Hongkong i okolice. Rok 1965

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

Wybór filmów jest podyktowany zwykle ich dostępnością. Wiele z interesujących pozycji, szczególnie tych ze studia Shaw Brothers zostało wydanych na DVD i Blu-rayu, dzięki czemu na rynku jest całkiem sporo przyjaznych dla widza znającego język angielski wydań, wiele z nich możemy sprowadzać np. z Tajwanu. Niestety, większość filmów z innych studiów – do czasu osiągnięcia popularności produkcji z Golden Harvest – jest bardzo ciężka lub praktycznie niemożliwa do zdobycia, co tyczy się zwłaszcza produkcji kina kantońskiego. My naszą przygodę z filmami rozpoczynamy w 1965 roku, kiedy to Shaw Brothers wystartowało z tzw. „nową szkołą kina wuxia”, mającą odcinać się od tradycji shenguai – w wielkim skrócie: kina fantastycznego – i skupić się na realizmie, psychologicznym ciężarze, okrucieństwie i bardziej wyniszczających walkach. Jako takie, studio zapisało się w historii kina nie tylko poprzez bogaty zbiór interesujących i nowatorskich pozycji, lecz również szeroko wpłynęło na rozwój kina akcji i sztuk walki nie tylko w Azji, lecz na całym świecie.

Jako że w ramach niniejszej serii będzie przewijać się duża liczba produkcji wuxia zapraszam do zapoznania się z artykułem nt. tego gatunku: część pierwsza „Od Tianyi do Shaw Brothers”, część druga „Od Shaw Brothers do współczesności”.

Sons of Good Earth aka The Fighting Guerilla
Da di er nu
reżyseria: King Hu
scenariusz: King Hu i Kang Cheng
premiera: 19.03.1965
studio: Shaw Brothers

Obsada: Peter Chen Ho, Betty Loh Tih, Kwan Lee, King Hu, Feng Tien, Ya-Yan Chen, Yee-Chau Chiang, Yee-Chau Ha, Feng Ku i wielu innych.

Sons of Good Earth jest reżyserskim debiutem legendarnego Kinga Hu, który co prawda za kamerą już wcześniej pracował, ale do tej pory nigdy nie pełnił obowiązków reżysera samodzielnie. Hu zresztą nie tylko odpowiada tu za reżyserię, ale jest również współautorem scenariusza oraz wcielił się w drugoplanową rolę heroicznego komendanta i, później, lidera partyzantów.

Produkcja jest dramatem wojennym, rozgrywającym się w małym miasteczku. Główna część filmu ma miejsce podczas okupacji japońskiej podczas drugiej wojny światowej, lecz pierwszy akt rozgrywa się przed okresem wojennym, stanowiąc wprowadzenie, podczas którego poznajemy protagonistów oraz dwójkę z antagonistów w ich codziennym życiu. Akcja skupia się przede wszystkim na dwóch przyjaciołach: nieco fajtłapowatych, lecz odważnych i o złotym sercu mężczyznach, przypadkiem natykających się na dziewczynę zmuszoną do prostytucji przez miejscowe, przestępcze małżeństwo. Między jednym z bohaterów a dziewczyną prędko rodzi się romantyczne uczucie. Tak też w pierwszym akcie, choć nie brak scen dramatycznych, dominuje wrażenie radości i pozytywnego postrzegania świata. W jego utrzymaniu, mimo przewijających się informacji o zbliżającej się agresji Japonii, pomagają scenki humorystyczne, umieszczone taktownie i nie powodujące uczucia zażenowania.

Nastrój filmu gwałtownie się zmienia wraz z przybyciem Japończyków. Jak można się spodziewać mamy tu do czynienia z klasycznie negatywnym portretem japońskiej armii, charakterystycznym dla hongkońskich produkcji. Japończycy to zwyczajni barbarzyńcy, którzy zabijają, zastraszają, gwałcą, poniżają innych. To skrajni rasiści, korzystający z przewagi militarnej aby znęcać się nad słabszymi; to butni brutale, którzy wymienili kulturę na karabiny, dobroć na okrucieństwo, a ludzkie odruchy traktują jako przejaw słabości.

Większość filmu opisuje życie Chińczyków pod jarzmem okupanta, przedstawiając tragiczny los mieszkańców, pokazując znęcających się nad nimi Japończyków oraz piętnując kolaborantów. Mimo że czasem i pozytywne postaci są zmuszone do współpracy z agresorem – czy to z pragnienia przeżycia czy ratunku bliskich – Sons of Good Earth w rzeczywistości prezentuje zupełnie czarno-biały obraz świata w kwestiach moralnych. Japończycy i kolaboranci są zawsze w stu procentach źli, a członkowie ruchu oporu i ludzie, którzy zostali zmuszeni do pracy dla Japończyków wbrew własnej woli są całkowicie dobrzy. Zresztą ostatecznie każdy znajdzie tu granicę swojej wytrzymałości, co doprowadzi do dołączenia do ruchu oporu praktycznie wszystkich.

