Hongkong i okolice. Rok 1970 (część II)

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

Brothers Five
Wu hu tu long
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Kuang Ni i Wei Lo
choreografia scen akcji: Sammo Hung i Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 26.03.1970

Obsada: Pei-Pei Cheng, Lieh Lo, Yu Chang, Hua Yueh, Han Chin, Yuen Kao, Feng Tien, Little Unicorn, Hsieh Wang, Sammo Hung, Feng Ku i inni.

Wei Lo powraca z filmem pełnym wymyślnych scen sztuk walki, obecnych tu dzięki mistrzowskim niemal choreografiom Sammo Hunga i Simona Chui. Sceny akcji połączone są niestety nadzwyczajnie wręcz pretekstową fabułą i kilkoma nader kuriozalnymi pomysłami. Wojowniczka Hsing-Kung Yen pomaga zjednoczyć się 5 braciom rozdzielonym za wczesnego dzieciństwa, aby mogli zemścić się na grupie złoczyńców odpowiedzialnych za zabójstwo ich ojca. Zadanie byłoby dla dziewczyny praktycznie niemożliwe do spełnienia, gdyby nie fakt, że każdy z braci zdążył już – zupełnym przypadkiem – wejść w konflikt z zabójcami jeszcze zanim dowiedział się o tajemnicy z przeszłości. Dzięki temu nieoczekiwanemu zbiegowi okoliczności niedługo później będą mogli razem trenować specjalną sztukę walki, która – zrządzeniem losu – została stworzona na pięć osób.

Scenariusz zdecydowanie nie jest najmocniejszą stroną Brothers Five. Twórcy zresztą niezbyt nawet starają się udawać, że jest inaczej; każdy pomysł fabularny ma na celu jedynie wprowadzenie kolejnej sceny walki. Te zaś wypadają zdecydowanie udanie, tym bardziej, że Cheng nie bierze udziału w najważniejszych starciach. Spodziewanym, lecz jakże udanym pomysłem jest ten, że każdy z braci jest mistrzem walki innym orężem: mieczem, ostrzem w kształcie pędzla do kaligrafii, młotem kowalskim, metalową obręczą-kapeluszem (którym rzuca, jak później czynić to będzie Kung Lao w serii gier Mortal Kombat) i biczem wraz z rzucanymi sztyletami. Kiedy zaś sytuacja robi się naprawdę groźna bracia wskakują na siebie i jako „jedno ciało” gromią przeciwnika w niezamierzenie kuriozalnych scenach.

Film powinien zadowolić wszystkich miłośników oldschoolowych wuxia, którzy szukają w produkcjach różnorodnych starć. Choreografia jest interesująca, dynamika spora, więc pod tym względem Brothers Five nie zawodzi. Jest też sporo znajomych twarzy wśród bohaterów z Pei-Pei Cheng, Lieh Lo, Hua Yueh i Yuen Kao na czele. W mniejszej roli widz odnajdzie też młodziutkiego choreografa Sammo Hunga.

The Wandering Swordsman
You xia er
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Cheung-Yan Yuen i Siu-Pang Chan
studio: Shaw Brothers
premiera: 02.04.1970

Obsada: David Chiang, Lily Li, Lui Cheng, Pei-Shan Chang, Kuang-Yu Wang, Bolo Yeung, Tung Li i inni.

David Chiang powraca w klasycznej dla siebie kreacji jako pełny ideałów młodzieniec, którego naiwność okazuje się zgubna w merkantylnym świecie. W podobnej kreacji, jak w niedawnym Have Sword, Will Travel i z nawiązaniami do postaci odgrywanych w filmach Changa przez Yu Wanga, Chiang wciela się tu w tytułowego szermierza o niezwykłych zdolnościach sztuk walki. Spotykamy go gdy śledzi i podsłuchuje złodziei, bezszelestnie sunąc nad nimi w powietrzu. Po zapoznaniu się z ich planem kradzieży, ostrzega ich by nie popełniali przestępstwa, co czyni w charakterystycznej dla wuxia karczmie. Po tym, jak złoczyńcy i tak dokonują kradzieży zabiera im cały łup, po czym oddaje go przypadkowo spotkanym wieśniakom, którym powódź zniszczyła dobytek, samemu zostając bez grosza przy duszy. Brak pieniędzy zmusza go do ponownego ich zdobycia; niestety, mimo szczerych chęci prowadzenia honorowego konduktu nieświadomie wplątuje się w sieć przestępczych intryg.

