Hongkong i okolice. Rok 1971 (część III)

Lily Ho w "The Lady Professional".

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

The Mighty One
Tong zi gong
reżyseria: Joseph Kuo
scenariusz: Tyrone Hsu
choreografia scen akcji: Yi-Kuai Chang i Tien-Lung Yu
studio: Shaw Brothers
premiera: 02.05.1971

Obsada: Ivy Ling Po, Ping Liu, Yun Ling, Ming Kao, Fei Lung, Hsing Hsieh, Yi-Kuai Chang, Lu-Hui Shao, Blacky Ko i inni.

The Mighty One to jeden z moich ulubionych filmów wuxia z Shaw Brothers. Produkcja porzuca wszelkie pozory zachowywania realizmu i w zamian oferuje szalone starcia, nieprzewidywalną fabułę i wojowników, którzy nawet z głową przebitą na wylot mieczem potrafią wciąż sprawnie kontynuować walkę.

Produkcja rozpoczyna się, gdy cokolwiek ekscentrycznie wyglądający złoczyńcy atakują mieszkańców małej, wiejskiej chatki, gdzie mieszka m.in. stary, emerytowany mistrz sztuk walki. Mimo że pokonuje on (w doskonale zainscenizowanej potyczce) większość wrogów, główny antagonista produkcji, czerwonoskóry Brat Lung (Ping Liu) brutalnie się z nim rozprawia, po czym bije znajdujące się tam małe dzieci, a jednemu z nich – chłopcu – na dodatek przebija dłoń sztyletem. Można się spodziewać, że klasycznie dla tego typu produkcji, widz będzie obserwatorem zemsty dzieciaków, które wyrosną na potężnych wojowników. I w rzeczy samej tak się dzieje, lecz tym razem większość akcji jest zaprezentowana z punktu widzenia nie postaci pozytywnych, a łotrów, którzy starają się odnaleźć wszystkie stronice Księgi 5 Niepokonanych Ruchów. Lung zna 3 z nich, co i tak wystarczyło by stał się najpotężniejszym wojownikiem w Świecie Sztuk Walki. Jego poszukiwania, starcia z innymi mistrzami oraz nagłe ataki ze strony dwójki tajemniczych wojowników, którzy wciąż stają na jego drodze zajmują główną część produkcji, rzadko tylko pokazującej sceny z perspektywy pozytywnych postaci.

O ile więc sama fabuła jest nader prosta, to jej przedstawienie jest dość intrygujące i bardzo oryginalne na tle ówczesnych propozycji. Zaprezentowane w filmie walki tymczasem są jednymi z najbardziej widowiskowych w gatunku. Wojownicy nie tylko korzystają ze sprawności fizycznej, spektakularnych piruetów, ale także z telekinezy. W przeciwieństwie jednak do licznych, późniejszych filmów wuxia, szaleńcze starcia wykorzystujące motywy rodem z fantasy nie są tu tak przejaskrawione aby ściągać uwagę widza z umiejętności aktorów i choreografów, a tylko dopełniają całości. Na największą uwagę zasługuje tu pojedynek finałowy: długa, bardzo rozbudowana sekwencja, podczas której bohaterowie i Lung pokazują całą paletę zaskakujących mocy cechujących „prawdziwych” mistrzów sztuk walki. Dzięki temu The Mighty One jest nader widowiskową, dającą ogromną frajdę rozrywką. Brak tu większych ambicji tematycznych, lecz nie brak tu ambicji w kontekście jak najbardziej atrakcyjnego przedstawienia wyeksploatowanej fabuły.

Warto też dodać, że również narracja jest tu cokolwiek nietypowa. Długość poszczególnych scen znacznie wykracza poza normę, do której przyzwyczaiły nas produkcje studia. Stanowi to interesujący kontrapunkt wobec szalonej fabuły i popisów choreograficznych; w montażu nie ma bowiem ani grama szaleństwa. Czasami kamera sunie za postaciami, nawet podczas starć ścigając wojownika, gdy ten robi uniki czy skacze w różnych kierunkach. Przez to w produkcji, trwającej 83 minuty jest nadzwyczaj mała ilość scen, ale za to wszystkie są wyeksploatowane do cna. To też powoduje, że drugiego z dwójki pozytywnych bohaterów poznajemy dopiero po upłynięciu ok. 30 minut. Wszystko to sprawia, że The Mighty One stanowi jedną z ciekawszych pozycji wuxia i to nie tylko na tle ówczesnych propozycji, ale w ogóle. Przemyślana, choć momentami kulejąca fabularnie struktura w połączeniu z niezapomnianymi sekwencjami powinna zainteresować każdego miłośnika gatunku.

