Pam Grier (i początki blaxploitation). Najtwardsza laska w mieście

Share

26 maja skończyła 65 lat. Dziś już nieco zapomniana przez świat filmu, żyje głównie w pamięci kinomanów z rozrzewnieniem wspominających szalone lata siedemdziesiąte. We współczesnej kulturze, gdy już niemal wszystko zostało powiedziane i mało co szokuje, Pam Grier nie miałaby aż takiej siły przebicia. Zaistniała jednak w czasach, gdy kino potrzebowało przekraczać granice estetyki. Gdy potrzebowało kobiet takich, jak właśnie ona.

Pam Grier to prawdziwa mistrzyni wizerunku. Kobieta, która z własnego emploi uczyniła swój największy atut i stała się symbolem nie tylko kina blaxsploitation, ale i dochodzącego do głosu dzięki rewolucji obyczajowej społeczeństwa afroamerykańskiego. Stworzyła typ bohaterki, która była nośnikiem perwersyjnej przyjemności, znakiem zmieniających się czasów i symbolem kina wkraczającego na nowe tory. Niedziwne więc, że to właśnie jej przypisuje się zdefiniowanie charakteru archetypicznej heroiny kina blaxsploatacji: kobiety seksownej, niezależnej i bezczelnie pewnej siebie.

Nurt blaxplotation, wyodrębniony z cieszącego się olbrzymią popularnością w latach siedemdziesiątych kina eksploatacji, oferował nowe spojrzenie na kino afroamerykańskie, które do tej pory najczęściej uderzało w polityczne, nierzadko naznaczone rasizmem, tony.

Sweet Sweetback’s Baadasssss Song

Realia życia w USA na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nadal były trudne dla Afroamerykanów. Zamieszki na tle rasowym wybuchały w wielu miastach na terenie całych Stanów Zjednoczonych; do głosu doszły Czarne Pantery – radykalna organizacja polityczna utworzona w celu ochrony praw czarnej społeczności. Zabójstwo Martina Luthera Kinga w 1968 roku przypieczętowało dramatyczne nastroje panujące w kraju. Nic więc dziwnego, że Afroamerykanie domagali się swojego głosu w kinie, który reprezentowałby ich punkt widzenia, pokazywał ich codzienność i zwracał uwagę na problemy, z którymi się borykają. Pomóc miało w tym właśnie blaxploitation.

Termin powstały z połączenia słowa „black” z terminem „exploitation” (odnoszącym się do, uogólniając, taniego kina, które prezentowało niewyszukane treści) mówi właściwie wszystko o tym, co może się pod nim kryć. Nurt blaxploitation przenosił na grunt czarnoskórego społeczeństwa brudny świat, pełen ekscentrycznych treści, w których nie ma żadnych granic ani poczucia moralności. W filmach skierowanych do czarnej publiczności występowali przede wszystkim czarnoskórzy aktorzy, często w świadomie przerysowanych, stereotypowych rolach, uderzających w typowe wyobrażenia białej części społeczeństwa na temat Afroamerykanów. Widz miał więc do czynienia z opowieściami zaludnionymi przez przestępców, narkomanów, prostytutki i ich alfonsów. Z całą tą paradą wykolejeńców najczęściej próbowali zmagać się charyzmatyczni detektywi bądź też bohaterowie próbujący pomścić swoje krzywdy.

Mimo że za protoplastę gatunku uznaje się już film W upalną noc (In the Heat of the Night) z 1967 roku, to jednak blaxploitation wystartowało na dobre w 1971 roku, wraz z premierą Sweet Sweetback’s Baadasssss Song oraz Shafta.

Wymowny fragment plakatu do Sweet Sweetback’s Baadasssss Song.

