The Blair Witch Project. Found footage na salonach

Share

Found footage z definicji przypominać ma prawdziwe, zarejestrowanie na taśmie lub cyfrowo, wydarzenia, które następnie prezentowane są widzowi. Aby film mógł być uważany za found footage, wszystkie kamery użyte do jego rejestracji muszą być faktycznymi rekwizytami na planie. Idąc za serwisem FoundFootageCritic.com, wyróżnić można aż cztery subkategorie gatunku:

First Person Perspective (widok z perspektywy pierwszej osoby) – obraz nagrany jest z punktu widzenia głównego bohatera przeżywającego dane wydarzenie z kamerą trzymaną w dłoniach lub przytwierdzoną do jego ciała. Po 2004 roku w użytku były małe, sportowe kamerki GoPro, które pozwoliły filmowcom w kreatywny sposób użyć je do ukazania historii. Patent ten idealnie wykorzystał w 2013 roku jeden z twórców oryginalnego The Blair Witch Project, Eduardo Sánchez, ukazując nam dzień z życia zombie w nowelce A Ride in the Park wchodzącej w skład antologii V/H/S 2.

Mockumentary (fałszywy dokument) – imitujący dokumentalny styl nagrania wraz z wywiadami, śledztwem czy archiwalnymi materiałami. To właśnie w tę formę ubrał swoje kontrowersyjne Cannibal Holocaust (1980) Ruggero Deodato, wysyłając w głąb amazońskiej dżungli grupę studentów antropologii mających za zadanie udowodnić, że kanibalizm to tabu obowiązujące nawet w najbardziej pierwotnych społeczeństwach.

News – to bardziej profesjonalne podejście niż w przypadku mockumentary. Twórcy, jak w przypadku bardzo dobrego The Poughkeepsie Tapes (2007), starają się całkiem wiernie spreparować całe programy telewizyjne, tworząc z nich idealną formę do opowiedzenia historii.

– Nadzór – ta ostatnia, najtrudniejsza to wykorzystania w pełnometrażowym kinie, sposobność na przedstawienie fabuły polega na chłodnych, nieprzerwanie rejestrujących kamerach CCTV. Koncept ten podbił serca tysięcy graczy komputerowych za sprawą małej gry polegającej na operowaniu właśnie kamerami przemysłowymi, wydanej w 2014 roku Five Nights at Freddy’s.

Choć The Blair Witch Project nie był pierwszym filmem gatunku, nie sposób mu odmówić zmasowanego spopularyzowania go. Sami twórcy, Eduardo Sánchez i Dan Myrick, zanim przystąpili do realizacji zdjęć swojego życiowego dzieła, spędzili weekend na wypożyczaniu i pochłanianiu horrorów, które straszyły ich za dzieciaka. Punktem wyjścia okazały się wszystkie pseudo-dokumentalne filmy pokroju Rydwanów Bogów (1970) czy Legendy Boogy Creek (1972), a panowie zadali sobie pytanie: czy patent ten zadziała na ówczesną widownię?

Mając formę trzeba było znaleźć odpowiednie wypełnienie. Myrick i Sánchez postawili na szablonowy motyw opuszczonego domu pośrodku ciemnego lasu, do którego widz zmuszony będzie wejść – tutaj nie ma odwrotu. Co ciekawe, oryginalnie fabuła oscylowała wokół dużej grupy badaczy przebywającej w głuszy, która podczas wyprawy natknąć się miała na bliżej nieokreślony kult. Jednak z biegiem czasu twórcy zaczęli budować wokół powstającego filmu swoistą mitologię, coraz mocniej zakorzenioną w rzeczywistości. Wszystko to miało na celu jak najmocniejsze utwierdzenie widowni w przekonaniu, że to, co widzieli, mogło wydarzyć się naprawdę. Pomysł padł na współczesny amerykański folklor, teorie spiskowe, historię Wojny Secesyjnej i rodzime wierzenia rdzennych Amerykanów. Cały ten melanż pomysłów idealnie wręcz wpasował się geograficznie w leżący na wschodzie USA stan Maryland.