The Eunuch
Gui tai jian
reżyseria: Teddy Yip
scenariusz: Wei Lo
choreografia scen akcji: Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 12.05.1971

Obsada: Ying Pai, Lisa Chiao, Hua Tsung, Chi-Ching Yang, Chia Meng, Hsieh Wang, Wei Lo, James Tin, Little Unicorn, Sammo Hung, Mars i inni.

Ying Pai po rolach licznych złoczyńców został zaszufladkowany jako aktor prymarnie odgrywający czarne charaktery, co ma także miejsce w The Eunuch. Wciela się on tu w tytułową postać: potężnego eunucha zdobywającego wpływy w państwie dzięki intrygom, skrytobójstwom oraz zdolnościom sztuk walki. Na jego rozkaz zostaje zamordowana niemal cała rodzina królewska; niemal, gdyż przy życiu pozostał młody książę (Hua Tsung), do tej pory niezbyt przejmujący się poważnymi sprawami. Zostaje on uratowany przez starszego mistrza sztuk walki, który przyjmuje go na swojego ucznia. Tymczasem żona mistrza przyjmuje na uczennicę zagubioną dziewczynę (Lisa Chiao), której ojciec dawno temu znikł, a jej matka i dziadek zostali zabici. Nikt z nich nie wie, że ojcem dziewczyny jest zepsuty do szpiku kości eunuch…

O ile należy uznać produkcję za bardzo solidną technicznie, bogatą w ciekawie zainscenizowane choreografie, to jej scenariusz jest nader rozczarowujący. Liczne preteksty, zbiegi okoliczności, pozbawione konsekwencji pomyłki postaci oraz znaczna przewidywalność czynią z The Eunuch typową propozycję studia, która przemyka niezauważenie wśród lepiej przemyślanej konkurencji. Warto przy tym pamiętać, że jest to debiut reżyserski Teddy’ego Yipa, który w ciągu najbliższych lat wyrobi sobie całkiem sporą renomę w kinie sztuk walki.

A Real Man aka Fearless Fighters aka The Ninja Killer
Tou tiao hao han
reżyseria i choreografia scen akcji: Min-Hsiung Wu
scenariusz: Yang Hsiang
studio: Hong Kong New China Film Company
premiera: 27.05.1971

Obsada: Hung-Lieh Chen, Yuan Yi, Ching-Ching Chang, Ming Chiang, Min-Hsia Wu, Chi Ma, Fei-Long Huang i inni.

Członkowie klanu Szpon Orła okradają cesarski konwój i zabijają mistrza sztuk walki Błyskawicznego Bicza. Lei Pong (Yuan Yi) chcąc przywrócić honor zhańbionego przestępstwami klanu występuje przeciw złoczyńcom, lecz ci wrabiają go w morderstwo mistrza, po czym pozbawiają życia jego rodzinę. Niedługo potem okazuje się, że dwójka dzieci Błyskawicznego Bicza wyruszyła z misją zemsty za śmierć ojca; zamiast winnych ścigają jednak Lei Ponga. Jakby tego było mało w intrygę wplątuje się także nieznajoma mistrzyni, pragnąca z nieznanych powodów pomóc wszystkim poszkodowanym. Prawdziwi mordercy tymczasem przewidują, że prędzej czy później ich plan może zostać odkryty, więc przygotowują się na nieuniknione starcie i wynajmują do pomocy najpotężniejszych zabójców w Świecie Sztuk Walki, wśród których znajduje się legendarny wojownik, znany jako Jednoosobowa Armia (Hung-Lieh Chen przybywający do filmu z Shaw Brothers).

Fabuła zdecydowanie nie jest najmocniejszą stroną filmu. I nie chodzi nawet o to, że jest dość przewidywalna i pełna klisz, lecz o to, że twórcy tak pospieszają akcję aż ta staje się zupełnie nielogiczna. Spora ilość dziur fabularnych w połączeniu z przyjemnymi, acz mało spektakularnymi scenami sztuk walki i anachronicznymi efektami specjalnymi, sprawia, że A Real Man jest filmem tylko dla największych fanów gatunku (tutaj także z elementami kung fu). Największą zaletą jest kilka stylistycznych zabaw. W jednej ze scen produkcja korzysta z horrorowego sztafażu, z kolei niektóre z introdukcji do pojedynków nawiązują do chanbar. Ciekawostką jest też fakt, że członkowie klanu Szpon Orła wkładają miecze do pochwy w niemal identyczny sposób, co Tomisaburo Wakayama, co dla mnie jest ogromną zaletą produkcji.

