Hongkong i okolice. Rok 1971 (część II)

Lung Ti i David Chiang w "The Duel".

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

The Venus’ Tear Diamond
Zhan shi yan dao
reżyseria i scenariusz: Umetsugu Inoue
studio: Shaw Brothers
premiera: 25.02.1971

Obsada: Lily Ho, Yun Ling, Kwan Lee, Chi-Suk Chui, Ji-Hyeon Park, Han-seop Kim i inni.

Japoński reżyser Umetsugu Inoue był wiodącą postacią w rozbudowywaniu shawowskiego katalogu musicalów, popularnego jeszcze w latach 60. gatunku, który wraz z nastaniem nowej dekady prędko zaczął popadał w niełaskę widowni. Energiczne i kolorowe produkcje spod ręki Inoue pomagały jego propozycjom ściągać do kin więcej widzów niż tym tworzonym przez jego kolegów po fachu, lecz nawet on nie mógł zatrzymać erozji gatunku w box officie, co zmusiło reżysera do powrotu do Japonii w 1972 roku. The Venus’ Tear Diamond jest tym samym filmem, który wyraźnie wskazuje, że musicale odchodzą w przeszłość, choćby poprzez fakt znacznego ograniczenia muzycznych numerów, zarówno w ich ilości, jak i skali, czasem wręcz spychając je do tła danej sceny.

The Venus’ Tear Diamond gatunkowo sytuuje się jako muzyczne połączenie kryminału o dwójce genialnych złodziei klejnotów, rywalizujących ze sobą w celu wykradzenia tytułowego diamentu, z komedią romantyczną, gdzie dwójka genialnych złodziei klejnotów zakochuje się w sobie nawzajem, nie wiedząc, że druga osoba jest przestępcą. Oczywiście – jak wymagają konwencje musicalu – miłość wyznają sobie śpiewająco; śpiewanie jest też czynnością, do której powrócą jeszcze kilkukrotnie, acz tylko w szczególnie istotnych scenach, co sprawia, że film nie zniechęca do oglądania widzów za gatunkiem nie przepadającym. Akcja produkcji rozgrywa się w Japonii, zdecydowana jej większość zamknięta jest jednak w pomieszczeniach luksusowego hotelu, w którym odbywa się konkurs wokalny, więc nie ma mowy – poza jedną krótką sekwencją – o zwiedzaniu obcego kraju. Dwójka złodziei udaje bogatych uczestników wspomnianego konkursu, aby wykraść klejnot znajdujący się w posiadaniu bogatej i bardzo spragnionej miłości wdowy, pani Lam (Chi-Suk Chui). Telosma (Lily Ho) wraz ze swoją asystentką Jenny (Ji-Hyeon Park) będą próbowały odwrócić uwagę kobiety by wykraść diament. Natomiast Pan Nocy (Yun Ling) i jego asystent Peter (Han-seop Kim) aby zbliżyć się do klejnotu skupią się na próbach uwiedzenia pani Lam. Wokół wdowy kręci się też ekscentryczny Wai San Wong (Kwan Lee), wąsaty mężczyzna o niejasnych zamiarach, którego zarówno Telosma, jak i Pan Nocy podejrzewają, że jest konkurencyjnym przestępcą. Nieświadomi, że rywalizują w rzeczywistości ze sobą nawzajem, zakochują się w sobie, co oczywiście rodzi liczne nieporozumienia i znacząco utrudnia ich zadanie.

