Star Trek. Pocztówki z ostatecznej granicy #6

8 września 1966 roku kapitan James T. Kirk wraz ze swoim zastępcą panem Spockiem oraz różnorodną załogą wyruszył w gwiezdną wędrówkę. Stworzony przez Gene’a Roddenberry’ego serial szybko stał się kulturowym fenomenem i przez lata zyskał uznanie, miłość, a czasem fanatyczne przywiązanie fanów na całym świecie. Star Trek nie tylko pokazywał dziwne, nowe światy, lecz – co ważniejsze – starał się pokazać kierunek, w jakim powinien zmierzać nasz świat, mający zostawić za sobą rasowe uprzedzenia czy zbrojne konflikty. Wizja Roddenberry’ego żyje do dzisiaj; znajdujemy się w 2019 roku i oglądamy 6. serial aktorski oraz czekamy na premierę 14. filmu kinowego, osadzonego w uniwersum, którego najważniejszym i najciekawszym elementom (odcinkom, książkom, filmom) przyglądamy się także na łamach Kinomisji…

Odcinek 6: „Where there is no emotion, there is no motive for violence.”

Kosmos, ostateczna granica…
Oto podróże statku kosmicznego Enterprise.
Jego pięcioletnia misja: odkrywać dziwne, nowe światy, poszukiwać nowego życia i nowych cywilizacji.
Dumnie zmierzać tam, dokąd żaden człowiek jeszcze nie dotarł.

STAR TREK
sezon 1., odcinek 10.
Dagger of the Mind

Reżyseria: Vincent McEveety
Scenariusz: S. Bar-David
Data pierwszej emisji: 03.10.1966

Występują:

William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock

oraz

James Gregory (gościnnie) – Tristan Adams
DeForest Kelley – Leonard McCoy
Morgan Woodward – Simon Van Gelder
Marianna Hill – Helen Noel
Nichelle Nichols – Uhura
Susanne Wasson – Lethe
John Arndt – pierwszy załogant
Larry Anthony – obsługujący transporter
Ed McCready – osadzony
Eli Behar – terapeuta

W otchłani szaleństwa

Jestli to sztylet, co przed sobą widzę,
Z zwróconą ku mej dłoni rękojeścią?
Pójdź, niech cię ujmę! Nie mam cię, a jednak
Ciągle cię widzę. Fatalne widziadło!
Nie jestżeś ty dla zmysłu dotykania,
Tylko dla zmysłu widzenia dostępny?
Jestżeś sztyletem tylko wyobraźni?
Rozpalonego tylko mózgu tworem?
1

Kapitan Kirk poucza załoganta w pomieszczeniu z transporterem.
Simon Van Gelder wkrada się na pokład.
Van Gelder próbuje przejąć kontrolę nad mostkiem.

Jak fani Star Treka zapewne wiedzą, autorem, którego dzieła najczęściej są przywoływane w serialach i filmach osadzonych w uniwersum jest William Szekspir. Także tytuł omawianego odcinka został zaczerpnięty z twórczości angielskiego giganta i pochodzi on z cytowanego wyżej fragmentu Makbeta, a dokładniej ze sceny, gdy tytułowa postać przygotowując się do zabójstwa spostrzega nagle sztylet. Gdy próbuje go chwycić, okazuje się, że jest on tylko wytworem jej wyobraźni. Przy okazji warto też wspomnieć, iż scenarzysta wybrał dla żeńskich postaci nazwiska, nawiązujące do ich fabularnych perypetii. Atrakcyjna psychoterapeutka Helen Noel nawiązała kiedyś romans z kapitanem Kirkiem podczas świątecznego przyjęcia, stąd jej nazwisko z francuskiego oznacza „Święta Bożego Narodzenia”. Tymczasem postać Lethe – kobiety, której usunięto wspomnienia – posiada imię znaczące Rzeka Zapomnienia i pochodzące z greckiej mitologii.

