Star Trek. Pocztówki z ostatecznej granicy #9

8 września 1966 roku kapitan James T. Kirk wraz ze swoim zastępcą panem Spockiem oraz różnorodną załogą wyruszył w gwiezdną wędrówkę. Stworzony przez Gene’a Roddenberry’ego serial szybko stał się kulturowym fenomenem i przez lata zyskał uznanie, miłość, a czasem fanatyczne przywiązanie fanów na całym świecie. Star Trek nie tylko pokazywał dziwne, nowe światy, lecz – co ważniejsze – starał się pokazać kierunek, w jakim powinien zmierzać nasz świat, mający zostawić za sobą rasowe uprzedzenia czy zbrojne konflikty. Wizja Roddenberry’ego żyje do dzisiaj; znajdujemy się w 2019 roku i oglądamy 6. serial aktorski oraz czekamy na zbliżające się premiery kolejnych produkcji, osadzonych w uniwersum, którego najważniejszym i najciekawszym elementom (odcinkom, książkom, filmom) przyglądamy się także na łamach Kinomisji…

Odcinek 9.: Your violent intent and actions demonstrate that you are not civilized.

Kosmos, ostateczna granica…
Oto podróże statku gwiezdnego Enterprise.
Jego pięcioletnia misja: odkrywać dziwne, nowe światy i nowe cywilizacje.
Dumnie zmierzać tam, dokąd nie dotarł jeszcze żaden człowiek.

STAR TREK
Shore Leave
sezon 1, odcinek 17.

Reżyseria: Robert Sparr
Scenariusz: Theodore Sturgeon
Data pierwszej emisji: 29.12.1966

Obsada:
William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock

oraz

DeForest Kelley – Leonard McCoy
George Takei – Hikaru Sulu
Emily Banks – Tonia Barrows
Oliver McGowan – opiekun
Perry Lopez – Rodriguez
Bruce Mars – Finnegan
Barbara Baldavin – Angela
Nichelle Nichols – Uhura
Marcia Brown – Alice
Sebastian Tom – wojownik
Shirley Bonne – Ruth

Królik z „Alicji w Krainie Czarów” zawitał także w „Star Treku”.

Po naznaczonej trudnościami realizacji dwuczęściowego The Menagerie wszystko wskazywało na to, że prace nad kolejnymi odcinkami 1. sezonu serialu powinny przebiegać bezproblemowo. Powinny, ale nie przebiegały. Autorem scenariusza kolejnego z epizodów Star Treka był Theodore Sturgeon, jednak gdy dostarczył on wynik swojej pracy – jakim był szalony odcinek opatrzony tytułem Shore Leave – Gene Roddenberry był daleki od zadowolenia. Pełen niesamowitych wydarzeń scenariusz w znaczącym stopniu zacierał granicę między fantasy a science-fiction, co w wizji Star Treka jako serialu czysto „naukowego” było nie do zaakceptowania. Roddenberry czym prędzej odesłał więc scenariusz do Gene’a L. Coona, któremu przypadło zadanie naniesienia poprawek. Niestety, z powodu nieporozumienia między Roddenberrym i Coonem, ten drugi  zamiast usunąć elementy fantasy, dodał ich jeszcze więcej. Twórca Star Treka – niezbyt przejmując się faktem, że nadszedł już czas rozpoczęcia prac na planie odcinka – postanowił, że sam zmierzy się z pomysłami Sturgeona i przerobi je tak, by zgadzały się z koncepcją serialu. Tak też odcinek zaczęto filmować przed powstaniem ostatecznej wersji scenariusza. Oznaczało to, że codziennie dokonywano jakichś zmian, co wynikło finalnie przekroczeniem okresu zdjęciowego o jeden dzień. W samym odcinku natomiast wynikło poszarpanym tokiem narracji. W tym kontekście niezbyt dziwi, że mimo faktu napisania i dostarczenia przez Sturgeona scenariusza do sequela Shore Leave, prace nad kontynuacją nigdy nie ruszyły.

Spora część odcinka upływa na oglądaniu bijatyki kapitana Kirka z jego rywalem z czasów uczęszczania do Akademii Gwiezdnej Floty.