Produkcja wyraźnie nawiązuje do popularnych filmów o pięknych złodziejach klejnotów z To Catch a Thief Alfreda Hitchcocka z 1955 roku na czele. Lily Ho została idealnie obsadzona jako piękna Telosma, łącząca kobiecy wdzięk z twardą, niezłomną postawą, znajdując się na przecięciu tradycyjnej i nowoczesnej typologii kobiety. Z ówczesnego katalogu żeńskich gwiazd studia sądzę, że tylko Ho i Ching Li byłyby w stanie tak doskonale zaprezentować się w tej roli, stąd wybór aktorki na postać kobiety-złodzieja jest bodaj największą zaletą produkcji. Ho partneruje Yun Ling, dość znany w Hongkongu i okolicach aktor, który jednak nigdy nie osiągnął oszałamiającej kariery. Ling to typowy przystojniak, z łatwością kradnący serca kobiet, dzięki uwodzicielskiemu spojrzeniu, nienagannym manierom i postawie twardego mężczyzny, równoważonej nieuleczalnym romantyzmem. Obsada aktorska, kilka humorystycznych scen i zróżnicowanie tła poprzez dodanie elementów kultur japońskiej czy koreańskiej oraz nakręcenie części scen na japońskim Expo 1970 stanowią o największych zaletach produkcji, które sprawią, że każdy miłośnik romantyczno-muzycznych pozycji nie zakończy oglądania zawiedziony.

Ale co z miłośnikiem, który bardziej niż romansem przejmuje się wątkiem kryminalnym czy choćby logiką w prezentacji zawodu złodzieja? Cóż, dla niego nie ma tu zbyt wiele. Wątek kryminalny jest wyjątkowo uproszczony, a sprawa kradzieży zupełnie kuriozalna. Skradzenie diamentu – biorąc pod uwagę sposób jego ukrycia – powinno być dziecinnie proste, lecz nasi geniusze zbrodni tworzą rozbudowane plany, czają się na elewacjach (i prawie z nich spadają) oraz popełniają najgłupsze z błędów. Tym samym fabularnie produkcja nawet nie stara zaprezentować się kryminalnej strony w sposób realistyczny, czyniąc z niej narzędzie do popchnięcia romantycznej strony fabuły. Widz, który sięgnie po film ze względu na historię kradzieży i rywalizacji złodziejów pozostanie więc najpewniej zawiedziony otrzymanym produktem.

Six Assassins
Lau ci ke
reżyseria i scenariusz: Walter Chung
studio: Shaw Brothers
premiera: 25.03.1971

Obsada: Yun Ling, Fan Hsia, James Nam, Lily Li, Wa Siu, Tin-Hei Tong, Sammo Hung i inni.

Six Assassins to niezbyt pomysłowy remake Eleven Samurai (Jūichinin no samurai, Eiichi Kudō, 1967), stanowiącego finał nieformalnej trylogii japońskiego reżysera, zwanej Samurajską Rebelią. Produkcja Chunga nie jest jednak częścią jakiejkolwiek trylogii i stanowi zupełnie zamkniętą całość. Hongkońska wersja niestety znacznie ustępuje oryginałowi. Jest zdecydowanie uboższa od japońskiej w kontekście podejmowanych wątków oraz reprezentacji bohaterów, których liczbę zmniejszono – jak widać po tytule – z 11 na 6. Zmniejszenie liczby postaci nie pomogło jednak w ich pełniejszym zaprezentowaniu; zadowalająco bowiem udaje się przedstawić ledwie jednego z tytułowych zabójców; cała reszta pozostaje zaś jednowymiarowymi postaciami, które prócz wypowiedzenia okazjonalnej kwestii i udziału w potyczkach nie robią nic więcej, przez co dla widza pozostają niemal zupełnie anonimowi.

Fabuła skupia się na planie zamordowania podłego brata cesarza, który zabija regionalnego władcę za to, że wstawił się za niewinnymi chłopami. Sytuację zaognia fakt, że za winnego zbrodni ma oficjalnie zostać uznany zamordowany władca, przez co jego ziemie zostaną oddane złoczyńcy, a jego rycerze zwolnieni. Grupka bohaterów tworzy więc plan, mający na celu zabójstwo antagonisty zanim werdykt zostanie publicznie ogłoszony.

