Hongkong i okolice. Rok 1973 (część I)

Chung Wong i Lily Li (w centrum) w "The Delinquent".

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

Ambush aka The Besieged
Mai fu
reżyseria: Meng-Hua Ho
scenariusz: Patrick Kong
choreografia scen akcji: Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 05.01.1973

Obsada: Hung Chiu, Ching Li, Chi-Ching Yang, Hsieh Wang, Dean Shek, Ling Kong, Shen Chan, Lin Tung, Pang-Fei Lee, Chung Han, Pang Pang, Jackie Chan i inni.

Honorowy mistrz sztuk walki i właściciel firmy ochroniarskiej imieniem Gong Wu Wan (Pang-Fei Lee) otrzymuje zlecenie ochrony cennych diamentów. Z powodu ich wartości decyduje się poprosić o pomoc w wypełnieniu zadania mistrza z innej firmy: Zhi Long Fana (Chi-Ching Yang). Ten się zgadza, lecz w rzeczywistości wraz ze złoczyńcą Ba Tu (Hsieh Wang) organizują zasadzkę; dwaj niegodziwcy kradną diamenty, mordują Wana, ukrywają jego ciało i podstawiają sfabrykowane dowody jakoby to on był winny kradzieży. Sprawie natychmiast postanawia przyjrzeć się syn zabitego mistrza: konstabl Chao Fan Wan (Hung Chiu). Niestety okazuje się, że on również jest podejrzewany o udział w zbrodni. Uciekając przed prawem i przed ścigającym go gangiem przewodzonym przez nieustępliwego Chung Hana (Shen Chan), Wan decyduje się ukryć w posiadłości Fana…

Fabuła Ambush w dość znacznej mierze stanowi zbiór klisz znanych z mnogich wuxia, lecz Kong każdą z nich nieco modyfikuje, dzięki czemu – szczególnie w pierwszej połowie filmu – żadne z wydarzeń nie przebiega zgodnie z przewidywaniami widza. Te delikatne modyfikacje klasycznego dla wuxia (a szczególnie shawowskiego wuxia) szablonu są niewątpliwie wielką zaletą produkcji. Stąd też w powyższym zarysie fabuły pominąłem niektóre z głównych wątków i postaci, aby nie psuć przyszłym widzom przyjemności z samodzielnego poznawania historii. Wspomnieć jednak muszę o niewielkiej w niej obecności Ching Li; choć w czołówce jest przedstawiana jako główna gwiazda filmu, to jest to niestety tylko marketingowy chwyt. Li była wtedy jedną z najpopularniejszych żeńskich gwiazd w kraju, jej sława tym samym znacząco przyćmiewała pozostałych aktorów z obsady. W rzeczywistości gra ona niezbyt rozbudowaną i ze wszech miar stereotypową rolę obligatoryjnej piękności, jaka początkowo – podobnie do innych postaci żeńskich z Shaw Brothers – zachowuje się nieco irracjonalnie. Później zaś pozostaje na pozycji kobiety, którą wciąż trzeba ratować z opresji. Li oczywiście jako uzdolniona i atrakcyjna aktorka prezentuje się na ekranie bardzo udanie, lecz szkoda, że nie otrzymała ciekawszej roli. Interesująca kreacja przypadła za to w udziale Ling Kong; szczegółów nie mogę zdradzić ze względu na intrygującą rolę jej postaci w fabule, dość jednak powiedzieć, że dzięki niej Ho wzbogacił film o sceny nacechowane erotycznie. Ostatnim aktorem, o którym wypada wspomnieć jest Dean Shek w nietypowej dla siebie kreacji poważnego, stonowanego szermierza.

