy zresztą), że doskonale czuje się w kampowej stylistyce i trudno oprzeć się wrażeniu, że rola Lionhearta sprawiała mu dużo radości. Może to mieć związek z pewnym podobieństwem między aktorem a odgrywanym przez niego bohaterem. W końcu Price również nie był zbytnio lubiany przez ówczesną krytykę filmową i wielokrotnie zarzucano mu chociażby przesadną aktorską szarżę, więc być może była to dla niego okazja, by symbolicznie utrzeć nosa malkontentom. Theatre of Blood to nie tylko zabawna i cudownie rozrywkowa produkcja, ale także jedna z ostatnich naprawdę dobrych pozycji w filmografii znakomitego aktora.


Buntownicy neonowego boga (1992) * Człowiek, który spadł na ziemię (1976) * Dom egzorcyzmów (1973) * Hardware (1990) * Judex albo zbrodnia doskonała (1963) * Król śmierci (1990) * Macario (1960) * Mahler (1974) * Ulice w ogniu (1984)

Sara Nowicka

Krew (reż. Pedro Costa, 1989)

Długometrażowy debiut portugalskiego reżysera nosi wszelkie znamiona pierwszego dzieła – jest połączeniem osobistej historii z miłością do kina. Costa opowiada o dwóch braciach: 17-letnim Vicente i 10-letnim Nino, których nagle opuszcza ojciec. Scena otwierająca Krew sugeruje uniwersalność opowieści – widzom ukazują się twarze zmartwionych, rozbudzonych w środku nocy lub ogarniętych niespokojnym snem dzieci, a główny bohater jest przedstawiony jako jeden z wielu. Reżyser przyznaje w wywiadach, że filmem tym rozlicza się ze swoim dzieciństwem. Nino to przykład porzuconego chłopca, który mimo młodego wieku, wyglądają jak zniszczony życiem dorosły. Wiarygodności nadała postaci gra naturszczyka, znalezionego w sierocińcu chłopca o imieniu Nuno. Niemal dokumentalny realizm łączy się we Krwi z kryminalną fabułą. Nie wiadomo bowiem, czy ojciec opuścił dom, czy został zabity przez starszego z synów. Tajemnicza jest również postać wujka chłopców, który usilnie próbuje zaadoptować młodszego z nich. Bohaterowie skazani są na nieustanną ucieczkę i walkę o byt. Trzecim składnikiem historii jest wątek miłosny, rozgrywający się w ponurych, lecz romantycznych przestrzeniach, między Vincentem a Clarą (zjawiskowa Inês de Medeiros). I tu trzeba powiedzieć o rzeczy najważniejszej. Zdjęciach. Głębokich, gęstych, ciemnych i przypominających, że, niezależnie od starań, współczesne czarno-białe filmy nijak się mają do piękna tych starszych. Costa wielokrotnie wspomina o uwielbieniu, jakim darzy kino Roberta Bressona, Charliego Chaplina i Jaquesa Tourneura, a ich wpływ wyraźnie widać już w jego debiucie. Dodałabym jeszcze kino noir, równie zapatrzone w poezję cieni, tworzonych padającym przez żaluzje światłem.


Black Tavern (1972) * Intimate Confessions of the Chinese Courtesan (1972) * Legenda klanu Taira (1955) * Marital Relations (1955) * Pillow Book (1996) * Samotna żona (1964) * Świat Apu (1959) * Vengeance of a Snow Girl (1971) * Wielkie miasto (1963)

Mateusz R. Orzech

Execution in Autumn (reż. Hsing Lee, 1973)