Otwartość oraz zaciekawienie protagonisty wobec zachodzących wokół niego wydarzeń każe postrzegać go jako idealistę, ale również naiwnego młodzieńca, nieprzygotowanego na ilość kłamstw i oszustw napotykanych w życiu. Jego postrzeganie świata staje się zatem na przestrzeni filmu coraz bardziej krytyczne, lecz swoje cierpienie ukrywa za ironicznym uśmiechem, pomagającym mu udawać beztroski charakter. Gdy daje się zaplątać w samym centrum intrygi klanu złodziejskiego, planującego wykraść pieniądze transportowane dla armii, staje się celem bohaterskiego klanu praworządnych szermierzy. Nie będąc świadomym tożsamości żadnej ze stron konfliktu, Wędrujący Szermierz początkowo pomaga raz jednej, raz drugiej stronie ostatecznie ściągając na siebie chęci zabicia go z obu.

Mimo że The Wandering Swordsman nie jest najwybitniejszym osiągnięciem Changa jest to zdecydowanie warty uwagi film dla wszystkim miłośników wuxia. Nie tylko mamy tu do czynienia z interesującą fabułą z ledwo tylko zarysowanym wątkiem romantycznym i klasycznymi dla Changa finałem oraz sprawną reżyserią i udaną kreacją jednej z największych gwiazd hongkońskiego kina akcji Davida Chianga, lecz także z pomysłowymi i bardzo dynamicznymi choreografiami. Złodziejski klan wypełnia całkiem spora ilość złych mistrzów, a to oznacza sporą różnorodność stylów walki i używanego oręża, co zawsze stanowi zaletę w przypadku kina sztuk walki.

Secret Agent Chung King No. 1 aka Secret Agent Chungking No. 1 aka Secret Agent Chung King 001
Zhongqing yi hao
reżyseria: Che-Fu Liang
scenariusz: Chun Ku i Feng Shi
studio: Tai Lien Film Co.
premiera: 04.04.1970

Obsada: Shan Guan, Hsiao-Yen Chang, Hui-Mei Chen, Bi-Yun Lu, Yueh Sun, Shih Chin, Wang Wai, Chun Ku i inni,

Secret Agent Chung King No. 1 to tajwański film szpiegowski, którego akcja rozgrywa się podczas okupacji Chin przez Japonię. Głównymi bohaterami są dwóch mężczyzn i dwie kobiety, będących członkami podziemnego ruchu oporu walczącego z okupantem. Ich tajemniczym liderem jest tytułowy agent Numer 1, który od czasu do czasu przysyła im rozkazy, samemu przebywając w ukryciu. Fabularnie film skupia się na śledztwie prowadzonym przez japońskich agentów i oficerów, poszukujących bohaterów. Ci zaś zmuszeni są co jakiś czas infiltrować bazy wroga w celu wykradzenia obciążających dowodów czy wydostania swoich sprzymierzeńców. Jako taka, produkcja posiada dość epizodyczną strukturę, scaloną raczej działalnością Japończyków niż członków ruchu oporu.

Secret Agent Chung King No. 1 wyraźnie nie należy do grona pozycji wysokobudżetowych, lecz dzięki kręceniu sporej ilości scen w lokacjach udaje mu się ustrzec wzbudzania wrażenia nazbyt taniej produkcji. Śledztwo i działania postaci są tu przedstawione w duchu realistycznym, co może być o tyle zaskakujące, iż tytuł zdaje się sugerować inspiracje przygodami agenta 007. Oczywiście nie brak pewnego naginania realizmu, zwykle poprzez dziwaczne decyzje niektórych postaci, czasem decydujących się na jakiś kuriozalnie nieprzemyślany krok, tylko by wzbudzić większe poczucie zagrożenia. Poza tym jeden z japońskich agentów wykorzystuje w swojej działalności podziemne cele; te mogą się nieco kojarzyć z kryjówkami łotrów stawiających czoła Bondowi. Dominuje jednak realistyczne przedstawienie akcji, pełne podchodów i dość interesująco zarysowanych działań Japończyków nie sprawiających wrażenia ani zbyt głupich, ani zbyt barbarzyńskich, co wyróżnia produkcję na tle podobnych jej z Hongkongu. Fabuła w okolicach połowy czasu trwania niestety popada w mały chaos. Liang stara się zaprezentować głębszy portret psychologiczny postaci drugoplanowej w sprawiających wrażenie sztucznie doklejonych scenach. Nie odnosi tym samym większego sukcesu, a jedynie niezamierzenie wskazuje na osobę, która nie ukończy filmu przy życiu. Zaprezentowana historia nie należy też do nazbyt zaskakujących, szczególnie łatwo domyśleć się można tożsamości tytułowego agenta, która jest niespodzianką zachowaną na finał produkcji.

