Traktat o Shulzu, Bavie i Hasie

„Cały trik polega na tym, że cofnęliśmy czas…”

Zapewne wszyscy znamy powiedzenie: „Wielkie umysły myślą podobnie”. Kiedy Wojciech Jerzy Has postanowił dokonać filmowej ekranizacji prozy Brunona Schulza, zapewne niejeden popukał się w głowę i pomyślał, że porywa się on z motyką na słońce. Wszak twórczości literackiego mistrza oniryzmu teoretycznie zaadaptować się nie da. Nie da się wizualnie i z sensem oddać bogactwa metafor, mieszaniny terminów naukowych i poetyckich. Jej wyjątkowość tkwi w języku, a nie w przeważnie ledwie szczątkowych fabułach.

A jednak, po pięciu latach pracy, udało się Hasowi nakręcić wysoko cenione Sanatorium pod klepsydrą (1973) – luźną adaptację czerpiącą zarówno z opowiadania o tym samym tytule, jak i z Wiosny oraz, w mniejszym stopniu, z wielu, wielu innych. Główny bohater Józef (Jan Nowicki) przybywa do sanatorium prowadzonego przez dra Gotarda (Gustaw Holoubek), by odwiedzić tam swojego ojca Jakuba (Tadeusz Kondrat). Miejsce wygląda jednak na opuszczone, a Józef szybko odkrywa, że cały personel składa się tylko z dwóch osób i są one nad wyraz ekscentrycznie. Przekroczenie progu sanatorium będzie zresztą dla Józefa początkiem surrealistycznej wędrówki po czasie i przestrzeni oraz po świecie własnych wspomnień z całego życia.

Trzeba oddać Hasowi, że bardzo dobrze odnajduje się w poetyckich konwencjach, a także sprawnie operuje gotycką stylistyką – Rękopis znaleziony w Saragossie (1964) zdołał zdobyć serca m.in. Martina Scorsese i Francisa Forda Coppoli, którzy swego czasu przyczynili się do jego odrestaurowania oraz wydania na DVD w USA. Przy okazji Sanatorium Has ponownie wplata gotyk do scenografii, wybierając lokacje stare, zniszczone, porośnięte roślinami i pajęczynami – za jadalnią Sanatorium Gotarda mieści się nawet cmentarz. Wszystko jest brudne, zakurzone i po prostu stare, omiatane przez Witolda Sobocińskiego obiektywami szerokokątnymi, a dodatkowo ozdobione blaskiem kolorowych lamp. Tymi ostatnimi operował jeszcze jeden specjalizujący się w oniryzmie twórca, który zresztą uczynił z tego swój znak rozpoznawczy. Tym twórcą był Mario Bava.

Wiemy już, co ma Has do Schulza, ale co do tej dwójki ma włoski twórca niskobudżetowych horrorów, gialli i innych filmów gatunkowych? Odpowiedzią na to pytanie jest nakręcona przez niego, zbiegiem okoliczności w tym samym 1973 roku, Lisa and the Devil. Tak się bowiem składa, że ten gotycki horror łączy wiele z filmem Hasa. Tytułowa bohaterka, turystka Lisa Reiner (Elke Sommers), odbywa podróż do Włoch. Wraz z wycieczką ogląda tajemniczy fresk ukazujący Szatana torturującego ludzkie dusze. Odłączywszy się od wycieczki trafia do sklepu z przeróżnymi bibelotami. Tam spotyka mężczyznę łudząco podobnego do przedstawionego na fresku Diabła (Telly Savalas, czyli Kojak we własnej osobie). Spotkanie to ma olbrzymi wpływ na jej życie, bowiem wpada ona w coś w rodzaju sennego koszmaru. Na swojej drodze zaczyna spotykać wyrwane z przeróżnych epok postacie – zamożne małżeństwo Francisa (Eduardo Fajardo) i Sophię (Sylva Koscina) Leharów, z którymi trafia do posiadłości zamieszkałej przez bezimienną Hrabinę (Alida Valli), jej syna Maksymiliana (Alessio Orano) oraz ich służącego Leandro, którym okazuje się być mężczyzna spotkany przez Lisę na początku. Dziwowisk, które będą się w owej posiadłości rozgrywać, pozwolę sobie na razie nie przytaczać…

Pierwszym, na co należy zwrócić uwagę są wątki biograficzne (lub autobiograficzne) wplecione w obydwa filmy. Przy okazji Sanatorium zostały one oczywiście odziedziczone po zaadaptowanej prozie. Główny bohater Józef to sam Bruno Schulz, jego ojciec Jakub to Jakub Schulz – handlarz, któremu się nie wiedzie, a który to swoimi ekscesami pogrąża nie tylko swoją rodzinę, ale i własne zdrowie psychiczne. Z kolei postać Matki została zainspirowana Henriettą Kuhmarker. Wreszcie akcja filmu, podobnie jak opowiadania Schulza, dzieje się w jego rodzinnym mieście, żydowskim Drohobyczu.