Tajwański kandydat do Oscara z 1972 roku, Execution in Autumn pozostaje cenionym, acz niezbyt szeroko znanym klasykiem tajwańskiego kina oraz bodaj najbardziej cenionym dziełem reżysera Hsinga Lee. Akcja filmu rozgrywa się w epoce dynastii Han (początek III wieku). Jest to szczególny okres w historii Chin, jako że wtedy rozwinęła się znacząco m.in. administracja kraju. Poprzez krótki wstęp narrator z offu informuje widzów o symbolice pór roku, która spowodowała, że kary śmierci w ówczesnych Chinach wykonywało się tylko jesienią. Równocześnie obserwujemy przebieg egzekucji. Wstęp w prosty, acz nader skuteczny sposób wprowadza do filmu, nie tylko tworząc wrażenie początku interesującej opowieści, a dzięki zastosowanej, nieco przytłumionej kolorystyce, wszystkiemu nadając posępnego wrażenia. Film zgłębia losy skazanego na śmierć więźnia, nie szczędząc przy tym retrospekcji uzupełniających portrety pozostałych postaci. Lee tworzy tu wyraźny dualizm świata przedstawionego (później go nieco zacierając), czerpiąc inspiracje z taoistycznej dychotomii yin/yang, charakteryzowanej przez zło (złodzieja, namawiającego protagonistę do podłych uczynków) oraz dobro (uczonego, starającego się pokazać protagoniście pozytywny kierunek życia oraz pomóc mu zaakceptować swój los). Lee szuka też powodów zepsucia człowieka, sprowadzając je przede wszystkim do nieodpowiedniego wychowania. Akcja produkcji rozgrywa się na przestrzeni roku i, także w nawiązaniu do Taoizmu, jest cudownie akcentowana przez zmieniające się pory roku. Pojawiają się tu także akcenty konfucjańskie, bodaj najsilniej zaznaczone w krytyce nadmiernej pobłażliwości dzieciom. Pewne psychologiczne uproszczenia nie rażą w wolnym toku narracji oraz – jeśli nie przede wszystkim – dzięki brawurowej kreacji odgrywającego główną rolę Weia Ou. Warto też wspomnieć doskonałą ścieżkę dźwiękową autorstwa Japończyka Ichirou Saitou (autora muzyki m.in. do filmów Kenjiego Mizoguchiego Ugetsu i Życie O-Haru)


Amerykański gotyk (1987) * Baby Blood (1990) * Czy zabiłbyś dziecko? (1976) * Diabły (1971) * Młyn kamiennych kobiet (1960) * Miasto żywej śmierci (1980) * Oczy bez twarzy (1960) * Spider Baby (1968) * Widmo (1955)

Marta Płaza

Torso (reż. Sergio Martino, 1973) 

Dwa lata po premierze Krwawego obozu Mario Bavy, który zwykło uważać się za pierwszy włoski proto-slasher w historii, do głosu doszedł Sergio Martino, dokładając również swoje trzy grosze do tego rodzącego się wówczas nurtu. W Torso dostajemy wszystko to, czym tak szczodrze w kolejnych latach mieli nas obdarowywać slasherowi twórcy: zamaskowanego mordercę, seryjność mordów,  kampusową atmosfer, oraz cycki i dużo, dużo frywolności. Akcja filmu rozgrywa się w ośrodku akademickim, którym wstrząsa fala okrutnych morderstw. Władze uczelni do spółki z policją zwołują specjalne zebranie, na którym ostrzegają studentów przed tajemniczym zabójcą. Wszyscy zaczynają robić się bardzo podejrzliwi, czego serdecznie ma dość czwórka przyjaciółek. Chcąc odizolować się od makabrycznych wydarzeń, wyjeżdżają do eleganckiej willi w małym, przytulnym miasteczku. Coś, co miało być bezpieczną przystanią, szybko staje się grobowcem, gdy okazuje się, że w ślad za dziewczętami wyruszył morderca. Sergio Martino nie bawi się w subtelności. Proto-slasherowe giallo w jego wykonaniu pachnie narkotykami, hipisowską imprezą i lesbijskim seksem. Morderca jest wyjątkowo tajemniczy (znakomita maska!) i pomysłowy w uśmiercaniu atrakcyjnej młodzieży. Świetną pracę wykonali tutaj zarówno spece od efektów gore, jak i operator, dzięki którym dostaliśmy sporo świetnie zainscenizowanych scen morderstw. Dziewczęta z kolei chętnie się rozbierają, ale walczyć też potrafią! Nie są jedynie atrakcyjnymi ozdobami filmu, ale i motorem napędowym akcji. Suzy Kendall zupełnie niezasłużenie przepadła we wszystkich możliwych zestawieniach najfajniejszych lasek z horrorów. Martino trzyma to wszystko mocną ręką, od czasu do czasu puszczając oko do widza. Mimo mocno pretekstowej fabuły, całość trzyma wysoki poziom do ostatniej minuty. Jest żart, jest świetna scenografia, jest też tajemnica. Szczególnie druga połowa filmu, zrealizowana w willi, mocno zaskakuje realizatorskim pomysłem i dawkowaniem napięcia.  Pulpa pełną gębą!