Po kilku bardziej dramatycznych epizodach, Shore Leave zabiera widzów na lżejszą przygodę, utrzymaną w nieco komediowym tonie. Odcinek rozpoczyna się od pokazania ogólnego zmęczenia panującego na pokładzie Enterprise’a; załoga już od długiego czasu nie miała możliwości na relaks, co negatywnie wpływa na ich zdrowie, zdolności skupienia się czy na czas reakcji. Prym w unikaniu odpoczynku wiedzie oczywiście kapitan Kirk, co też zostaje wykorzystane do humorystycznego, świetnie napisanego dialogu ze Spockiem, stanowiącego jedną z większych zalet odcinka. Spock motywuje w nim Kirka do teleportowania się na nowo odkrytą planetę, jawiącą się niczym raj dla wyczerpanej fizycznie i psychicznie załogi. Po przeniesieniu się na powierzchnię tego nowego świata sytuacja zaczyna jednak przybierać niespodziewanego obrotu; oto dr McCoy natyka się na postaci z Alicji w Krainie Czarów, Kirka atakuje rywal z czasów studiów w Akademii Gwiezdnej Floty, w okolicy zaczyna grasować agresywny tygrys, Sulu zostaje zaatakowany przez samuraja… Wygląda na to, że na tej niesamowitej planecie każda myśl może się zmaterializować.

Odcinek początkowo prezentuje się jako błyskotliwy, pełen humoru i kreujący nieco oniryczne wrażenie, lecz stopniowo traci impet na rzecz przeciąganych scen, wśród których niechlubnie wyróżnia się nużąca bijatyka Kirka z niespodziewanym gościem z przeszłości. Co prawda, później odcinek stara się wrócić do poziomu z początku, ale nigdy już nie odnosi takiego sukcesu, jak podczas pierwszego aktu. Shore Leave stanowi również niestety jeden z przykładów obecności seksizmu w serialu. Jego istnienie w Star Treku w dużej mierze jest odbiciem poglądów z czasów, w jakich serial realizowano, lecz również podejścia do tematu samego Roddenberry’ego. Twórca serialu po latach sam zresztą przyznał, że jego postawa wobec tej kwestii nie była najlepsza, toteż starał się ją poprawić – co udawało się z różnym skutkiem – podczas prac nad drugim serialem aktorskim osadzonym w uniwersum Star Treka. W Shore Leave jedną z głównych postaci jest młoda podchorąży Burrows, zastępująca na tej pozycji Janice Rand (zmiana spowodowana wcześniejszym zwolnieniem Grace Lee Whitney); zostaje ona dwukrotnie brutalnie zaatakowana przez „Don Juana”. Pierwszy atak zostaje przerwany przez Kirka i Spocka; Burrows spotykamy wtedy, gdy jest przestraszona i ma porozrywane ubranie, co niechybnie świadczy – i co później zostaje potwierdzone ponownym pojawieniem się „Don Juana” – o brutalnej, czynionej z zamiarem dokonania gwałtu napaści. Jednakże sugestia w odcinku jest taka, że Burrows (jak wcześniej Janice Rand w The Enemy Within) mniej lub bardziej świadomie tego właśnie pragnęła, w końcu agresywny atak o podłożu seksualnym na jej osobę jest manifestacją jej własnych myśli i pragnień. Nie jest to niestety ostatni z przykładów obecnego w Star Treku seksizmu.

Burrows po pierwszym „romantycznym” ataku Don Juana.

Shore Leave jako dość szalony i surrealny odcinek świetnie wpasowuje się w nieco psychodeliczną stylistykę przewijającą się przez cały serial. Zawarte w epizodzie humor, błyskotliwe dialogi i spirala kuriozów niestety zostały osłabione narracyjnymi potknięciami, nieciekawymi manifestacjami pragnień Kirka oraz obecnym w odcinku seksizmem. Mimo wszystko załodze Enterprise’a udało się odnaleźć czas na odpoczynek, dzięki czemu wspólnie możemy kontynuować dalszą gwiezdną wędrówkę.

So this is victory! It has a sweet taste.

STAR TREK
The Squire of Gothos

sezon 1., odcinek 18.