Dla znających oryginalny film fabuła oczywiście nie będzie żadnym zaskoczeniem, Chung nie tylko bowiem nie dodaje tu nic od siebie, a wręcz wycina wątki i sceny z pierwowzoru. Tym samym powstała pokraczna i rozczarowująca produkcja, która kuleje również pod względem choreografii scen sztuk walki, prezentujących się mało zadowalająco i dość archaicznie. Jeśli jednak ktoś filmu Kudō nie oglądał, a zachęcam do obejrzenia całej trylogii, wtedy Six Assassins będzie prezentować się nieco ciekawiej.

The Jade Faced Assassin
Yu mian hu
reżyseria: Jun Yan
scenariusz: Fung Wong
studio: Shaw Brothers
premiera: 09.04.1971

Obsada: Lily Ho, Yuen Kao, Feng Ku, Mei-Sheng Fan, Pei-Shan Chang, Violet Pan, Irene Chen, Essie Lin i inni.

The Jade Faced Assassin jest według mnie jednym z najgorszych filmów wuxia z 1971 roku, jeśli nie jednym z gorszych wuxia ze studia Shaw Brothers w ogóle. Yan opiera swoją produkcję na popularności obecnych w niej żeńskich gwiazd, przede wszystkim uroczej Lily Ho obsadzonej w roli głównej, Violet Pan w roli drugoplanowej oraz bardzo lubianej przeze mnie Essie Lin w roli rzadko pojawiającego się antagonisty. Pod względem aktorskim warto też zwrócić uwagę na Fenga Ku w rozbudowanej kreacji pozytywnej, czyli takiej, w której nieczęsto go widzimy.

Niestety pod względem fabuły, kreacji postaci czy choreografii scen akcji The Jade Faced Assassin odnosi niemal całkowitą porażkę. Przedstawiona historia jest niezwykle chaotyczna i po brzegi wypełniona zbiegami okoliczności, które w sztuczny sposób popychają fabułę do przodu. Nie brak tu także korzystania z rozwiązań deus ex machina, co wzbudza tylko negatywne odczucia. Produkcja opowiada o Lu Er Xiao (Lily Ho), która wyrusza z misją odnalezienia zabójcy swojego ojca, nieświadoma, że jednym z jej wrogów jest jej brat bliźniak (Kao Yuen), wykorzystywany przez złą mistrzynię (Essie Lin). Scenariusz oferuje nader liczne zwroty fabularne, toteż film często przeskakuje między wątkami, ochoczo zmieniając nie tylko poboczne, ale i główny.

Choreografie scen walk są tu, jak wspomniałem, niezbyt zadowalające. Przede wszystkim prezentują się nadto sztucznie, są pozbawione dynamiki; Ho nie potrafi tu przekazać siły i energii, jaką charakteryzuje się jej postać, a Yan zamiast próbować jej fizyczne niedostatki zatuszować, dostosowuje się do nich, spowalniając tempo akcji czy włączając slapstickowe, przy tym niezwykle nierealistycznie prezentujące się elementy humorystyczne w niektóre ze scen walk. The Jade Faced Assassin to tym samym rozczarowująca pozycja, którą obejrzeć mogą jedynie najwięksi fani gatunku.

The Duel aka Duel of the Iron Fists aka Iron Fist Pillage aka Duel of the Shaolin Fist
Da jue dou
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kang-Chien Chiu
choreografia scen akcji: Cheung-Yan Yuen i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 21.04.1971

Obsada: Lung Ti, David Chiang, Wai Yue, Ping Wang, Yuan Chuan, Feng Ku, Kang-Yeh Cheng, Jason Pai, Cliff Lok, Chung Wong i inni.

Ti Lung vs. David Chiang!

Also sprach Zarathustra Richarda Straussa jako przewodni temat muzyczny!

Fabuła wykorzystująca motywy z Gunfight at the O.K. Corral (John Sturges, 1957)!

Czyli Cheh Chang tworzy kolejny przebój dla Shaw Brothers.