Największą zaletą produkcji są jednak reżyseria i liczne nawiązania do różnych gatunków. Od quasi-horrorowych scen na cmentarzu, poprzez lekko erotyczne, na świetnie zainscenizowanych walkach kończąc. Sceny akcji mimo niezaprzeczalnej archaiczności i widocznych trudności z wykonaniem skomplikowanych choreografii przez aktorów (w czym nader często przychodzą im w sukurs dublerzy) przedstawiają się atrakcyjnie zarówno wizualnie, jak choreograficznie. Ponadto niemal wszystkie starcia są tu wynikiem jakiejś zasadzki, co świetnie współgra z tytułem filmu i sprawia, że ten nie odnosi się wyłącznie do zawiązującego fabułę wydarzenia. Na największą uwagę zasługuje tu z pewnością pojedynek między protagonistą a antagonistą przy starym wiatraku – jednej z klasycznych shawowskich scenografii. Po świetnie przeciągniętym wstępie, przeciwnicy ruszają do krwawej, długiej, wyniszczającej walki, która toczy się wewnątrz i na zewnątrz budynku. Ho i Chui wykorzystują podczas jej trwania niemal każdy element rozpadającego się, lecz wciąż działającego i nieustannie „skrzeczącego” wiatraku. Ho zresztą udanie korzysta też z innych efektów dźwiękowych; często w scenach, gdzie stara się wygenerować silniejszy suspens zwiększa głośność dźwięków tła lub dodaje lekki efekt echa czy to odgłosowi czarki, stawianej na karczmianej ławie czy też miecza wyciąganego z pochwy.

Ambush to zatem zawierający pomysłowe, przejaskrawione czasem choreografie, cechujący się świetną reżyserią i kilkoma intrygującymi zwrotami fabularnymi film wuxia, polecany każdemu fanowi gatunku. Choć w drugiej połowie Ho i Kong popadają nieco w rutynę, a scenariusz nie zawsze jest logiczny, to nie są to wady, jakie mogą zepsuć frajdę z oglądania. Zalety produkcji należy tym bardziej podkreślić jako że jest to jeden z dwóch filmów Ho ukończonych jeszcze w 1971 roku (drugim jest The Golden Lion, także z Ching Li w obsadzie), jakie zostały przez Shaw Brothers odłożone na półkę z zamiarem późniejszego ich zaprezentowania widowni, gdy pojawi się dogodna luka między bardziej prestiżowymi propozycjami studia. Powody przesunięcia premier były najpewniej dwa: po pierwsze kino wuxia zaczynało wtedy tracić popularność na rzecz kung fu, stąd też szermiercze popisy Ho nie były już dla Shawów priorytetem. Po drugie, produkcje tego reżysera, nawet cieszący się kultowym statusem The Lady Hermit, osiągały bardzo niskie wyniki finansowe. Stąd też choć zarówno Ambush, jak i The Golden Lion (wydany dopiero w 1975 roku) są niewątpliwie udanymi i wartymi obejrzenia produkcjami wuxia, to brak dużej ilości wielkich nazwisk w obsadzie oraz gwałtownie rosnąca popularność kung fu sprawiły, że w okresie powstania nie miały szans na zyskanie należnej im renomy.

Fist of Anger aka Not Scared to Die aka Eagle’s Shadow Fist aka In Eagle’s Shadow Fist
Ding tian li di
reżyseria: Mu Chu
scenariusz: Lam So
choreografia scen akcji: Cheung-Yan Yuen
studio: Great Earth
premiera: 12.01.1973

Obsada: Ching Wong, Alex Lung, Yuen Qiu, Jackie Chan, Mu Chu, Nan Chiang, Cheung-Yan Yuen, Ho Yam, Man-Tai Lee, Chuk-Hing Kwok, Li-Jen Hao, Ling-Ling Hung i inni.

Udający adaptację prawdziwych wydarzeń niskobudżetowy film kung fu w reżyserii Mu Chu to kolejna opowieść o pozbawionych wszelkiego honoru, zabijających i gwałcących na lewo i prawo, kłamliwych Japończykach, przeciw którym do walki stają bohaterscy Chińczycy. Tym razem manifestują się oni pod postacią mistrza sztuk walki i teatralnego aktora w jednym: Jinga Fonga Tanga (Ching Wong). Wspierają go inni aktorzy z jego trupy, jednak wszyscy prócz jednego – Tzera Shi (Jackie Chan) – pełnią w filmie marginalną rolę. Tang i Shi zamieszkują razem w domu należącym do schorowanego rykszarza (znany z Shaw Brothers Li-Jen Hao), któremu wcześniej pomogli, gdy ten zasłabł na drodze. W tym samym domu mieszka także atrakcyjna wnuczka mężczyzny (Qiu Yuen) oraz dalsza część jego rodziny.

