Hongkong i okolice. Rok 1972 (część V)

Betty Pei w "Intimate Confessions of a Chinese Courtesan".

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

Intimate Confessions of a Chinese Courtesan
Ai Nu
reżyseria: Yuen Chor
scenariusz: Kang-Chien Chiu
choreografia scen akcji: Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 07.09.1972

Obsada: Lily Ho, Betty Pei, Hua Yueh, Lin Tung, Chung-Shan Wah, Mei-Sheng Fan, Mian Fang, Ho Chan i inni.

Intimate Confessions of a Chinese Courtesan okazał się przełomowym filmem w karierze Yuena Chora, który zapisał w historii kina wuxia się jako z wybitniejszych reżyserów, między innymi poprzez charakterystyczne podejście dopuszczające do gatunku elementy kina erotycznego czy gotyckiego horroru. Omawiana produkcja, pozostająca do dzisiaj jedną z jego najsłynniejszych, jest doskonałym wprowadzeniem do Świata Sztuk Walki kreowanego przez Chora. Z jednej strony zawiera ona bowiem klasyczne elementy kina wuxia, z drugiej zaś strony elementy te zostały zamknięte w ramach fabularnych rodem z rape’n revenge. Obraz skupia się na porwanej za młodu Ai Nu (Lily Ho), która obmyśla misterny plan zemsty na swoich oprawcach i jako ekskluzywna prostytutka dla klientów z najwyższych sfer po kolei zabija osoby winne jej tragicznego losu. Aby nie wzbudzać podejrzeń domu publicznego, gdzie pracuje, nawiązuje romans z kobietą odpowiedzialną za jej zepsucie: piękną, lesbijską mistrzynią sztuk walki Panią Chun (Betty Pei). Chun posiada wsparcie w osobie potężnego wojownika Hu Bao (Lin Tung) – dawniej honorowego bohatera, teraz, z powodu szalonej miłości do Chun, kompletnie zepsutego człowieka. Gdy Ai Nu rozpoczyna swoją misję, do akcji włącza się także miejscowy główny konstabl De Ji (Hua Yueh), za wszelką cenę chcący rozwiązać sprawę morderstw i aresztować winnych.

Wieść głosi, że Chor pierwotnie planował zrealizować film w konwencji dramatu z elementami kina erotycznego, kryminału i – być może – dreszczowca. Jednak pod naciskiem Runme Shawa, jednego z założycieli Shaw Brothers i producenta produkcji, był zmuszony zmienić swoje plany i zrealizować ją w konwencji kina wuxia. Zachował jednak wiele ze wstępnych pomysłów; choć erotyka jest tu niezbyt odważna (raczej sugerowana przy nastrojowym świetle i muzyce rodem z włoskiego kina gatunkowego), to znajdziemy tu dość sugestywne sceny tortur, z których na pierwszy plan wysuwa się sekwencja „uczenia” kobiet do zawodu prostytutki, kojarząca się nieco z późniejszym Bohachi Bushido: Clan of the Forgotten Eight Teruo Ishiiego (Bohachi bushido: Poruno jidaigeki, 1973). Poza tym przez całą produkcję przewija się temat homoseksualnej miłości, pojawiają się 4 gwałty (wszystkie na protagonistce), znalazło się również miejsce na odrobinę bondage. Pod tym względem film Chora jest najbardziej erotycznym i fetyszystycznym wuxia w gatunku do tej pory. Mimo jego eksploatacyjnej natury wszystkie motywy związane z kwestiami erotycznymi zostały jednak logicznie włączone w fabułę, przez co nigdy nie wydają się być umieszczone na siłę.

Świat u Chora to też świat wykoślawionej miłości, permanentnie niespełnionej. Zwykle w wuxia wątek romantyczny jest czymś niemalże naturalnym i nawet jeśli protagonistka czy protagonista zakończy film z jakiegoś powodu samotnie, to uczucie między dwiema osobami jest czyste i odwzajemnione. W Intimate Confessions… jest zupełnie inaczej; Bao z powodu niespełnionej miłości zostaje najpodlejszym złoczyńcą, a Chun zakochuje się w Ai Nu nie wiedząc, że ta jej skrycie nienawidzi. W filmie pojawia się też służący antagonistki – dawniej dumny człowiek, lecz gdy jego ukochana została mu odebrana i zmarła z powodu wykorzystywania seksualnego przez własnego ojca, stracił wiarę w sens życia. Miłość nie przynosi w produkcji Chora radości, a jedynie cierpienie, bowiem jest ona wykorzystywana wyłącznie jako narzędzie manipulacji. Można się w tym kontekście zastanawiać, czy Chor umieścił tu wątek lesbijski jako przedstawienie/symbol niezdrowej, wykoślawionej miłości czy też jako przykład braku akceptacji orientacji seksualnej, co powoduje społeczny ostracyzm wynikający stworzeniem potężnego złoczyńcy.