Chłodnym okiem (1969) * Cut-Throats Nine (1972) * Dom egzorcyzmów (1973) * Jeździec znikąd (1953) * Ludzie Koty (1942) * Navajo Joe (1966) * Ostatnie tango w Paryżu (1972) * Porozmawiajmy o kobietach (1971) * Spalone ofiary (1976) * Zmierzch Bogów (1969)

Antoni Urbanowicz

Amityville II : Opętanie (reż. Damiano Damiani, 1982)

Powiem szczerze, choć może i kontrowersyjnie –Horror Amytiville (1979) uważam za wyjątkowo nieudaną ramotę, której popularność jest dla mnie nieodgadnioną materią. Stawianie oryginalnego Amytiville na równi z takimi dziełami, jak Lśnienie (1980) czy Egzorcysta (1973), na co zdarzyło mi się parokrotnie natrafić, zakrawa na istną kpinę. Jest to po prostu nudny, generyczny horror o nawiedzonym domu i niewiele ponad to .Jego prequel z 1982 roku to już jednak zupełnie inna para kaloszy. W wyniku niecodziennego procesu myślowego kogoś z Hollywood, na reżyserskim krzesełku zasiadł sam Damiano Damiani, znany z rewelacyjnego spaghetti westernu A Bullet for the General (1969). Scenariusz zaś był owocem współpracy między Tommy’m Lee Wallace (Halloween 3) a Dardano Sacchettim (niewymienionym w czołówce) – stałym współpracownikiem Lucio Fulciego. Przy takiej ekipie twórczej nie mogło powstać nic innego, jak tylko fascynujące kuriozum. Tym razem ekipa lokatorów domu na ulicy 112 Ocean Avenue to rodzina Montelli, luźno inspirowana prawdziwą rodziną De Feo. Ah, cóż to jest za wesoła gromadka! Ojciec to agresywny pijak (niezrównany Burt Young) miłujący lanie pasem. Starsze rodzeństwo lubuje się w kazirodczych gierkach, a młodsze w sadystycznych, takich jak nałożenie z zaskoku plastikowej siatki na głowę. Naprawdę nie potrzeba tutaj elementów nadnaturalnych, żeby odczuć trwogę obserwując ich wszystkich w akcji. Jeśli już jesteśmy przy wątkach paranormalnych, to Damiani niespecjalnie chce się bawić w gry wstępne z widzem i już pierwsze odkręcenie kranu skutkuje zalaniem zlewu krwią! Tak szaleńcze tempo nie zwalnia już do końca seansu. Strzelby strzelają same z siebie, kredki namawiają do zabicia rodziców, a sam diabeł kontaktuje się przy pomocy walkmana. I to wszystko jedno po drugim, bez chwili na odetchnięcie od diabolicznych atrakcji. Druga połowa filmu mutuje zaś w śmieciową podróbkę Egzorcysty, ciesząc oko widza stosunkowo zgrabnie wykonanymi trickami z dziedziny groteskowej charakteryzacji. Może ciężko jest nazwać Amityville II dobrym filmem w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale jest bez wątpienia czymś wyjątkowym. To eksperyment, który pokazuje co się stanie, jeśli dasz włoskiemu specjaliście od kina gatunkowego pieniądze na realizację kontynuacji kasowego amerykańskiego horroru. Wyobraźcie sobie alternatywną rzeczywistość, w której sequel Koszmaru z Ulicy Wiązów (1984) jest kręcony przez samego Fulciego. Amytyville II daje nam możliwość szybkiej przejażdżki po takim świecie, więc lepiej zapnijcie pasy.


Chłodne lato 53-go (1987) * Colossus: The Forbin Project (1970) * Dead of Night (1972) * El diabólico (1977) * The Last Desperate Hours (1974) * Nieuchwytny wróg (1983) * (1987) * Potwór na zamku (1997) * Udręka (1987) * Zdarzenie (1969)

Wongo

The Wind Is Whistling Under Their Feet (reż. Szomjas György, 1976)

