Hongkong i okolice. Rok 1971 (część IV)

Od lewej: Chun Shih, Yu Chang i Hsiang-Chin Han w "The Fast Sword".

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

The Fast Sword
Duo ming jin jian
reżyseria i scenariusz: Fung Wong
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han, Sammo Hung i Yao-Kun Pan
studio: Golden Harvest i Chia Hsiang Film Co.
premiera: 28.07.1971

Obsada: Yu Chang, Chun Shih, Hsiang-Chin Han, Tian Miao, Lai Wang, Ming Kao, Yuan Yi, Sammo Hung i inni.

The Fast Sword to drugi film wuxia, jaki Wong zrealizował dla Golden Harvest, z którym to studiem rozpoczął współpracę po odejściu z Shaw Brothers. Mimo licznych pomysłów, jakie odnaleźć można w jego kolejnej produkcji, niestety nie jest ona tak udana, jak wcześniejsze pozycje reżysera. Fabuła skupia się na potężnym szermierzu Kung-Cheng Nanie (Chun Shih), który wyrusza z misją zemsty za śmierć swojego ojca. W jego poczynaniach kibicują mu siostra Lin (Hsiang-Chin Han), mistrzyni walki biczem oraz jego niewidoma matka (Lai Wang). The Fast Sword nie jest jednak typową opowieścią o zemście, jakich pełno w kinie wuxia. Nan bowiem wypełnia swoją misję w ciągu pierwszych dziesięciu minut filmu. Po nich do akcji wkracza drugi z protagonistów: stróż prawa i mistrz stylu bliźniaczych mieczy Shin-Chieh Yen (Yu Chang), wysłany przez magistrat w celu aresztowania Nana. I tak większa część produkcji przedstawia wspólną podróż dwóch szermierzy, ściganych przez ludzi Lunga Tu (Tian Miao), złego mistrza sztuk walki, spokrewnionego z zabójcą ojca Nana.

Fabuła, oprócz dość interesującego pomysłu wyjściowego, oferuje kilka zwrotów akcji, kilka niespodzianek, a także kilka klasycznych sekwencji podchodów mistrzów, próbujących wybadać swoje otoczenie i zdolności przeciwnika. Niestety, gdy The Fast Sword odsłania wszystkie karty, wtedy drastycznie obniża się poziom historii, co w połączeniu z dość mdłą kolorystyką oraz mnogą ilością scen sztuk walki zaczyna wynikać lekką monotonią. Problemem scen akcji nie jest jednak ich ilość, ani tym bardziej ich choreografia – ta bowiem jest bardzo udana – lecz często dziwny sposób ich przedstawiania. Wong uparł się, żeby filmować jak najwięcej z bliskiej odległości i bez statywu, co sprawia, że wiele sekwencji traci na przejrzystości. Jest tu mimo wszystko sporo udanych pomysłów, które zainteresują każdego fana wuxia. Oprócz walk mieczami i biczem, są też sceny wyraźnie inspirowane postacią Zatoichiego, przedstawiające się zaskakująco dynamicznie na tle całego filmu, podczas gdy Lung Tu w walce używa zarówno potężnego ostrza, jak i ogromnych nożyc, którymi tnie miecze oponentów.

Produkcja przedstawia się też solidnie pod względem aktorskim. Być może niektórzy czytelnicy rozpoznali, że w filmie grają aktorzy znani z tajwańskich pozycji. Powodem tego jest fakt, iż The Fast Sword kręcono w Tajwanie, najprawdopodobniej w celu zmniejszenia kosztów produkcji. Dzięki temu uzdolnieni, znani prymarnie z produkcji Union Film aktorzy mieli okazję zabłyśnięcia w produkcjach hongkońskich. Stąd też choć The Fast Sword nie jestem w stanie uznać za coś więcej aniżeli średnio udany przykład wuxia z wczesnych lat Golden Harvest, to również nie mogę zanadto filmu krytykować. Tym bardziej, że cenię Wonga jako reżysera; wcześniej udowadniał, że z większym budżetem i czasem przeznaczonym na realizację jest w stanie stworzyć naprawdę interesujące kino, co też niebawem potwierdzi.