Zło do miasteczka, gdzie rozgrywa się akcja Fist of Anger, przybywa pod postacią japońskiego kapitana i mistrza karate Tiena Chuha (Alex Lung) i służącego z nim komandora (Mu Chu). Wsparciem dla okupanta jest też miejscowy, oportunistyczny zdrajca pan Jiang (Nan Chiang), lider gangu pełnego okrutnych bandziorów.

Chu i So starają się nadać swojej produkcji poważny, tragiczny ton. Prymarnie objawia się on tym, że zarzucają pozytywne postaci coraz większymi tragediami. Japończycy i kolaboranci biją, torturują, gwałcą i zabijają kolejnych Chińczyków, a nasi bohaterowie nie są w stanie wszystkich uratować. Niestety fabuła jest mocno powtarzalna i przez to nużąca, ponadto nie licząc większej ilości brutalnych zdarzeń niewolniczo podąża torami wytyczonymi przez poprzednie filmy kung fu opowiadające o walkach z japońskim okupantem. Nie pomaga też, że scenariusz So jest chaotyczny i nigdy nie udaje mu się stworzyć pełnokrwistego portretu protagonisty, ani tym bardziej lepiej zarysować postaci drugoplanowych, z których większa część pozostaje nienazwana.

To co jednak pogrąża produkcję, szczególnie biorąc pod uwagę jej przynależność gatunkową, to sceny sztuk walki. Yuen – jeden ze słynniejszych choreografów scen akcji w historii – stworzył tu swoją bodaj najgorszą pracę. Choreografie są zaskakująco monotonne i zwykle ograniczają się do przedstawienia tłuczących się na przemian po piersiach i brzuchach postaci, od czasu do czasu sięgających po jakiś chwyt czy urozmaicających w kółko powtarzane ataki jakimś innym ciosem. Yuen z rzadka każe wojownikom korzystać też z drewnianego pala, co jednak niewiele pomaga, tym bardziej, że aktorzy są mało energiczni, a montaż często zbyt usilnie próbuje sztucznie dodać starciom dynamiki. Najgorzej prezentuje się finałowy pojedynek: długi i mozolny, jedynie przedostatni cios prezentuje się w nim interesująco.

Fist of Anger najpewniej zostałby zupełnie zapomniany, gdyby nie fakt, że w małej roli pojawia się tu Jackie Chan. Współcześnie więc – podobnie jak w przypadku Police Woman – film jest promowany jego nazwiskiem na okładkach wydań DVD, a w dodanej później czołówce figuruje on jako odtwórca głównej roli, co oczywiście nie jest prawdą. Fist of Anger pozostaje tym samym produkcją, którą można polecić jedynie największym fanom Chana, chcącym obejrzeć każdy film z jego udziałem.

Call to Arms
Dao bing fu
reżyseria: Chiang Shen
scenariusz: Chiang Shen, Li-Min Hsu
choreografia scen akcji: Wo-Ping Yuen, Cheung-Yan Yuen
studio: Shaw Brothers
premiera: 18.01.1973

Obsada: Hua Tsung, Fan Hsia, Ban Cheung, Yu Chang, Hsieh Wang, Chen Chan, Chi-Ching Yang, Wen-Chung Ku, Teresa Ha, Li Tung, Bolo Yeung i inni.