Wykorzystując stylistykę, którą wprowadził za pomocą Vengeance! Chang wraca do przedwojennego świata Chin i ówczesnych wojen gangów w opowieści o młodym i niezwykle sprawnym w sztukach walki Jen Chie Tangu (Lung Ti), który z powodu długu wdzięczności wobec dziadka jest członkiem jego grupy przestępczej. W wyniku rywalizacji z inną grupą oraz wewnętrznych machinacji dziadek zostaje jednak zabity niedługo po rozpoczęciu się filmu, a Tang aby chronić dobre imię rodu przyjmuje winę na siebie i ucieka na 15 miesięcy do – zdawałoby się – bezpiecznej kryjówki. Prędko się okazuje, że nie będzie mu tam dane zaznać spokoju – ktoś bowiem zlecił zabójstwo Tanga.

Wędrowiec (David Chiang) to zabójca do wynajęcia, który ma trzy znaki rozpoznawcze: nonszalancki sposób bycia, nawroty kaszlu oraz mistrzowskie zdolności sztuk walki. Został wynajęty przez dziadka Tanga aby pomógł jego grupie w rozprawieniu się z wrogim gangiem. Po śmierci dziadka wyjechał, podążając własną ścieżką. Rok później niespodziewanie wraca…

The Duel jest kolejnym z filmów Changa wytyczających stylistykę, na fali której sukcesy odniosą niebawem produkcje z Brucem Lee, lecz mimo sprawnej realizacji, omawiana pozycja nie jest – według mnie – tak udana, jak wcześniejszy Vengeance!. Fani kina sztuk walki są zresztą podzieleni w odbiorze; niektórzy uznają The Duel za jedną z lepszych produkcji w gatunku, inni określają ją jako nadmiernie chaotyczną. Osobiście skończyłem oglądanie filmu z uczuciem małego zawodu, szczególnie doskwierającym, że posiada on jedno z najlepszych otwarć w historii kina sztuk walki. Mój zawód wynikał po części z powodu scenariusza, który faktycznie jest mocno chaotyczny, zawierający czasem znacząco przekombinowane pomysły na popchnięcie akcji do przodu; wiele z nich z nich można było z powodzeniem zastąpić prostszymi, bardziej logicznymi rozwiązaniami. Nie pomaga też, że dialogi chwilami są okropnie ekspozycyjne. Ambiwalentne odczucia wzbudza też mnogość scen akcji. Z jednej strony jest zaletą, że dzieje się tu niesamowicie dużo i co kilka minut The Duel atakuje widza kolejnymi sekwencjami walk, w których Ti i/lub Chiang zmagają się z przeważającymi ilościami wrogów. Z drugiej strony, walk jest tu tak dużo, że produkcja staje się przez to nieco monotonna. Ma w tym też swój udział fakt, że choreografie poszczególnych starć niewiele się między sobą różnią; tak naprawdę aż do wyczekiwanego pojedynku między Ti i Chiangiem wszystkie walki są do siebie dość podobne.

Ale coby złego nie napisać, oglądamy tu pojedynek dwóch największych ówczesnych ikon kina akcji ze studia Shaw Brothers i samo to stanowi wystarczający powód, aby po film sięgnąć. Co zresztą wielu uczyniło, sprawiając, że The Duel stał się kasowym sukcesem, co było dla studia o tyle istotne, że była to stanowczo droższa produkcja niż Vengeance!. Chang podkręcił w niej nie tylko prędkość i zwiększył liczbę przeciwników dla mających pełne ręce roboty bohaterów, lecz również zwiększył brutalność, każąc protagonistom walczyć krótkimi ostrzami, przez co skrócił dystans między przeciwnikami, a każde cięcie stało się powodem dla coraz większej ilości krwi na ekranie. The Duel zapisał się w historii hongkońskiego kina akcji jeszcze z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to jeden z najwcześniejszych przykładów pozytywnego obrazowania Triady w kinie; po drugie, protagonistami są tu ludzie cechujący się moralną ambiwalencją na tyle sporą, że można ich bez obaw nazywać antybohaterami.