The Shadow Whip
Ying zi shen bian
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Wei Lo i Kuang Ni
choreografia scen akcji: Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 06.08.1971

Obsada: Pei-Pei Cheng, Hua Yueh, Feng Tien, Feng Ku, Kwan Lee, Hsieh Wang, Sau-Kei Lee, Wei Lo, Sammo Hung i inni.

Mimo że Pei-Pei Cheng pożegnała się z karierą w shawoskich filmach wuxia, dając finalny występ w klasycznym The Lady Hermit, gdzie symbolicznie przekazała pałeczkę pierwszej damy wuxia Szu Shih, to gwiazda studia pojawiła się w jeszcze jednej produkcji z gatunku w 1971 roku. W kontekście daty premiery The Shadow Whip stanowi zatem ostatnią sposobność by zobaczyć, jak Cheng krzyżuje miecz (a właściwie bicz) ze złymi mistrzami sztuk walki. Cheng wciela się tu w młodą pannę Yun, ukrywającą fakt, że w rzeczywistości jest uczennicą legendarnego mistrza Świata Sztuk Walki Bicza Cienia Chengtiana Fanga (Feng Tien). Jak się okazuje Bicz Cienia jest dość popularną osobą. Jest bowiem poszukiwany przez licznych złoczyńców, jego tropem podążają inni mistrzowie sztuk walki, ścigają go także praworządni bohaterowie – wszyscy chcą go zabić i/lub osądzić za dawniej popełnione przestępstwo. Czy jednak faktycznie ma on na sumieniu poważny występek? Yun jest przekonana, że zarzuty są fałszywe i stawia czoła licznym wrogom swojego mistrza. Formuje przy tym przymierze i rozpoczyna romans z młodym wojownikiem Jianxinem Wangiem (Hua Yueh), także ścigającym jej mistrza. Ich największym rywalem okaże się potężny szef Hong (Feng Ku). Ostatecznie i sam Bicz Cienia ruszy do akcji, pokazując, że starym mistrzom w kinie wuxia nie jest w stanie dorównać żaden młokos.

The Shadow Whip to typowa produkcja ze studia, która nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych ówczesnych propozycji z gatunku. Początkowo zdaje się budować oryginalny świat, skąpany w śnieżnych krajobrazach, lecz ostatecznie oprócz kilku ujęć, fakt miejsca i czasu akcji jest tu bez znaczenia. Choreografie scen walk nie są zbyt udane i prezentują podobny poziom co większość produkcji z Cheng. Na uwagę zasługuje za to Feng Ku w kolejnej brawurowej kreacji czarnego charakteru. Miłośników gatunku The Shadow Whip z pewnością zainteresuje, ale reszta nie znajdzie wiele dla siebie.

The Comet Strikes
Gui liu xing
reżyseria i scenariusz: Wei Lo
choreografia scen akcji: Siu-Pang Chan
studio: Golden Harvest
premiera: 11.08.1971

Obsada: Nora Miao, Patrick Tse, Stanley Fung, Wei Lo, Wing Lau, Kwan Lee, Kin Sek, Ngai Fong, Cliff Lok, Eddy Ko i inni.

Wei Lo w 1971 roku żonglował reżyserskimi obowiązkami tworząc zarówno w Shaw Brothers, jak i w nowym Golden Harvest, jednak wydaje się, że jego serce było bliżej tego drugiego studia. The Comet Strikes jest bowiem zdecydowanie bardziej rozbudowanym, pomysłowym, lepiej przemyślanym filmem niż jego ówczesne produkcje dla Shawów (za wyjątkiem Venegance of a Snow Girl). I choć Golden Harvest wciąż wizualnie nie mogło rywalizować z soczystymi barwami z taśm starszego ze studiów, nadrabiało braki charyzmatycznymi aktor(k)ami, bardziej rozbudowanymi fabułami i dłuższym czasem trwania. Tak też jest i w przypadku The Comet Strikes z charyzmatyczną i twardą Norą Miao w roli głównej. Ponownie udowadnia ona tutaj, że uznawanie jej osoby za jednego z czołowych aktorów kina wuxia z lat 70. jest jak najbardziej zasadne.

