The Purge (2018). Kilka(naście) akapitów o pierwszym sezonie

(Na łamach fanpage’a Kinomisji Oskar Dziki regularnie publikował do niedawna mini-recenzje kolejnych odcinków The Purge. Poniżej wszystkie te teksty zebrane w całość; odcinki oddzielone są od siebie kadrami.)

Mało która koncepcja współczesnego horroru okazała się tak opłacalna, jak idea Czystki zapoczątkowana w Nocy Oczyszczenia z 2013 roku. Trafiając na podatny grunt spragnionej rozrywki widowni i eksplorując wszelkie konflikty klasowe czy rasowe, seria okazała się wręcz popkulturowym proroctwem dotyczącym sytuacji politycznej USA.

Usytuowany na linii czasu gdzieś pomiędzy prequelem Pierwsza noc oczyszczenia (2018) a Czasem wyboru (2016), serial daje możliwość zagłębienia się w tę osobliwą mitologię. A dziesięć epizodów trwających niecałą godzinę daje scenarzystom szansę na rozpisanie ciekawych postaci i osadzenie ich w niemniej interesujących okolicznościach. I już pilotażowy odcinek pokazuje nam, że udało się to połowicznie. Tak jak w pełnometrażowych odsłonach, tak i tutaj podążamy za bohaterami należącymi do skrajnych szczebli społecznych, od ulicznych gangów po zamknięte w szklanych biurowcach elity. Dla równowagi mamy również stereotypową parę z klasy średniej udającą się na zorganizowaną ku czci Czystki imprezę. Na owym bankiecie ich związek zostanie poddany prawdziwej próbie, gdy będą musieli wybierać między sobą a dochodowym interesem.

Ten narracyjny eklektyzm jest dobrą wróżbą dla serialu, choć osobiście odczułem, że wciąż jest to zbyt blisko filmów. W oszczędnym w ekspozycję pierwowzorze o Czystce dowiadywaliśmy się z doniesień prasowych i fragmentów codziennego życia. Tak jak dzień przed Bożym Narodzeniem mieszkańcy robili zakupy na ostatnią chwilę i odpowiednio dekorowali swoje domy. Z biegiem czasu uniwersum rozrosło się z jednego domu do całej wielkiej metropolii, by w końcu porwać ludzi na barykady przeciwko Nowym Ojcom Założycielom – nacjonalistycznej partii pro-purge. Wstęp do serialu wydaje się odpowiednio stonowany pod widzów telewizyjnego. Mimo że zawarta jest w nim spora dawka przemocy, większość akcji dzieje się poza ekranem. Co prawda seria ta nigdy nie była przesadnie krwawa, nacisk kładziono głównie na przerażającą aranżację taką jak przerażające maski i kostiumy. Reżyser pilota, Anthony Hemingway, zna jeżyk wizualny franczyzy i wykorzystuje go nad wyraz dobrze przemycając nieco czarnego humoru i smolistej satyry. Jeśli kolejne epizody równie sprawnie kontynuować będą benchmark filmów (nowelowy schemat fabuły, wartka akcja, czyste szaleństwo), szykuje nam się naprawdę emocjonujący sezon! Jeśli tak jak ja jesteście fanami Nocy Oczyszczenia, serial ten będzie satysfakcjonującą eksploracją tego uniwersum.