Call to Arms to po brzegi wypełniona intrygami opowieść, jakiej główny wątek dotyczy prób podboju państwa Chao przez tyrańskiego cesarza China. Z Chao sąsiaduje też państwo Wei, którego władcy słusznie przewidują, że zarządzane przez nich terytoria też mogą stać się niebawem posiłkiem w menu nienasyconego dyktatora. Stąd też w życie wcielony zostaje plan zabójstwa podłego cesarza. Jego realizacji podejmuje się bohaterski Hai Zhu (Ban Cheung), wprawny szermierz i szlachetny bohater. Jego misja niezbyt się jednak wiedzie i niebawem z pierwszoplanowej postaci zostaje zredukowany do drugoplanowej, co następuje po około dwudziestu minutach czasu trwania produkcji. Wtedy też książę Ling Shun (Hua Tsung) rusza z własną misją zjednoczenia dwóch armii, aby dać popis wspólnej potęgi militarnej Wei i Chao. Na jego drodze staje jednak książę Wei (Chen Chan), pragnący utrzymania pozycji w państwie i bez przerwy starający się o względy pięknej Jiang Su Yu (Fan Hsia). Gdy jej ojciec zostaje zabity przed szpiega China, kobieta poprzysięga, że udzieli pomocy temu, kto wesprze ją w zemście. Sprawia to, że niebawem otrzymuje niebezpieczne zadanie wykradzenia emblematu władzy nad armią, będącego w posiadaniu Weia.

Call to Arms posiada niezwykle chaotyczną fabułę, zamkniętą w ramach quasi-historycznego kina. Na szczęście, mimo skakania poprzez liczne wątki, przez większość czasu wydaje się ona dość logiczna i choć niezbyt zaskakująca, to również nie w pełni przewidywalna. Niestety Shenowi nigdy nie udaje się zapanować nad narracyjnym zamętem. Najgorzej prezentują się introdukcje kolejnych zamieszanych w intrygę postaci, czasem wręcz brak jest jakiegokolwiek wprowadzenia i istotne dla rozwoju historii osoby pojawiają się nieraz znikąd. Tak duża ich ilość zaś wiąże się z ich nikłym rozbudowaniem, co z kolei sprawia, że widz nie ma praktycznie żadnych szans zżycia się z jakimkolwiek bohaterem. Bardzo kiepsko przedstawiona została też – będąca jednym z punktów przełomowych filmu – sekwencja akcji w obozie niewolników. Twórcy w jej trakcie gubią zdolności logicznego myślenia i oferują widzom zbiór kuriozalnych scen. Później wracają na szczęście do poziomu poprzedzającego niefortunną sekwencję.

Większość z tych problemów narracyjnych wynikło zapewne z bałaganu produkcyjnego. Prace nad Call to Arms przebiegały bowiem w niemałych trudnościach. Pierwszą wersję filmu stworzono jeszcze w 1970 lub 1971 roku, w niej w postać Zhu wcielał się Yi Chang. Zanim jednak produkcja weszła na ekrany kin Chang odszedł z Shaw Brothers i dołączył do konkurencyjnego studia Golden Harvest. Na tę wieść Shawowie zdecydowali się wstrzymać premierę aby nie zrobić reklamy aktorowi rywali. Shawowie nie byli oczywiście zadowoleni, że nie mogą wykorzystać ukończonej produkcji, toteż zdecydowali aby Shen nagrał znaczną część scen od nowa, tym razem z Ban Cheungiem zastępującym Yi Changa. Wymagało to dość daleko idących zmian, jako że Zhu nawet gdy schodzi z centralnej pozycji to i tak jest obecny w większości ważniejszych scen, ponadto można przypuszczać, że wiele z nich zwyczajnie wycięto lub ograniczono rolę, jaką postać ta pełniła w filmie. W tym kontekście nie dziwi, że tok narracji jest tu tak poszatkowany.

Call to Arms dość solidnie za to przedstawia tragiczny wątek Su Yu, kobiety wpierw niechętnej poświęceniu swojego honoru i dziewictwa za los ojczyzny, ostatecznie jednak ofiarującej całą siebie dla sprawy. Jest to bodaj najciekawszy w filmie wątek, gdyż jej poświęcenie jest innej natury niż mężczyzn. Choć bowiem oni także – jeśli nie przede wszystkim – narażają swoje życie w walce o wolność kraju, to czynią to z prawdopodobieństwem przeżycia, a ich działaniom (przynajmniej dopóki część z nich nie zginie) towarzyszy atmosfera przygody; co więcej ruszają do walki motywowani własnymi pragnieniami. Su Yu nie ma takiej swobody; jej walka skończy się – niezależnie od powodzenia misji – utratą honoru, zmuszeniem do seksu z wrogiem i ranami psychologicznymi, co powoduje, że sposób prezentacji jej zadania jest jak najbardziej daleki od atmosfery przygody. Stąd też choć film w swoim chaosie niezbyt sprawnie wgryza się w kwestie moralne i tragizm różnorakich postaci, to ostatecznie pozostaje świadom faktu, który z bohaterów traci tu najwięcej i stosownie kończy się podkreśleniem heroizmu wyłącznie Su Yu.