The Comet Strikes przedstawia pełną podchodów i intryg fabułę, w którą zamieszanych jest tyle osób, że widzom niewprawionym w wuxiowych bojach łatwo się będzie pogubić. W centrum tego kotła zaś znajduje się tytułowa Kometa, czyli wojowniczka Yuk Siu (Nora Miao). Jest ona wybitnie uzdolnionym szermierzem działającym na rzecz ukrywającego się króla. Wokół niego oczywiście roi od szpiegów, zabójców, znajdzie się też miejsce na nawiedzony dom, a w cały ten zamęt wmiesza się także pewien szermierz o dobrym sercu, Chong Siu (Patrick Tse), próbujący dowiedzieć się o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi i przy okazji rozwikłać zagadkę śmierci swoich rodziców.

Fabularne zamieszanie może czasem wprawić w skonfundowanie, lecz nie jest tu zbyt wielką wadą, jest nią natomiast sposób w jaki Siu wchodzi w interakcje z innymi ludźmi – jest on bowiem niesłychanie irytujący, a przy tym okropnie wręcz nonsensowny. Przywołajmy następującą sekwencję: dziewczyna siłą wdziera się do domu obcego człowieka, dumnie i buńczucznie każe mu wypełniać swoje polecenia, po czym gdy ten pyta ją o wyjaśnienia czy tożsamość, kobieta wpada we wściekłość. To z kolei powoduje, że zostaje uznana za wroga lub osobę co najmniej podejrzaną, co prowadzi do prób jej przepytania i zatrzymania, wynikających – oczywiście – walką. Po wszystkim Siu zachodzi w głowę, dlaczego nikt jej nie wierzy. Ten schemat powtarza się tu kilkukrotnie, co sprawia, że protagonistka dość prędko staje osobą przez widza nielubianą, co znacznie przeszkadza w odczuwaniu frajdy z oglądania.

Poza tym mankamentem jest tu jednak sporo ciekawych pomysłów, choć niektóre rozwiązania fabularne są nadto proste czy wręcz infantylne, a całości towarzyszy – jak wspomniałem – spory chaos. Dodanie motywów rodem z shenghuai wynikło za to ciekawymi scenami nawiązującymi do kina grozy, choć trzeba przyznać, że cały wątek z nawiedzonym domem prezentuje się dość kuriozalnie. Przyzwoicie wykonano natomiast sceny akcji, z finalnymi na czele, gdy do walki rusza potężny zły mistrz. Co prawda rozwiązanie fabuły jest, ponownie, cokolwiek nielogiczne i trochę kojarzy się z dawnymi, groteskowymi filmami Lo, podrabiającymi przygody Jamesa Bonda, lecz scenografie i choreografie – szczególnie podczas ostatniego starcia – prezentują się naprawdę udanie, dzięki czemu odciągają uwagę od różnych mankamentów.

The Comet Strikes nie stanowi wielkiego kroku dla Golden Harvest, któremu choć udało się uzyskać własną tożsamość, to po kilku zaledwie filmach zdało się utknąć w pozycji bez pomysłów na rozwinięcie swojego katalogu tak by zaprezentować odmiennie podejście od Shaw Brothers i tajwańskich produkcji. Na szczęście jest to tylko chwilowy zastój i niebawem studio Raymonda Chowa zacznie atakować kina z wyjątkową skutecznością.

The Swift Knight
Lei ru fung
reżyseria i scenariusz: Walter Chung
choreografia scen akcji: Kar-Wing Lau
studio: Shaw Brothers
premiera: 25.08.1971

Obsada: Lieh Lo, Margaret Hsing, Han Chin, Hsieh Wang, Mian Fang, No Chai, Lin Tung i inni.