Produkcję zaś doprowadzi to w naturalny sposób do scen akcji i wielkiej strzelaniny między partyzantami a japońską armią. Już w tym wczesnym etapie kariery Hu widać jego przywiązanie do kwestii strategicznych. Bitwa jest przemyślana, kolejne ruchy obu armii sensowne i przedstawione tak, by widz jak najdokładniej wiedział, gdzie i o co toczy się dana strzelanina podczas większej bitwy. Oczywiście jako pierwszy film reżysera, nie wszystko tu idzie, jak trzeba – często wymiany ognia prezentują się mało realistycznie, a pod koniec chaos walki zaczyna dominować nad strategicznym wyczuciem, przez co zaczynamy oglądać coś, co wygląda na luźną sekwencję krótszych starć między Chińczykami a Japończykami. Ponadto wydaje się, że nie było dla Hu korzystnym zmuszenie go do kręcenia filmu w studyjnych scenografiach, które z pewnością pozwalały na zaoszczędzenie czasu i pieniędzy, lecz zupełnie nie pomagały w utrzymaniu realistycznego wrażenia. Tym bardziej, że plan zdjęciowy był dość mały i Hu na przestrzeni ponad 107 minut nieraz jest zmuszony korzystać z tych samych scenografii i pokazywać je pod różnymi kątami i z różnych perspektyw, tak by wizualnie urozmaicać swoją produkcję.

Ostatecznie Sons of Good Earth jest w moim odczuciu – mimo kilku potknięć i ckliwego finału – bardzo udanym filmem. Jest tu sporo emocji, brak popadania w przesadę i całość zwyczajnie potrafi trzymać w napięciu. Równocześnie widać też, dlaczego Hu zrealizuje dla Shawów jeszcze tylko jeden film: techniczne ograniczenia narzucane przez studio i brak większej swobody artystycznej kłóciły się z wizją reżysera, która w pełni zakwitnie dopiero podczas współpracy z Union Films.

Świątynia Czerwonego Lotosu
Temple of the Red Lotus

Jiang hu qi xia
reżyseria: Tseng-Hung Hsu
scenariusz: Chiang Shen
studio: Shaw Brothers
premiera: 01.10.1965

Obsada: Ping Chin, Yu Wang, Lieh Lo, Bo-Bo Fung, Ivy Ling Po i inni.

Temple of the Red Lotus jest pierwszym filmem Shaw Brothers, rozpoczynającym wieloletni trend hongkońskiego kina wuxia i modyfikującego je pod względem zarówno formalnym, jak treściowym. W kontekście produkcyjnym, studio zwiększyło budżety przeznaczone na realizacje swoich filmów oraz wprowadziło obraz panoramiczny (nazywany ShawScope). Temple of the Red Lotus jest również pierwszym filmem wuxia zrealizowanym w kolorze. Nie dziwi więc, że przy tworzeniu tak prestiżowej i mającej na celu wprowadzenie nowego trendu produkcji, twórcy zdecydowali się wykorzystać jako podstawę fabularną Jianghu qixia zhuan (Legenda dziwnych szermierzy) Pingjianga Buxiaoshenga. Powieść Buxiaoshenga została wcześniej zaadaptowana pod koniec lat 20. w szanghajskim kinie, w formie filmu, składającego się z 18 lub – jak podają niektóre źródła – 19 części. Produkcja, która nie przetrwała do naszych czasów, wprowadziła szereg innowacji do chińskiego kina – od latających szermierzy i „świetlnych” mieczy po popularyzację stylistyki shenguai – przez co osiągnęła spektakularny sukces. Filmy zostały otoczone kultem ówczesnych widzów, a kolejne remake’i czy też nowe adaptacje powieści zwykle były tworzone jako początek nowych rozdziałów w kinie wuxia, z towarzyszącą im pewnością twórców co do ich sukcesu, bazującego na nieśmiertelnej legendzie kultowych klasyków.

Produkcja Hunga Hsu niestety nie wpisuje się w chlubną tradycję kina wuxia jak adaptacja z lat 20. i, nie licząc kwestii wprowadzenia koloru oraz panoramicznego obrazu, jawi się jako mało oryginalny, wręcz anachroniczny film, nie spełniający obietnicy nowoczesności gatunku złożonej przez Shaw Brothers. Hung Hsu w dużej mierze korzysta z elementów spopularyzowanych w latach 60. przez pisarzy powieści nowej szkoły literatury wuxia jeśli chodzi o elementy eskapistyczne: mnogość postaci, luźno powiązane ze sobą wątki, umieszczanie akcji w miejscach najeżonych pułapkami, lecz czyni to bez poparcia moralną ambiwalencją czy psychologicznym realizmem, a nawet można tu spostrzec cechy shenguai, niezbyt sprytnie ukryte w quasi-realistycznym przedstawieniu akcji. Z drugiej strony dość ostrożne podejście do gatunku nie dziwi w kontekście dekady nieobecności wuxia w katalogu studia, co sprawiło, że film stara się połączyć zarówno nowe, jak i klasyczne trendy gatunku w próbie zdobycia jak najszerszej widowni i podbicia rynku.