The Ghost Hill
Shi wan jin shan
reżyseria i scenariusz: Shan-Hsi Ting
choreografia scen akcji: Shih-Wei Chen
studio: Union Film i International Film Production
premiera: ??.??.1971

Obsada: Peng Tien, Polly Shang-Kuan, David Tang, Hsiang-Chin Han, Ming Kao i inni.

Kolejna tajwańska wuxia z Union Film, które na poważnie zainteresowało się gatunkiem po sukcesie Karczmy Smocze Wrota Kinga Hu kieruje się mocno w stronę fantastycznej stylistyki shenguai, lecz niestety pozbawiając ją artystycznego zmysłu Hu. The Ghost Hill to nader prosta opowieść o szermierzach, którzy zostali ze sobą skłóceni przez Króla Piekieł – potężnego złoczyńcę stojącego na czele ogromnej organizacji usadowionej w górze, którą broni 10 specjalnych przejść – każde z nich jest zaś wypełnione innym zestawem pułapek: materiałami wybuchowymi, trującymi oparami, klasycznymi zapadniami czy wysuwającymi się ze ścian ostrzami. Oszukani wojownicy dość szybko domyślają się, co się święci i z pomocą siostry jednego z nich oraz dzięki niespodziewanej asyście przybranej córki Króla Piekieł ruszają do walki z niegodziwcami.

Elementy fantastyczne nie są tu tak silnie obecne, jak w niektórych produkcjach tajwańskich z tego roku czy niektórych propozycjach z Shaw Brothers. Skupiają się one przede wszystkim na pułapkach w niektórych wejściach do kryjówki złoczyńców oraz na samym Królu Piekieł, którego niebagatelne umiejętności kung fu dały mu nadludzkie zdolności. Bohaterowie w pojedynkę nie są w stanie stawić mu czoła, lecz jeśli będą działać razem, wtedy być może uda im się zwyciężyć.

Niestety ich rywalizacja nie jest zbyt interesująca. Mimo dość dobrej obsady z kultową Polly Shang-Kuan na czele, The Ghost Hill pozostawia bardzo wiele do życzenia. Choreografia scen walk jest niezbyt zajmująca, w dodatku aktorzy ustępują swoimi akrobatycznymi zdolnościami kolegom po fachu z Shaw Brothers i Golden Harvest przez co walki są mało dynamiczne, a wspomaganie się efektami fast motion tylko dodatkowo wyłuskuje ich braki. Fabularnie produkcja również nie oferuje zbyt wiele, lecz jej największą wadą jest mało atrakcyjna paleta postaci. O ile pozytywne są w miarę zadowalające w swoim generycznym portrecie, o tyle postaci negatywne są już wyjątkowe nijakie. Nie licząc Króla Piekieł wszyscy potężniejsi wojownicy po stronie zła nie wybijają się ponad bezimiennych bandziorów, a wyróżniają ich jedynie pomysłowe oręża, niestety prezentujące się niezbyt realistycznie na ekranie. Król Piekieł to natomiast co chwila wybuchający rubasznym śmiechem otyły pan z siwą brodą – jako taki ani przez chwilę nie prezentuje się jak niezniszczalny mistrz sztuk walki.

Tym samym The Ghost Hill można polecić jedynie największym miłośnikom starszych wuxia, szczególnie tych spod znaku fantastycznego kina. Mimo licznych braków i wad, zawiera on wystarczająco pomysłów, by fanów gatunku zatrzymać przy ekranie.

She’d Hate Rather Love
Ci man wang
reżyseria: Hui-Ying Hua
scenariusz: Fai-Mon Li
choreografia scen akcji: Yiu-Kwan Poon
studio: Union Film
premiera: ??.??.1971

Obsada: Hsiang-Chin Han, David Tang, Ching-Chun Wong, Su Wei, Chung-Shan Wan, Hui-Lou Chen, Feng Chang, Tian Miao i inni.

She’d Hate Rather Love to kolejny wuxia z tajwańskiego Union Film, które atakowało rynek końca lat 60. i początku 70. produkcjami w podobnej stylistyce, co Karczma Smocze Wrota Hu, acz próbującymi równocześnie odnaleźć własny głos wśród konkurencji – szczególnie na tle licznych propozycji Shaw Brothers i powstałego w 1970 roku Golden Harvest. Nie było to dla Union zadanie cokolwiek łatwe, gdyż w przeciwieństwie do hongkońskich studiów musiało stawić czoła dodatkowym problemom. Należy bowiem pamiętać, że przed przybyciem Hu i (również umykającego z Shaw Brothers) Han-Hsianga Li do Tajwanu przemysł filmowy w tym kraju praktycznie nie istniał i trzeba go było budować niemal od podstaw. Ponadto, dość pechowo, Union skupiło się na produkowaniu wuxia w przededniu rozpoczęcia się procesu tracenia przez ten gatunek popularności. Rok 1971 to okres, gdy sukces w box officie zaczną odnosić produkcje kung fu. Niemałą przeszkodą dla tworzenia atrakcyjnego katalogu było również to, że przez ostatnie dwa lata tajwańskie studio wydawało niemałe pieniądze na – postrzeganą jako szansa na podbój rynku – superprodukcję Kinga Hu Dotyk zen, co sprawiało, że inne filmy musiały zadowolić się zdecydowanie skromniejszymi budżetami.