Kolejna wuxia od Shaw Brothers już od pierwszych scen zabiera widza w samo serce intrygi. Otóż w pewnym mieście przebywają księżniczka (Margaret Hsing) i książę (Han Chin), jednak z powodu pochodzenia z nieprawego łoża nigdy nie dowiedzieli się o swoim cesarskim rodowodzie. Tym samym księżniczka została zmuszona do pracy w domu publicznym, zarządzanym przez chciwych, niegodziwych lokalnych polityków, a chłopak klepie biedę. Pewnego dnia do miasta przybywa wysłannik cesarski, jednak prędko zostaje zabity przez złego mistrza sztuk walki (Hsieh Wang), który podszywa się pod swoją ofiarę i rusza na poszukiwanie cesarskiej rodziny z pomocą miejscowych zarządców. W zabójstwo wrobił zaś tytułowego Błyskawicznego Rycerza (Lieh Lo), który akurat przebywa w mieście; czasami z maską na twarzy wymierza karę przestępcom, a czasami oddaje się cielesnym uciechom. Gdy spotyka w domu publicznym nową dziewczynę postanawia ją wykupić, nie wiedząc, że płaci za księżniczkę. W międzyczasie do miasta przybywa również tajemniczy szermierz w przebraniu żebraka, jak się okazuje, również szukający księżniczki i księcia.

The Swift Knight jest bardzo sprawnie zrealizowanym wuxia, pełnym zwrotów akcji, interesujących postaci, w tym także drugoplanowych oraz bardzo efektownych i widowiskowych scen akcji, za które odpowiada kultowy Kar-Wing Lau. Tytułowy bohater został bardzo charyzmatycznie zagrany przez Lo, nadającego swojej postaci zarówno cynicznego rysu, kojarzącego się z protagonistami chanbar, jak i cech kobieciarza oraz – w późniejszych partiach – klasycznego dla gatunku patriotycznego bohatera. Chung jednak zamiast na scenach akcji, patriotyzmie czy braterstwie woli skupiać się na bardziej codziennych ludzkich emocjach odstając w ten sposób od kolegów po fachu, co stanowi niewątpliwą zaletę produkcji, dodając jej nieco świeżości.

Na niekorzyść filmu przemawiają skrajne czasem zbiegi okoliczności oraz rażące logiczne potknięcia. Gdyby Chungowi udało się ich uniknąć – a czasem wystarczyłyby ledwie drobne poprawki, aby ustrzec się naprawdę ogromnych luk w scenariuszu – wtedy The Swift Knight można byłoby ocenić zdecydowanie lepiej. Mimo tego, wciąż jest to interesująca wuxia od Shawów, warta obejrzenia przez wszystkich miłośników gatunku.

The Sword
Jian
reżyseria: Lei Pan i Yu Wang
scenariusz: Lei Pan
choreografia scen akcji: Yu Wang i Hung Kwan
studio: Yangtze Productions Limited
premiera: 19.09.1971

Obsada: Yu Wang, Pei-Ling Chen, Lai Wang, Hsiang-Ting Ko, Kwan Lee, Chiang Han i inni.

The Sword to obecnie niemal całkiem zapomniany film wuxia z Tajwanu, w którym legendarny Yu Wang wciela się w postać szermierza ogarniętego manią posiadania najlepszych mieczy. Produkcja jest opowieścią o jego upadku, kiedy to kosztem rodzinnej lojalności, pozycji społecznej, życia bliskich i ich zaufania robi wszystko by wejść w posiadanie najcenniejszych mieczy z nadzieją, że zdobędzie najpotężniejsze ostrze na świecie.

Liczne zalety The Sword sprawiają, że film należy uznać za zupełnie niesłusznie zapomniany. Co prawda, choreografia scen sztuk walki nie jest tu nazbyt oszałamiająca, przez co pojedynki prezentują się dość statycznie i nieco teatralnie, lecz wszystko inne jest tu wykonane na bardzo wysokim poziomie. Bogata scenografia, konsekwencja w prowadzeniu fabuły i kreśleniu rysu psychologicznego protagonisty są godne największej pochwały. Zdjęcia nasuwają skojarzenia z filmami Kinga Hu, a pompatyczna podczas scen walk muzyka wpierw podkreśla heroiczny rys bohatera, a gdy spada on coraz głębiej w otchłań moralnej degradacji zaczyna brzmieć niczym ironiczny komentarz dotyczący jego pragnienia i wyśmiewający jego marzenia. Upadek protagonisty jest również odzwierciedlony na poziomie wizualnym: jego stroje stają coraz ciemniejsze, jego rysy twarzy ulegają zniekształceniu, pod koniec wygląda niczym typowy złoczyńca z filmów wuxia, ale także i wtedy The Sword unika popadania w sztampę czy kiczowatość. Bowiem mimo konsekwencji w prowadzeniu fabuły, ta nie zawsze jest łatwa do przewidzenia, a przedstawienie bohatera jest jednym z pełniejszych w gatunku.