Tydzień temu, w pierwszym epizodzie, zawyły syreny obwieszczające coroczną Noc Oczyszczenia. W tym tygodniu obserwujemy jej pierwsze godziny. Obserwujemy próby ludzi starających się zapewnić sobie bezpieczeństwo przemieniając swoje domy w prowizoryczne forty, inni po prostu świetnie się bawią. Drugi epizod przedstawia nam również oddolne ruchy, chronionych niepisanym prawem sanitariuszy, którzy pomagają napotkanym na ulicach rannym. Naszym wizjerem na przetaczający się przez kraj chaos jest Miguel (Gabriel Chavarria). Były trep rozpaczliwie szukający swojej młodszej siostry trafia w pewnym momencie na…. rozgrywany live turniej transmitowany w internecie! Wzorem Uciekiniera (1987) nasz bohater będzie musiał zmierzyć się z bandą zamaskowanych psychopatów w walce o własne życie. Wątek Penelope, (Jessica Garza), siostry Miguela, to wypaczony obraz akademickiej inicjacji oraz rytualnego obrządku. I jest to w sumie ten najbardziej niepokojący element serialu. Mamy również wyścig korposzczurów z pomocą wynajętych najemników oraz jedynie liźnięty temat małżeństwa Ricka i Jenny spędzających Noc na wystawnym bankiecie. Cała reszta to znana i lubiana formuła do jakiej przyzwyczaiła nas franczyza. Dostajemy dwie mocniejsze sceny: zabójstwo koleżanki Penelope przez psychopatów uzbrojonych w kije golfowe i porwanie jej samej przez postacie skryte za maskami byłych prezydentów USA. Ta pierwsza jest dość wizualnie sugestywna, podczas gdy druga odbywa się praktycznie poza ekranem. Obie jednak jak najbardziej działają. Kilka scen przedstawia nam również tajemniczą postać w żelaznej masce, która, wzorem komiksowego Punishera, rusza na krwawą krucjatę przeciwko szalejącemu w kraju bezprawiu. Drugi odcinek, reżyserowany również przez Anthony’ego Hemingwaya, to udane rozbudowanie uniwersum oraz zarysowanie wątków, które w przyszłości mają szansę przekuć się na coś naprawdę interesującego. Trudno jednak powiedzieć tutaj coś więcej. Raczej należy poczekać należy na kolejne, by móc osadzić go w szerszym kontekście.

Trzeci odcinek serialowej Nocy Oczyszczenia skupia się praktycznie całkowicie na swoich bohaterach zostawiając panujący wokoło chaos na uboczu. To, co dzieje się na ulicach, obserwujemy głównie z monitorów komputerów czy zza szyby samochodu. Wciąż przebywający na bankiecie Rick i Jenna dla zabezpieczenia swoich funduszy będą zmuszeni do pozbawienia życia schwytanej przez włodarza imprezy osoby. Dowiadujemy się również o ciąży Jenny, która, jeśli twórcy sobie na to pozwolą, może być mocnym zwieńczeniem wątku nowobogackiej pary. Mocna jest również historia Miguela i jego siostry porwanej przez tajemniczą grupę psychopatów noszących…. rozświetlone światełkami kostiumy zakonnic! I choć epizod ten stroni raczej od ulicy, widok ludzi torturowanych przy pomocy akumulatora czy służących za podstawki do piłek golfowych potrafi ucieszyć. Dużo czasu spędzimy również w korporacyjnym półświatku, gdzie zamknięcie ważnego projektu da początek imprezie, na której niektórzy pracownicy wyrwą się ze swych moralnych łańcuchów. Pod koniec dostaniemy również ozdobioną monologiem samotnego łowcy krucjatę przeciwko złu, jakie Noc Oczyszczenia sprowadziła na kraj. Szybka akcja z shotgunem uratuje bezbronną kobietę napadniętą przez noszących maski świń gwałcicieli.

Noszącemu tytuł The Urge to Purge odcinkowi brakuje widocznie odważniejszej ręki Anthonyego Hemingwaya, będąc czymś na zasadzie fillera mającego jednakowo zapchać czas antenowy oraz rozbudować uczestniczące w nim postaci. Dostajemy tutaj nawet retrospekcje odwołujące się do kinowej Pierwszej Nocy Oczyszczenia. Mimo wszystko jednak, nie trudno odmówić twórcom braku kompetencji. Choć to historia Miguela głównie trzyma odbiorcę (a przynajmniej takiego jak ja) przy ekranie, pozostałe wątki z odcinka na odcinek wydają się ewoluować w coś, co może nas jeszcze mocno zaskoczyć.