Podany na zimno goulash western mogący śmiało konkurować z dziełami czołowych mistrzów spaghetti. Wyobraźmy sobie bowiem alternatywny prolog Pewnego razu na Dzikim Zachodzie (1968) Sergia Leone, w którym Harmonijka, nim rozpocznie swoją zemstę, rozniesie garścią dynamitu miejsce dawnej szubienicznej egzekucji, połączmy to z utaplanym w błocie i śniegu nihilizmem filmów Sergia Corbucciego i zaludnijmy obraz postaciami wyglądającymi jakby pochodziły z jakiejś mrocznej wersji Janosika. Akcja melancholijnej ballady Szomjasa György’ego rozgrywa się w pierwszej połowie XIX wieku, gdzieś na terenie Wielkiej Niziny Węgierskiej. Bezkresne połacie puszty stanowią dom dla pasterzy, ale również schronienie koniokradów, wagabundów i opryszków zwanych betyárami. Wkrótce jednak ten świat odejdzie w przeszłość, za sprawą budowy kanału mającego przekształcić jałowe ziemie w gospodarcze tereny rolnicze. Nie trudno tu o skojarzenia ze skoncentrowanymi wokół ekspansji kolei żelaznej opowieściami o schyłku Dzikiego Zachodu, a o tym, że westernowe zapożyczenia są zamierzone, zaświadcza choćby scena cytująca ikoniczne ujęcie rozpoczynające Poszukiwaczy (1956) Johna Forda. W centrum zdarzeń pojawia się budzący postrach jeździec znikąd, odziany w czerń mściciel imieniem Gyurka (bułgarsko-serbski aktor Đoko Rosić). Bezwzględny zbieg z więzienia okaże się być bohaterem nie tylko okrutnym, ale i tragicznym. Choć skłonny jest zasiąść z wrogiem do pojednawczej miski gulaszu, to jednak ciąży na nim fatum ciągnące go nieubłaganie w stronę szubienicy, którą podpalił w symbolicznej początkowej scenie. Niewiele tutaj dialogów, funkcję narracyjną często pełni muzyka, czy to w formie budujących niesamowity klimat ludowych zaśpiewów, czy też w żałobnej melodii skrzypiec. Czasem zaś ujęty w malarskie kadry jesienno-zimowy pejzaż wypełniony jest tylko wiatrem – tym, co gwiżdże pod stopami wisielców.


California (1977) * Cienie gorącego lata (1977) * Czarny dzień w Black Rock (1955) * Czarodziej gore (1970) * Jeden dzień w Sundown (1957) * Raining in the Mountain (1979) * Rififi (1955) * Samotny jeździec (1959) * Shoot First, Die Later (1974)

Marcin Zembrzuski

Obława (reż. Arthur Penn, 1966)

Film, który ciężko jednoznacznie zaszufladkować. To zarazem thriller, neo-western, łamiący serducho dramat i mnóstwo krytyki społeczno-obyczajowej. Wszystko kręci się wokół złodzieja imieniem Bubber (Robert Redford!), który ucieka z więzienia. Niestety w trakcie ucieczki jego zwyrodniały wspólnik zabija pewnego jegomościa i zostawia Bubbera z jego trupem. Antybohater jest więc zaraz poszukiwany i za morderstwo. Co gorsza, choć celuje w ucieczkę do Meksyku, rezultatem zwykłego pecha wraca do swoich rodzinnych stron. A tam do schwytania go szykuje się już szeryf Calder (mocarna kreacja Marlona Brando), tam też żyje cała masa jednostek, które, uogólniając, albo się charakternego złodzieja z różnych powodów boją, albo marzy im się dokonanie na nim linczu w starym dobrym stylu. Albo jedno i drugie. Akcja całości rozgrywa się w ciągu ledwie jednej doby, głównie zaś w sobotnią noc, kiedy, w związku z trzema oddzielnymi i podobnie dużymi imprezami, sporo mieszkańców teksańskiego Tarl County zalewa się w trupa. Kolejne postaci są coraz to bardziej pijane i dochodzi do coraz ostrzejszych sytuacji uwypuklających ich konformizm, fałsz, głupotę, agresję, hipokryzję, tchórzostwo, rasizm. Tym samym Arthur Penn jawi się tutaj jako Wojciech Smarzowski na 50 lat przed Wojciechem Smarzowskim. Oczywiście w zupełnie innej części świata, lecz z podobnym przekrojem przez społeczeństwo, w podobnym (chwilami iście delirycznym) stylu i z tak samo ostrą krytyką. Ostatecznie mnóstwo tu goryczy, smutku i przemocy (jest tu jedna z najokrutniejszych scen bójek, jakie w życiu widziałem). Najciekawsza jest jednak „westernowość” filmu. Obława to też bowiem przewrotna parafraza legendarnego W samo południe (1952). O ile w klasyku Freda Zinnemanna szeryf zostaje opuszczony przez mieszkańców miasteczka, których broni przed bandytami, tak tutaj szeryf próbuje schwytać przestępcę nie tyle w imię sprawiedliwości, co by go uratować przed mieszkańcami miasteczka… Sposób, w jaki to wszystko się klei, liczne i zawsze celne obserwacje relacji międzyludzkich, starannie budowana dramaturgia, rewelacyjne aktorstwo, reżyserska precyzja i scenariopisarska bezkompromisowość – Obława to prawdziwy majstersztyk. Kolejny dowód na to, że zdecydowanie warto grzebać w historii kina.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.