Podobnie do miłości, także prawo w tym zepsutym świecie jest zupełnie bezwartościowe. Śledztwo prowadzone przez Ji nie pozwala mu nikogo uratować. Gdy wie, kto jest mordercą lub przewiduje, kto będzie następną ofiarą to jego przełożeni lub miejscowi bogacze zakazują mu działać. Prawo jest na usługach ludzi zamożnych i wpływowych, a porządni oficerowie mogą jedynie obserwować tragiczne wydarzenia z poczuciem rosnącej frustracji.

Sceny sztuk walki, mimo że były one dodane jako ostatni składnik do filmu, prezentują się bardzo udanie. Są pomysłowe, przemyślane i pokazane w nader interesujący sposób, czy to dzięki scenografii, czy pozycji kamery. Warto przy tym pochwalić piękną Betty Pei, która debiutuje tutaj w Shaw Brothers. Wcześniej zagrała w dwóch romansach w Tajwanie i jednym filmie (najpewniej także romansie) w Hongkongu (ze studia Mui Sam Film Company). W Intimate Confessions of a Chinese Courtesan pokazuje się jako charyzmatyczna, seksowna femme fatale. Jej kreacja jest ogromną zaletą produkcji i Pei nieraz przyćmiewa innych aktorów. Ci zagrali bowiem solidnie, lecz bez wychodzenia poza typowe dla siebie ramy, acz pochwalić należy Ho, ponownie udowadniającą, że jest gwiazdą zdolną zagrać bardzo różnorodne role i nie bojącą się podejmować ryzyka nawet u szczytu swojej popularności. Tym samym produkcja Chora stanowi jeden z ciekawszych przykładów kina wuxia w historii tego gatunku.

Delightful Forest aka Happy Forest aka Outlaw of the Forest aka The Delightful Forest
Kuai huo lin
reżyseria: Cheh Chang i Hsueh-Li Pao
scenariusz: Kuang Ni, Cheh Chang i Katy Chin
choreografia scen akcji: Kai Tong, Chia-Liang Liu, Kar-Wing Lau, Chuen Chan
studio: Shaw Brothers
premiera: 20.09.1972

Obsada: Lung Ti, Mu Chu, Nan Chiang, Wie-Lieh Lan, Ching Tin i inni.

Cheh Chang i Hsueh Li-Pao nawiązali na początku lat 70. udaną kooperację, dzięki czemu wspólnie wyreżyserowali niejeden film. Jednym z nich jest Delightful Forest, drugi – po świetnym The Pursuit – spin-off superprodukcji The Water Margin. Podobnie do obrazu Kanga Chenga, tak i ten skupia się na jednej postaci, której poświęcono niewiele czasu w The Water Margin i opowiada o jej losach sprzed wydarzeń z wysokobudżetowej pozycji. Tym razem bohaterem jest Wu Song (Lung Ti). Poznajemy go, gdy w otwierających film scenach mści się na złoczyńcach. Zabija ich w efektownym starciu w karczmie, po czym daje się aresztować. Jako osoba o renomie bohatera jest jednak przez transportujących go do więzienia strażników traktowany z daleko posuniętym szacunkiem. Po drodze, zatrzymują się razem w przydrożnej karczmie, gdzie zostaje im podane wino ze środkami usypiającymi. Song w czas wykrywa, że coś jest nie tak, co wynika kolejną sekwencją scen akcji. Po niej protagonista niespodziewanie zyskuje nowych przyjaciół (o wątpliwym kręgosłupie moralnym, co prędko zostaje w filmie zapomniane). Gdy w końcu dociera do więzienia, zostaje w nim uznany za specjalnego gościa. Okazuje się bowiem, że syn zarządcy więzienia chciałby aby Song pomógł mu pozbyć się grupy przestępczej działającej w tytułowym miasteczku, gdzie życie obraca się wokół alkoholu i hazardu.