Lisa and the Devil również może się pochwalić takimi wątkami. Sama historia opowiedziana w filmie nosi znamiona pozostałości po wczesnych pomysłach Włocha na swój pełnoprawny filmowy debiut, czyli Maskę szatana (a.k.a. Black Sunday, 1960). Postać Lisy Reiner, oprócz nawiązania do aktorki, z którą ten pracował dwukrotnie w latach 50., czyli Lii Reiner (a także do Lizy, bohaterki Biesów Fiodora Dostojewskiego), miała być reprezentacją „kobiecej strony” reżysera. Hrabinie z kolei przypisać można liczne cechy Iole – żony Bavy, kobiety bardzo zamkniętej w sobie, do tego stopnia aspołecznej, że wielu jego przyjaciół poznało ją dopiero na jego pogrzebie. W dodatku, podobnie jak filmowa Hrabina, miała obsesję na punkcie śmierci, zwłaszcza swojej własnej. Jak wspomina wnuczka Bavy, Georgia, częstokroć narzekała na swoje choroby i podkreślała swój strach przed śmiercią.

Lisa

Oprócz tego, Bava postanowił wpleść do Lisy wątki i motywy z filmów, które chciał, a których nie mógł zrealizować. Dlatego też, na przykład, postać Maksymiliana jest romantyczniejszą wersją Viktora Ardissona, nekrofila znanego także jako „Wampir z Muy”, o którym Bava zawsze chciał nakręcić film. Wątek miłości Maksymiliana do Lisy zainspirowany jest także frustracją Bavy względem otyłości swojej żony, wszak Włoch często powtarzał, że „chce mieć chudą żonę”. Tim Lucas w swojej książce All the Colors of the Dark zwraca uwagę, że trudno jest nie zauważyć paraleli między sceną, w której Maksymilian próbuje kochać się z nieprzytomną Lisą, fantazjując przy tym o leżącym tuż obok szkielecie swojej poprzedniej kochanki, a wspomnianymi wyżej frustracjami reżysera.

A skoro już o motywach erotycznych mowa, Has także w swojej adaptacji sobie na nie pozwala. Adela (w tej roli Halina Kowalska) emanuje erotyzmem, choć jest daleka od zdolnej do manipulacji femme fatale. Polski reżyser wykorzystuje ją, a także postać młodej Bianki (Bożena Adamek), do wplecenia w opartą na licznych reminiscencjach historię Józefa odrobiny młodzieńczego zauroczenia i pożądania (w scenie przedstawiającej nam Adelę, Józef podgląda przez szparę w parawanie jak ta się przebiera, z kolei podczas spotkania z Bianką, ta czyni, moim zdaniem dość jasne, nawiązania do odbycia stosunku płciowego – „Nie chciałbyś być choć przez chwilę taki splugawiony i odrażający, ale zupełnie odnowiony?”).

Podczas gdy Schulz swoją biografię poddaje mityzacji i całkowicie zatapia w oniryzmie, co potem Has idealnie przenosi na medium filmowe dodając stylistykę gotyku, Bava swoją fabułę definiuje tak oniryzmem i gotykiem, jak i grozą oraz szeregiem inspiracji literaturą słowiańską, a w szczególności rosyjską, na czele z Dostojewskim.

Sanatorium
Lisa

„Wara wam od czasu!”

Gdy Lisa wraz z Leharami przybywa do posiadłości Hrabiny, szybko dowiaduje się, że jest łudząco podobna do dawnej kochanki Maksymiliana – Eleny, podobno demonicznej kobiety, która uwiodła Carlosa (Espartaco Santoni), męża Hrabiny i ojczyma Maksymiliana, co skończyło się tragedią. Czy Lisa może być reinkarnacją tej niewiasty (i czy ona faktycznie była demoniczna)?