Pierwszy z nich, wyreżyserowany przez Melvina van Peeblesa, opowiadał historię tytułowego Sweetbacka, który pracuje na co dzień w dość nietypowym lokalu. Któregoś dnia przybytek odwiedzają gliniarze, którzy – naciskani przez opinię publiczną – poszukują kozła ofiarnego w sprawie o morderstwo. Właściciel klubu wyznacza do tej roli Sweetbacka. W drodze na komendę policjanci zatrzymują młodego członka Czarnych Panter, którego na oczach głównego bohatera biją niemal do nieprzytomności. Sweetback postanawia zareagować, ściągając tym samym na siebie gniew całej policji Los Angeles.

Film zrealizowany w zaledwie dziewiętnaście dni wyprzedził o krok równie słynnego Shafta, zdobywając tym samym koronę inicjatora blaxploitation. Mimo że Sweet Sweetback’s był filmem kiepsko zagranym i słabo zrealizowanym, to jednak robił olbrzymie wrażenie swoim politycznym zaangażowaniem.

Nie była to jedynie bzdurna rozrywkowa opowiastka, wyprodukowana ku uciesze mało wymagającej gawiedzi, ale film, który w chwili powstania był prawdziwym manifestem przeciwko brutalnemu traktowaniu czarnoskórych obywateli. Nie bez powodu Sweetback ratuje członka akurat Czarnych Panter.

Film na tyle spodobał się swoim odbiorcom, że Huey P. Newton – założyciel Panter – tuż po premierze nakazywał każdemu kandydatowi, który chciał wstąpić do organizacji, dokładne zapoznanie się z dziełem Van Peeblesa.

Co najciekawsze, w kultowym filmie Amerykanina pojawiają się przedstawiciele różnych nacji: również Latynosi i biali, którzy wspomagają głównego bohatera w jego ucieczce. Sweet Sweetback’s, kończący się dość oczywistą metaforą i sloganem: „WATCH OUT – A BAAD ASSSSS NIGGER IS COMING BACK TO COLLECT SOME DUES…”, przetarł szlaki kolejnym filmom.

Shaft
Shaft

Niedługo po nim na świat przyszedł Shaft Gordona Parksa, opowiadający historię czarnoskórego detektywa, który otrzymuje zadanie odnalezienia porwanej córki wpływowego gangstera.

Sukces filmu zapoczątkował prawdziwą serię sensacyjnych widowisk, które zaspokajały popyt na nowy typ kina afroamerykańskiego: rozrywkowego i bezpretensjonalnego. Produkcjom tego typu przyświecał jeden cel – zarobienie jak największej sumy pieniędzy przy ponoszeniu jak najmniejszych kosztów. Nierzadko więc dzieła te były kiczowate, kiepsko zrealizowane, jeszcze gorzej zagrane, ale niewątpliwie stanowiły unikatową, nieznaną dotychczas rozrywkę. Nie dziwi więc fakt, że twórcy późniejszych dzieł blaxploitation robili wszystko, aby przyciągnąć do kin coraz większe rzesze odbiorców, poniekąd znosząc tym samym ograniczenia etniczne wynikające z charakteru prezentowanych historii. Oferując filmy emocjonujące, zabawne, kuszące nie tylko atrakcyjnymi fabułami, ale i paniami, które często zdobiły reklamujące je plakaty, nurt blaxploitation potrafił zaspokoić przeróżne gusta.

Wkrótce na gruncie gatunku zaczęły pojawiać się kolejne gwiazdy, których nazwiska z czasem stały się marką samą w sobie. Jedną z nich była Pam Grier – młoda aktorka, która w swoich filmach bezpardonowo rozprawiała się z najgroźniejszymi przeciwnikami.

Przygodę z Hollywood Grier rozpoczęła dość typowo. Po tym jak zajęła trzecie miejsce w wyborach miss stanu Colorado, postanowiła spróbować szczęścia na kolejnym tego typu konkursie, który okazał się dla niej tym przełomowym. Tam wypatrzył ją agent Dave’a Baumgartena i zaprosił do Fabryki Snów, aby spróbowała swoich sił w aktorstwie. W 1967 roku przeniosła się do Los Angeles, gdzie początkowo pracowała jako recepcjonistka w American International Pictures Company, a po godzinach uczęszczała do szkoły aktorskiej.

