[DVD] Mój sąsiad zombie (2009)

Share

Jak wiadomo, tematyka zombizmu jest naprawdę stara. Od skromnych „dramatów” nakręconych niewielkimi środkami wyewoluowała dziś do superprodukcji pełnych rozbuchanych efektów specjalnych. Wpisujący się w ten nurt Mój Sąsiad Zombie (Yieutjib jombi, reż. Young-Geun Hong, Hon Ryoo i Young-Doo Oh, 2010) wyprodukowany został za jedyne 17 tysięcy dolarów…

Wraz z upływem lat i z kolejnymi premierami, tematyka żywej śmierci została już bezlitośnie przeżarta schematami. Widziałeś jeden film o zombie? To tak jakbyś widział je wszystkie. Raz na jakiś czas trafiają się jednak twórcy próbujący odświeżyć skostniały gatunek, który coraz częściej oferuje widzom już tylko ziewnięcia.

Mój sąsiad zombie to nowelowa historia, podzielona na sześć części, które z różnych perspektyw ukazują życie Koreańczyków w czasie epidemii tajemniczego wirusa, który zmienia ludzi w bezlitosne bestie. Historia została osadzona w Seulu w 2010 roku. Raz bywa śmiesznie, częściej jednak poważnie. Dwa pierwsze segmenty utrzymane są w komediowym stylu i to właśnie one są zdecydowanie najsłabsze, jako że twórcom nie do końca wychodzi operowanie humorem. Ciekawie zaczyna się robić w momencie, gdy twórcy zmierzają w kierunku tematów społecznych, dzięki czemu sam film, mimo swojej nieporadności wizualnej, intryguje perspektywą spojrzenia.

Tym razem w centrum uwagi zostali postawieni nie ludzie zdrowi, walczący z zakażonymi, ale właśnie ci drudzy. Dzięki temu możemy dokładnie obserwować jakie spustoszenia w organizmie człowieka powoduje wirus. Sam film staje się przez to dość intymnym obrazem tragedii poszczególnych jednostek, które zostały skażone. Z jednej strony mamy spokojnego i nieco uwięzionego w rutynie codzienności kolekcjonera figurek, który pod wpływem wirusa dopuści się autokanibalizmu, z drugiej zaś zakochaną parę nosicieli, pragnących uciec z miasta. Szczególnie poruszająca jest historia córki, która nadal kocha swoją przemienioną matkę, potajemnie dokarmiając ją swoimi własnymi palcami. Sytuacja jest o tyle ciężka, że rząd wydał rozkaz likwidowania każdego zarażonego.

Druga połowa filmu prezentuje skutki epidemii. Osadzona w czasie, kiedy wynaleziono już lekarstwo na zombizm, jest przygnębiającym spojrzeniem na ludzkość, która musi zmierzyć się ze skutkami swoich czynów. Poszkodowane wydają się obydwie grupy. Wyleczeni z wirusa powracają do społeczeństwa jako normalni obywatele, jednak z mordami na koncie, czego świat nie zamierza im zapomnieć. Blizna jako oznaka przebytej choroby napiętnuje i dzieli. Dawni zakażeni mają przez to problemy ze znalezieniem pracy, z własnymi wyrzutami sumienia oraz z napiętnowaniem ze strony bliskich ofiar epidemii. Przede wszystkim zaś budzą nieufność otoczenia.

Co jest jednak najciekawsze, twórcy filmu zadają pytanie o to, kto tak naprawdę został bardziej poszkodowany? Żywe trupy, które aby przeżyć z zimną krwią mordowały zdrowych ludzi, czy może zdrowi, którzy przemyślnie zabijali zombie, nie czekając na wynalezienie szczepionki? Pomysł szalenie intrygujący, skłaniający widza do zastanowienia się nad tym, co by było gdyby rzeczywiście kiedyś opanował świat podobny wirus. W jaki sposób każdy z nas, bez względu na stronę barykady, mógłby się zachować?

Mój sąsiad zombie to bez wątpienia, mimo wszelkich niedoskonałości technicznych, warsztatowych i aktorskich, ciekawe spojrzenie na temat zombizmu. Mimo szczupłego budżetu, grupie koreańskich pasjonatów udało się stworzyć film, który może nie przejdzie do historii gatunku, ale z pewnością zachęci do chwili refleksji, co już nie często zdarza się w przypadku filmów o żywych trupach.

PS. Za egzemplarz recenzencki dziękuję polskiemu dystrybutorowi filmu What Else Films.

Marta Płaza

Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa. Miłośniczka horrorów, gór i kociego futra. Po godzinach marzy o wyjeździe do Nowego Jorku na festiwal filmów Tromy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.