Wszystkie te problemy odcisnęły widoczne piętno na She’d Hate Rather Love. Fabuła jest tu chaotyczna, co uwydatnia poszarpany tok narracji. Należy ją jednak pochwalić za kilka udanych pomysłów i zwrotów akcji – szczególnie obecnych pod koniec. Sceny akcji cechują się często słabym montażem, ponadto Hua korzysta też z fast motion, co nigdy nie jest dobrym pomysłem. Mimo to należy przyznać, że walki są zróżnicowane zarówno w kontekście używanej broni (miecze, maczugi, ogromne pały, przebijające ściany dłonie, ławy w karczmie…), jak i wizualnie. W końcu, aktorzy grają tu z niezwykłą nieraz sztucznością; w tym kontekście wyjątkowo doskwiera irytujący śmiech protagonisty, obecny praktycznie w każdym z nim dialogu. Zamiast uzupełniania jego portretu twardziela, raczej budził zażenowanie. Niezaprzeczalną zaletą filmu jest natomiast ścieżka dźwiękowa, idealnie podkreślająca inspiracje pekińską operą, co równocześnie upodabnia dźwiękowo She’d Hate Rather Love do Karczmy Smocze Wrota.

Akcja filmu rozgrywa się w czasach, gdy dynastia Sung jest już w odwrocie, czyli gdzieś w pierwszej połowie XII wieku. Kuo – protagonista – ma zamiar dołączyć do sił walczących przeciw Sungom, wierząc, że Sungowie są skorumpowanymi władcami. Zresztą, nie można mu się za bardzo dziwić, jako że już na początku produkcji zostaje on zaatakowany przez pomniejszych i niezbyt miłych żołnierzy Sungów, którym nie podobają się plany Kuo na przyszłość. W trakcie walki jeden z nich zostaje zabity przez rzucającego nożem kolegę, lecz to protagonista zostaje oskarżony i skazany za morderstwo. Ucieka jednak z niewoli (co czyni podczas czołówki), po czym przybywa do lojalistów Sungów i zostaje przez nich zaakceptowany jako posiadający ogromne zdolności sztuk walki wojownik. Jego plan zemsty zakłada, że ożeni się z córką zmarłego dowódcy wojsk Sungów, co byłoby, mówiąc delikatnie, ogromnym naruszeniem zasad społecznych i ciosem w tradycyjne zasady. Ta się zgadza, lecz tylko pod warunkiem, że Kuo przyniesie jej głowę złego generała Wana, mordercy jej ojca i jednego z głównych rywali Sungów. Protagonista akceptuje propozycję, lecz zanim będzie mógł stoczyć bój z generałem, musi wpierw pokonać jego czterech dowódców, z których każdy jest mistrzem innego stylu sztuk walki.

To co następuje później to miks kilku niezłych pomysłów, nader fantastycznych walk i delikatnego wątku romantycznego (w Kuo zakochuje się wojowniczka, chroniąca córkę zmarłego dowódcy), zaprezentowanych z licznymi potknięciami narracyjnymi i realizacyjnymi. Wszystko to sprawia, że ten wyraźnie nawiązujący do Karczmy Smocze Wrota film może spodobać się jedynie największym fanom wuxia oraz osobom zainteresowanym tym, jak gatunek rozwijał się w Tajwanie.

The Golden Seal
Jin yin chou
reżyseria: Feng Tien
scenariusz: Yi-Wa Wong
studio: Shaw Brothers
premiera: 23.06.1971

Obsada: Hua Tsung, Ping Wang, Feng Ku, Fung Yue, Lu Pai, Shen Chan, Ching-Ho Wong, Cliff Lok, Teresa Ha, Chung-Hsin Huang, Feng Tien i inni.