Użycie motywu muzycznego wykorzystanego wcześniej w 2001: Odysei kosmicznej (2001: A Space Odyssey, Stanley Kubrick, 1968), okazało się zaskakująco udanym pomysłem. Zwykle nawiązania do arcydzieła Stanleya Kubricka wywołują we mnie negatywne reakcje, lecz w The Duel fanfary Straussa towarzyszące pierwszemu pojawieniu się Chianga czy podczas wprowadzenia dwóch wojowników do tytułowego pojedynku wydają się nie tylko być na swoim miejscu, ale i perfekcyjnie komentują potęgę bohaterów. Najprawdopodobniej wybór muzyczny został podyktowany jego brzmieniem, a nie próbami tematycznego powiązania z 2001, choć nie oznacza to, że Chang nie zawiera tu dodatkowych komentarzy, wyzierających spod eskapistycznej powierzchni. Mamy tu zwyczajową krytykę skorumpowanej władzy, opowieść o przemocy i wojnie jako odwiecznych pragnień ludzkości oraz historię niespodziewanej przyjaźni i poświęcania się wyższym ideom, pozwalającym na moralną czystość, wynikającą silnym charakterem oraz poprawą zastanej rzeczywistości. Mimo więc kilku potknięć i pewnej monotonni The Duel to produkcja, jaką każdy fan Ti, Chianga, Changa i Shaw Brothers zwyczajnie musi obejrzeć.

The Blade Spares None
Dao bu liu ren
reżyseria: Teddy Yip
scenariusz: David Lo
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han i Sammo Hung
studio: Golden Harvest
premiera: 30.04.1971

Obsada: Nora Miao, Patrick Tse, James Tin, David Lo, Paul Chang, Ngai Fung, Nan Chiang, Eddy Ko, Sammo Hung, Jackie Chan, Cliff Lok i inni.

Wracamy do raczkującego studia Golden Harvest, które czyni następny krok w rywalizacji z Shaw Brothers na arenie kina wuxia. Golden Harvest – jako nowy zawodnik na arenie kinowej w Hongkongu – nie miało wtedy oczywiście katalogu gwiazd, jakim mogło poszczycić się starsze studio czy też Union Film napędzane ówcześnie przez m.in. Kinga Hu czy Yu Wanga. Golden Harvest swoją pierwszą kolekcję aktorów przedstawiło w The Invincible Eight, gdzie skupiono się przede wszystkim na zaprezentowaniu kobiecych wojowniczek z nadzieją na stworzenie konkurencji dla popularnych Pei-Pei Cheng czy Lily Ho. Nadzieje nie okazały się płonne, toteż następne dwa filmy studia kontynuują ten trend i ponownie skupiają się na żeńskich bohaterkach, lecz tym razem dwie główne gwiazdy poprzedniego filmu studia Nora Miao i Angela Mao – otrzymały dla siebie oddzielne pozycje. Pierwszą z nich jest The Blade Spares None, gdzie w roli głównej pojawia się Nora Miao jako – za wyjątkiem antagonisty produkcji – najpotężniejszy mistrz w Świecie Sztuk Walki.

Oprócz Miao w jednej głównych ról pojawia się też aktor-weteran Patrick Tse, który najbardziej – do tej pory przynajmniej – zapamiętany był jako odtwórca głównej roli w świetnym dramacie kryminalnym Story of a Discharged Prisoner. The Blade Spares None rozpoczyna się serią scen, w których tytułowa wojowniczka (pseudonim protagonistki brzmi Ostrze nie oszczędza nikogo) – Li Chun Ho – precyzyjnie i morderczo rozprawia się z napotkanymi przeciwnikami. Następnie przenosimy się do turnieju sztuk walki zorganizowanego przez księcia Kuei (Paul Chang). Podczas turnieju możemy spostrzec, jak Golden Harvest próbuje zaprezentować się jako silna konkurencja dla Shaw Brothers. Mnóstwo statystów, świetne scenografie i grupa bębniarzy, grających podczas walk wyraźnie pokazują, że starano się uzyskać jak najbardziej epickie i wysokobudżetowe wrażenie. Mimo że później już tak rozbudowanych wizualnie sekwencji nie będzie, to udane otwarcie tworzy wrażenie bogactwa, którego produkcja nigdy w pełni nie traci.