Reżyseria: Don McDougall
Scenariusz: Paul Schneider
Data pierwszej emisji: 12.01.1967

Obsada:
William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock

oraz

William Campbell – Trelane
DeForest Kelley – Leonard McCoy
Richard Carlyle – Jaeger
Nichelle Nichols – Uhura
George Takei – Hikaru Sulu
James Doohan – Montgomery Scott
Michael Barrier – DeSalle
Venita Wolf – Teresa

Według pierwotnych zamierzeń załoganci po przybyciu na Gothosa mieli mieć założone kombinezony kosmiczne z „The Naked Time”, lecz z inicjatywy Boba Justmana (m.in. producenta i konsultanta technicznego) zrezygnowano z nich jako zbyt śmiesznych.

Powrót serialu do produkcyjnego porządku wynikł powrotem do pomysłu, jaki już wcześniej w Star Treku się pojawiał, tj. pomysłu zetknięcia załogi Enterprise’a z potężną istotą, której moc zdaje się nie znać granic, lecz której rozwój umysłowy jest na zbyt niskim poziomie by zdawać sobie sprawę ze zła, jakie – mniej lub bardziej świadomie – czyni. W tym kontekście The Squire of Gothos nasuwa skojarzenia z Charlie X, tym bardziej, że Paul Schneider podczas pisania scenariusza inspirował się dziecięcymi zabawami w wojnę. Odcinek bowiem został przez niego zaplanowany jako antywojenny. To jakże szlachetne przesłanie nieco się jednak zgubiło przykryte płaszczem motywu niekompatybilności potęgi z brakiem moralności i zdolności empatii tytułowego dziedzica.

Rola Trelane’a miała początkowo przypaść Roddy’emu McDowallowi, lecz wystarczyło, że William Campbell przeczytał jeden akapit dialogów aby Joseph D’Agosta zmienił zdanie i obsadził Campbella w roli potężnego obcego.

Gothos z tytułu jest niezdatną do życia planetą, pełną pustyń, trujących gazów, wysokich temperatur i wybuchających wulkanów, na jaką natknęła się eksplorującą galaktykę załoga Enterprise’a. Gothos jest też planetą, na której przebywa tajemnicza postać o imieniu Trelane, posiadająca niewyobrażalne zdolności: zdaje się, że wszystko co sobie pomyśli, może przekształcić w rzeczywistość. Transportuje on kapitana Kirka i porucznika Sulu do swojego zamku, gdyż – jak się okazuje – Trelane posiada interesujące hobby: jest nim historia ludzkości. A że zapomniał uwzględnić opóźnienia w przesyle obrazu z Ziemi, zna naszą planetę w stanie sprzed 900 lat. Stąd też ludzie są dla niego wciąż pełną przemocy rasą, która równie chętnie podbija inne narody, jak i swoje kobiety. Zmusza to oczywiście bohaterów – a do Kirka i Sulu niebawem dołączy załoga całego mostku – nie tylko do przechytrzenia więżącego ich Trelane’a, lecz również do udowodnienia (zarówno jemu, jak i widzom), że ludzie zostawią swoją brutalną przeszłość za sobą i wyewoluują w sprawiedliwe, pozbawione przemocy, zjednoczone, pokojowe społeczeństwo. Podczas nakreślania fabuły, nie można też nie wspomnieć o podobieństwach z pilotowym odcinkiem serialu Star Trek: The Next Generation wyemitowanym w 1987 roku; postać Trelane’a na tyle fanom skojarzyła się z wprowadzonym tam Q, że pojawiły się teorie, jakoby Trelane pochodził z kontinuum Q, co też znalazło swoje odzwierciedlenie w wydanej w 1994 roku powieści osadzonej w świecie gwiezdnej wędrówki zatytułowanej Q-Squared autorstwa Petera Davida.

W kolekcji Trelane’a znalazło się też miejsce dla istoty znanej z „The Man Trap”; gdy McCoy ją zauważa zatrzymuje się na moment, a w tle na krótką chwilę rozbrzmiewa motyw muzyczny z tamtego odcinka.