Produkcję zdecydowanie należy pochwalić za sekwencje scen sztuk walki. Większość z nich, nawet jeśli nie jest nadto pomysłowa, jest dynamiczna i wynika przyjemną rozwałką mebli w otoczeniu walczących. Bardzo udana jest także kreacja Ti, który w roli nieco aroganckiego i lubującego się w dużych ilościach wina wojownika, pokazuje się nadto charyzmatycznie i praktycznie w pojedynkę dźwiga na barkach ciężar całego filmu. Temu bowiem boleśnie doskwiera brak dwóch rzeczy: solidnego scenariusza i zajmujących antagonistów. Ten pierwszy z problemów sprawia, że przez niemal 40 minut oglądamy obraz, którego historia nie zmierza w żadnym konkretnym kierunku, co może być zaletą w niektórych gatunkach, lecz w prostym wuxia brak centralnego wątku jedynie pozostawia widza z uczuciem zobojętnienia. Niewiele lepiej się dzieje, gdy w końcu rozpocznie się główny wątek. Niezbyt potężni przeciwnicy, kilka humorystycznych scen i jedna intryga nie zajmują zanadto uwagi widza, znającego przecież wiele lepszych produkcji o podobnej fabule. Na uwagę w tych sekwencjach zasługuje jedynie seria scen, w których Song zostaje chwilowo pochwycony przez złoczyńców, co pozawala Chehowi na ujawnienie swoich sadystycznych inklinacji wobec protagonistów.

Ostatecznie Delightful Forest to solidny technicznie i aktorsko film, który zatracił gdzieś swoją duszę i podąża bez większego poczucia celu w kierunku lepszego The Water Margin. Fani Shawów i Ti powinni mimo tego produkcję obejrzeć, reszta niekoniecznie.

The Imperial Swordsman
Da nei gao shou
reżyseria: Fu-Ti Lin
scenariusz: Fu-Ti Lin i Hsi Ku
choreografia scen akcji: Siu-Chung Leung
studio: Shaw Brothers
premiera: 05.10.1972

Obsada: Shu Pei-Pei, Yuan Chuan, Wai Yue, Miu Cheng, Li Tung i inni.

The Imperial Swordsman (czy raczej Swordsmen, tytuł angielski wyraźnie pomylił liczbę bohaterów) jest specyficzną produkcją w katalogu Shaw Brothers. Jest to bowiem ambitna próba wprowadzenia technologicznych innowacji do kina wuxia, lecz robiona na tyle niepewnie, że nie obsadzono w głównych rolach ani jednej z gwiazd studia, woląc zachować je na komercyjne pewniaki. Co gorsza jednak, nie przejęto też się zbytnio stroną fabularną filmu. Tym samym produkcja jest zawieszona gdzieś pomiędzy spektakularnymi sekwencjami sztuk walki, pomysłowymi scenografiami i licznymi montażowymi trikami, lecz jest również – praktycznie do samego finału – niemal wyprana z emocji, z pozbawionymi charyzmy bohaterami, którzy – szczególnie kobieca wojowniczka – potrafią częściej zirytować widza niż wciągnąć go w opowiadaną historię. Ta jest zaś nadto prosta: imperialni szermierze zostają wysłani aby szpiegować spiskującego z wrogiem oficjela. Mają oni odnaleźć jego tajną bazę, dostać się do niej i zrobić z jego armią porządek.

Nikła fabuła mogłaby by być zaletą, gdyby film pozbawić wstępu. Bowiem do momentu wkroczenia do bazy złoczyńców, wszystkie postaci udają kogoś innego niż w rzeczywistości są, starając się nie wzbudzić podejrzeń przeciwnika. Różnorodne fortele i tajemnicze zamiary byłyby o wiele bardziej zajmujące i zaskakujące, gdyby nie pierwsze – oderwane zupełnie nastrojem od reszty produkcji – sceny, w których poznajemy czwórkę tytułowych szermierzy oraz dowiadujemy się szczegółów ich misji. Dotarcie do bazy zajmuje następnie ok. 2/3 czasu trwania, co w połączeniu z brakiem ciekawych zdarzeń wynika stopniowym nużeniem widza. Wspomniane podchody są oczywiście uzupełniane obligatoryjnymi scenami walk oraz dokonywanymi po kolei introdukcjami wszystkich głównych postaci, lecz niewiele to pomaga w odbiorze. Wszystkie wady jednak znikają, gdy w końcu docieramy do kryjówki wrogów ojczyzny. Zaczyna się wtedy niekończące się pasmo rozbudowanych, pomysłowych starć z chmarami złoczyńców, wśród których znajduje się m.in. trzech rosłych siłaczy.