Józef na początku swojej podróży przez wspomnienia również jest inaczej postrzegany przez otoczenie, Jego matka widzi go – dorosłego mężczyznę – jako krnąbrne dziecko z rękami ubrudzonymi atramentem, podobnie zresztą jest z Adelą. Wszystko to swoje początki w tym, że Schulz niejednokrotnie nawiązywał właśnie do lat swojego dzieciństwa. Jednakże, o ile u pisarza czas jest uporządkowany, odmierzany przez pory roku, tak u Hasa i Bavy jest on dziki, jest chaosem. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość przeplatają się, nakładają się na siebie, mieszają ze sobą. O bohaterach w Lisie już wspomniałem. Józef podczas swojej podróży przez sen napotka Murzynów w napoleońskich mundurach, Biankę okazującą się być zaginioną córką Maksymiliana Habsburga, a także trafi do panoptikum wypełnionego manekinami przedstawiającymi przeróżne postacie historyczne.

Warto zaznaczyć, że w prozie Schulza śmierć, jako koniec istnienia, nie istnieje. To, co można nazwać śmiercią jest odwrotną stroną życia. W filmach sprawa ta ma się podobnie. Kolejnym „anachronicznym” elementem wspólnym jest postać ojca. Niewiernego kochanka u Bavy łączy z szalonym demiurgiem stan jego bytu. Jakub poddany zostaje terapii cofnięcia czasu. Będąc w Sanatorium żyje, jednak w swojej ojczyźnie uchodzi za zmarłego już od jakiegoś czasu. O Carlosie, ojczymie Maksymiliana, można powiedzieć coś podobnego. Pojawia się on bowiem jako postać fizyczna, jako manekin (o czym za chwilę), a nawet jako duch. Widzimy go jako żywą postać, która nawet zostaje zabita ciosem w głowę na naszych oczach, ale w międzyczasie od jego krewnych dowiadujemy się, że zmarł już wcześniej. Jeszcze zanim obserwowaliśmy jego śmierć, ci przygotowywali mu ceremonię pogrzebową.

Na sam koniec pozostawiłem motyw ludzi-manekinów. W jednej ze scen Sanatorium Józef trafia do panoptikum pełnego manekinów przedstawiających postacie historyczne z różnych okresów. Co więcej, jakiś czas później owe manekiny ożywają. Lisa w swojej historii również trafia do panoptikum – posiadłość Hrabiny wypełniona jest manekinami i zasugerowane nam jest niejednokrotnie, że zarówno Hrabina, jej syn, jak i jej goście mogą nimi być – prowadzonego przez Leandro, który w jednej ze scen, snując swój monolog, nazywa siebie tytułowym Diabłem.

Sanatorium
Lisa

* * *

Udało mi się także wychwycić kilka drobniejszych podobieństw. Na przykład w jednej ze scen Lisy manekin Carlosa zostaje uszkodzony – pęka prawa strona jego twarzy. W Sanatorium widzimy scenę, w której kukła przedstawiająca Maksymiliana upada na ziemię i ponosi dokładnie takie same uszkodzenie. Trudno także nie zauważyć podobieństwa między sceną, w której Bianka wraz z Józefem rozmawia siedząc na łóżku umieszczonym w gęsto zapuszczonym ogrodzie, a sceną, w której naga Lisa budzi się… również na łóżku w równie gęsto zapuszczonym ogrodzie. Jakby tego było mało, towarzyszące temu ujęcia są niemal identyczne (jedyne, co je różni to kolorystyka).

Istnieje nikła szansa, że Wojciech Has inspirował się dokonaniami Bavy. Bardziej prawdopodobne jest, że Bava miał kiedyś w ręku prozę Schulza, choć żadnego potwierdzenia też na to nie ma. Jeśli nie, to mamy do czynienia z jednym z największych zbiegów okoliczności w historii kinematografii. Zabawne jest także to, że zarówno Lisa and the Devil, jak i Sanatorium pod klepsydrą miały swoją premierę w maju we Francji, ale na dwóch różnych konkursach. Has swój film zgłosił na festiwal w Cannes, Bava z kolei na wcześniejszy Avoriaz Fantastic Film Festival. I jak każdy może się domyślić – oba zostały docenione przez jury.

Michał Mazgaj

Student filologii polskiej, znerwicowany pisarz poeta grafoman, wielbiciel starego kina w każdym wydaniu i nisz, o których mało kto słyszał.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.