Turniej oczywiście wygrywa bohaterka, zabijającą po kolei każdego rywala. Oprócz niej książę wybiera jeszcze trzech wojowników, aby dołączyli do jego sił. W trakcie konkursu sztuk walki pojawia się też tajemniczy Jo Yu Chen (James Tin), uzdolniony szermierz, ukrywający swoje zdolności za fasadą głupkowatości. Rzuca wyzwanie morderczej piękności, lecz dostrzegając jej przewagę ostatecznie salwuje się ucieczką. Niebawem okazuje się, że przebywa on w okolicy wraz ze swoim bliskim przyjacielem Ching Yun Tangiem (Patrick Tse), potężnym szermierzem, szukającym człowieka, który otruł jego rodzinę. Protagonistka także w tajemnicy szuka pewnej osoby, co – zgodnie ze wszystkimi przewidywaniami widza – niechybnie skrzyżuje losy obu wojowników.

Oczywiście, na tym etapie Golden Harvest nie miało środków finansowych, aby tworzyć filmy na poziomie technicznym Shaw Brothers. Podobnie więc, jak w przypadku The Invincible Eight kolory są tu przytłumione i mało wyraziste, niektóre scenografie prezentują się dość sztucznie, nie brak też potknięć montażowych. Liczne osoby odpowiadające za powstanie filmu (m.in. producent, choreografowie, zdjęciowcy…) pochodzili z Shaw Brothers i starali się techniczne braki nadrabiać interesującymi wyborami stylistycznymi. Toteż jedna z walk rozgrywa się w gęstej mgle, gdzie przeciwnicy ledwo się widzą; pojawia się seria starć w opuszczonym miasteczku przerobionym na jedną wielką arenę; dość intrygująco zostały również zaaranżowane finalne sceny walk w jaskini, będącej kryjówką złoczyńcy.

Za choreografię scen akcji odpowiadają tu Ying-Chieh Han i Sammo Hung, więc i w kontekście scen sztuk walki również znajdziemy liczne podobieństwa do Shawowskich pozycji. Starają się oni jednak by starcia były bardziej dynamiczne, wzbogacają je też o większą liczbę ran oraz większą liczbę nadludzkich skoków. Starcia prezentują się tym samym co najmniej interesująco. Niestety nie wszystkie pomysły wypadają zadowalająco na ekranie; wiele skoków wygląda dość sztucznie, a aktorzy, niebędący mistrzami sztuk walki w pozafilmowym życiu, czasem muszą nagle zwolnić, aby wykonać nierzadko skomplikowane choreografie. Najbardziej rażą liczne, markowane ciosy mieczami w głowy, podczas których wyraźnie widać, że aktorzy nie chcą sobie zrobić krzywdy. Tym samym Nora Miao momentami prezentuje się niczym potężna wojowniczka, a czasami ma wyraźne trudności z przekazaniem zdolności Ho.