The Big Doll House
The Big Doll House

Obdarzona egzotyczną urodą młoda kobieta nie musiała długo czekać na swój ekranowy debiut. Niewielką rólkę otrzymała już w 1970 roku u samego mistrza kina seksploatacji, Russa Meyera, który zatrudnił ją jako jedną z atrakcyjnych ślicznotek w swoim Poza doliną lalek (Beyond the Valley of the Dolls). Na swój prawdziwy kinowy debiut Grier musiała jednak poczekać jeszcze rok. To właśnie wtedy świat kina po raz pierwszy usłyszał o dwudziestodwuletniej Pam. Przyczynił się do tego film The Big Doll House w reżyserii Jacka Hilla, który zaproponował początkującej aktorce rolę rozbuchanej seksualnie lesbijki. To undergroundowe dzieło, sztandarowy przedstawiciel nurtu women in prison, opowiadało historię kilku kobiet zamkniętych w więzieniu. Skazane za różne przestępstwa – od zabójstwa męża, przez polityczną niepoprawność, aż po uzależnienie od narkotyków – planowały ucieczkę z więzienia. Powodzenie planu wiązałoby się nie tylko z fizycznym, ale i mentalnym wyzwoleniem z opresyjnej rzeczywistości. Sam film był wszak reklamowany hasłem: „Their bodies were caged, but not their desires. They would do anything for a man. Or to him”. Mając je na uwadze, przesłanie filmu staje się nad wyraz czytelne. Więzienie jako klatka staje się w filmie Hilla niejako symbolem dawnego, patriarchalnego porządku rzeczy, z którego główne bohaterki pragną się wyzwolić. Chcą nie tylko fizycznej wolności, ale również prawa do wolności politycznej, światopoglądowej i – zgodnie z duchem rewolucji obyczajowej – wolności seksualnej.

Jack Hill wiedział, że jego młoda podopieczna obdarzona jest potencjałem, który należało czym prędzej wykorzystać. Mimo że kolejne role młodej aktorki nadal opierały się przede wszystkim na jej urodzie, to jednak dzięki swojej niebywałej charyzmie (a poniekąd także wyobraźni reżyserów) Pam Grier udowodniła, że jest kimś więcej niż tylko atrakcyjną kobietą, której jedynym zadaniem jest ozdabianie ekranu.

Dwa lata po debiucie kinowym Pam otrzymała od Hilla swoją pierwszą główną rolę – w filmie Coffy. Historia pielęgniarki, której młodsza siostra trafia do szpitala po zatruciu heroiną, to prawdziwe kino zemsty w kobiecym wydaniu. Coffy chce pomścić krzywdy siostry i nie przebiera w środkach, zabijając każdego dilera narkotyków, gangstera czy alfonsa, który odważy się stanąć na jej drodze. Aby osiągnąć swój cel, Coffy najczęściej wykorzystuje… własne ciało, uwodząc nieświadomych niczego mężczyzn po to, aby w najważniejszym momencie pozbawić ich życia.

Film Jacka Hilla, mimo że nie ustrzegł się negatywnej stereotypizacji, podejmował dwie kwestie nietypowe dla tego typu kina. Pierwsza z nich dotyczy samej postaci silnej i niezależnej kobiety, która radzi sobie z wrogami nie gorzej niż mężczyźni. Jest to o tyle duża zmiana, że do tej pory kobiety w kinie eksploatacji były zwykle traktowane jako jednostki podrzędne, których głównym celem jest zaspokajanie męskich fantazji. Jak sam Roger Ebert ironicznie zauważył w swojej recenzji Coffy, rola kobiety w kinie blaxploitation sprowadzała się najczęściej do jednej sceny seksu na początku filmu oraz kolejnej pod koniec. Jeżeli bohaterka miała więcej „szczęścia”, mogła dostać scenę również w środku filmu, która oczywiście także sprowadzała się również do zaspokajania męskiego ego.