Noc Oczyszczenia trwa w najlepsze, a nasi bohaterowie coraz mocniej odczuwają konsekwencje swoich, często dość wątpliwych, wyborów na to, jak spędzić coroczne święto. Zaczynając od wątku Jane, której koleżanka z pracy zadźgała nożyczkami współpracownika, serial przemawia do nas hasłem: „Morderstwo w czasie bezprawia to wciąż morderstwo!”. Nasza bohaterka szybko trafia na ulice, gdzie od śmierci z rąk naćpanego gwałciciela ratuje ją feministyczna grupa paramilitarna. Na przestrzeni czterech filmów doskonale widać, że dla Nowych Członków Założycieli, idea Nocy Oczyszczenia była i wciąż jest swoistą czystką etniczną wycelowaną w mniejszości. Czwarty epizod do tego równania dodaje kolejną wartość – płeć. Stąd też kolejna protagonistka, Penelope, trafia na Carnival of Flesh. Ten swoisty festiwal przemocy pozwala uczestnikom mordować – wylicytowanych wcześniej – ludzi w różnych konfiguracjach historycznych. Symulacje procesów czarownic z Salem, plutony egzekucyjne czy Upadek Sajgonu; nie zabrakło oczywiście jarmarcznych gadżetów i food trucków. Wiara Penelope w kult Czystki rozsypuje się zupełnie, gdy ta zostaje sprzedana mężczyźnie, który wydaje się kojarzyć ją z przeszłości. Czyżby kolejny wątek do pokazania w retrospekcji? Będący na jej tropie brat, Miguel, wraz z samozwańczym kowbojem spotyka na ulicach lewicujące bojówki polujące na bogatych przedstawicieli NFFA. Wątek ruchu oporu mocno więc zawiązuje serial z kinowymi odsłonami, zwłaszcza z Czasem wyboru (2016). Tematem retrospekcji tego epizodu jest Rick i Jenna oraz ich miłosny trójkąt. Mający na celu ożywienie małżeństwa eksperyment potoczył się nie po myśli, głównie Ricka, i mocno skomplikował relacje tej dwójki. Mimo że wątek ten rozkręca się raczej leniwie, nie sposób odmówić mu poczucia zwiastującego rozwiązania, które okazać się może najsilniejszym ciosem moralnym w całej franczyzie. Release the Beast (tytuł omawianego odcinka) wprowadza nas w arkana wielkich intryg i elementów świata przedstawionego rządzonych przez NFFA, stawiając tym samym swoich bohaterów przed trudnym pytaniem: Jak przeżyć noc?

Będący półmetkiem serialu odcinek Rise Up pokazał mi, że wszystkie moje spekulacje dotyczące rozwoju fabuły były błędne. Wątki, które twórcy konsekwentnie budowali przez poprzednie cztery epizody pogrzebane zostały pod tonami dymu, ołowiu i wyrywanego mięsa. Wątek Ricka i Jenny z dramatu rodzinnego przeradza się w otwartą wojnę przeciwko uprzywilejowanym elitom. I choć serial ten przyzwyczaił nas do tego, że dosłowną brutalność stara się utrzymać raczej poza naszym oczyma, reżyserowi Juliusowi Ramsayowi udało się stworzyć sugestywną atmosferę za pomocą kanonady wystrzałów i światła latarek szturmujących dom powstańców. Inwersja ta, w skali nieco mniejszej, odbywa się również wraz z podróżą Miguela na festiwal aukcyjny Carnival of Flesh w celu uratowania swojej siostry. Ta, wykupiona w poprzednim epizodzie przez swojego byłego chłopaka, skończyć ma, wzorem Malleus Maleficarum, spalona żywcem na stosie. I tutaj trafne okazały się moje przewidywania na temat osadzenia części retrospekcyjnej. Trochę mniej natomiast skupiono się na historii Jane Barbour i jej podróży przez ulice wraz z gangiem Świętych Matron. Dla owej grupy noc ta to przede wszystkim walka z przemocą wobec kobiet. Przedstawiona zostaje nam ona na przykładzie dziewczyny uratowanej z rąk psychopatycznego partnera – ten zostaje „oznaczony” w iście tarantinowskim stylu.

The Purge pokazało nam, że nie boi się zabawy w fabularne twisty oferując przy tym naprawdę ekscytujący seans. Będąc środkowym odcinkiem serii, Rise Up sprawnie wznosi akcję ze skali mikro do skali makro.