Miecz jest zwykle wyraźnie fetyszyzowanym obiektem w wuxia, gdzie posiadanie lepszego oręża często zapewnia właścicielowi potężne zdolności, wojownicy są nierzadko rozpoznawani na podstawie swojej broni, a nie twarzy, a pogoń za doskonałym ostrzem nigdy się nie kończy. Czasami ten popęd w kierunku broni jest cechowany negatywnie, zwykle jednak zostaje wykorzystany do popchnięcia fabuły, w której jakiś złoczyńca pragnie lub wchodzi w posiadanie cudownego ostrza i praworządni xia ruszają by go powstrzymać zanim ten zdominuje Świat Sztuk Walki. The Sword podchodzi do tematu z o wiele mniejszym zacięciem eskapistycznym, starając się zbudować nienachalnie moralizujący obraz, będący w gruncie rzeczy zaprzeczeniem czy wręcz dekonstrukcją ideałów wuxia. W tym filmie chęci walki, zdobywania miecza i sławy są czymś zgoła złym i prowadzą wyłącznie do cierpienia i frustracji. Portret psychologiczny targanego pragnieniem zdobycia najpotężniejszego ostrza protagonisty może służyć jako wizja destrukcyjnego uzależnienia od czegokolwiek, toteż pod tym względem The Sword zyskuje niespodziewaną uniwersalność przekazu. Temat jest tu oczywiście przedstawiony w znacznym uproszczeniu, lecz dzięki sprawnemu tokowi narracji i wizualnym wskazówkom, co do postępów mentalnej degradacji protagonisty nie zostaje on umniejszony. Tym samym The Sword okazuje się być jednym z najbardziej gorzkich i lepiej zrealizowanych filmów wuxia z nietypową aktorską kreacją – świetnego swoją drogą – Yu Wanga; to film, który powinien zaciekawić nie tylko fanatyków gatunku.

The Rescue
Xie jiu tian lao
reżyseria: Chiang Shen
scenariusz: Chiang Shen i Li-Min Hsu
choreografia scen akcji: Kai Tong i Cheung-Yan Yuen
studio: Shaw Brothers
premiera: 24.09.1971

Obsada: Lieh Lo, Szu Shih, Wen-Chung Ko, Mian Fang, Ling Ling, Bolo Yeung, Shen Chan, Ki-Ju Kim, Mars i inni.

Film nawiązuje do historycznych wydarzeń z XIV wieku, z okresu rządów Tatarów, jednak zostały one wpisane w formę typowej dla studia formuły wuxia. Produkcja skupia się na grupie cesarskich lojalistów, wśród których na pierwszy plan wysuwa się młoda i ognista szermierz Yaerh Bai (Szu Shih). Walczą oni z tatarską dyktaturą i starają się uwolnić pojmanego cesarza. Na nieszczęście patriotycznych wojowników Tatarzy są wyposażeni w całkiem przyzwoity zmysł strategiczny oraz niezgorszych mistrzów sztuk walki. Bohaterscy lojaliści wydają się zatem być bez szans. Przez przypadek Bai natyka się jednak na tajemniczego wojownika Heru Le (Lieh Lo), który z miejsca postanawia podbić serce dziewczyny i mimo jej ciągłych sprzeciwów wciąż pojawia się w jej pobliżu czasem ratując jej życie dzięki swoim ekstremalnym zdolnościom sztuk walki, a czasem irytując ją swoim – zdaje się – beztroskim podejściem do życia. Mimo tego nie da się ukryć, że dziewczyna powoli zaczyna coraz cieplej myśleć o upartym w swych dążeniach wojowniku.