Mając już gotowy koncept para reżyserów musiała teraz zdobyć odpowiednie fundusze, które pozwolą na jego realizację. Myrick i Sánchez zmontowali krótki, 8-minutowy dokument mający na celu przyciągnąć sponsorów. Ostatecznie klip zasilił telewizyjny program Split Screen pod nazwą The Blair Witch Project: The Story of the Black Hill Disappearances i jest niejako wstępem przed głównym filmem przybliżającym w przerażający sposób mit wiedźmy z Blair. Twórcy przedstawili okalające małe miasteczko Burkittsville lasy jako odpowiednik słynnego Trójkąta Bermudzkiego, miejsce tajemniczych zaginięć. To właśnie ten krótki projekt oraz pożyczka od znajomych i rodziny dały finansową podwalinę dla finalnego efektu.

Kolejnym krokiem, by uwierzytelnić historię, był wybór odpowiednich aktorów. Sanchez i Myrick wiedzieli, że postawić muszą na amatorów. Sanchez wspomina: „Aktorzy wchodzili do pokoju i zostawali przez nas zasypywani pytaniami. Podczas przesłuchania mówiliśmy ludziom– jeśli tylko wejdziesz do pomieszczenia, rozpocznie się casting. Wielu ludzi wiedziało o co chodzi, jednak duża część aktorów kompletnie nie wiedziała o co chodzi”.

Pierwszą osobą, która zagwarantowała sobie miejsce w obsadzie The Blair Witch Project była Heather Donahue, przewodnicząca feministycznej trupy estradowej Red Fang. Na deskach offowego teatru broadwayowego grywała sztukę Collision Theory, która zawierała fragmenty filmu dokumentalnego. Na castingu w jej ręce wpadł scenariusz, w którym miała odegrać rolę skazanej za dzieciobójstwo matki stojącej przed komisją na przedwczesne zwolnienie. Donahue odpowiedziała tylko: „:Nie sądzę że powinniście mnie w ogóle zwalniać”.

Do obsady szybko dołączyli również Joshua Leonard – ze względu na doświadczenie operatorskie – oraz Michael C. Williams. Cała trójka zezwoliła na wykorzystanie swoich rzeczywistych danych osobowych w filmie, co tylko nadało całości realizmu, i ruszyła na 8-dniowy okres zdjęć do stanu Maryland. Filmowanie rozpoczęto w rzeczywistym mieście Burkittsville, gdzie ekipa przeprowadzała wywiady z mieszkańcami o krążącej w okolicy legendzie wiedźmy z Blair, by ostatecznie ruszyć w okalające miasteczko lasy. Aktorzy obozowali w namiotach i każdego wieczora, gdy tylko reszta ekipy oddaliła się, kręcili swoje materiały, głównie improwizując. Mało tego – trójka aktorów była przekonana o prawdziwości mitu, który opowiadali im będący w zmowie twórcy. Ci także podżegali do określonych reakcji, czego efektem jest już kultowa scena panicznej ucieczki Heather z targanego nocą namiotu.

Dan Myrick wspomina okres zdjęć tak: „Wszystkie dziwne hałasy to tylko ekipa biegająca po lesie. Kiedy aktorzy się budzili, wokół ich namiotów ustawialiśmy stosy kamieni, wieszaliśmy drewniane symbole na drzewach, a nocami puszczaliśmy odgłosy bawiących się dzieci. Po prostu prowadziliśmy ich przez 24-godzinną zabawę sceniczną”. Donahue, Leonard i Williams mieli przy sobie GPS, w którym ekipa codziennie ustawiała nowe koordynaty. „Błądzący” zatem po lesie aktorzy nie wiedzieli zupełnie, jaki jest cel ich wyprawy, zagłębiając się coraz bardziej
w wizję twórców.