The Forgotten to chyba najbardziej dynamiczny jak dotąd odcinek serii. Skupiony wokół postaci Joe – w końcu poznajemy imię tajemniczego mściciela – okazuje się również tym najstraszniejszym. Twórcy w końcu postawili na silne, elementarne społecznie przesłanie na temat zagrożenia nieporównywalnie większego niż banda zamaskowanych psychopatów. Czającym się za wszelkim złem świata, zarówno naszego jak i tego filmowego, kapitalizmem. Joe, pomimo że nosi maskę i nie stroni od brutalności, jawi się nam jako metaforyczny Jeździec Znikąd, dobry facet starający się siłą zaprowadzić porządek w zdeprawowanym mieście. Wydaje się nawet, że jest on w posiadaniu listy osób potrzebujących pomocy. Skąd ją jednak wziął, pozostaje tajemnicą. W ciekawą stronę poszedł również wątek Jane. Jej decyzja o przeczekaniu nocy wraz ze swoim szefem, na którego wyrok wydała wcześniej, skutkuje jednymi z najlepszych scen odcinka. Gdy nastąpi już fabularny twist tej historii, boss zwróci się do naszej bohaterki słowami: „Nigdy, przenigdy nie wynajmuj kobiety, aby wykonała pracę mężczyzny”. Zakończenie sugeruje, że David – szef Jane – to postać będąca serialowym odbiciem głośnej ostatnimi czasy akcji #metoo. Wciąż jednak znajdziemy tutaj wiele czystego eskapizmu. Historia Miguela i Penelopy zawiązała się w spektakularnej ucieczce z szalonego cyrku, a miłosne rozterki Ricka i Jenny są jeszcze płytsze niż wydawało się to na początku serialu. Jestem wręcz zachwycony tym, jak pulpowy w założeniu pomysł przekuto na pewien komentarz do, nie ukrywajmy, dzisiejszych wydarzeń politycznych i społecznych. Miejmy tylko nadzieję, że wszystko to odpowiednio wybrzmiewać będzie przez kolejne cztery epizody, nie zatracając przy tym tego pierwiastku nieskrępowanej zabawy!

Od samego początku serial rysował nierozstrzygnięty konflikt na linii Jane i jej matki Lorraine. Siódmy odcinek w końcu ujawnił nam, o co w tym wszystkim chodzi. I wbrew oczekiwaniom wielu widzów, nie chodzi tutaj o jakiś mroczny, rodzinny sekret, a samo nieporozumienie ma charakter bardziej filozoficzny, dotyczący kobiety i jej miejsca w świecie. To właśnie wokół tej bohaterki, będącej trybikiem wielkiej korporacji, zakręcony jest główny wątek dramatyczny. W przeciwieństwie do historii zamkniętych w zabezpieczonym domu Ricka i Jenny. I tutaj twórcy każą nam sięgać pamięcią do pierwszego odcinka, i epizodycznej roli sąsiada małżeństwa, który wreszcie zaliczy nieco większy udział. Historia ta daje nam jeden z najfajniejszych tekstów serialu: „W tym kraju nie można zmusić sąsiada do przeprowadzki, ale można go oczyścić”. Godnym podziwu jest także konsekwencja produkcji do ograniczania komputerowej kosmetyki i postawienie na wiecznie żywe, sprawdzone od lat efekty praktyczne. Nic nie zastąpi bowiem prawdziwego kaskadera stojącego w kontrolowanym ogniu. A widoki takie będzie dane zobaczyć Miguelowi i Penelopie, rodzeństwu które po ucieczce z kiermaszu śmierci trafia do podmiejskiego lasu. Który lokalne redencki przekształciły na tereny łowieckie. Mocnym akcentem było wprowadzenie Joego – zamaskowanego mściciela. Atak biednych na bogatych, atak bogatych na biednych, dla niego nie ma to znaczenia, bo każdy może stać się ofiarą zamaskowanych poszukiwaczy mocnych wrażeń. A jeśli Joe robi za Batmana, gdzieś tam czai się zapewne Joker, czekając tylko na odpowiedni moment, by się ujawnić!