W kontekście scen sztuk walki produkcja nie prezentuje się niestety bardzo emocjonująco. Przedstawione zostały tu solidne, choć czasem mało dynamiczne starcia, nie wyróżniające się spośród innych produkcji wuxia z początku lat 70. Ostatecznie Call to Arms stanowi zatem niezbyt składnie złączoną historię intryg i poświęceń, gdzie ciężko się wczuć w sytuację bohaterów. Jaką taką oceniam ją jako jedną z mniej udanych pozycji w katalogu Shaw Brothers.

The 3 Nymphs aka The 3 Nymphos
San mei tiao qing
reżyseria: Pang Wu, Tat Lau
scenariusz: Pang Wu
studio: Tsun Lee Film Company
premiera: 18.01.1973

Obsada: Sau-Lan Ding, Man-Na Guo, Gung Lok, James Yi, Bobby Canavarro, Wah-Lung Sze-Ma, Yuk-Yi Yung i inni.

Zaliczany obecnie do filmów z Cat. III The 3 Nymphs jest bardzo mało znaną (w chwili, gdy piszę te słowa nie widnieje ona ani na FilmWebie, ani na imdb) produkcją łączącą dramat z elementami kina erotycznego. Punktem wyjścia jest tu tragiczny los atrakcyjnych kobiet, często molestowanych i wykorzystywanych przez mężczyzn. Pierwsza z trzech tytułowych dziewczyn ucieka przed swoimi oprawcami do Bangkoku, gdzie spotyka się z przyjaciółką. Jako że ta jest obiektem seksualnego pragnienia miejscowego gangstera razem przenoszą się do Hongkongu. Tam zatrzymują się u trzeciej z „nimf”, z której inicjatywy postanawiają wcielić w życie plan zemsty, zakładający szantażowanie bogatych, wpływowych i łasych na erotyczne igraszki mężczyzn.

Mimo potencjału na rasowy, zaangażowany społecznie dramat, produkcja niestety odnosi porażkę niemal na każdym froncie, szczególnie zaś na froncie fabularnym. Przedstawiona historia składa się bowiem ze sprawiających wrażenie przypadkowo ułożonych scen, a główne postaci są wprowadzane niezwykle powoli. Co więcej przez niemal połowę czasu trwania filmu brak w nim głównego wątku, a nawet kiedy takowy zostanie już wprowadzony to twórcy i tak czasem o nim zapominają. Gdy zaś zaczniemy już odczuwać, że struktura zaczyna układać się w koherentną całość zostajemy uraczeni finałem, stanowiącym kuriozalną sekwencję pełną logicznych potknięć i zbiegów okoliczności.

Poza chaosem narracyjnym niezbyt jasne jest także przesłanie produkcji. Z pewnością jej główna myśl – zaskakująco tradycyjna wobec wszystkiego innego, co dzieje się w filmie – zakłada, że kobieta powinna zachować czystość i nie popełniać złych uczynków nawet jeśli takowe są wyrządzane jej; ofiarność i dobroć ostatecznie mają sprawić, że takowa kobieta odnajdzie prawdziwą miłość i szczęśliwe życie. Niezbyt jednak udaje się twórcom zaprezentować motyw kary za niegodziwe uczynki kobiet, tym bardziej, że uczynki te w kontekście zachowań i obłudy męskich postaci nie wydają się szczególnie złe, raczej oscylują gdzieś w rejonach moralnej ambiwalencji. Paradoksalnie nieszczęście spada na bohaterki dopiero wtedy, gdy ruszają na pomoc ściganej przez gangsterów dziewczynie, przez co wydaje się, że to nie ich szantaże i kłamstwa są przyczyną ich upadku, a chęci niesienia pomocy pokrzywdzonej przyjaciółce. Choć wydaje się to mało prawdopodobne (szczególnie w kontekście zamykającej produkcję sceny), to być może twórcom nie chodziło o pokazanie „zemsty” za ich złe uczynki, a wskazanie, że kobiety niezależnie od swojego postępowania są zwykle skazane na nieszczęście i porażkę. Finalne sceny można też rozpatrywać jako swoisty efekt powracającej karmy, wtedy znów zasadne byłoby uznanie złego losu za wynik wcześniejszego postępowania bohaterek. Niestety produkcja – mimo dość powolnego toku narracji – jest prowadzona tak chaotycznie, że wydaje się, że jej autorzy sami pogubili się w tym, co chcieli przekazać.