„Three film students vanish after traveling into a Maryland forest to film a documentary on the local Blair Witch legend, leaving only their footage behind”. Ten legendarny tekst wraz z logiem wytwórni Haxan Films i dziwnym, industrialnym podkładem muzycznym otworzył 25 stycznia The Blair Witch Project. Choć oparty na wirusowym rozprzestrzenianiu treści sposób promocji stosowany jest do dzisiaj – spójrzmy chociaż na Cloverfield (2008) – Myrick i Sánchez w sposób pionierski wykorzystali młody wówczas Internet i stworzyli ogólnoświatowy fenomen. Na rok przed premierą filmu, Haxan Films postawiło witrynę www.blairwitch.com, na której przez kolejne sześć miesięcy umieszczano materiały podkręcające atmosferę wokół produkcji. Przed premierą w 1999 roku innowacyjna kampania pochłonęła około 1 miliona dolarów, jednak suma zwróciła się w przeddzień premiery, w którym film zgarnął półtora miliona będąc wyświetlanym zaledwie w 27 kinach na terenie Stanów Zjednoczonych.

Odwiedzający oficjalną stronę filmu w pierwszej kolejności słyszeli ciężki oddech Heather oraz wyłaniające się stopniowo z ciemności kolejne zakładki przybliżające historię wiedźmy z Blair, biografię zaginionych studentów czy wyniki śledztwa w ich sprawie. Jak mówi powiedzenie „Diabeł tkwi w szczegółach”, tak to właśnie detale okazały się najistotniejszym elementem kampanii reklamowej. Jako że reklamy wyświetlane były głównie na kampusach uniwersyteckich oraz kanałach Sci-Fi, twórcy trafili idealnie w target, do którego The Blair Witch Project było kierowane. Postarali się oni także o tak, wydawać by się mogło, nieznaczący detal, jak dopisanie przy nazwiskach trzech aktorów na popularnym serwisie IMDb miana „zaginiony/przypuszczalnie martwy”. Na pokazie w Cannes rozdawano nawet charakterystyczne ulotki z prośbą o poinformowanie władz w sprawie zaginionych bohaterów, z pomysłem tym wycofano się jednak, gdy jeden z telewizyjnych kierowników wykonawczych został w rzeczywistości porwany.

Warto jednak zauważyć, że rok przed The Blair Witch Project powstał film The Last Broadcast, mockument opowiadający o grupie realizującej paranormalne show, która wyruszyła w lasy New Jearsy, by odszukać słynnego diabła, legendę lokalnego folkloru. Jednak to właśnie innowacyjny sposób na marketing panów z Haxan otworzył temu osobliwemu podgatunkowi drzwi na salony kina grozy, pozwalając zagościć mu tam na stałe.

The Blair Witch Project doczekało się rozwinięcia w bardziej konwencjonalnym i czerpiącym z poetyki fantasy sequelu (gdzie elementy found footage stały się jedynie fragmentami nawiązującymi do oryginału), trylogii gier komputerowych rozwijających uniwersum od czasów kolonialnych, przez Wojnę Secesyjną aż do sprawy Rustina Parra, oraz w filmie Blair Witch z 2016 roku. Żadne jednak nie powtórzyło sukcesu oryginału, zwłaszcza bezpośrednia kontynuacja z 2000 roku, która przy budżecie 15 tyś. zarobiła jedynie nieco ponad 47 tyś. dolarów.

Konwencja pierwszego filmu wydaje się być idealna dla młodych, nieopierzonych twórców, którzy z dala od wielkich wytwórni starają się jak mogą, by tylko obniżyć koszty kręconych przez siebie obrazów. Produkcja takowa nie wymaga przecież znanych nazwisk, a jako scenografię i oświetlenie wykorzystuje się już naturalnie występujące elementy otaczającego świata. Mający swoją premierę 14 października 2007 roku Paranormal Activity został nakręcony za około 15 tyś. dolarów w praktycznie jednej lokacji oraz z kameralnym gronem trzecioligowych aktorów. Dochód jaki wygenerował wynosi prawie 200 tyś. dolarów i dał podwalinę do liczącej cztery sequele franczyzy. Jednak zanim Paranormal Activity uruchomiło nową falę kina found footage, wcześniej głodna grozy widownia otrzymała kilka naprawdę udanych produkcji z tego podgatunku.