Mimo tego, to niewątpliwie Miao stanowi największą zaletę filmu. Warto przy okazji zwrócić uwagę na różnice w portretowaniu kobiecych szermierzy, jaka zachodzi między Shaw Brothers, a stylem zaproponowanym przez Golden Harvest. Pei-Pei Cheng, Lily Ho, a także inne wojowniczki Shawów to najczęściej dziewczyny i kobiety o gorącym temperamencie, często nie mające wiele cierpliwości, wpierw atakujące, a potem zadające pytania, rzucające się w wir akcji często bez przemyślanej strategii, niezwykle dynamiczne i emocjonalne. Miao jest ich zupełnym przeciwieństwem; podobnie, jak w The Invincible Eight, tutaj również – jeśli nie bardziej – prezentuje się jako zimna postać. Jej emocje są stłumione, jest niezwykle spostrzegawcza, co pozwala jej na obmyślanie najlepszej strategii do walki z wrogiem, jej ciosy są zwykle dokładnie wymierzone, ewentualne przedrzeźnianie przeciwnika czy wybuchy śmiechu są obliczone na zirytowanie antagonisty, celem zmuszenia go do popełnienia błędu. Ho posiada też świetny zmysł taktyczny, a jej zdolności planowania kolejnych ataków daleko przewyższają zdolności innych postaci; wojowniczka nigdy nie rusza do walki bez wcześniejszego przygotowania, chyba że nie ma innego wyjścia. Szczerze przyznam, że ten typ bardziej do mnie przemawia niż bohaterki Shaw Brothers.

Sprawia to też, że Ho zajmuje tutaj pozycję przeznaczoną u Shawów dla postaci męskich. Liczne shawowskie produkcje pokazują mężczyznę jako zdecydowanego stratega, po cichu zmagającego się ze zduszanymi emocjami, stanowiącego przeciwwagę dla rozemocjonowanych zwykle postaci kobiecych. W The Blade Spares None tymczasem to mężczyźni pokazują więcej emocji, obrażają się na innych, żywo reagują na wydarzenia zachodzące wokół i nie są pewni kolejnych działań. Jest to ciekawa różnica między oboma studiami, wyróżniająca produkcję na tle ówczesnego kina wuxia, szczególnie autorstwa Cheh Changa.

Miłośnicy kina sztuk walki mogą też być zainteresowani faktem, że mamy tu wczesne, aczkolwiek ekstremalnie krótkie występy Eddy’ego Ko i Ching-Ying Lama, a także kolejne epizody z udziałem Sammo Hunga i Jackiego Chana.

The Angry River
Gui nu chuan
reżyseria i scenariusz: Fung Wong
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han i Sammo Hung
studio: Golden Harvest
premiera: 12.05.1971

Obsada: Angela Mao, Yuen Kao, Ying Pai, Raymond Lui, Ying-Chieh Han, Nan Chiang, Ngai Fung, I-Fei Chang, Sammo Hung i inni.

The Angry River to kolejna propozycja z Golden Harvest z postacią kobiecą w centrum. Tym razem w protagonistkę wcieliła się Angela Mao, która znajduje się w ścisłej czołówce moich ulubionych aktorek w filmach sztuk walki, toteż do produkcji podszedłem z niemałym zainteresowaniem. Film zaczyna się od serii scen pokazujących zabójstwa różnorakich osób dokonywane przez tajemniczego mordercę posługującego się zatrutymi rzutkami. Jedną z zaatakowanych osób jest ojciec Feng Lan (Angela Mao). Jej przyjaciele postanawiają ruszyć z pomocą ofierze ataku i znaleźć odtrutkę, jednak giną jeden po drugim. Lan – będąc mistrzynią sztuk walki – ostatecznie sama decyduje się ruszyć po antidotum, którym jest mistyczna czarna trawa. Znajduje się ona za tytułową Wściekłą Rzeką, gdzie jest pilnowana przez nieśmiertelnego mistrza. Aby ją zdobyć trzeba minąć śmiertelnie niebezpieczne pułapki i wyjść cało z pojedynku z potężnym sługą nieśmiertelnego; następnie zaś trzeba stoczyć pojedynek z samym mistrzem, którego zdolności pozbawiają umiejętności sztuk walki jego oponentów. Na stałe.