Sekwencje akcji zostały wzbogacone o mnóstwo interesujących momentów. Po pierwsze zwracają na siebie uwagę modele, szczególnie ukrytej w górskich klifach fortecy. Są one precyzyjnie wykonane, zdecydowanie lepiej budują wrażenie realizmu aniżeli malowane tła, do których przyzwyczaiły nas filmy studia. Po drugie jest tu sporo gry światłocieniem czy korzystania z wielu nietypowych ujęć podczas scen walk, dzięki czemu starcia prezentują się nie tylko dynamicznie, ale również są doskonale wykonane pod względem wizualnym. Pomysłowe techniczne aspekty zostały w The Imperial Swordsman zaimplementowane z pełnym sukcesem, wpływając na późniejsze produkcje studia.

Niestety obsadzeni w rolach głównych aktorzy znacznie ustępują największym gwiazdom z Shaw Brothers nie tylko w kwestii zdolności aktorskich (choć nie mogę napisać, że są złymi aktorami, raczej mało charyzmatycznymi), lecz również w kwestii zdolności prezentowania skomplikowanych choreografii na ekranie. Stąd też montażowe triki, choć udane i zawsze mile widziane w odpowiednich ilościach, tutaj nader często służą do ukrywania braków aktorów w dziedzinie akrobatycznych umiejętności, co negatywnie odbija się na scenach akcji. Z drugiej strony, gdy aktorzy angażują się w nieco mniej widowiskowe sekwencje, wtedy ujęcia stają się dłuższe, pozwalające reżyserowi na zabawę kamerą i scenografią, co wynika zapadającymi w pamięć starciami. Są one także dość wyniszczające, dzięki czemu – jak również dzięki znacznej długości następujących po sobie scen akcji (niemal 30 minut walk!) – gdy na ekranie widzimy stosownie wymęczonych, rannych lub martwych bohaterów, również my jako widzowie czujemy się wyczerpani obejrzanym widowiskiem; lecz jest to przyjemne wyczerpanie, wskazujące na to, że ostatecznie zostaliśmy zaangażowani w oglądany film mocniej niż nam się początkowo zdawało.

Hap Ki Do aka Lady Kung Fu aka Hapkido
He qi dao
reżyseria: Fung Wong
scenariusz: Jen Ho
choreografia scen akcji: Sammo Hung
studio: Golden Harvest i Ga Luen
premiera: 12.10.1972

Obsada: Angela Mao, Sammo Hung, Carter Huang, Ying Pai, In-Shik Whang, Han-Jae Ji, Teruo Yamane, Ti Chin, Nancy Sit, Ping-Ao Wei i inni.

Już przed moim pierwszym spotkaniem z Hap Ki Do wiedziałem, że film cieszy się kultowym statusem wśród miłośników kina kung fu, ale przyznam, że nie spodziewałem się czegoś aż tak dobrego. Pomijając pewne archaizmy (których nie ma znów aż tak wiele) i fakt, że momentami widać, że ciosy nie dochodzą swego celu (co zwykle skutecznie ukrywają efekty dźwiękowe), Hap Ki Do jest bardzo, bardzo solidnym kung fu, pełnym energii i intrygujących choreografii.