Secret Agent Chung King No. 1 posiada w kontekście przesłania przede wszystkim wykładnię patriotyczną, która w dużej części zastępuje psychologizację czwórki bohaterów. Choć wspomina się o ich miłościach czy życiu prywatnym, dominuje ich całkowite oddanie dla sprawy, a kwestie uczuciowe traktowane są instrumentalnie jako pokaz odrzucenia prywatnego szczęścia na rzecz dobra narodu. Jak jeden z bohaterów stwierdza: „Nie ma uczuć, jest tylko lojalność”. W ten sposób produkcja propaguje kolektywną walkę z wrogimi siłami i pozbycie się wszelkiego faworytyzmu. Zbliża się tym samym do rejonów zajmowanych przez kino propagandowe, co w naturalny sposób upraszcza charaktery i fabułę, aby pozwolić w pełni wybrzmieć prostej i zaprezentowanej w łatwy do zrozumienia sposób puencie. Mimo to, dzięki dość interesująco zaprezentowanej rywalizacji obu stron i solidnej grze aktorskiej filmu nie można uznać za nieudany, a raczej za średni. Sądzę jednak, że także za warty poznania przez fanów tajwańskiego kina gatunkowego.

The Golden Knight aka Nine Golden Knights
Jin yi da xia
reżyseria Griffin Yueh
scenariusz: Fung Wong, Yat-Fong Yip
choreografia scen akcji: Kuo Han
studio: Shaw Brothers
premiera: 14.04.1970

Obsada: Lily Ho, Yuen Kao, Mei-Sheng Fan, Pei-Pei Shu, Liu Hong, Miao Ching, Feng Ku, Sammo Hung i inni.

Kolejna klasyczna dla Shaw Brothers wuxia zabiera widza w poszukiwanie zamaskowanej postaci wykradającej manuskrypty nauczające potężnych zdolności sztuk walki. Prędko się jednak okazuje, że kradzieże są częścią skomplikowanej intrygi tajemniczego mistrza.

The Golden Knight ma zadatki na prawdziwie intrygujący film wuxia, lecz poprzez pospieszną realizację, liczne potknięcia narracyjne w ostatnich aktach, niezbyt wyróżniające się kreacje aktorskie z wyjątkiem solidnej jak zawsze Ho oraz wyjątkowo rozczarowującą choreografię scen sztuk walki pozostaje w pamięci raczej jako produkcja o dość ciekawej intrydze, która padła ofiarą mniej niż przyzwoitego potraktowania. Warto tu zwrócić uwagę jednak na pomysły ze zmienianiem tożsamości, które do tej pory pojawiały się prymarnie w fantastykach studia. Źli mistrzowie sztuk walki ochoczo korzystają tu z masek zmieniających ich wygląd czy też z wyciętych – w scenach rodem z kina grozy – twarzy przeciwników, przybierając cudze tożsamości. Po film mogą sięgnąć też miłośnicy Sammo Hunga, jako że pojawia się on tu w nieco większej roli niż zwykle.

Heads for Sale
Nu xia mai ren tou
reżyseria: Walter Chung
scenariusz: Yat-Fong Yip
studio: Shaw Brothers
premiera: 06.05.1970

Obsada: Lisa Chiao, Leung Chan, Hsieh Wang, Helen Ma, Yan-Yan Chen, Mei-Sheng Fan, Miao Ching i inni.

Kolejna typowa wuxia z ekstremalnie pretekstową fabułą. Z powodu nieporozumienia młoda mistrzyni sztuk walki atakuje swojego ukochanego, po czym wściekła odjeżdża w siną dal. Młody mistrz udaje się na jej poszukiwania, podczas gdy kobieta wplątuje się w walkę z okolicznym gangiem, któremu przewodzi zły mistrz, tylko czekający na okazję by zemścić się na ukochanym dziewczyny.