[REC]

Grozy tej wcale nie trzeba było szukać w amerykańskich lasach, a w pewnej kamienicy przy jednej z ulic Madrytu. Nakręcony przez Jaume’a Balagueró oraz Paco Plazę w 2007 roku [REC] oferował niesamowity, klaustrofobiczny klimat odizolowania, w którym pierwotny horror miesza się z religijnymi wątkami. Bardzo dobre przyjęcie filmu również otworzyło drogę ku napakowanemu, będącego wiernemu konwencji, ale również stawiającego na akcję [REC] 2 (2009) oraz będących jakościową równią pochyłą i nakręconych w tradycyjny, trzecioosobowy sposób [REC] 3: Geneza (2012) i [REC] 4: Apokalipsa (2014). Cała seria kosztowała około 7 700 000$ generując światowe zyski zbliżające się do 50 mln. dolarów.

Kolejni twórcy z mniejszym lub większym sukcesem starali się wypłynąć na szersze wody filmowego oceanu i tylko kilku z nich naprawdę się to udało. W 2010 roku norweski, wówczas mało znany, reżyser André Øvredal uzbroił trójkę studentów w kamery i wpuścił w skandynawską głuszę. Brzmi znajomo? Tyle że skandynawscy bohaterowie trafiają na ślad… trolli, których istnienie od dawna stara się zatuszować rząd! Łowca trolli nie okazał się finansowym sukcesem nawet jak na kino niezależne, jednak reżyserska ręka Øvredala i umiejętność wykorzystania w budowaniu historii tak prozaicznych przedmiotów scenografii, jak słupy wysokiego napięcia, dały mu szansę nakręcenia ciepło przyjętego horroru The Autopsy of Jane Doe (2016), już na amerykańskiej ziemi.

Dzisiaj trudno wyobrazić sobie horror bez tego, bądź co bądź, prostego sposobu na budowanie napięcia. Droga, jaką przebył podgatunek od czasów Ruggero Deodato, przez rewolucję The Blair Witch Project, aż po dziś jest długa i już dość wyeksploatowana. Dlatego można odnieść wrażenie, że konwencja zaczyna pożerać samą siebie, a jedynym ratunkiem okaże się być pójście w stronę pastiszu, jak w przypadku genialnego What We Do in the Shadows (2014) w reżyserii Taiki Waititiego. Found footage to jednak ciągle szansa dla wielkich wytwórni przeznaczających stosunkowo małe budżety na obiecujących twórców, którzy poradzą sobie z nakręceniem lukratywnego filmu. Wszystko jednak wskazuje na to, że studnia kreatywności, z której czerpali twórcy powoli wysycha i po tak dobrych dziełach jak Afflicted (2013) czy seria V/H/S (nad którą pieczę trzyma twórca The Blair Witch, Adam Wingard), rynek zalewany jest całą masą odtwórczych, niskobudżetowych produkcji, w których zabrakło zarówno pomysłu, jak i reżysera. Czy ten sub-gatunek wymiera? Powoli na pewno tak, aczkolwiek fani horroru wciąż atakowani są co najmniej kilkunastoma tytułami found footage rocznie, a przepisem na udany film, tak samo jak i te kilkadziesiąt lat temu, jest po prostu pomysł, który uczyni produkt niezapomnianym.

Oskar Dziki
Studiuje, melanżuje i pochłania filmy. Zachłyśnięty włoskim kinem gatunkowym, kultem VHS i szeroko pojmowaną popkulturą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.