W filmie Hilla następuje odwrócenie tego porządku rzeczy. Coffy z jednej strony nadal pozostaje atrakcyjnym „kąskiem”, ale gdy przychodzi co do czego, to potrafi skutecznie się mścić. To ona w sytuacji łóżkowej pozostaje jednostką dominującą, która decyduje o rozwoju akcji.

Coffy zaskakiwała również krytyką handlu narkotykami, który w latach siedemdziesiątych – i to nie tylko w społeczności Afroamerykanów – przeżywał swoje najlepsze lata. W filmie Hilla w stronę tytułowej bohaterki pada znamienne pytanie: „Czy chcesz zabić każdego, kto jest zamieszany w ten nielegalny proceder?”. Coffy bez śladu zastanowienia odpowiada: „Dlaczego nie?”, po czym wyrusza wypełniać swoją krwawą powinność.

Mimo wszystko Jackowi Hillowi było daleko taniego moralizatorstwa. Coffy do końca pozostała filmem rozrywkowym, na którym twórcy postanowili nie oszczędzać. Siłą napędową produkcji były więc przede wszystkim sceny efektownej przemocy wymieszane z wysmakowaną erotyką. Pam Grier, mimo że stosunkowo często prezentowała swoje wdzięki, to jednak nigdy nie robiła tego w ordynarny sposób. Obdarzyła swoją bohaterkę wielką charyzmą, chętnie bawiła się dwoją postacią i dobrze czuła akcję, co przekładało się na ciekawszy odbiór samych scen erotycznych.

Również przemoc w filmie Hilla została sportretowana szczególnie malowniczo. Strzały ze strzelby wprost w głowę czy malowniczy catfight z rozdzieranymi „przypadkowo” sukienkami to momenty, które widza z lat siedemdziesiątych mogły szokować.

Wszystkie te czynniki sprawiły, że Coffy okazała się olbrzymim sukcesem. Można było się spodziewać, że twórcy pójdą za ciosem i uraczą widzów drugą częścią przygód walecznej pielęgniarki. Zamiast tego Hill postanowił jednak nakręcić kolejny film, w którym Pam Grier mogłaby pokazać, na co ją stać. Początkowo miał to być sequel Coffy pod tytułem Burn, Coffy, Burn, ostatecznie ujrzał jednak światło dzienne jako Foxy Brown (1974).

Pam Grier wcieliła się w postać młodej kobiety, która – aby pomścić śmierć swojego chłopaka – przenika do półświatka, zatrudniając się jako ekskluzywna prostytutka. Podobnie jak w przypadku Coffy, również tutaj twórcy negatywnie odnosili się do narkotyków. Tym razem poprzez postać chłopaka Foxy, byłego tajnego agenta, który walczył z handlarzami i zginął z rąk przestępców próbujących wyrównać swoje porachunki.

Sam film w dużej mierze powielał po prostu schematy i motywy, które Hill zawarł wcześniej. Na szczęście dla widzów zrobił to w stylowy i atrakcyjny sposób. Pam po raz kolejny zagrała więc silną kobietą, która bierze sprawy w swoje ręce i nie waha się używać siły. Swoje wdzięki, podobnie jak Coffy, wykorzystywała po to, by zwabić mężczyzn w śmiertelną pułapkę.