Ale przejdźmy do samego odcinka. Dagger of the Mind podejmuje się tematu resocjalizacji kryminalistów oraz kwestii moralności ingerowania w ludzką psychikę. Czyni to poprzez wykorzystanie jednego z najczęstszych fabularnych motywów serialu: spotkania z uznanym autorytetem w określonej dziedzinie, który stracił kontrolę nad swoimi poczynaniami (skojarzenia z The Man Trap czy What Are Little Girls Made Of? są tu jak najbardziej na miejscu). Jednakże poza wyjściowym pomysłem, odcinek prezentuje odmienną opowieść od dotychczasowych.

Akcja została tu rozpisana na dwie lokacje: pierwszą jest kolonia karna, drugą pokład Enterprise’a. Załogę spotykamy, gdy za pomocą transportera przekazują kolonii zapasy i odbierają materiały do przekazania dalej. Okazuje się jednak, że w jednym z teleportowanych do statku gwiezdnego pudeł skrył się potencjalnie groźny mężczyzna. Prędko obezwładnia on operatora transportera i po pewnym czasie udaje mu się nawet dostać na mostek. Tam zostaje pochwycony dzięki vulkańskiemu uciskowi nerwów pana Spocka. Przeprowadzone przez McCoya badania wykazują, że mężczyzna cierpi na dziwną, bolesną mentalną blokadę, uniemożliwiającą mu udzielenia jakichkolwiek informacji o sobie lub kolonii karnej. Kirk jako wielki entuzjasta prac w dziedzinie resocjalizacji dokonanych przez Tristana Adamsa, kierownika kolonii, mimo wszystko decyduje o odesłaniu – jak sądzi – więźnia. Nawet gdy wychodzi na jaw, że nowym pacjentem w ambulatorium McCoya wcale nie jest jeden z osadzonych, a Van Gelder, asystent dra Adamsa, Kirk nie zmienia zdania. Dopiero, gdy pokładowy lekarz – podejrzewający nieetyczne praktyki w kolonii – wypełnia oficjalny sprzeciw wobec decyzji kapitana, Kirk zostaje zmuszony do przeprowadzenia śledztwa. Kapitan wraz z Helen Noel, pokładową psychoterapeutką, udają się do podziemnego ośrodka, podczas gdy McCoy i Spock próbują dowiedzieć się czegoś więcej od niespodziewanego gościa.

Vulkański ucisk nerwów nigdy nie zawodzi.
McCoy i Kirk odkrywają dziwną przypadłość pacjenta.
Dr McCoy sprzeciwia się kapitanowi.

Dagger of the Mind jest dość nierównym odcinkiem. Wprowadzony tu wątek związany ze Spockiem i McCoyem jest bowiem wyraźnie upchnięty na siłę i zupełnie nie wpływa na główną oś fabularną odcinka. Jego umieszczenie było motywowane koniecznością zaznaczenia obecności drugiego z głównych bohaterów serialu. Nie oznacza to bynajmniej, że poczynania oficera naukowego i doktora nie są interesujące; żywe dialogi oraz relacje między postaciami skutecznie angażują widza. Niezależnie jednak od tego, czego dowiadują się oficerowie na pokładzie Enterprise’a, wszystkie elementy układanki, łącznie z pokonaniem wszelkiego zagrożenia, przypadną w udziale Kirkowi i Noel.

Sceny w ambulatorium okazały się mimo to bardzo istotne, choć z innego niż fabularny powodu. W nich właśnie pojawia się bowiem pierwsze vulkańskie połączenie umysłów. Za pomocą nacisku odpowiednich miejsc na głowie drugiej osoby Spock, jak się okazuje, może połączyć jej umysł ze swoim własnym i w ten sposób uzyskać, bądź przekazać, istotne informacje. Vulkanin wyjaśnia, że czynność ta jest utrzymana w strefie głębokiej prywatności, stąd też nigdy wcześniej z niej nie korzystał w kontaktach z ludźmi. Eksplanacja ta ma przede wszystkim na celu wytłumaczenie braku korzystania z połączenia umysłów w poprzednich odcinkach. Zresztą wyjaśnienie to nie będzie długo utrzymywać swojej aktualności, jako że w przyszłości takie fuzje będą nadzwyczaj częstą czynnością nie tylko Spocka, ale i innych Vulkan, przez co zupełnie przestaną się kojarzyć ze sferą prywatną, niechętnie pokazywaną innym.