Antywojenne przesłanie The Squire of Gothos nie jest powiedziane wprost, lecz jest raczej sugerowane poprzez reakcje załogantów na zachwyty Trelane’a nad krwawymi rozdziałami ludzkiej historii. Jako takie może być mniej zauważalne niż kwestia nieodpowiedzialnego wykorzystywania potężnych mocy antagonisty. Ta zostaje bowiem wprost wyłożona przez Spocka, który zwraca się do Trelane’a z następującymi słowami: „Sprzeciwiam się tobie. Sprzeciwiam się intelektowi bez dyscypliny. Sprzeciwiam się potędze bez konstruktywnego celu”. Poza tymi klasycznie trekowymi konstatacjami odcinek zawiera również typowe dla serialu błyskotliwe dialogi, archaiczną sekwencję bijatyki, kolejny przykład ekstremalnej zmyślności Kirka oraz ukryty w osobie Trelane’a komentarz dotyczący rasizmu. Trelane bowiem, jak tylko pozna Spocka, natychmiast zacznie odnosić się do niego z niechęcią, powodowaną pochodzeniem zastępcy kapitana i jego nieprzynależnością do ludzkiej rasy. Jako że na tym etapie Spock był jedną z najbardziej lubianych, jeśli nie ulubioną postacią z serialu, dla większości widzów ten rasistowski rys Trelane’a – bazujący przecież na jego przywiązaniu do ludzkiej historii (i niejako wyrażony też w reakcji na Uhurę jako „niewątpliwie wynik podbojów”, co sugeruje, że w jego opartym na obserwacji ludzkości osądzie jest zupełnie nieprawdopodobnym by czarnoskóra osoba znajdowała się na równym poziomie z innymi załogantami) – jest silniej odczuwalny przez oglądających, przez co spotyka się z silniejszą niechęcią.

Rodzice Trelane’a.

Finalnie The Squire of Gothos z pewnością nie zalicza się do absolutnej czołówki odcinków serialu, lecz ciężko uznać go za nieudany. Świetne kreacje aktorskie oraz interesujący temat tylko trochę cierpią na narracyjnych potknięciach i fabularnej pretekstowości niektórych zdarzeń. Na tym etapie oglądania Star Treka jesteśmy już jednak na tyle mocno zżyci z bohaterami, że odcinek ogląda się ze sporym zainteresowaniem. Co nie oznacza, że gdy z ekranu znika ostatnia gwiazda, nie pozostajemy z uczuciem niedosytu.

Like most Humans, I seem to have an instinctive revulsion to reptiles.

STAR TREK
Arena
sezon 1., odcinek 19.

Reżyseria: Joseph Pevney
Scenariusz: Gene L. Coon
Data pierwszej emisji: 19.01.1967

Obsada:
William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock

oraz

DeForest Kelley – Leonard McCoy
George Takei – Hikaru Sulu
James Doohan – Montgomery Scott
Nichelle Nichols – Uhura
Jerry Ayres – O’Herlihy
Grant Woods – Kelowitz
Tom Troupe – porucznik Harold
James Farley – Lang
Careole Shelyne – Metron
Sean Kenney – DePaul

Zniszczona kolonia Federacji na Cestusie III.

Po wizycie na nieprzyjaznej planecie Gothos, Star Trek zabrał widzów na jeden z szerzej znanych odcinków serialu. Autorem scenariusza Areny był producent Gene L. Coon, który napisał go w ciągu zaledwie jednego weekendu. Gdy swój scenariusz przedstawił pozostałym osobom pracującym nad Star Trekiem okazało się – ku jego zaskoczeniu – że jego pomysł dzieli kilka podobieństw z opowiadaniem Arena autorstwa Fredrica Browna, opublikowanym w 1944 roku w magazynie Astounding Science Fiction. Aby nie ryzykować problemów prawnych producenci serialu na wszelki wypadek zwrócili się do Browna z prośbą o pozwolenie na wykorzystanie jego opowiadania na potrzeby Star Treka; pisarz był ponoć bardzo zadowolony z tego powodu i zezwolenia bezproblemowo udzielił.

Kirk i Spock nie zgadzają się, co do dalszego postępowania wobec tajemniczych agresorów.