Feng Tien – aktor znany z licznych produkcji, także tych omówionych na łamach Kinomisji – za sprawą The Golden Seal zadebiutował jako reżyser. Sądząc po finalnym efekcie jego prac, można wywnioskować, że Tien musiał lubić starsze produkcje ze swoim udziałem, jako że jego własna wygląda niczym stworzona w drugiej połowie lat 60. Sprawia to, że choć nie można uznać jej za nieudaną, to jej niewątpliwa anachroniczność faktycznie przemawia na jej niekorzyść. Protagonistą jest tu kolejny chłopak (Hua Tsung), który – po 20 latach treningu sztuk walki – rusza z misją zemsty na mordercy jego rodziny, którym jest niegodziwy mistrz sztuk walki Zhentian Lei (Feng Ku). I mimo że wątek zemsty jest tu teoretycznie centralny, to Tien bardziej niż na protagoniście skupia się na czterech wojowniczkach: Xiao Yan Wu (Ping Wang), bohaterskiej szermierz pomagającej słabszym; Jing Yi Feng (Fung Yue) zabójczyni, wypełniającej misję zabicia Leia; Hui Ming Feng (Teresa Ha), zniekształconej matce wspomnianej zabójczyni; Pannie Shi (Lu Pai) – dziewczynie mieszkającej w jaskini.

Razem – po kilku obligatoryjnych nieporozumieniach po drodze – nasi bohaterowie ruszą walczyć ze złoczyńcami. Tien jednak – jak wspomniałem – korzysta tu z szablonu starszych wuxia, toteż zanim udadzą się w niebezpieczną misję wykonają piosenkę rodem ze starych shawowskich oper kinowych. Sceny akcji zaś – co jest największym problemem filmu – będą się wspomagać efektami fast motion, co nadaje wielu starciom niezamierzenie slapstikowego charakteru. Drugim problemem sekwencji sztuk walki jest nader częste korzystanie z dublerów; The Golden Seal jest bodaj najgorszą omówioną na łamach Kinomisji produkcją pod tym względem; w wielu scenach z łatwością zauważymy, że zamiast danej pani szermierz na ekranie wymachuje mieczem pan dubler.

Ostatecznie, produkcja jest rozczarowującym, choć niepozbawionym zalet wuxia. Interesujące postaci żeńskie są równoważone nijakim protagonistą, a pomysłowe choreografie Siu-Chung Leunga (ojca Bruce’a Leunga) są zepsute niepotrzebnymi trikami i nadmiernym posiłkowaniem się dublerami. Tym samym jest to film, jaki zainteresuje tylko największych fanów gatunku.

The Lady Professional
Nu sha shou
reżyseria: Chih-Hung Kuei i Akinori Matsuo
scenariusz: Katy Chin
choreografia scen akcji: Chuen Luk
studio: Shaw Brothers
premiera: 01.07.1971

Obsada: Lily Ho, Pei-Shan Chang, Miao Ching, Chung-Hsin Huang, Chun Erh, Shen Chan, Bolo Yeung i inni.

Lady Professional to wyraźny prekursor późniejszego kina akcji z Hongkongu, zwiastujący m.in. nadejście produkcji spod ręki Johna Woo. Przyznam też, że podczas oglądania kojarzył mi się także z filmami z Charlesem Bronsonem ze studia Cannon. Ta dość nietypowa i zdecydowanie warta odszukania produkcja ze studia Shaw Brothers opowiada historię kobiety Ge Tianli, która z pomocą szantażu zostaje zmuszona do zabijania ludzi. Jej zleceniodawcą jest bogaty i wpływowy biznesmen, lecz kontakt z nim odbywa się wyłącznie przez jego prawą rękę: pozbawionego jakichkolwiek skrupułów złoczyńcę. W tytułową bohaterkę wcieliła się Lily Ho i trzeba przyznać, że zaprezentowała się absolutnie doskonale w kreacji zimnej, seksownej zabójczyni, stosownie nadając jej zarówno tragicznego rysu, jak i cech wyrafinowanego mordercy.

Główna akcja filmu w rzeczywistości zaczyna się dość późno, gdyż następuje po wykonaniu niełatwego i zajmującego sporo czasu zlecenia, jakie otrzymała Tianli. Gdy już je wykona, protagonistka staje się celem dla innych zabójców, wynajętych przez dwulicowego biznesmena celem zatarcia śladów. Dzięki temu bohaterka stoczy boje z najróżniejszymi typami spod ciemnej gwiazdy. Trzy sekwencje szczególnie zapisują się w pamięci: sceny na schodach przeciwpożarowych w klubie muzycznym, kiedy to Ho wygląda naprawdę zabójczo, jej walka na opuszczonym placu budowy z trzema ekstrawaganckimi złoczyńcami (m.in. Bolo Yeung) oraz finalne zabójstwo. Tianli by pozbawiać życia swoje cele korzysta przede wszystkim z umiejętności przebierania się za inne osoby, lecz aspekt ten nie został tu potraktowany z kuriozalnym łamaniem realizmu, jak bywało wcześniej u Shawów (czy w japońskich produkcjach korzystających z pomysłu), lecz jest on wykorzystany całkowicie poważnie i idealnie wpasowany w konwencję thrillera z elementami kina akcji.