Powodem wprowadzenia tej kolejnej, jak się niebawem okaże kultowej, charakterystyki jedynego pozaziemskiego członka załogi był kompromis. Umieszczenie wątku ze Spockiem było – jak wspominałem – koniecznością, lecz ograniczona długość trwania odcinka nie pozwalała na przedstawienie zwyczajowych scen przesłuchiwania, tym bardziej, że z powodu przypadłości Van Geldera musiałyby one być dość długie. Wprowadzona więc vulkańska umiejętność pozwoliła zastąpić sceny przepytywania pechowego asystenta, skutecznie pchnąć fabułę do przodu, a przy tym nie wymagała zbyt wiele czasu by ją zaprezentować. Ponadto zwiększała panujący w Star Treku nastrój niesamowitości, co wiązało się z samymi zaletami.

Tymczasem w podziemiach więziennego ośrodka Kirk zmienia swoją postawę. Kiedy już rozpoczyna śledztwo, znikają wszelkie ślady uwielbienia dla profesora i kapitan kwestionuje niemal wszystkie jego wyjaśnienia. Jest to drobny, acz bardzo udany zabieg, pokazujący, że niezależnie od swoich prywatnych osądów Kirk jako oficer jest bardzo sumienny i stara się – z całkiem sporym sukcesem – zachować obiektywizm. Kieruje się co prawda raczej intuicją aniżeli przyczynowo-skutkowym myśleniem, ale wciąż jego akcje doprowadzają go do samego jądra tajemnicy. Robi to mimo zawstydzenia Noel, która uważa prowadzącego ośrodek za ogromny autorytet. Pełni ona początkowo rolę osoby, która nie jest w stanie pozbyć się skrajnie subiektywnego poglądu. Na szczęście, nie minie wiele czasu nim nawet psychoterapeutka zauważy, że coś jest tu nie tak.

Psychoterapeutka Helen Noel gotowa na rozpoczęcie misji.
Dr Adams pokazuje Kirkowi i Noel działanie maszyny „uspokajającej” więźniów.
Pranie mózgu podczas tortur.
Kirk podbija kolejne serce.

Niezbyt udanie wprowadzono za to wątek romantyczny. Upchnięty został właściwie tylko po to, aby w odcinku pojawiła się obligatoryjna atrakcyjna kobieta i aby późniejsze machinacje antagonisty odcinka wyglądały na groźniejsze aniżeli są w rzeczywistości. Faktycznie, nie sprawiają one kapitanowi wiele szkody, można wręcz odnieść wrażenie, że sami twórcy odcinka nie wierzyli w ich skuteczność. Ich brak przekonania ujawnia się w niezwykle szybkim zapomnieniu skutków ingerencji w umysł Kirka, który nader prędko dochodzi do siebie, przy okazji potwierdzając swojego charakteru.

Ingerencja w umysł Kirka dokonywana jest tu za pomocą psychologicznych tortur, pierwotnie stworzonych by pomóc w resocjalizacji przestępców. Sprawiają one, że Dagger of the Mind jest jednym z najintensywniejszych odcinków w serialu. Choć – oczywiście – w obecnych czasach krzyki kapitana, któremu nad głową świeci archaicznie wyglądająca lampa nie wzbudzą żadnego przerażenia, to ich obudowa stworzona za pomocą fabularnego kontekstu, a nader wszystko nieustępliwego, zimnego sadyzmu profesora i efektów urządzenia, udanie wzmacnia napięcie. Niestety, zostaje one podkopane zarówno przez niemal nadnaturalną psychiczną wytrzymałość Kirka, jak i – o wiele gorzej prezentujący się na ekranie – późniejszy heroizm Noel, która z łatwością potrafi przechytrzyć, a nawet pokonać, wytrenowanych strażników więzienia.