Film co kilka scen wrzuca bohaterów w kolejne sytuacje, z których jedynym wyjściem jest walka, a żeby było jej jeszcze więcej, to co pewien czas – niezbyt przejmując się ciągiem przyczynowo-skutkowym – Yip i Chung dorzucają kolejne postaci w osobie różnorakich mniejszych lub większych mistrzów, tylko po to, aby bohaterowie mieli kogo ciąć. Fabularnie więc produkcja prezentuje się dość rozczarowująco i nijako. Negatywnego wrażenia nie poprawia fakt, że przez sporą część czasu protagonistka jest irytującą postacią. Winni za ten stan rzeczy są autorzy scenariusza, którzy zmusili ją do skrajnie nieraz głupich zachowań jedynie w celu sztucznego przedłużenia konfliktu. Ponadto tytułowych „głów na sprzedaż” – teoretycznie jednej z głównych atrakcji filmu – jest tylko jedna i pojawia się tylko w jednej krótkiej scenie. Sama głowa też nie jest szczególnie dla fabuły istotna.

Tak też, Heads for Sale po operowym wstępie, prędko przeradza się w mało ambitne kino sztuk walki. Trzeba jednak przyznać, że wyraźnie widać, że twórcy włożyli sporo pracy w choreografie kolejnych starć. Walki są dynamiczne, postaci silne, dzięki czemu po ich ciosach i rzutach przeciwnicy przelatują przez całe pokoje i niszczą wystroje wnętrz. W ruch idzie też sporo różnego oręża oraz ukrytych, niehonorowych broni, choć ostatecznie wszystko – jak przystało na rasowe kino wuxia – zostanie zdecydowane za pomocą miecza. Heads for Sale nie oferuje zatem zbyt wiele w kontekście fabularnym i nie ma szans na zainteresowanie osób nie przepadającym za gatunkiem. Miłośnicy klasycznego wuxia, a nadto miłośnicy Shaw Brothers powinni jednak docenić pomysłowe choreografie.

Vengeance!
Bao chou
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Cheh Chang i Kuang Ni
choreografia scen akcji: Kai Tong i Cheung-Yan Yuen
studio: Shaw Brothers
premiera: 14.05.1970

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Ping Wang, Alice Au, Feng Ku, Chi-Hing Yeung, Ching-Ho Wong i inni.

Vengeance! jest nie tylko jednym jednym z najlepszych i pierwszych filmów kung fu z katalogu Shaw Brothers oraz potwierdzeniem, że Cheh Chang był reżyserem, potrafiącym tworzyć na wysokim poziomie i z oszałamiającą wręcz prędkością, lecz również jest jedną z ważniejszych produkcji hongkońskiego kina gatunkowego w ogóle. Warto przy okazji wspomnieć więc, że Chang za Vengeance! otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera podczas 16. gali Asian Film Festival, produkcja została tam też uznana za najlepszy film, a odgrywający główną rolę David Chiang otrzymał wyróżnienie dla najlepszego aktora.

Akcja produkcji rozgrywa się w 1925 roku w bliżej nieokreślonej miejscowości w Chinach. Pierwszym bohaterem, jakiego wprowadza Chang jest aktor pekińskiej opery i mistrz sztuk walki w jednym Guan Yu Lou (Lung Ti). Pod jego nieobecność, niewierna żona romansuje z podstępnym mistrzem sztuk walki (lecz o raczej wątpliwych zdolnościach) z miejscowej szkoły. Kobietę upatrzył sobie także miejscowy generał, więc skorumpowani oficjele wraz z mistrzem (Feng Ku) decydują się ją oddać w ręce wojskowego, celem zapewnienia sobie przychylności władz. Wpierw muszą jednak zabić Yu Lou; w tym celu zapraszają go do restauracji, gdzie rzuca się na niego cała chmara uzbrojonych złoczyńców, zabijająca go w wyjątkowo ekspresyjnej i brutalnej sekwencji, godnej finału niejednej produkcji kung fu. Dla Changa jest to zaledwie początek: oto bowiem do miasta przybywa przepełniony palącym pragnieniem zemsty brat zamordowanego – Guan Xiao Lou (David Chiang).