Ależ to był odcinek! Po poprzednim, nieco wyciszonym, epizodzie otrzymaliśmy niespodziewany zwrot ku, miejmy nadzieję, elektryzującemu finałowi i domknięcie po drodze większości wątków. Trójkąt miłosny w jakim udział brali Rick, Jenna, Lila, zakończył się dużym mrugnięciem okiem w stronę pierwszej Nocy Oczyszczenia. Kilka razy akcja przeniesie nas również do baru Pete’a, gdzie scenarzysta daje w końcu dojść do głosu Penelope. Po kilku konwersacjach z właścicielem lokalu – tutaj wychodzą w końcu na jaw jego powiązania z NFFA – dziewczyna stara się powstrzymać zbrodnicze bractwo, do którego sama wcześniej należała. Najważniejszym punktem zatytułowanego Giving Time Is Here odcinka jest jednak fabularny twist. Odwrócenie pewnych ról, do jakich serial starał się nas przekonać, przez długi czas staje się tutaj łącznikiem sprowadzającym wszystkie wątki w jedno miejsce. Czy znamy zatem już głównego, ludzkiego antagonistę sezonu? Być może, choć szczerze wierzę, że na arenie zmagań pojawi się ktoś jeszcze. Pewne wskazówki sugerują nawet, że owa postać może być trybikiem NFFA, na wzór Pierwszej Nocy Oczyszczenia. I tutaj należy zakończyć dalsze wychwalanie ósmego odcinka The Purge, aby uniknąć spoilerów. Powtórzę się: jeśli epizod ten ma być wstęp do zakończenia sezonu, czeka nas naprawdę mocy i emocjonujący finał!

Przedostatni odcinek pierwszego sezonu o symboliczna cisza przed burzą. Po mocnym twiście w poprzednim epizodzie, w którym Joe z Batmana zmienił się w Jokera, poznajemy w końcu jego modus operandi. Joe jest w stanie wytropić ludzi, ponieważ ci w przeszłości, w większym bądź mniejszym stopniu, się mu narazili. Na twarzach aktorów pojawia się wiele surowych emocji, szczególnie w scenach retrospekcji. Najbardziej jednak w pamięć zapada pewna niezręczna randka, w której uczestniczyli Joe oraz Jane. Choć nigdy nie doczekamy się odpowiednika Nocy Oczyszczenia w prawdziwym świecie, coraz częściej mamy do czynienia z pewną legitymizacją postaw rasistowskich i seksistowskich. Tarcie pomiędzy klasami i bezduszny kapitalizm sprowadzający większość ludzi do masy wyeksploatowanych odrzutów doprowadzi w końcu do niepowstrzymanego wybuchu agresji. I właśnie odzwierciedleniem tego staje się Czystka. Jako lustro, idea ta podpowiada nam, że najlepszym sposobem na zlikwidowanie problemów społecznych jest wysadzenie pogrążonych w nich ludzi w powietrze. Wielu morderców dziś działa według podobnego schematu co serialowy Joe, nie wszyscy jednak emanują jego sympatią.

Wiele można wytknąć finałowi, od słabej realizacji, po dysleksję przy posługiwaniu się kinowym językiem. Jedno natomiast działa tutaj odpowiednio mocno i dosadnie: obraz człowieka będącego pod wpływem skrajnie prawicowej ideologii. Horror ten działa tak dobrze, gdy identyczne wręcz obrazy ludzi widzimy na naszych własnych ulicach. Pochwalić zatem należy odwagę, z jaką twórcy obnażyli nacjonalistyczną chorobę toczącą dzisiaj cały świat. A co z resztą? Twórcy wraz z rykiem obwieszczających koniec Czystki syren otworzyli sobie furtkę na ewentualny sezon drugi. Wszystkie postaci skończyły dokładnie tak, jak można było by się tego spodziewać. Tutaj nie było żadnego zaskoczenia, a szkoda. Spadku jakości można doszukiwać się w mniejszym budżecie. Choć w odcinku tym ma miejsce strzelanina z udziałem kilku postaci…. odbywa się ona poza kadrem. Puentą całości okazuje się monolog Joe wygłoszony na szkolnym basenie. Czy można powiedzieć zatem że ta Noc Oczyszczenia była zbędna? Oczywiście że nie! To, pomimo wzlotów i upadków, przyjemne rozbudowanie franczyzy. I nie będę ukrywał, że wątek Miguela i Penelope daje nadzieje na ciekawe rozwinięcie go w kolejnym sezonie. Nie jest i nie będzie to zapewne poziom pełnometrażowych produkcji, jednak przy całej fali ‚neo-seriali’, The Purge jest pozycją jak najbardziej wartą uwagi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.