Tematycznie odcinek wyraźnie opowiada się przeciw przesadnym eksperymentom na psychice człowieka. Wszelkie ingerencje w jego umysł, usuwanie wspomnieć i inne zmiany, nawet czynione wobec przestępców, są tutaj bez żadnych wątpliwości uznane za naganne i złe. Dagger of the Mind to także przykład zapędów, wynikających z chęci czynienia dobra, a które z łatwością przekraczają zdrowe granice. Twórcy pokazują, że należy się w porę opamiętać i odnaleźć moment, kiedy przechodzi się od pomocy potrzebującym do szkodzenia im, i w tym właśnie momencie się zatrzymać. W tym kontekście w sukurs odcinkowi przychodzi scena vulkańskiego połączenia umysłów. Przeciwnie do skrajnie negatywnego wpływu na psychikę, jaki wywiera Adams, ma ono pomocny i niemal terapeutyczny efekt. Sprawia to, że nie można powiedzieć, iż odcinek zupełnie przeciwstawia się zabiegom korzystającym z wgłębiania się w psychikę pacjenta, a raczej pokazuje zagrożenia z nimi związane.

Ponadto, choć w zdecydowanie mniejszym stopniu, jest to także odcinek, przeciwstawiający się złemu traktowaniu więźniów. Choć wspomniany na marginesie, to obecny i kontynuujący ogólną postawę humanitaryzmu promowaną przez Star Treka i Gene’a Roddenberry’ego. Warto w tym momencie przywołać również interesujący komentarz Spocka, dotyczący samej idei istnienia więzień: „Wy Ziemianie gloryfikujecie zorganizowaną przemoc od czterdziestu wieków, lecz więzicie tych, którzy korzystają z niej prywatnie”, co w okresie emisji serialu można także rozpatrywać w kontekście wojny w Wietnamie.

Wynikiem jest odcinek nierówny. Główny wątek jest nieco zbyt przewidywalny, a sceny udane i zapadające w pamięć stoją w zbyt bliskim kontakcie z nadmiernym rozszczepieniem wątków i wyraźnymi pretekstami fabularnymi, wymuszanymi nie tylko przez ograniczoną formę serialu telewizyjnego.

1 Cytat z Makbeta Williama Shakespeara w tłumaczeniu Józefa Paszkowskiego.

STAR TREK
sezon 1., odcinek 11.
Miri

Reżyseria: Vincent McEveety
Scenariusz: Adrian Spies
Data pierwszej emisji: 27.10.1966

Obsada:
William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock
oraz
Kim Darby (gościnnie) – Miri
DeForest Kelley – Leonard McCoy
Grace Lee Whitney – Janice Rand
Michael J. Pollard (gościnnie) – Jahn
Keith Taylor – mały chłopiec
Ed McCready – chłopiec-stwór
Kellie Flanagan – blondynka
Steven McEveety – rudy chłopak
David Ross – członek ochrony
Jim Goodwin – Farrell

Garść informacji na wstęp

Pierwotny scenariusz do Miri, napisany przez Adriana Spiesa, różnił się od wersji, jaką finalnie zaprezentowano w telewizji. Największym modyfikacjom uległy relacje między Jamesem T. Kirkiem a Janice Rand, które pierwotnie miały być bardziej intymne, zmniejszono także ilość wyjaśnień dotyczących funkcjonowania społeczności mieszkańców odwiedzanej planety. O ile rezygnacja ze zbliżenia między kapitanem a załogantką była korzystną decyzją, o tyle większy wgląd w życie obcych zdecydowanie pomógłby w rozwinięciu fabuły i usunięcie go, wydaje się, nie przyniosło pozytywnego rezultatu dla całości.