Temple of the Red Lotus opowiada o młodzieńcu (Wang), który próbuje zemścić się za śmierć rodziny. W tym celu zmierza do przyjaciół i mistrzów z jianghu, świata sztuk walki, których zamierza poprosić o doszlifowanie jego zdolności szermierczych. Po drodze poznaje legendarną bohaterkę (Ling Po), która ratuje mu życie, gdy ten przypadkiem natyka się na walkę zamaskowanego gangu kradnącego skarb jego właścicielom. Kobieta okazuje się być nie tylko najpotężniejszym z mistrzów sztuk walki, lecz również jest w nieznany sposób związana z losem protagonisty. Ten się zaś komplikuje, gdy wychodzi na jaw, że jego przyjaciele i nauczyciele stanowią gang, który nieomal go pozbawił życia. Mężczyzna decyduje się dociec prawdy, lecz zakochanie się z wzajemnością w córce (Chin) mistrza nie pomaga mu w misji. Nie minie wiele czasu nim na drodze ku miłości i szlachetnej zemście staną twarde prawo rodowe jego ukochanej oraz właściciele skarbu ze Świątyni Czerwonego Lotosu.

Wątek miłosny został przedstawiony w dość prosty i rozczarowujący sposób, za to gdy mężczyzna otwarcie wystąpi przeciw rodzinie swojej ukochanej oraz gdy napotka mistrzów Świątyni Czerwonego Lotosu film nabiera, nawet jeśli tylko na ostatnie minuty, zdecydowanego rozpędu. Jego wielką zaletą jest ukrywanie motywacji wielu postaci, dzięki czemu osoby niezaznajomione z literackim pierwowzorem czy poprzednimi jego adaptacjami będą od czasu do czasu zaskakiwane rozwojem akcji. Udanie wypadają też sceny sztuk walki, mimo że na dzisiejsze standardy prezentują się nadto archaicznie. Szczególnie starcia z kobiecymi wojownikami pozostawiają sporo do życzenia, lecz w walce mężczyzn dostrzec można sporo ciekawych rozwiązań. Oprócz finalnego starcia w pamięć zapada krótka potyczka między dwiema legendami kina wuxia i, później, kung fu Yu Wangiem i Lieh Lo. Ten pierwszy prezentuje się również udanie jako aktor, wcielając się w idealistycznego, naiwnego i zakochanego młodzieńca, co jest szczególnie warte zauważenia na tle nadchodzących w jego karierze produkcji. Należy również zaznaczyć, że w filmie nie zobaczymy zakończenia historii, gdyż została ona rozpisana jako trylogia.

The Twin Swords
Yuan yang jian xia
reżyseria: Tseng-Hung Hsu
scenariusz: Chiang Shen
studio: Shaw Brothers
premiera: 22.12.1965

Obsada: Ping Chin, Yu Wang, Bo-Bo Fung, Lieh Lo, Ivy Ling Po i inni.

The Twin Swords jest bezpośrednią kontynuacją Temple of the Red Lotus. Tym razem jednak twórcy odchodzą od romansu czy ukrywania intencji postaci, i niemal od razu przechodzą do oczekiwanego ataku na przestępczą organizację Czerwonego Lotosu. Tym samym zwiększono liczbę walk i scen brnięcia przez pomysłowe pułapki złego gangu, zmniejszając równocześnie liczbę dialogów, co wychodzi tylko na korzyść dynamice filmu. Niestety, z powodu wyraźnego archaizmu, jaki doskwiera produkcji, The Twin Swords traci współcześnie ogromną część ze swego uroku. Produkcjom Hung Hsu nie udało się wytrzymać próby czasu tak, jak filmom Kinga Hu czy Cheh Changa. Największą zaletą staje się przez to obecność intrygujących pułapek, które muszą pokonywać bohaterscy mistrzowie sztuk walki. Szkoda też, że finalne starcie stanowi rozczarowujący i nader krótki pojedynek.

W produkcji wprowadzony został również marginalny wątek potężnej broni, stworzonej na podobieństwo lutni. Oprócz krótkiej prezentacji jej mocy, twórcy później do niej nie wracają. Jej historia stanie się bowiem w centrum osi fabularnej ostatniej części trylogii, wydanej po tytułem The Sword and the Lute.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.