Hillowi udała się rzecz znamienna. Z jednej strony stworzył film, który dla fanów poprzedniego przeboju był całkowicie zrozumiałym sequelem znanej historii, natomiast dla tych widzów, którzy wcześniejszego obrazu nie znali, stanowił odrębną i integralną całość. Tym razem rozwinęła się również sama bohaterka grana przez Pam. Foxy dzięki temu okazała się postacią ciekawszą i lepiej wykreowaną niż Coffy – budziła sympatię widza, odkrywając z biegiem akcji kolejne warstwy swojego charakteru. Z jednej strony bywała seksowną, ostrą i niezależną kobietą; z drugiej – w odpowiednich momentach pokazywała delikatne i wrażliwe oblicze zakochanej kobiety, którą niesprawiedliwie spotkało olbrzymie zło. Foxy, jak przystało na kobietę żyjącą w twardym męskim świecie, w końcu i tak wzięła sprawy w swoje ręce i dążyła do tego, by sprawiedliwości stało się zadość.


Współpraca z Jackiem Hillem okazała się dla Pam kluczowa w rozwoju dalszej kariery. Wraz z kolejnymi filmami, takimi jak Black Mama, White Mama (1973) czy ‚Sheba, Baby’ (1975), aktorka jedynie potwierdzała swój status królowej kina blaxploitation, ikony i reprezentantki nowej fali bohaterek, które miały do kina wkroczyć już niedługo, przeciwstawiając się męskiemu punktowi widzenia.

Grier od początku umiejętnie bawiła się swoim wizerunkiem, nie dając się zaszufladkować jako śliczna, ale głupiutka panienka, która ma być tylko i wyłącznie atrakcją ekranu. Zgrabnie połączyła zabawę seksizmem, typowym dla nurtu seksploatacji, który wybrzmiewał w nie mniejszym stopniu również w blaxploitation, z myślą feminizmu drugiej fali, która dała o sobie znać na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych na gruncie rewolucji obyczajowej. Oprócz rzeczy istotnych dla pierwszej fali (jak edukacja i zmiany w prawie), druga fala podejmowała również kwestie równouprawnienia i kobiecej seksualności. Dzięki temu bohaterki Grier były przede wszystkim kobietami atrakcyjnymi, aktywnymi i wyzwolonymi seksualnie, które swój urok osobisty wykorzystywały jako broń przeciwko mężczyznom – najpierw ich uwodząc, a potem bezpardonowo się z nimi rozprawiając.

Był to z pewnością nowy punkt widzenia dla kinematografii, która częstokroć portretowała kobiety jako towarzyszki mężczyzn – uczestniczki, a nie inicjatorki stosunku seksualnego. Rewolucja obyczajowa pchnęła więc nie tylko społeczeństwo, ale i kino na nowe tory, dając kobietom możliwość wykazania się w innych rolach. Mimo że bohaterki grane przez Grier na pierwszy rzut oka naznaczone były piętnem stereotypizacji i seksizmu, to jednak zawsze tego piętna zgrabnie się pozbywały.

Sam nurt, mimo że zmienił w dużym stopniu położenie kinowych bohaterek, to jednak nie przeżył próby czasu. Dziś pozostaje jedynie zgrabnym i kultowym reliktem przeszłości, któremu hołd złożył nie kto inny jak sam Quentin Tarantino, kręcąc w 1997 roku Jackie Brown – film, który nie tylko przypomniał światu o blaxploitation, ale i samej Pam Grier, aktorce przecierającej niegdyś szlaki paniom, które w kolejnych latach miały się rozprawiać z tym ciężkim męskim światem. Wkład Grier w rozwój popkultury i zmianę postrzegania kobiecych bohaterek docenił również feministyczny świat.

Aktorka była pierwszą Afroamerykanką, która znalazła się na okładce magazynu „Ms.”, założonego przez Glorię Steinem i Dorothy Pitman Hughes, przedstawicielki i aktywistki feminizmu drugiej fali. Do dziś Grier nazywa Steinem swoją mentorką.

Marta Płaza

Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa. Miłośniczka horrorów, gór i kociego futra. Po godzinach marzy o wyjeździe do Nowego Jorku na festiwal filmów Tromy.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.