Być może jednak wycięcie tych scen było związane z innymi problemami dręczącymi scenariusz Spiesa, pełen – jak ocenili go producenci – nieudanych rozwiązań. Jako taki miał liczne kłopoty z zaakceptowaniem przez twórców serialu, z Genem Roddenberrym na czele. Przez to też Spiesa już nigdy więcej nie zaproszono do pracy nad serialem. Największym zarzutem wobec niego było zbytnie zagłębianie się w opisy scenografii i scen akcji, co sprawiło, że po nakręceniu odcinka wciąż brakowałoby około 10 minut, aby wypełnić czas przeznaczony na emisję. Poprawkami zajął się Steven W. Carabatsos. Dodatkową ciekawostką jest fakt, że w oryginalnym scenariuszu pojawia się wiek Rand – ma ona 24 lata. W wyemitowanym odcinku informacja ta została jednak usunięta.

Inną ciekawostką jest fakt, że w Miri zobaczyć można dzieci wielu osób związanych z odcinkiem. Dziewczynka, którą w ostatnich scenach na planecie trzyma na rękach Kirk (i która wcześniej zdzieliła go po głowie) to Lisabeth Shatner, córka Williama Shatnera – aktora wcielającego się w kapitana Enterprise’a. Na planie pojawili się także dwaj synowie Grace Lee Whitney (ekranowej Janice Rand) – Jon i Scott Dweck. Następnym dzieckiem jest Steven McEveety, bratanek reżysera odcinka – Vincenta McEveety’ego. Kolejne to Darleen i Dawn Roddenberry – córki twórcy serialu. Ostatnimi z dzieci są Phil i Iona Morris, dzieci Grega Morrisa – ówczesnej gwiazdy serialu Mission: Impossible (1966-1973). W filmie nie zobaczymy jednak dzieci Leonarda Nimoya (aktora odgrywającego rolę Spocka), który nie zgodził się na ich pojawienie, nie chcąc wtłaczać ich w showbiznes, a przynajmniej nie w tak młodym wieku.

Niestety, z odcinkiem wiążą się również negatywne wspomnienia Lee Whitney. Aktorka, mającą już wtedy kłopoty ze stanami depresyjnymi, została napastowana na tle seksualnym. Nie wiadomo jednak dokładnie kiedy ani kto tego czynu dokonał, gdyż informacje szczegółowe nigdy nie ujrzały światła dziennego. Niedługo po tym zdarzeniu została ona zwolniona z pracy w serialu, co tylko pogłębiło jej depresję i wpędziło w alkoholizm.

Żeby nieco poprawić nastrój po tej tragicznej informacji, wspomnę o czymś znacznie bardziej pozytywnym. Dowodem, i to dowodem żywym, na to, że Star Trek promował swoje idee równości po obu stronach kamery jest Charles Washburn. Był on pierwszym w historii Hollywoodu czarnoskórym asystentem reżysera i reżyserem drugiego unitu. Swoje pierwsze profesjonalne kroki stawiał pracując właśnie na planie Star Treka. Z tego też powodu zyskał sobie później przydomek „Charlie Star Trek”.

Odkrycie identycznej do Ziemi planety.
Grace Lee Whitney uznawała Miri za jeden z najlepszych odcinków ze swoim udziałem.
Przybycie na na powierzchnię planety.
Atak zmutowanego dziecka.

W dziecięcej krainie

Odcinek rozpoczyna się zaskakującą informacją o dotarciu przez załogę Enterprise’a do planety identycznej do Ziemi. Niemal natychmiast ekipa zwiadowcza – w składzie Kirk, Spock, McCoy, Rand i dwóch członków ochrony – teleportuje się na powierzchnię i ze zdumieniem odkrywa ziemską, dwudziestowieczną zabudowę (architektura z ok. 1960 roku według estymacji Spocka). Nie mija wiele czasu, nim okazuje się, że jedynymi mieszkańcami napotkanego świata są dzieci, zaś każdy, kto wkracza w dorosłość umiera na tajemniczą chorobę. Co gorsza, wszyscy prócz Spocka zarazili się nią w momencie przybycia na planetę. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Czy McCoyowi i Spockowi uda się odnaleźć lekarstwo, zanim wszyscy umrą?