Największe wady produkcji to brak interesujących antagonistów, czasem zaskakująca głupota bandziorów oraz jedna z pierwszych sekwencji akcji, podczas której oglądamy sceny samochodowego pościgu z bardzo nieudanym wykorzystaniem fast motion. Nieszczęściem jest, że tak nieudana sekwencja jest jedną z wprowadzających; przez to film musi wpierw zmyć wywołane przez nią złe wrażenie, zanim zacznie naprawdę wciągać widza w intrygę. Na szczęście Lady Professional nigdy do takich kuriozów już nie wraca i utrzymuje rozsądny poziom zawieszenia realizmu. Tym samym okazuje się być jedną z najciekawszych propozycji studia nie tylko z lat 70., zdecydowanie rekomendowaną wszystkim miłośnikom hongkońskiego kina akcji.

The Crimson Charm
Xue fu men
reżyseria i scenariusz: Fung Wong
choreografia scen akcji: Kuo Han
studio: Shaw Brothers
premiera: 16.07.1971

Obsada: Yu Chang, Ivy Ling Po, Szu Shih, Mian Fang, James Nam, Feng Ku, Hsieh Wang, James Tin, Siu-Low Choi, Little Unicorn, Sammo Hung i inni.

The Crimson Charm to bardzo przyjemna produkcja wuxia, stanowiąca jeden z lepszych przykładów sięgania przez Shaw Brothers po fantastyczną stylistykę, trend, jaki niebawem stanie się zdecydowanie częstszym procederem. Początkowo film skupia się na podróży do domu, odbywanej starego mistrza sztuk walki Tzu-Chao Chianga (Mian Fang) i jego córkę Shang-Ching (Szu Shih). Po drodze natykają się na złoczyńców, którzy próbują zgwałcić przypadkowo spotkaną dziewczynę (co wynika kilkoma zbliżeniami na piersi aktorki w nieco pokracznej próbie stworzenia scen rodem z kina eksploatacji). Chiangowie oczywiście prędko rozprawiają się z bandytami, co więcej mistrz w walce zabija lidera przestępców. To jednak dopiero początek kłopotów; okazuje się bowiem, że zabity przez niego przeciwnik był synem bezlitosnego Szkarłatnego Szefa (Feng Ku), przywódcy siejącej grozę w Świecie Sztuk Walki grupy Szkarłatny Urok. Niedługo potem – w cudownie nonsensownej, stylizowanej na kino grozy kojarzące się z filmami włoskimi lub ze studia Hammer sekwencji – mistrz Chiang otrzymuje wiadomość, że wojownicy Szkarłatnego Uroku przybędą na jego urodziny. Rozmowę z przynoszącymi złą wiadomość bandytami przerywa nagłe pojawienie się tajemniczego pięściarza (wyjętego prosto z kina kung fu), imieniem Yu Han (Yu Chang). Ten okazuje się być spokrewniony z dawną rywalką pechowego mistrza Fang-Fang Yu (Ivy Ling Po), jedną z najpotężniejszych wojowniczek w Świecie Sztuk Walki. Córka mistrza i pięściarz szybko się w sobie zakochują, lecz na drodze ich uczucia stają kolejne (i kolejne) przeszkody.

Fung przez cały czas trwania filmu żongluje licznymi wątkami, lecz czyni to w taki sposób, że widz nie tylko nigdy się nie gubi w żadnym z nich, lecz wręcz odnosi wrażenie prostoty fabularnej. Mimo że początkowo zdaje się, że bohaterami będą mistrz i jego córka, atak Szkarłatnego Uroku podczas wspomnianych urodzin zostaje wykorzystany do pomysłowej transpozycji, kiedy to w centralnej pozycji zostają ustawione inne postaci. Od tej też pory The Crimson Charm zaczyna skupiać się na trójce bohaterów, z których każdy otrzymuje dla siebie dodatkowy wątek, opisujący drogę danego wojownika do finalnej bitwy. Bitwa ta, jak i inne sekwencje sztuk walki są kolejną, niezaprzeczalną zaletą produkcji; prezentują się dynamicznie, interesująco i trzymają w napięciu. Słowem, The Crimson Charm jest przykładem prostego, dość pretekstowego, acz doskonale rozpisanego wuxia, gdzie wszystkie kurioza i przejaskrawienia są wykorzystane w intrygujący sposób i pomagają zaprezentować stuprocentowo rozrywkowe kino sztuk walki.