Golden Harvest po wypromowaniu kobiecych gwiazd w osobach Nory Miao i Angeli Mao miało pewne problemy ze znalezieniem gwiazd męskich. Raymond Chow znalazł żyłę złota dopiero w postaci Bruce’a Lee, lecz jedna gwiazda w studiu to stanowczo za mało. Niedługo później udało mu się jednak do swojego katalogu popularnych aktorów dodać niegdysiejszego gwiazdora z Shaw Brothers, Yu Wanga. W Hap Ki Do natomiast, w rozbudowanych rolach drugoplanowych na dowiedzenie swojej wartości otrzymali szanse debiutant Carter Huang oraz Sammo Hung, który już wcześniej pojawił się w udanej, acz zdecydowanie mniejszej roli w Lady Whirlwind. Hung rozpoczął karierę aktorską już w 1961 roku, w wieku 9 lat, często pojawiając się w produkcjach Shaw Brothers, lecz jego role ograniczały się do niemal nieistotnych epizodów jako anonimowy wojownik i do okazjonalnych małych rólek. Gdy powstało Golden Harvest zaczął grywać i tam, zwykle w podobnych kreacjach. O wiele większe sukcesy Hung odnosił jako autor choreografii scen sztuk walki w filmach obu studiów. Jako choreograf zadebiutował w 1969 roku (gdy miał 17 lat) na planie The Golden Sword. Na początku lat 70. Hung odbył podróż do Korei Południowej, gdzie trenował przez pewien czas hapkido. Naturalnym więc okazał się wybór jego osoby do tworzenia choreografii omawianej produkcji, w której mógł też po raz pierwszy zagrać tak dużą rolę. Swoją szansę na wybicie się przed kamerą wykorzystał zresztą z powodzeniem. Wykreowana przez niego postać nieco porywczego, pomagającego słabszym i próbującego zachowywać zimną krew młodzieńca potwierdziła tkwiący w Hungu potencjał, dzięki któremu mógł ruszyć na podbój hongkońskich, a później i światowych kin. Huang tymczasem wywołuje mniejsze emocje swoją kreacją, lecz trzeba pamiętać, iż otrzymał on tu rolę ułożonego, grzecznego wojownika, stąd jako aktor nie miał zbyt wielu możliwości pokazania swoich zdolności, za to udanie prezentuje się w scenach akcji.

Główną rolę w Hap Ki Do gra jednak żywiołowa Angela Mao. Jak pisałem wcześniej, jest to jedna z moich ulubionych aktorek kung fu i wuxia; tutaj tylko potwierdza, że świetnie odnajduje się w pomysłowych choreografiach i z gracją łączy wizerunek twardej wojowniczki z wizerunkiem pięknej kobiety o czystym sercu. Mao urodziła się w 1950 roku; jej matką była aktorka opery pekińskiej, która w 1949 roku uciekła z kraju do Tajwanu. Mao poszła w ślady matki i także została aktorką operową, rozpoczynając karierę w wieku 8 lat. Za młodu rozpoczęła także trening sztuk walki, m.in. hapkido. Gdy aktorka miała 17 lat jej talent odkrył reżyser Fung Wong (on także odpowiadał za odkrycie aktorskich talentów Hunga i Huanga). Mając doświadczenie zarówno aktorskie, jak i w sztukach walki, Mao z łatwością odnalazła się w filmach akcji (choć należy pamiętać, że nie ograniczała się tylko do nich), zyskując takie przydomki jak „Lady Kung Fu”. Wśród antagonistów Hap Ki Do na pierwszy plan wysuwają się natomiast Ying Pai, znany najszerzej z brawurowej roli antagonisty w słynnym Dragon Inn Kinga Hu oraz Teruo Yamane jako japoński mistrz Szkoły Niedźwiedzia Toyoda.

Fabuła produkcji nie należy do zbyt skomplikowanych: Ying Yu (Angela Mao), Wei Bun (Sammo Hung) i Chung Kao (Carter Huang) to trójka uczniów tytułowej sztuki walki. Spotykamy ich, gdy kończą edukację w Korei w okresie japońskiej okupacji, po czym ruszają z misją założenia własnej szkoły sztuk walki i szpitala w rodzinnych stronach. Niestety Japończycy – choć akcja filmu rozgrywa się przed okupacją Chin – mają silne wpływy w kraju i decydują się walczyć z nową szkołą, promującą sztuki walki z państwa, które – wg nich – już nie istnieje i stanowi część wielkiego Imperium Japońskiego. Jak to zwykle bywa w podobnych produkcjach, Japończycy są pozbawionymi honoru potworami, kradnącymi od biednych, znęcającymi się nad słabszymi i wykorzystującymi kobiety. W Hap Ki Do stonowano jednak wizualne karykaturowanie Japończyków, choć charakterystyczne wąsy i okulary Toyody wciąż są głęboko osadzone w złośliwym, stereotypowym portrecie Japończyków.