Dziewiętnasty odcinek można podzielić – nie licząc wstępu i epilogu – na trzy cząstki. W pierwszej, Kirk, Spock, McCoy i kilku innych załogantów przybywają na federacyjną kolonię na planecie Cestus III, gdzie zaprosił ich urzędujący tam komodor. Gdy teleportują się na miejsce okazuje się jednak, że kolonia jest zniszczona, a jej mieszkańcy – głównie cywile, w tym dzieci – w większości nie żyją. Co gorsza, Kirk i jego załoga zostają ostrzelani przez niewidocznego wroga, a Enterprise zaatakowany przez nieznanego pochodzenia statek gwiezdny. Gdy Kirkowi i ocalałym udaje się wreszcie wrócić na pokład Enterprise’a, zaczyna się druga cząstka serialu, czyli pościg za agresorami, prowadzący prosto do niezbadanych regionów galaktyki. Gdy pościg się kończy, odcinek nie zmienia się w historię na podobieństwo Balance of Terror, lecz obiera całkowicie nowy kierunek. Jak się okazuje, układ słoneczny, który mijają oba statki jest zamieszkany przez potężną rasę Metronów, będących kolejnym przykładem istot o niemal bezgranicznej mocy zamieszkujących galaktykę Star Treka. Metroni nienawidzą przemocy, stąd uznając załogi obu statków za przedstawicieli prymitywnych ras, przenoszą ich kapitanów na powierzchnię znajdującej się nieopodal planety, gdzie prócz bogactwa minerałów nie znajduje się praktycznie nic. Tam mają oni stoczyć bój na śmierć i życie. Przeciwnikiem Kirka zostaje członek nigdy wcześniej niewidzianej rasy Gornów, jaszczuroludzi o niezwykłej sile fizycznej i sporej inteligencji, lecz o niesamowicie powolnej prędkości poruszania się.

Gorn!

To, co następuje później i stanowi główną część Areny, to pojedynek na zmyślność obu postaci, który został opracowany tak, by w pełni oddać temat przewodni odcinka. W trakcie walki okazuje się, że kolonia na Cestusie III powstała na terenach należących do Gornów, którzy odebrali pojawienie się kolonistów za akt agresji. Zmusza to Kirka – początkowo tak chętnego, mimo sprzeciwów Spocka, wymierzeniu brutalnej zemsty – do spojrzenia na konflikt z innej perspektywy i przyznania się, że jego punkt widzenia wcale nie musi być jedynym słusznym. Ostatecznie powstrzymuje on swoje prymitywne odruchy i decyduje się nie zabijać swojego przeciwnika. Przesłanie dotyczące przemocy jako czegoś na wskroś negatywnego jest podkreślone także za pomocą Metronów, poprzez których autorzy odcinka wyrażają nadzieję, że jest jeszcze dla ogarniętej przemocą ludzkości nadzieja i – być może – za kilka tysięcy lat stworzymy prawdziwą cywilizację, opartą na rozsądku i dobroci, a nie pragnieniach podboju i agresji. Nadzieję, która rozbrzmiewała tym silniej, że trwała wtedy niepopierana przez twórców Star Treka wojna w Wietnamie. W tym kontekście warto też podkreślić, że Kirk początkowo czuje niechęć wobec Gorna także z powodu jego odpychającego wyglądu (gady mają w naturalny sposób powodować odrazę ludzi). W późniejszych partiach ten wstręt zostaje zastąpiony zrozumieniem i szacunkiem, co można traktować jako komentarz dotyczący wojny w Wietnamie, ZSRR czy rasizmu jako takiego.

Załoga Enterprise’a bezsilnie przygląda się rywalizacji swojego kapitana z kapitanem Gornów.