Warto przy okazji poinformować, że jest to debiut reżyserski Funga Wonga, wcześniej pracującego jako asystent reżysera (The Iron Buddha, The Jade Faced Assassin) oraz jako scenarzysta (The Golden Knight, The Jade Faced Assassin). Jego świetny start w gatunku nie pozostał niezauważony w świecie hongkońskiego przemysłu filmowego, co Wong wykorzystał aby czym prędzej uciec z Shaw Brothers i przenieść się do powstającego wtedy studia Golden Harvest, założonego przez Raymonda Chowa – producenta, który również odszedł od Shawów. W rzeczy samej, drugi film Wonga – The Angry River – był drugim jaki wyprodukowano w nowym studiu (lecz trzecim wypuszczonym do kin). W nim – mając więcej swobody twórczej – reżyser w pełni sięgnął po fantastyczne motywy, jakie jednak niebawem porzucił na rzecz (bardziej) realistycznego kina kung fu; w historii tegoż gatunku zapisał się później złotymi zgłoskami jako reżyser legendarnego Hapkido w 1972 roku.

The Anonymous Heroes
Wu ming ying xiong
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 24.07.1971

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Li Ching, Feng Ku, Miao Ching, Ti Tang, Chi-Ching Yang, Chung Wong, Philip Ko i inni.

The Anonymous Heroes stanowi pod wieloma względami western (czy raczej zapata western) widziany oczyma Cheh Changa. Film opowiada historię dwóch młodzieńców (David Chiang i Lung Ti), którzy decydują się pomóc rewolucjonistom w ukradzeniu od armii 3 tys. strzelb i 280 tys. sztuk amunicji. Wraz z nimi do akcji wkracza także ich koleżanka (Li Ching) oraz osoba, która wciągnęła ich w rewolucjonistyczną karierę: brat Wan (Feng Ku). We czwórkę dumnie ruszają stawić czoła przeważającej liczbie wrogów i wesprzeć szlachetny cel (choć w filmie nigdy nie zostaje wyjaśnione, którym rewolucjonistom pomagają).

Z omawianych do tej pory na łamach Kinomisji produkcji, stylistycznie The Anonymous Heroes jest najbardziej podobny do The Duel, który osiągnął kasowy sukces m.in. dzięki zestawieniu ze sobą dwóch gwiazd z Shaw Brothers, czyli Chianga i Ti. Tym razem jednak nie stają oni do walki przeciw sobie, lecz razem ruszają rozprawiać się z chmarami wrogich żołnierzy aż do gorzkiego finału, którego rozwiązanie każdy fan Changa z łatwością odgadnie. Westernowe inspiracje objawiają się zaś najsilniej podczas sekwencji pościgu, gdy nasi anonimowi bohaterowie stoją na wagonach rozpędzonego pociągu strzelając do ścigających ich konno i uzbrojonych w strzelby żołnierzy.

Poza rabunkiem, strzelaninami i bijatykami The Anonymous Heroes stanowi przede wszystkim interesującą opowieść o trójce młodych ludzi, którzy nie mają w życiu nic pożytecznego do roboty. Ot, trochę kradną od armii, uprawiają hazard i wdają się w liczne bijatyki. Ich naiwność, jak i chęć zrobienia czegoś więcej w swoim życiu motywuje ich do wspomożenia rewolucjonistów. Chang wykorzystuje ich młodzieńczy zapał, sygnalizowany m.in. nieschodzącymi im z twarzy uśmiechami, do dodania nieco lżejszego, nawet humorystycznego tonu, lecz nigdy nie zapomina przy tym o dramacie inherentnym dla ich położenia. Ten najsilniej objawia się pod koniec, jednak nawet w obliczu śmierci bohaterowie nie zapomną o uśmiechu i rzuceniu okazjonalnego żartu. Chang ponownie więc bawi się tutaj stylistykami, wykorzystując jako bazę kino kung fu, któremu pomógł wytyczyć drogę przyszłego rozwoju, do stworzenia historii o patriotyzmie i bezinteresowności w obliczu niesprawiedliwości świata. Warto też zaznaczyć, że akcja filmu rozgrywa się niedługo po Chińskiej Rewolucji z 1911 roku, co stanowi kolejny krok w tworzeniu stałego miejsca dla tego okresu chińskiej historii w ichnim kinie gatunkowym.