Dzięki zaproponowanej fabule pragnienie zachowania narodowych sztuk walki rośnie w produkcji do symbolu zmagań o niepodległość i kulturową tożsamość, a same sztuki walki mają być narzędziem niesienia pomocy słabszym i wymierzania sprawiedliwości. Zepsuci do szpiku kości Japończycy stoją po zupełnie przeciwnej stronie: chcą odebrać niepodległość innym, a ze sztuk walki korzystają jedynie w egoistycznych, okrutnych celach. Doprowadzi to oczywiście do licznych potyczek z bohaterami, z których nie wszyscy ujdą z życiem. W kontekście scen kung fu, jak wspomniałem, Hap Ki Do prezentuje się doskonale. Widać, że położono duży nacisk na wykorzystanie prawdziwych sztuk walki jako podstaw choreografii, stąd też choć postaci – szczególnie w późniejszych partiach – dokonują czasem nie do końca realistycznych wyczynów, to całość przedstawia się dość naturalnie, a przy tym nader efektownie. Mimo że brak tu wizualnych eksperymentów, wyrazistych barw czy jakiegokolwiek silenia się na oryginalność, produkcja nigdy nie nuży. Wong i Hung skupiają się na jak najpełniejszym pokazaniu scen akcji, co w kinie kung fu jest szczególnie istotne. Kultowy status Hap Ki Do tylko potwierdza, że ich zamierzenie zostało z powodzeniem zrealizowane.

Man of Iron aka Warrior of Steel
Chou lian huan
reżyseria: Cheh Chang i Hsueh-Li Pao
scenariusz: Kuang Ni i Cheh Chang
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu, Chuen Chan
studio: Shaw Brothers
premiera: 12.10.1972

Obsada: Kuan-Tai Chen, Li Ching, Chung Wong, Mu Chu, Ching Tin, Bolo Yeung, Chi-Ching Yang i inni.

Cheh Chang i Hsueh Li-Pao wracają do współpracy i tworzą kolejny film kung fu, w którym Kuan-Tai Chen wciela się w drobnego, acz niezwykle ambitnego i uzdolnionego w sztukach walki gangstera, tym razem o imieniu Yun-Wan Chow. Zakochuje się on w Chu-Fung Chen (Li Ching), kochance Chow-Kaia Yu (Ching Tin), syna miejscowego szefa gangsterskiego podziemia Zhen-Tinga Yu (Chi-Ching Yang). Oczywiście doprowadzi to do konfliktu między protagonistą a rodziną Yu. Konflikt ten do podbicia przestępczego świata wykorzystywać będzie podstępny i lubujący się w atakowaniu ukrytymi nożami gang pod wodzą zdradzieckiego Gen Bao Changa (Mu Chu).

Man of Iron jest nazywany czasem quasi-sequelem The Boxer from Shantung, a czasem nawet remakiem poprzedniego filmu z Chenem. Produkcja korzysta bowiem z bardzo podobnego zarysu fabularnego, lecz przedstawia historię pozbawioną dramatycznej nadwyżki The Boxer from Shantung i – za wyjątkiem kilku scen romantycznych – skupia się na akcji i rywalizacji między gangsterami stopniowo odchodząc od szablonu znanego z poprzedniego obrazu, tylko po to by wrócić do niego w typowo Changowym finale, tym razem rozgrywającym się na centralnej ulicy miasta.

Niestety Man of Iron ustępuje The Boxer from Shantung pod każdym względem. Fabuła jest mniej angażująca, a gangsterskie rywalizacje okazują się nadto przewidywalne i dość nużące. Oprócz wymienionych aktorów w filmie grają też Chung Wong jako przyjaciel protagonisty oraz Bolo Yeung jako jeden z ochroniarzy Yu. Niestety, choć dane jest im kilka scen dla siebie, to żaden z nich nie został w pełni wykorzystany. Poza tym nie zachwycają też choreografie scen akcji. Jest to podobny problem do tego, o którym wspominałem przy wcześniejszych filmach Changa, gdzie jeden czy dwóch bohaterów rozprawia się co pewien czas z całymi chmarami, często uzbrojonych przeciwników. Walki z takimi ilościami wrogów zwykle wyglądają podobnie i dłuższe starcia pełne powracających pomysłów choreograficznych zwyczajnie zaczynają się w pewnym momencie dłużyć. Mimo tego, należy pamiętać, że mamy tu do czynienia z Cheh i Pao, a za choreografie odpowiadają Chia-Liang Liu i Chuen Chan, więc od czasu do czasu zaskoczą nas ciekawszym rozwiązaniem i przykują uwagę.

Ostatecznie więc Man of Iron jest solidnym, acz raczej rozczarowującym filmem kung fu, próbującym wybić się na dobrej renomie The Boxer from Shantung. Ustępuje mu jednak znacznie, co sprawia, że twórcy filmów z Chenem będą musieli szukać innych typów fabuł dla najnowszej gwiazdy studia.

Alfabetyczny spis treści wszystkich opisanych w serii produkcji (z wyróżnieniem gatunków).

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.