Odcinek opiera się na bardzo prostej metaforze alternatywnej historii Ziemi. Spotkanie z planetą z lat 60., czyli okresu, w jakim emitowano serial, miało przybliżyć widzom problemy nękające napotkany świat i skłonić do refleksji. Niestety nie bardzo widać, jaki cel przyświecał twórcom odcinka i jaki komentarz mieli nadzieję w nim zawrzeć. Najsilniej objawiają są tu dwie kwestie: próba stworzenia przez ludzi środka na długowieczność i problem dorastania.

Dorośli wymarli na planecie, gdyż ich badania w celu stworzenia wirusa przedłużającego życie człowieka (300 lat życia odpowiada miesięcznemu postarzeniu się organizmu), skończyły się tragicznym fiaskiem. Można odczytać więc odcinek jako krytykę sztucznego przedłużania życia, które powinno skończyć się w momencie, który wybierze natura. Być może faktycznie taki pogląd przyświecał Spiesowi, jednak stoi on w opozycji do zwyczajowego – i znacznie mi bliższego – poglądu obecnego w Star Treku, zawsze promującego naukowe rozwiązania, mające na celu leczenie i przedłużanie życia. Ponadto fakt, że w tym przypadku wynikiem ubocznym była śmiertelna choroba oznacza, że nie sam pomysł był zły, tylko jego wykonanie. I czyż to nie skuteczna medycyna z XXIII wieku pomaga w końcu ujść wszystkim z życiem? Można próbować doszukać się dodatkowego antypostępowego poglądu Spiesa w sposobie tworzenia szczepionki. Przez cały odcinek powtarza nam się, że jedynie badania wykonane za pomocą pokładowego komputera są w stanie stwierdzić z pewnością istnienie i odpowiednią dawkę szczepionki, lecz pod koniec odcinka McCoy w akcie desperacji sam wstrzykuje sobie specyfik i – voila! – nie tylko stworzył skuteczny lek, lecz również wykorzystał idealną jego ilość, a przy tym nie musiał posiłkować się nowoczesną technologią, tylko wykorzystał siłę swojego własnego mózgu.

Miri – najbardziej inteligentne dziecko na planecie.
Dzieci decydują się przeciwstawić nieproszonym przybyszom.
William Shatner z córką.
Szczepionka znaleziona.

By jednak doprowadzić do zachorowania, jak i bezkomputerowego wyleczenia członków załogi, scenariusz wpierw zmusza bohaterów do wykonywania kompletnych głupot. Już nie wspominając o tym, że prawdopodobnie przy takim poziomie technologicznym prawdopodobnie istniałyby sondy, potrafiące wykryć wirusa stworzonego przy wykorzystaniu technologii z okresu odpowiadającego latom 60.; że próbki z planety i zarażonych wirusem można było odizolować w kontrolowanym środowisku na statku, gdzie łatwiej byłoby prowadzić badania; że przybycie na planetę w odpowiednim kombinezonie (wykorzystywanym już wcześniej w serialu) byłoby logicznym rozwiązaniem, to samo zachowanie się załogi na powierzchni planety jest przykładem całkowitej nieodpowiedzialności. W jednej ze scen po usłyszeniu hałasu w korytarzu prowadzącym do pomieszczenia, które przerobili na małe laboratorium, wszyscy bez wyjątku – łącznie z lekarzem – biegną sprawdzić, co się stało. Wcześniej jednak zostawiają wszystkie komunikatory wewnątrz. Te – oczywiście – zostają skradzione, aby w wymuszony sposób odciąć załogę od dostępu do wszelkiej pomocy z pokładu Enterprise’a (a oczywiście nikomu z pokładu statku gwiezdnego nie przyjdzie do głowy, aby wysłać kogoś w ochronnym stroju i sprawdzić, co się stało). Jeśli nawet jako chorzy ludzie, według fabuły tracący powoli rozum (co jednak również jest traktowane niezwykle nonszalancko przez scenarzystę), są w stanie dokonać tak absurdalnego czynu, to w pełni sprawny i niezwykle logiczny umysł Spocka powinien ustrzec zarówno jego samego, jak i innych przed popełnieniem tak podstawowego błędu.