W kontekście zawartości erotycznej mamy do czynienia ze spodziewanymi scenami subtelnej golizny (np. stojącą tyłem do kamery nagą kobietę pod prysznicem), zbliżeniami na nogi i stopy, widokami kobiet w bieliźnie czy zdecydowanie zbyt długim tańcem brzucha. Na ówczesne hongkońskie standardy nie jest to mało, lecz mimo że sceny te są odważniejsze od tych z dotychczasowych pozycji Shaw Brothers, to brak im erotycznego ładunku. Ich pozycjonowanie w kontekście całej produkcji nie jest zbyt dobrze przemyślane, traktowane są jako swoista nadwyżka, a nie inherentna część fabuły, ponadto są zbyt prędko urywane. Jako że niedługo później studio Shawów ruszyło z o wiele odważniejszymi i ciekawszymi filmami erotycznymi The 3 Nymphs pozostaje obecnie raczej ciekawostką wskazującą na rozwój sposobów przedstawiania erotyki w hongkońskim kinie niż produkcją wartą jakiejkolwiek rekomendacji.

The Delinquent aka Street Gangs of Hong Kong
Fen nu qing nian
reżyseria: Cheh Chang, Chih-Hung Kuei
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu, Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 15.02.1973

Obsada: Chung Wong, Lily Li, Mei-Sheng Fan, Ti Lu, Dean Shek, Betty Pei, Lin Tung i inni.

The Delinquent to produkcja wpasowująca się w trend zapoczątkowany przez Cheha Changa w Dead End z 1969 roku, gdzie przedstawił on młodego, sfrustrowanego nędznymi warunkami bytowania mężczyznę z niższych warstw społecznych, który – kierowany ambicjami i napędzany agresją pochopnie wyrabiającego sobie negatywną opinię o innych społeczeństwa – w poszukiwaniu lepszego życia wkracza na tragiczną ścieżkę, z jakiej istnieje tylko jedno wyjście. Tematykę tę Chang poruszał także w swoich filmach wuxia (np. Have Sword, Will Travel) oraz – w bardziej gangsterskim anturażu – w produkcjach osadzonych w czasach przedwojennych (np. The Boxer from Shantung). The Delinquent przywraca ten temat do współczesności, która w filmach kung fu zadomowiła się już wtedy z powodzeniem, zarówno dzięki produkcjom Changa, jak Duel of Fists, jak i konkurencyjnemu dla Shawów przebojowi The Way of Dragon Bruce’a Lee.

Podobnie do Dead End, także i omawiana pozycja wybiera mniej eskapistyczny kierunek portretowania akcji, starając się podkreślić wrażenie beznadziejności zastanej sytuacji. Poruszony zostaje tu również problem różnicy pokoleniowej, gdzie w negatywnym świetle Chang przedstawia osoby starsze, z góry patrzące na młodzież i nie rozumiejące problemów współczesnych, zmuszonych do życia w biedzie i znajdujących się pod ciągłym atakiem grup przestępczych nastolatków. Nie znając ich otoczenia, każdą próbę ucieczki przed brutalną codziennością odbierają jako przerost ambicji, a nie udzielając młodym pomocy sami spychają ich na drogę przestępczości, która stopniowo zaczyna jawić się jako jedyna dostępna alternatywa. Choć temat ten jest tu wyraźnie zaakcentowany, to nie zajmuje on wiele czasu; przewija się on zresztą w większości ówczesnych produkcji Changa, centralną pozycję zajmie jednak dopiero w nieco późniejszym Generation Gap.

