The Perfume of the Lady in Black (1974). W środku Króliczej Nory

Share

Mimo że reżyserski debiut urodzonego w Paramie Francesco Barilli – scenarzysty wybitnego Who Saw Her Die? (1972) – szufladkuje się jako pełnokrwiste giallo, film ten wydaje się soczewką, klejnotem skupiającym w sobie wiele gatunków grozy. To halucynogenna i poetycka podróż, która stawia wiele pytań, by na niektóre z nich odpowiedzieć w bardzo dosadny sposób.

Już sam początek będący hołdem dla Wstrętu (1965) Romana Polańskiego, w którym młoda dziewczyna wpatruje się w tajemniczego mężczyznę na rodzinnej fotografii sugeruje, że film zamknie swoją fabułę w pewien oniryczny nawias. Gdy kamera „płynąco” ucieknie w końcu z zatłoczonego placu pełnego zagubionych w codziennym pędzie ludzi – tutaj czuć mocny ukłon w stronę Hitchcocka – wprost do mieszkania głównej bohaterki Silvi (Mimsy Farmer), nasycone kolorowe wnętrza podsycają tylko senny charakter produkcji. Zabieg ten to sygnał informujący, że otoczenie jest równoprawnym bohaterem tej opowieści.

Sekrety opowieści odkrywamy wraz z Silvią, dobrze sytuowaną młodą damą pracującą jako chemik dla jednej z wielkich korporacji. Wolne chwile spędza na korcie tenisowym, spotkaniach towarzyskich i romantycznych momentach ze swoim partnerem. Jednak w głowie Silvii zaczynają majaczyć dziwne wizje, w których objawia się jej kobieta w czarnej sukience oraz szereg rzeczy, których inni ludzie wydają się nie dostrzegać. Od przemykających kątem oka cieni za framugami okien, przez nienaturalnie kolorowe światła, aż po czytającą nieustannie Alicję w Krainie Czarów dziewczynkę, która poprowadzi główną bohaterkę wprost do Króliczej Nory przez kręte schody – nierozłączny element kina giallo.

Barilli sprytnie rzuca tropy kierunkując historię w stronę afrykańskich wierzeń, okultyzmu i historii o ofiarach składanych z ludzi. Czy zasłyszane wokół bohaterki opowieści stały się katalizatorem jej lęków? A może jednak jej mrożące krew majaki mają swoją przyczynę w czymś nadprzyrodzonym? Film cały czas wodzi widza za nos swoją senną narracją, by w finale zdzielić obuchem w łeb skręcając w stronę szokującego gore.

Wracając do Polańskiego – The Perfume of the Lady in Black pod względem struktury narracji przypomina inne jego dzieło, Dziecko Rosemary (1968). Jednak to nie tylko hołd względem klasycznego amerykańskiego dreszczowca, gdyż Barilli otwarcie inspiruje się rodzimymi twórcami, szczególnie Dario Argento i Mario Bavą. Z tego ostatniego zaczerpnięto w główniej mierze plastykę obrazu opartą na nakładaniu się kątów widzenia, długich ujęciach, grą luster i eterycznego oświetlenia. Kamera tutaj wydaje się być zawieszona w powietrzu, a jej dryfujące ruchy i ujęcia z różnych kątów – charakterystyczne dla stylu kręcenia Argento – wytwarzają ciągły stan niepokoju.

Przed kamerą swój talent starają się wydobyć dwie gwiazdki włoskiego kina gatunku poprzedniego wieku, Carla Mancini i Mimsy Farmer. I właśnie ta druga, wcielająca się w nieustannie zaszczutą protagonistkę, to najjaśniejszy punkt The Perfume of the Lady in Black jeśli chodzi o obsadę. Jest zarówno tajemnicza, jak i interesująca, a wszystkie emocje gra z właściwą dla włoszczyzny, nieco przerysowaną manierą.

Wiele elementów składowych mogło by sugerować, że film Barilli to swoisty mash-up sprawdzonych motywów. Co ciekawe jednak, znaleźć można tutaj pokłady autorskich pomysłów, jak ten, kiedy twórcy przemyca komentarz o przemocy domowej serwując przy tym całkiem zgrabnie wkomponowanego w fabułę tzw. „czerwonego śledzia”. I szkoda, że twórca ten zasiadł na stołku reżysera jeszcze tylko raz, podczas realizacji uważanego w pewnych kręgach za kultowe Pensione Paura (1977), by później zająć się kilkoma formatami dla włoskiej telewizji.

Oskar Dziki

Studiuje, melanżuje i pochłania filmy. Zachłyśnięty włoskim kinem gatunkowym, kultem VHS i szeroko pojmowaną popkulturą.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.