Nocne plemię (1990). Kraina Czarów Clive’a Barkera

Proza brytyjskiego pisarza grozy Clive’a Barkera nie miała zbyt dużego szczęścia do ekranizacji; pierwsze z nich, powstałe w latach 80-tych, były dla samego autora tak rozczarowujące, że ten postanowił sam zasiąść na stołku reżyserskim, czego efektem były Hellraiser (1987) i opisywane tutaj Nocne plemię. O ile ten pierwszy był dziełem niezależnym, drugi finansowany był przez duże wytwórnie Fox i Morgan Creek, co pierwotnie przyczyniło się do artystycznej i komercyjnej porażki. Producenci kompletnie bowiem nie rozumieli wizji Barkera, toteż wypuścili do kin film mocno pocięty, starając się go sprzedać jako slasher. Owa okrojona wersja, choć nie poradziła sobie ani wśród krytyków, ani w box officie, z czasem stała się w kręgach fanów horroru małą perłą.

Bohaterem filmu jest Aaron Boone (Craig Sheffer). Cierpi on na powracające koszmary senne o mieście Midian, kryjówce wszelkiej maści potworów, i leczy się u psychiatry Phillipa Deckera (David Cronenberg). Nie wie, że Decker jest wyrzynającym całe rodziny psychopatą, który chce zrzucić na niego winę za swoje zbrodnie. Szukając ucieczki odnajduje Midian i (niespodzianka!) okazuje się, że potwory faktycznie je zamieszkują. Boone zostaje ugryziony przez jednego z nich, po czym rozstrzelany przez policję. Sprawa wydaje się zamknięta, jednak ciało Boone’a znika z kostnicy. Jego dziewczyna, Lori (Anne Bobby), postanawia na własną rękę odkryć, o co w tym wszystkim chodzi.

Nocne plemię pokazuje nieco inne oblicze twórcy Hellraisera. Kręci on rzecz niejednokrotnie szokującą i makabryczną, ale zamiast pełnokrwistego horroru, bliżej jej do mrocznej baśni, w dodatku takiej, która mogłaby skraść serce Tima Burtona (co ciekawe, za soundtrack odpowiedzialny tu jest stały współpracownik Burtona – Danny Elfman). Tytułowe Nocne plemię to społeczność odmieńców i istot nadprzyrodzonych, która od wieków była prześladowana przez zwykłych ludzi. Mimo swojego niejednokrotnie groteskowego wyglądu są oni postaciami pozytywnymi, nikomu nie. Wszystko się zmieni, kiedy o ich istnieniu dowie się psychopatyczny Decker; będzie się starał przekonać policjantów z pobliskiej miejscowości, że monstra są groźne i należy je wszystkie wybić. Konflikt jest zatem utrzymany w czarno-białych barwach, a takie motywy, jak kult inności i krytyka szeroko rozumianej ksenofobii zostają przez Barkera poddane sporej hiperbolizacji, jednak nie wypada to ani nachalnie, ani groteskowo. Barkerowi nie zależy na moralizatorstwie, a raczej na zwykłym opowiedzeniu szalonej historii i wyjątkowym, makabrycznym świecie.

Jak już wspomniałem, studio dość mocno ingerowało w kształt produkcji, co poskutkowało powstaniem aż trzech różnych wersji Nocnego plemienia. Wersja kinowa (trwająca ponad godzinę i czterdzieści minut), Cabal Cut (pierwotnie planowana przez Barkera wersja trwająca aż dwie i pół godziny, która oficjalnie nigdy nie została wydana) oraz wersja reżyserska wydana w 2014 (trwająca dokładnie dwie godziny i dwie minuty i często mylona z Cabal Cut). Ingerencji wytwórni dopatrzeć się można chociażby już przy wyborze obsady. Gdy Barker rozważał obsadzenie roli Aarona Boone’a Rutherem Hauerem i Christopherem Lambertem, wymuszono na nim zaangażowanie Craiga Sheffera. I choć miło byłoby zobaczyć dwóch wyżej wymienionych panów na ekranie, tak Sheffer poradził sobie całkiem dobrze, co widać zwłaszcza w wersji reżyserskiej, gdzie jego postać została o wiele lepiej rozwinięta. Barker przywrócił także sporą część zmasakrowanego przez studio wątku miłosnego – w wersji kinowej obecność Lori w późniejszych partiach filmu zdawała się nie mieć żadnego sensu, a wątek jej i Boone’a nie doczekał się żadnej konkluzji. A Sheffer i Anne Bobby posiadali bardzo dobrą ekranową chemię i dobrze, że wiele ich wspólnych scen zostało odratowanych, bo dzięki nim wątek miłosny może wreszcie wybrzmieć jak należy.

Tym jednak, kto zawsze kradnie dla siebie scenę, jest… David Cronenberg w roli Deckera. Tak, Kanadyjczyk kojarzony niemal wyłącznie z reżyserią wykreował w ramach swojej pierwszej (i jedynej) dużej filmowej roli hipnotyzującego wręcz antagonistę. Decker jest przebiegłym manipulatorem i bezwzględnym szaleńcem, a jego motywacja nie jest do końca jasna. Niekiedy bije od niego aura tak wielkiej demoniczności, że wywołuje ciarki na plecach, a co najgorsze – jest psychiatrą, przez co nikt go o bycie szaleńcem nie posądzi. A w ramach wisienki na torcie, podczas dokonywania mordów nosi groteskową maskę z białej skóry (choć nigdy nie przestanie mnie nurtować, jak może on w niej cokolwiek widzieć). Cronenberg odnalazł się w roli złoczyńcy doskonale i wielka szkoda, że nigdy więcej zaangażowano go do czegoś podobnego.

Pokaźny budżet Barker spożytkował należycie – jako reżyser pokazał, że daje radę utrzymać na swoich barkach nie tylko kameralną historię, ale też bardziej spektakularną, wartką i (zwłaszcza w finale) wybuchową. Midian z kolei pełne jest wymyślnych, surrealnych kreatur, które nie tylko robią wrażenie swoim wyglądem, ale też jakością wykonania charakteryzacji i wielka szkoda, że wiele z nich widzimy tylko na krótkich pojedynczych ujęciach. I to właściwie można mieć Nocnemu plemieniu za złe, bo o ile prezentuję plejadę rewelacyjnie wyglądających stworów, tak większość z nich nie doczekała się jakiegokolwiek sportretowania.

Oglądając kinową, trwającą 102 minuty, wersję można było odnieść wrażenie, że Barker nawrzucał do niego zbyt wiele pomysłów nie rozwijając ich jak należy. Odzyskane 20 minut dodatkowego materiału uporządkowało całość i uczyniło ją znacznie bardziej spójną. To makabryczna wersja Alicji w Krainie Czarów, historia walki dobra ze złem, opowieść o odmienności i miłości – motywach prostych i podanych w prosty sposób, ale będących pretekstem do przedstawienia wyjątkowego, działającego na wyobraźnię świata. I można tylko żałować, że nie doczekaliśmy się żadnej kontynuacji, a furtka dla takiej w obu wersjach się znajduje. Szkoda też, że samego Barkera praca nad Nocnym Plemieniem zniechęciła do przemysłu filmowego do tego stopnia, że zasiadł on na stołku reżysera później tylko raz, kręcąc Władcę Iluzji (1995).

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.