Reżyser sięga w filmie po trzy inspiracje, których połączenie wyróżnia go na tle konkurencji i wynika mocnym, nowatorskim podejściem do gatunku. Jako pierwsza ujawnia się inspiracja pekińską operą. You Lou zostaje wprowadzony poprzez operowy spektakl, ale to zaledwie początek nawiązań. Chang zapożyczył z pekińskiej opery jakże pamiętny wizerunek wybebeszonego bohatera. I choć jest to dość częsty widok zarówno w operze, jak i filmach reżysera, tutaj nie jest umieszczony tylko ze względów stylistycznych, lecz bezpośrednio odnosi się on do sztuki Jiepai guan (Brama na granicy), której protagonista Luo Tong zostaje ciężko ranny w podbrzusze; zawiązuje je aby powstrzymać wypadające wnętrzności i kontynuuje walkę aż do tragicznego końca. Zanim dojdzie do jego własnej tragicznej śmierci, Yu Lou zostaje przedstawiony właśnie podczas odgrywania sceny śmierci Tonga na deskach operowych, równocześnie zapowiadając własną śmierć w restauracji. Chang fabularne powiązania podkreśla też w samej scenie morderstwa, pokazując ją na przemian z cięciami do wcześniejszego występu Yu Lou – tym razem dla zwiększenia efektu zaprezentowanego w slow motion. Równocześnie Chang tworzy tu pomost między historycznymi, wręcz mitycznymi tradycjami wuxia a niemal zupełnie realistycznym kierunkiem, jaki obiera w Vengeance!.

Pojawienie się Xiao Lu i następujące później polowanie na morderców, uzyskanie pomocy atrakcyjnej kobiety, walka z wynajętym zabójcą oraz konieczność połączenia sił z jednym ze złoczyńców to przerobione wątki, pochodzące z drugiej inspiracji. Chang parafrazuje tu bowiem fabułę Point Blank (John Boorman, 1967), przez co Vengeance! do pewnego stopnia można traktować jako luźny remake brytyjskiego klasyka. Nie było to oczywiście novum u reżysera, który wcześniej silnie przerobił fabułę Trzech wyjętych spod prawa samurajów (Sanbiki no samurai, Hideo Gosha, 1964) na potrzeby kina wuxia. Synteza tradycji chińskich i wpływów zachodnich wynikła nowatorskim podejściem do gatunku i odciśnięciem niezatartego śladu na jego historii.

Dlaczego jednak Vengeance! uznaje się za tak istotny film dla gatunku? Odpowiedzi na to pytanie trzeba szukać w trzeciej inspiracji, czyli inspiracji historycznej, która sprawiła, że Chang przeniósł akcję produkcji do okresu Republiki Chińskiej (1911-1949), a ściślej do podzielonego, gwałtownego czasu I wojny domowej (1924-1927). Zrobił tak, gdyż całkiem słusznie zauważył, że gatunek wuxia wpadł w sidła repetycji i klisz, z których nie jest w stanie się wyzwolić. Chang zaczął tym samym sięgać po nowe pomysły, wynikające zarówno ciekawymi propozycjami w samym gatunku wuxia, jak również daleko poza nim, czego przykładem był choćby wcześniejszy, świetny Dead End. Dead End nie przyniósł jednak rewolucji, która stała się za sprawą Vengeance!.

Wybranie czasu akcji, czyli wspomnianego okresu Republiki Chińskiej w latach 20., było jednym z głównych czynników odpowiadających za tę rewolucyjność. Okres podziału kraju, wewnętrznych kłótni i wiszącego w powietrzu zbrojnego konfliktu okazał się atrakcyjny szczególnie z dwóch powodów. Po pierwsze – niczym ninkyo (yakuza) eiga w Japonii – oferował pomost między fantastycznymi (szczególnie w Chinach i Hongkongu) fabułami produkcji osadzonych w dalekiej przeszłości, a współczesnym kinem cechującym się realistycznym podejściem. Ponadto jako czas intryg, zdrad i korupcji stanowił doskonałe tło dla niemoralnych złoczyńców i problemów protagonistów z odnalezieniem się w świecie pełnym szarości oraz przenoszeniem ich trosk na ówczesne problemy społeczne.