Dziewczynie udaje się minąć pułapki i na miejscu spotyka dwie osoby czekające na spotkanie ze sługą mistrza. Mnicha Shaolin (Ngai Fung) i młodego chłopaka (Ying-Chieh Han); nikomu z trójki nie udaje się pokonać sługi nieśmiertelnego mimo niebagatelnych zdolności mnicha i protagonistki. Upór i lojalność wobec ojca Lan zostają jednak docenione i mistrz w ramach wyjątku pozwala jej ruszyć dalej. Ostatecznie dziewczynie udaje się zyskać trawę, lecz traci zdolności sztuk walki. Zupełnie bezbronna musi teraz pokonać długą drogę do domu. Pech chce, że młody chłopak, którego wcześniej spotkała jest w rzeczywistości złoczyńcą, który nie tylko rusza w pogoń za Lan, ale i rozpowiada wszystkim, że jest ona posiadaczką czarnej trawy. Ta nie tylko leczy z wszelkich chorób, ale zdrową osobę wyposaża w potężne zdolności sztuk walki. Oczywistym jest więc, że bohaterka staje się łakomym kąskiem dla licznych przestępców. Na szczęście protagonistka znajduje sprzymierzeńców w postaci wspomnianego mnicha oraz tajemniczego szermierza Yu-Han Lenga (Yuen Kao).

Muszę przyznać, że pierwsze wrażenie wywoływane przez The Angry River nie jest zbyt pozytywne. Produkcja rozpoczyna się nadto kuriozalnie, liczba zgonów w otwierających sekwencjach rośnie w tak zatrważającym tempie, że film niemal staje się parodią gatunku. Na szczęście akcja szybko spowalnia, po czym – dość zaskakująco – przechodzi w produkcję par excellence shenghuai. Niestety oprócz kilku ciekawych, nawet jeśli niezbyt oryginalnych pomysłów oraz udanych choreografii scen walk, jaskinia z czarną trawą okazuje się być nader licho prezentującym się miejscem, gdzie kula dyskotekowa zastępuje magiczny kwiat, a w rzeczce czai się potwór, jakim jest ubrany w gumowy kostium człowiek. Po tych sekwencjach jednak film przechodzi kolejną stylistyczną woltę i po scenach fantastycznych wraca do większego realizmu, gdzie pozostanie już na stałe.

Mao zostaje wpierw przedstawiona jako mistrzyni sztuk walki, jednak większość czasu spędza jako kobieta, która musi przebyć niebezpieczny Świat Sztuk Walki pozbawiona szermierczych zdolności. Większość scen akcji przypada tym samym w udziale Kao oraz Fungowi. Nie oznacza to jednak, że spychają oni Mao w cień. Wręcz przeciwnie, jej los jest bardzo pomysłowo naszkicowany, a jej zmaganie się z problemami tak rzadko przedstawianymi w gatunku prezentuje się nader interesująco. Dzięki udanemu przedstawieniu jej niemocy, świetnie skontrastowanej dzięki doskonałej kreacji Mao z frustracją i pragnieniem dotarcia do celu przez bohaterkę widz jest trzymany w ciągłym napięciu, wyczekując kolejnych ataków i podchodów złoczyńców.

Dodatkowo mamy tu jeszcze wątek zabójcy z początkowych partii, który doprowadzi nas bezpośrednio do Króla Piekieł – potężnego złoczyńcy, w którego wcielił się Ying Pai, wcześniej występujący m.in. jako złoczyńca u Kinga Hu w genialnej Karczmie Smocze Wrota. Pai z Union Film do Golden Harvest przeszedł tylko na chwilę, bo już kolejny czarny charakter zagra w Shaw Brothers. W The Angry River nie pokazuje się on zbyt często, lecz przypada mu w udziale – oczywiście – walka finałowa, która podobnie do pozostałych starć w filmie prezentuje się bardzo zadowalająco. Tym samym produkcja stanowi kolejną wartą obejrzenia propozycję z wtedy jeszcze niezbyt bogatego katalogu Golden Harvest. Tym bardziej, że zarówno Mao, jak i Wong niebawem nieźle namieszają na arenie kina kung fu.

Alfabetyczny spis treści wszystkich opisanych w serii produkcji (z wyróżnieniem gatunków).

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.