Niezależnie jednak od ambicji tematycznych odcinka, w dzisiejszych czasach jest on pamiętany szczególnie z dwóch powodów: scen walki Kirka z Gornem oraz prowizorycznego moździerza, stworzonego przez kapitana Enterprise’a. Gdy Kirk i Gorn spotykają się po raz pierwszy i wymieniają ze sobą ciosy, nie da się niestety ukryć, że nie tylko aktor w gumowym kostiumie kosmity nie prezentuje się nazbyt realistycznie, ale i choreografia scen akcji nie zachwyca, szczególnie z powodu nader wolnych ruchów jaszczuropodobnego obcego. Nawet pamiętając, że mamy do czynienia ze zrealizowanym za stosunkowo niewielki budżet odcinkiem telewizyjnej produkcji z końca 1966 roku, trzeba przyznać, iż fizyczna część starcia kapitanów pozostawia wiele do życzenia. Równocześnie trzeba pamiętać, że nie ono jest tu głównym elementem odcinka; Star Treka nie ogląda się przecież dla scen akcji. Niezależnie jednak jak na przedstawioną tu walkę spojrzymy, jest ona niezaprzeczalnie jedną ze słynniejszych sekwencji z serialu, a postać Gorna w wersji zaprezentowanej w Arenie powróciła wpierw w 2009 roku w dokumencie Bring Back… Star Trek, i później w 2013 roku, w ramach promocji gry wideo Star Trek. Sposób pokonania Gorna za pomocą naprędce stworzonego przez Kirka moździerza stał się natomiast przedmiotem licznych rozważań czy faktycznie broń ta miałaby szanse powodzenia. W 2009 roku sprawie przyjrzeli się MythBusters, którzy udowodnili, że – zakładając, że właściwości drewna na planecie Metronów są takie same jak na Ziemi – moździerz Kirka zadziałać nie powinien.

Kirk przygotowuje swoją ostateczną broń.

Odcinek ten nie tylko jednak przedstawił temat respektowania życia innych i nie sugerowania się wyglądem zewnętrznym, przy okazji wpisując postać Gorna do popkultury, lecz wprowadził także kilka elementów rozbudowujących uniwersum Star Treka. Jest to bowiem pierwszy odcinek, który informuje widzów o istnieniu Federacji; nie pada tu jeszcze pełna nazwa Zjednoczonej Federacji Planet, lecz zostaje potwierdzone jej istnienie. Ponadto jest to też odcinek, w jakim wprowadzono torpedy fotonowe, stanowiące – obok fazerów – główną broń statków gwiezdnych, stosowaną z powodzeniem do dnia dzisiejszego w każdej kolejnej inkarnacji Star Treka. Jako ciekawostkę wspomnę, że zdecydowanie mniej pozytywnym rezultatem prac nad odcinkiem było nabycie szumów usznych, które dręczyły Leonarda Nimoya i DeForesta Kelleya i wciąż dręczą Williama Shatnera; te są wynikiem zbyt głośnych eksplozji, mających miejsce podczas filmowania ostrzału kolonii.

Pierwszy wystrzał torped fotonowych w historii „Star Treka”.

Warto także wspomnieć, że – jak większość fanów Star Treka zapewne wie – scenariusze odcinków serialu były przerabiane przez Jamesa Blisha na opowiadania, publikowane w serii antologii zatytułowanych, po prostu, Star Trek. W latach 1967-1977 ukazało się w jej ramach 12 pozycji. Nowelizacja Areny pojawiła się w Star Trek 2 i – podobnie do innych nowelizacji – bazowała na wstępnej wersji scenariusza, a nie na finalnej, wykorzystanej w serialu. Jako taka zatem różni się nieco od fabuły odcinka, co zresztą sprawia, że cała seria stanowi interesujący dla każdego fana wgląd w ewolucję pomysłów z poszczególnych epizodów. Wspominam jednak o serii przy okazji Areny, gdyż w finalnej wersji scenariusza zrezygnowano z koncepcji aby Metroni mieli plan zniszczenia statku gwiezdnego należącego do zwycięskiego kapitana; miało to być spowodowane uznaniem, że jego rasa stanowić będzie większe, potencjalne zagrożenie dla cywilizacji Metronów. Mimo usunięcia tego pomysłu, w wyemitowanym odcinku pozostało nawiązanie do niego, gdy Metron zwraca się do kapitana Kirka, informując go, że nie zostanie zniszczony, ponieważ okazał litość swojemu przeciwnikowi. Słowa te wydają się nieco nielogiczne na tle pacyfistycznego charakteru kosmitów, lecz dzięki adaptacji Blisha wiemy skąd pochodzą.

W rolę Metrona wcieliła się Carole Shelyne, nadając mu androgynicznego wrażenia.

Słowem podsumowania: Arena nie stanowi czołówki odcinków serialu, lecz jest niewątpliwie interesującym spotkaniem z załogą Enterprise’a. Jak zawsze nie brak tu zapadających w pamięć dialogów i wydarzeń, jest tu także sporo akcji, klasyczne dla serii przesłanie i kultowy Gorn.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.