Po drugie pozwoliło to na ponowne zwiększenie realizmu i przemocy. Choć Chang jest znany z brutalnych walk obecnych w produkcjach wuxia, w Vengeance! sięgnął nowych wyżyn, dodatkowo wyróżniających jego kino na tle ówczesnych propozycji. Chiang nie pojawia się tu uzbrojony w miecz, aby wygłosić formułkę o moralności czy patriotyzmie, po której roznosi w pył chmarę bezimiennych wojowników w ciągu kilku chwil. Tym razem przystępuje od razu do działania, wiedząc, że od pewnej śmierci mogą go uratować tylko zimna krew i szybkie działanie. Żeby pokonać nawet dwóch atakujących go zbirów w brudnej toalecie musi wytężyć wszystkie swoje siły, a i tak nie wychodzi z walki bez obrażeń. W kontekście scen akcji, począwszy od pamiętnej sekwencji zgonu Yu Lou aż do finalnego starcia w posiadłości skorumpowanego bogacza, gdzie w ruch idzie także broń palna, pojedynki są krwawe i zupełnie wyniszczające dla wszystkich zaangażowanych, co doskonale wyraża Chiang sprawiający wrażenie, jakby znajdował się w permanentnym stanie załamania.

Podobnie, jak za pomocą Jednorękiego szermierza Chang wywarł niesłabnący po dziś wpływ na wuxia, tak za pomocą Vengeance! wpłynął na rozwój kina kung fu. Po sukcesie produkcji, osadzanie akcji w okresie Republiki Chińskiej i – nieco później – we współczesności stało się nader częstym zabiegiem, nastąpił kolejny etap zwiększania realizmu scen akcji i coraz rzadziej potrzebowano dodatkowego oręża poza ciałem wojownika. Stopniowo tradycje wuxia przechodziły do odwrotu, a na pierwsze miejsca box office’u już rok później powróciło odrzucone niespełna 15 lat temu kung fu. Vengeance! utorowało tym samym drogę niezliczonym filmom sztuk walki, w tym produkcjom z Brucem Lee, które chętnie korzystały z szablonu wypracowanego przez Changa, rozprzestrzeniając go na cały świat.

Wraz z doskonałym aktorstwem jednego z moich ulubionych gwiazdorów kina sztuk walki Davidem Chiangiem, doskonałą reżyserią Changa, świetnymi choreografiami autorstwa Kai Tonga i Cheung-Yan Yuena Vengeance! stanowi nie tylko zajmującą opowieść o zemście, honorze i poszukiwaniu moralności w zepsutym świecie, lecz również jest filmem, który na stałe zmienił oblicze hongkońskiego kina sztuk walki.

Wrath of the Sword
Nu jian kuang dao
reżyseria: Ma Wu
scenariusz: Die-Yi Chen
choreografia scen akcji: Ma Wu
studio: Ming Xing Film Company
premiera: 28.05.1970

Obsada: Ching Tang, Pei-Pei Shu, Kin Sek, Nan Chiang, Ping-Ao Wei, Sammo Hung i inni.

Będący klapą w hongkońskim box officie Wrath of the Sword stanowi przyzwoity, acz mało oryginalny film wuxia, którego wynik finansowy można uznać zarówno za rezultat wybrania niefortunnej daty premiery (niedługo po filmie Cheh Changa Vengeance!), jak i braku odpowiedniej promocji, na którą mniejsze studio Ming Xing zwyczajnie nie miało tyle funduszy co Shaw Brothers.

I mimo że Wrath of the Sword nie pochodzi z tego słynnego hongkońskiego studia, to z łatwością można byłoby go uznać za typowy, naprędce sklejony przykład shawowskiego wuxia, wydanego między bardziej prestiżowymi produkcjami. Film ma bowiem mnóstwo punktów wspólnych z propozycjami Shaw Brothers: obsada składa się prymarnie z shawowskich aktorów, reżyserem jest Mu Wa, pracujący wcześniej jako asystent Cheh Changa, nawet ścieżka dźwiękowa jest podobna i korzysta z wyciętych motywów z muzyki autorstwa Ennio Morricone czy bondowskich produkcji.

Fabularnie Wrath of the Sword także nie sili się na oryginalność. Ot, kolejna młoda wojowniczka Ying Bai (Shu) rusza z misją zemsty na bandytach, którzy zabili jej rodzinę. I tak też produkcja przeradza się w serię sekwencji akcji – wykonanych na zadowalającym, lecz niezbyt wysokim poziomie – i sekwencji karczmianego siłowania się na zdolności sztuk walki, znanych z filmów Hu. Te ostatnie prezentują się dosyć pomysłowo, przez co stanowią jedną z głównych atrakcji produkcji.

Alfabetyczny spis treści wszystkich opisanych w serii produkcji (z wyróżnieniem gatunków).

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.