The Rescue przedstawia podobny poziom wykonania, co The Swift Knight, czyli oferuje wyrazistych bohaterów, interesujące postaci drugoplanowe (w tym jednego z generałów tatarskich, który okazuje się być porwanym za dziecka Chińczykiem – w tej roli Bolo Yeung) oraz bardzo udane sekwencje scen szermierczych potyczek (może z wyjątkiem walki Shih z Yeungiem, gdzie żadnymi montażowymi trikami nie udaje się sprawić, że Szu wygląda na potężniejszego z wojowników). Sceny akcji opierają się tu przede wszystkim na zaskakująco ambitnych pomysłach wykorzystania linek. Shen zresztą nie jest nowicjuszem w tym temacie i już w The Winged Tiger udowadniał, że niemal latający wojownicy są jego specjalnością. W The Rescue co prawda „latania” jest mniej, ale wyskoków i akrobacji powietrznych nie brakuje, dzięki czemu jest to jeden z ciekawszych filmów w kontekście scen akcji opierających się na zmyślnym i precyzyjnym wykorzystaniu linek. Poza tym w jednej ze scen Yeung wyrywa więzienną kratę i używa jej jako broni, co samo w sobie jest sceną wartą uwagi.

Minusem są tu z pewnością jednowymiarowi antagoniści oraz powracająca głupota lojalistów, którzy wpadają w nawet najmniej wymyślne pułapki wroga. Ciekawostką natomiast jest fakt ponownego w studiu wykorzystania motywu z Tako rzecze Zaratustra Straussa, którego wcześniej Cheh Chang użył z powodzeniem w The Duel. Tutaj pojawia się jego krótszy fragment i tylko raz, lecz skutecznie akcentuje moment przełomowy produkcji. Interesujące jest również jej zakończenie o raczej pesymistycznym wydźwięku, kojarzącym się nieco z produkcjami Changa.

Ostatecznie The Rescue oferuje udane połączenie akcji, z domieszką humoru i okazjonalnego dramatu ze szczyptą romansu. Jest to co prawda typowa pozycja w katalogu Shaw Brothers, lecz nie znaczy to, że jest to pozycja niewarta poznania; wręcz przeciwnie, każdy miłośnik wuxia powinien z przyjemnością spędzić czas przy filmie.

Duel of Fists aka Striking Fist aka Duel of Fist
Quan ji
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 01.10.1971

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Li Ching, Sing Chan, Feng Ku, Wai Woo, Pawana Chanajit, Chung Wong, Chi-Hing Yeung i inni.

Kolejna produkcja Changa, w którym połączony magnetyzm gwiazd Chianga i Ti przykuwa do ekranu i przekłada się na ekstremalny komercyjny sukces. Kontynuując trend przenoszenia filmów akcji w nowoczesne czasy (który zresztą sam rozpropagował), Chang powraca do współczesności, gdzie poznajemy inżyniera budowlanego Ke Fana (David Chiang). Jest on także mistrzem kung fu, którego nauczył się od ojca prowadzącego szkołę sztuk walki. Ojciec niestety niedługo po rozpoczęciu się filmu przechodzi zawał serca i na łożu śmierci wyznaje, że w czasach studiowania różnych stylów walki mieszkał przez pewien czas w Tajlandii. Tam zaś związał się z kobietą, która urodziła im syna Lieh Wena (Lung Ti). Kiedy jednak mistrz wrócił do Hongkongu dumna Tajka zerwała z mężczyzną kontakt, zostawiając mu jedynie zdjęcie kilkuletniego dziecka. Teraz Fan wyrusza z zadaniem odszukania swojego starszego brata, wiedząc o nim tylko dwie rzeczy: że jest on zawodowym wojownikiem muay thai oraz że posiada na ręku charakterystyczny tatuaż.