Niestety, The Anonymous Heroes nie jest produkcją pozbawioną wad. Największym problemem filmu, być może powodowanym pośpiechem realizacyjnym, charakterystycznym dla produkcji z Shaw Brothers, jest niezamierzona kuriozalność niektórych ze scen. O ile sposób zdobycia ciężarówek do transportowania broni jest zamierzenie komediowy (niestety również dość żenujący), to sceny kiedy bohaterowie z porwanym generałem próbują wykorzystać jego pozycję do przejęcia broni w bazie armii są już zupełnie groteskowe. Sceny te rozgrywają się w niewielkim biurze, gdzie protagoniści razem z pochwyconym generałem spotykają się z oficerem i jego podwładnym. Spocony generał co chwila się jąka i próbuje wyjawić swoją sytuację, za każdym jednak razem jeden z bohaterów przysuwa mu do głowy (zamknięty w kaburze) pistolet, skutecznie go uciszając, podczas gdy rozmawiający z nim oficer siedzi praktycznie obok niego i nigdy nie nabiera żadnych podejrzeń. Na domiar złego jest to część dłuższej sekwencji zdarzeń, więc całe zajście musiało trwać dość długo (dokładny czas nie został oczywiście podany, lecz biorąc pod uwagę co bohaterowie robią w międzyczasie, zdaje się że generał jąkał się z pistoletem przy głowie ponad godzinę). Nie wiem, jak wygląda typowe zachowanie chińskiego żołnierza, lecz jestem pewien, że pozbawieni dyscypliny protagoniści, przystawiający pistolet do głowy plątającego się w słowach przełożonego, żądającego wydania ogromnej ilości broni bez odpowiednich zezwoleń powinni wzbudzić choćby najmniejsze wątpliwości.

Oprócz tego byłem zaskoczony kwestią nieprzejmowania się ludzkim życiem przez bohaterów. Przez sporą część czasu trwania filmu biją, lecz nie zabijają wrogich żołnierzy, zachowując swój idealistyczny, młodzieńczy rys. Tak samo jest podczas sekwencji zdobywania mundurów, potrzebnych im do wypełnienia planu rabunku. A przynajmniej na początku tej sekwencji; pierwszych dwóch żołnierzy bowiem pozbawiają przytomności, jak do tej pory mieli w zwyczaju. Jednak gdy zabierają się za trzeciego, wtedy z uśmiechami na ustach i bez żadnego powodu strzelają do niego z bliskiej odległości niczym w jakiejś sadystycznej zabawie (nie wspominam już o tym, że takie strzały wynikłyby uszkodzeniem uniformu i plamami krwi, uniemożliwiającymi jego wykorzystanie). Dziwaczne decyzje stojące w kontrze do ustanowionego charakteru postaci oraz pokraczna realizacja niektórych scen stanowią tu największe wady, sprawiające, że choć mamy do czynienia z niewątpliwie interesującą produkcją, całość prezentuje się cokolwiek rozczarowująco.

Alfabetyczny spis treści wszystkich opisanych w serii produkcji (z wyróżnieniem gatunków).

4 Komentarze

  1. Czytają opisy filmów pełne ciekawostek i smacznych szczegółów, aż chce się po nie sięgnąć. Pytanie ile autor z tej listy oglądał filmów.

    • Nie jestem pewien czy dobrze zrozumiałem pytanie, ale jeśli tyczy się ono tego ile z omówionych przeze mnie pozycji sam oglądałem, to obejrzałem wszystkie. Nigdy nie piszę o filmie, którego nie widziałem.

      • Sorry, nie chciałem by negatywnie zabrzmiał ten komentarz. Jestem pod wrażeniem ilości opisanych tytułów. Kilka z nich spróbuję ogarnąć. Obecnie poza f. z B.Lee oraz r. King Hu i jeszcze jakiś pojedynczych tytułów, to z tego okresu nie wiele jest polskich wersji językowych. Łatwiej o późniejsze lata, bo sporo tego leciał w TV.

        • Nie ma za co przepraszać, nie odebrałem komentarza negatywnie, lecz nie będąc pewny treści pytania wolałem wyjaśnić sprawę. W kwestii oglądania omawianych filmów znajomość angielskiego znacząco ułatwia sprawę. Większość produkcji z SB została wydana na DVD przez Celestial Pictures, które jeszcze niedawno można było dość łatwo kupić (sporo nadal pojawia się na eBayu i pewnie w innych miejscach), filmy z Union natomiast wydawało Hoker Records (są trudniej dostępne, ale sprzedają je sklepy np. w Tajwanie, skąd je zamawiam). Poza tym wiele filmów śmiga w internecie, ale wtedy zwykle nie są w dobrej jakości i często są zdubbingowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.