Główny wątek fabularny The Delinquent skupia się na Johnie Sumie (Chung Wong), uzdolnionym w sztukach walki, lecz pochodzącym z rozbitego domu chłopaku, który jest stałym przedmiotem wyśmiewania i ataków ze strony rówieśników. Spora część tychże należy do miejscowej organizacji przestępczej. Ta zaczyna się mocniej interesować Sumem, gdyż planuje ukraść towar z magazynu, pilnowanego przez ojca protagonisty. Żeby kradzież doszła do skutku muszą m.in. uzyskać kod do sejfu, w czym pomocny ma się okazać nasz bohater. Aby skusić Suma do współpracy szef organizacji, Lam (Lin Tung), decyduje się przekabacić naiwnego i odrzucanego przez ludzi biednego chłopaka bogactwem oraz kobietami, spośród których na pierwszy plan wysuwa się ponętna kochanka Lama Fanny (Betty Pei).

Fabuła na dzisiejsze standardy nie prezentuje się nadto intrygująco i faktycznie jest dość przewidywalna (szczególnie jeśli znamy poprzednie filmy Changa), lecz z pewnością prezentuje się dość interesująco na tle innych produkcji z 1973 roku. Niewątpliwie z korzyścią wynikło dla niej wybranie Chih-Hunga Kueia na jej współreżysera; zauważyć tu można sporo cech jego warsztatu, co sugeruje, że Chang i Kuei podzielili się obowiązkami i każdy filmował wybrane sceny osobno. Kuei lubił m.in. korzystać z efektu rybiego oka, który stosuje tutaj z niesamowitym wręcz wyczuciem, szczególnie w ostatniej, niezwykle dramatycznie zainscenizowanej scenie. Poza tym to najpewniej Kuei odpowiadał za sekwencje ataku na protagonistę z użyciem motocyklów oraz za następujące później motocyklowe starcie.

Połączenie stylów tych dwóch reżyserów nie tylko nie wynika żadnymi zgrzytami, lecz sprawia, że The Delinquent okazuje się być często interesujący formalnie: chwilami nieco psychodeliczny (co jest najpewniej zasługą Kueia), po to tylko by za moment atakować widza szybkimi sekwencjami kung fu (za które niewątpliwie odpowiadał Chang). W pierwszej połowie filmu walki są co prawda dość średnie, wpisujące się w klasyczne z początku lat 70. choreografie u Shawów, lecz nie mija wiele czasu nim ich dynamizm i wściekłość zostają mocno podkręcone. W dodatku zobaczyć tu możemy jeden z bardziej interesujących ówczesnych wyczynów kaskaderskich, wydający się całkiem niebezpieczny i (przynajmniej częściowo) wykonany przez Wonga. Jest to zatem kolejny, po Four Riders, przykład rozbudowywania sekwencji sztuk walki o trendy, które staną się powszechne w przyszłości. Wong tymczasem stworzył naprawdę świetną kreację; do tej pory grający prymarnie mniejsze role, czasem wychodzący na drugi plan aktor udowadnia tu, że jako protagonista prezentuje się udanie zarówno w scenach dramatycznych, jak i akcji. Co prawda brak mu charyzmy Davida Chianga, który wtedy zwykł grać podobne role, lecz prezentuje się bardzo solidnie i ciężko mu cokolwiek zarzucić.

Sądzę więc, że The Delinquent stanowi interesującą pozycję w katalogu Shawów nie tylko dla największych miłośników kung fu, lecz także dla osób zainteresowanych rozwojem kina akcji w Hongkongu czy nurtem heroic bloodshed. Ponadto dzięki silnie zarysowanemu wątkowi dramatycznemu i komentarzowi społecznemu, produkcja ma także szanse wzbudzić zainteresowanie osób za kinem kung fu nie przepadających.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.