Po wprowadzeniu klasycznie beztroskiej, lecz inteligentnej (i o sporym wyczuciu trendów modowych) postaci Chianga, następuje wprowadzenie postaci Ti. Wen zostaje przedstawiony jako kolejny shawowski młodzieniec o dobrym sercu, który wbrew sobie wplątał się w sieć korupcji, tym razem oplatającej sporty walki w Tajlandii. Jak się okazuje, funkcjonuje tam grupa przestępcza, zajmująca się wpływaniem na wyniki pojedynków. Jej przywódcą jest potężny wojownik, a ręką wymierzającą kary zawodnik muay thai posługujący się pseudonimem Armata (Feng Ku). Armata krnąbrnych przeciwników zabija na ringu, na oczach przekupionego lub zastraszonego sędziego. Fan, gdy przybędzie do Tajlandii, odnajdzie Wena bardzo prędko, jako że sam wejdzie w drogę gangowi. Zanim jednak dowie się, że jego nowy przyjaciel jest poszukiwanym przez niego bratem minie sporo czasu, gdyż z powodu podobieństwa tatuaży z innym zawodnikiem, Fan poszukuje niewłaściwej osoby.

W przeciwieństwie do poprzednich produkcji z Chiangiem i Ti w rolach głównych, Duel of Fists jest utrzymany w znacznie lżejszym tonie. Produkcja stanowi przy tym w pełni klasyczną pozycję kina kung fu, niewątpliwie wpływową na rozwój gatunku. Kojarzy się przez to bardziej z późniejszymi propozycjami niż ówczesnymi, co stanowi kolejne potwierdzenie świetnej intuicji Changa, co do kierunku rozwoju nie tylko katalogu Shaw Brothers, ale i kina w Hongkongu w ogóle. Z pewnością dla ówczesnych widzów zaletą były również obrazki z Tajlandii, reżyser oferuje bowiem dwie przyjemne sekwencje zwiedzania kraju, nie mające co prawda związku z fabułą, lecz świetnie budujące międzynarodowy charakter produkcji, a także wyróżniające film od większości propozycji studia często zamkniętych w małych przestrzeniach studyjnych. Oczywiście i tutaj wiele scen rozgrywa się w zamknięciu, lecz jest ich zdecydowanie mniej niż zwykle. Tego typu międzynarodowy charakter stanowił sporą zachętę dla hongkońskiej widowni, przekładającą się na wymierne rezultaty finansowe.

Fabularnie co prawda produkcja nie zachwyca, oferując widzom przewidywalne zwroty akcji i raczej jednowymiarowe postaci, lecz charyzmatyczni aktorzy, równe tempo narracji, osadzenie fabuły w Tajlandii oraz przyzwoite sceny walk składają się na pozycję, jaką fani kung fu z pewnością uznają za udaną, szczególnie zaś fani Chianga i Ti. Trochę rozczarowuje za to nikła obecność tajskich postaci; praktycznie wszyscy napotkani ludzie to albo Chińczycy, albo Tajowie akurat znający biegle chiński. Żałuję także, że Armata nie jest Tajem. Mimo że bardzo cenię Fenga Ku i lubię oglądać go na ekranie, to miło byłoby zobaczyć w tej roli prawdziwie tajskiego aktora/adepta muay thay. W filmie co prawda pojawia się jeden zawodnik grany przez Taja, jednak zostaje on szybko usunięty, a mógłby stanowić ważniejszą, urozmaicającą oglądanie znajomych twarzy postać.

Nie można przy tym milczeniem pominąć faktu, że ogromną zaletą jest wykorzystanie muay thai jako jednego z głównych stylów walki, obecnych w produkcji. Duel of Fists stanowi tym samym jeden z pierwszych przykładów sięgania po ten styl w kinie. Chang stara się przy tym prezentować pojedynki – szczególnie te na ringu – bardzo realistycznie i choć choreografia scen akcji od czasu do czasu zawodzi, w całości prezentuje się bardzo interesująco i nowatorsko. Należy też pochwalić Ti i Ku, że nauczyli się ciosów we wcześniej nie trenowanym przez siebie stylu i niemal wcale nie korzystają z klasycznych dla kina kung fu uderzeń, z jakimi są zwykle kojarzeni. Wszystko to sprawia, że Duel of Fists to kolejna udana produkcja reżysera, obowiązkowa do poznania przez wszystkich miłośników gatunku.

Alfabetyczny spis treści wszystkich opisanych w serii produkcji (z wyróżnieniem gatunków).

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.