Bloodstained Butterfly (1971). Prawdziwie (nie)zwykłe giallo

Mówiąc o najlepszym dla giallo okresie, czyli końcówce lat 60. i początku 70., najczęściej wspomina się filmy Dario Argento czy Mario Bavy. Ich produkcje zbliżyły pulpowe kryminały w kierunki kina grozy, epatując często przerysowaną przemocą, seksem i jeżąc włos na karku widowni sekwencjami rodem z onirycznego horroru. Cały ten kontekst sprawia, że wyreżyserowane w 1971 przez Duccio Tessariego – twórcę popularnych spaghetti westernów Pistolet dla Ringa oraz Powrót Ringa (oba 1965) – Bloodstained Butterfly uważane jest przez wielu za jedno z najlepszych i najoryginalniejszych giallo ze złotych lat gatunku.

To, co wyróżnia film Tessariego na tle innych „żółtych kryminałów”, to praktycznie całkowite stłumienie ekranowej przemocy i zakręcenie historii wokół skutków dokonanej gdzieś poza naszym wzrokiem zbrodni. I choć może to sugerować, że Bloodstained Butterfly nie dostarcza odpowiedniej dawki rozrywki, zwłaszcza że wiele scen dotyczy rozpraw sądowych i rutynowych procedur policyjnych, ostatecznie cała historia jest na tyle angażująca oraz intrygująca, że widz szybko przekracza próg wejścia, bacznie śledząc jej rozwój.

17-letnia Francoise Pigaut (Carole André) zostaje znaleziona martwa w miejskim parku. Na pozostawionym w jej ciele nożu policja znajduje odciski palców i szybko namierza domniemanego sprawcę zbrodni, Alessandro Marchi (Giancarlo Sbragia). Z biegiem czasu, wraz z postępującym śledztwem, przeciwko mężczyźnie zostaje zebrane coraz więcej dowodów. Ale czy naprawdę to właśnie on jest winny śmierci nastoletniej dziewczyny? Wszakże wokoło Alessandro kręci się sporo podejrzanych osób, od niewiernej żony po dziwnie niespokojnego kochanka córki.

Już samo otwierające film intro, w którym niczym w powieści Agathy Christie przedstawiane są nam kolejne postacie, jest intrygujące i świadczy o innowacyjności produkcji Duccio. To samo można powiedzieć o sposobie narracji, która choć liniowa, posiada kilka wprowadzających chaos przeskoków czasowych. Bo jeśli już mam osobiście przyczepić się do jakiegoś elementu Bloodstained Butterfly, to będzie to niestety scenariusz. Zaznaczę jednak, że to moja czysto subiektywna opinia.

Głównym motywem filmu jest policyjne śledztwo, kryminalistyka i procesy prawne. I do wszystkich tych elementów Tessari naprawdę się przyłożył i pokazał pracę służb w najmniejszych detalach. Stąd też wszystkie te procedury, biurokracja i szczegółowe przyglądanie się każdym materiałom dowodowym może naprawdę wynudzić. Choć nadaje to oczywiście głębi stojącym po stronie prawa bohaterom, pod wieloma względami przypominać to może coś na kształt ulepionego z włoskiej gliny serialu CSI.

Lwią część historii stanowi również rozgrywający się na sądowej sali konflikt pomiędzy obrońcami a oskarżycielami Alessandro. Przerzucanie się materiałem dowodowym, podważanie alibi i próby podkopania autorytetu nie są tym, do czego przyzwyczajeni są fani nurtu. Jednak na całe szczęście Bloodstained Butterfly zachowuje pewne wizualne trendy, tak znamienne dla gatunku. Film sprawdza się jako kolorowa pocztówka z tamtych lat, ze swoją ekstrawagancką modą i pastelowymi samochodami. Wszystko to uchwycone na tle malowniczego, pełnego zabytków miasta skutkuje naprawdę solidną dawką estetycznych uniesień.

Bloodstained Butterfly to zdecydowanie jeden z najbardziej stylowych i wyróżniających się filmu giallo, jakie zrodziła nam włoska ziemia. Odważny kierunek i jasna wizja Duccio Tessariego pomagają utrzymać drzemiącą w nim tajemnice przez cały seans, by zakończyć wszystko iście operowym finałem, któremu udało się przełamać formę standardowych dramatów kryminalnych. I choć czasami pomysł na ów film może zawiewać z ekranu nudą, jest to ciekawe doświadczenie filmowego nie tylko dla zatwardziałych fanów gatunku.

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.