Ponadto, skoro już poruszyłem temat Spocka, uważam za cokolwiek dziwne, że w scenie bijatyki jego rola ogranicza się do prób przytrzymywania atakującego, którego pięściami okłada kapitan Kirk, choć wyraźnie ma możliwość wykorzystania vulcańskiego nacisku nerwów. Na tym zgrzyty fabularne się nie kończą. Nigdy bowiem nie dowiemy się, co się stało z dwoma członkami ochrony, którzy przybyli na planetę. W okolicach połowy odcinka znikają, po czym tylko jeden z nich pojawia się na koniec, a przecież byliby idealni do chronienia laboratorium znajdującego się na obcym terenie, o którym wiedzą, że jest potencjalnie niebezpieczny.

Odcinek każe również uwierzyć w to, że gdyby wymarli wszyscy dorośli, to po 300 latach spędzonych w ruinach cywilizacji długowieczne dzieci wciąż bawiłyby się w te same skrajnie infantylne zabawy bez zmądrzenia choćby odrobinę. Ciężko zaakceptować fakt, że okoliczności nie wymusiły na nich jakiegoś rozwoju; prędzej mielibyśmy do czynienia z cywilizacją dorosłych zamkniętych w dziecięcych umysłach niż dzieci, który nie nauczyły się zupełnie niczego i pozwoliły sczeznąć wszelkim przejawom cywilizacji. Oczywiście twórcy w ten sposób chcieli przekazać główną myśl odcinka: dzieci potrzebują dorosłych do wskazania im drogi życiowej i w rozróżnieniu dobra od zła. Jednak w zaprezentowanej fabule pokracznie prowadzony wątek dorastania oraz tkwiącej w dzieciach zdolności do przemocy gubi po drodze sens.

Mimo tak licznych wad, McEveety jest w stanie wykrzesać sporo energii z odcinka, a sceny Kirka kłócącego się z dziećmi (No blah, blah, blah!) ujmują swoją uroczą wręcz infantylnością. Choć więc Miri wśród odcinków z jeszcze szukającego złotego środka pierwszego sezonu prezentuje się jako odcinek bez większego polotu, a fabularne zgrzyty i nielogiczności nie są wystarczająco równoważone sprawną realizacją, by uznać kolejne spotkanie z załogą Enterprise’a za szczególnie udane, to na tym etapie trwania serialu już samo obcowanie ze znajomymi postaciami pozwala z przyjemnością śledzić ich losy i przymknąć nieco oko na popełniane przez nich głupoty.

2 Komentarze

  1. Jak zwykle przeczytałem z ogromnym zaciekawieniem, szkoda tylko że kolejne teksty pojawiają się tak rzadko ;) Nabieram coraz większej chęci na obejrzenie oryginalnej serii, ale wpierw trzeba skończyć oryginalnego Dotkora Who – w tym z lat 60tych podobnych nielogiczności jak te wskazane w opisanych wyżej Star Trekach jest także sporo – ot, najwyraźniej wówczas tak pisano i myślano ;)

    • Dzięki za miłe słowa :) tekst został uzupełniony przed momentem, więc można przeczytać go ponownie ;) Co do częstotliwości, to ostatnio KM łapała regeneracyjną zimową drzemkę,a i ja też nie zawsze mogę pisać tyle, ile bym chciał. Mimo to kolejna część jest już prawie gotowa i powinna niebawem zacumować w kinomisyjnym porcie gwiezdnym. LLAP

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.