Star Trek. Pocztówki z ostatecznej granicy #4

8 września 1966 roku kapitan James T. Kirk wraz ze swoim zastępcą panem Spockiem oraz różnorodną załogą wyruszył w gwiezdną wędrówkę. Stworzony przez Gene’a Roddenberry’ego serial szybko stał się kulturowym fenomenem i przez lata zyskał uznanie, miłość, a czasem fanatyczne przywiązanie fanów na całym świecie. Star Trek nie tylko pokazywał dziwne, nowe światy, lecz – co ważniejsze – starał się pokazać kierunek, w jakim powinien zmierzać nasz świat, mający zostawić za sobą rasowe uprzedzenia czy zbrojne konflikty. Wizja Roddenberry’ego żyje do dzisiaj; znajdujemy się w 2018 roku i oglądamy 6. serial aktorski oraz czekamy na premierę 14. filmu kinowego, osadzonego w uniwersum, którego najważniejszym i najciekawszym elementom (odcinkom, książkom, filmom) przyglądamy się także na łamach Kinomisji…

Odcinek 4.: We have taken aboard an unusual passenger

STAR TREK
sezon 1., odcinek 6.
THE NAKED TIME

Reżyseria: Marc Daniels
Scenariusz: John D. F. Black
Data pierwszej emisji: 29.09.1966

Występują:
William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock
oraz
DeForest Kelley – Leonard McCoy
George Takei – Hikaru Sulu
Steward Moss – Joe Tomolen
Majel Barrett – Christine Chapel
Bruce Hyde – Kevin Riley
Nichelle Nichols – Uhura
Grace Lee Whitney – Janice Rand

Kosmos, ostateczna granica…
Oto podróże statku kosmicznego Enterprise.
Jego pięcioletnia misja: odkrywać dziwne nowe światy, poszukiwać nowego życia i nowych cywilizacji.
Dumnie zmierzać tam, dokąd żaden człowiek jeszcze nie dotarł.

Futurystyczne stroje kosmonautów pozostawiają nieco do życzenia pod względem logiki
Pan Sulu atakuje!
Hmm…

Dzisiaj zaczniemy od recenzji

Psi 2000 – mroźna planeta, która niebawem przestanie istnieć, wzbudziła zainteresowanie naukowe Zjednoczonej Federacji Planet. W celu rejestracji rzadkiego fenomenu kosmicznego wysłano statek gwiezdny Enterprise pod dowództwem kapitana Jamesa T. Kirka. Przed dezintegracją Psi 2000 musi on także odebrać z powierzchni planety przebywającą tam ekipę naukową. Misja przybiera zgoła nieoczekiwanego obrotu spraw, gdy Spock i inny załogant odnajdują martwe ciała badaczy. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że przed śmiercią zachowywali się zupełnie irracjonalnie, jakby wszystkich dotknęło jakieś niewytłumaczalne szaleństwo…

The Naked Time wprowadza do serialu kolejny klasyczny schemat fabularny, będący pod pewnymi względami rozwinięciem pomysłu z The Enemy Within. Polega on na tym, iż jeden lub wielu członków załogi zaczyna popadać w obłęd, który sprawia, że na powierzchnię wypływają poddane represji emocje i marzenia. Jak łatwo się domyśleć, cokolwiek spowodowało śmierć naukowców, zagraża teraz Enterprise’owi, toteż Kirk i jego towarzysze pokażą się tu z innej niż zwykle strony. Niebezpieczeństwo jakiemu stawiają czoła jest jednak podwójne: statek gwiezdny znajduje się bowiem na orbicie umierającej planety, której pole magnetyczne może okazać się niszczycielskie, jeśli wszyscy oficerowie nie będą pracować na maksimum swoich umiejętności.

Choć emocjonalne rozstrojenie wkrada się w szeregi kosmicznych podróżników powoli, to twórcom udaje się zbudować udany nastrój groteski dość wcześnie. Jednakże w pełni objawi się ona w późniejszych partiach, gdy Sulu będzie biegał po korytarzach Enterprise’a wymachując szpadą, gdy głos fałszującego Irlandczyka będzie nieprzerwanie rozbrzmiewał przez interkom, gdy co chwila ktoś będzie wybuchał panicznym śmiechem, a na ścianach wypisane będą hasła „kochaj ludzkość” czy „żałuj za grzechy”. Odcinek angażuje widza, wprowadzając go w spiralę absurdu i choć nigdy nie zdominuje ona historii w pełni, to nie ma wielu epizodów w historii Star Treka, które zbliżyłyby się do poziomu groteski z The Naked Time. Szkoda tylko, że przegapiono szansę, by lepiej zgłębić psychologiczne zakamarki umysłów Uhury oraz McCoya, którzy w niewyjaśniony sposób zachowali stabilność psychiczną przez cały odcinek.

Kirk walczy z samotnością
Emocje Spocka wychodzą na powierzchnię
Uhurze żaden wirus nie straszny

Zajrzymy za to odrobinę w dusze Kirka i Spocka. Kapitan, jak się okazuje, cierpi skrycie z powodu wymogów, które narzuca mu jego stanowisko. Piastując tak istotne stanowisko nie może sobie pozwolić na związanie się z drugą osobą, przez co musi pozostać wiecznie samotny. Uczucie straty miłosnej strony życia wynurzyło się oczywiście dzięki działaniu kosmicznego wirusa. Wpłynął on także na Spocka, okazującego się być więźniem vulkańskiego wychowania. Nigdy nie wolno mu zdradzić żadnej emocji, nigdy nie wolno mu było powiedzieć swojej matce, że ją kocha. Obaj będą musieli przezwyciężyć bolesne traumy, co oczywiście uczynią, dzięki wzajemnej pomocy. Tym samym w The Naked Time, bardziej niż w wielu innych odcinkach, akcentuje się wielką przyjaźń między Kirkiem i Spockiem, co wiąże się z chwilowym odsunięciem McCoya na dalszy plan.

Jest to również odcinek, który robi przyzwoity użytek z pozostałych członków załogi. Choć pozostają wiecznie na drugim planie, to Uhura, Sulu i Scott przeżywają chwile, z których zapamiętamy ich na długi czas. Ponadto wszystkie postacie prezentują tu sporą gamę emocji, nie pozostając tylko bezbarwnym tłem dla rozgrywającej się akcji. Na uwagę zasługuje też dodanie kilku scen na korytarzach Enterprise’a oraz w stołówce, pomagających utrzymać wrażenie tętniącego życiem statku, które wprowadził wcześniej odcinek The Man Trap. Nie można przy tym pominąć kolejnego debiutu wśród załogi. Siostra Christine Chapel pojawia się tutaj po raz pierwszy, pomagając McCoyowi w ambulatorium. Zarażona wirusem, zatraca się w miłości do Spocka, uczuciu, które niezbyt udanie będzie skrywać w przyszłych odcinkach. W postać wcieliła się Majel Barret, żona Gene’a Roddenberry’ego. Wcześniej aktorka pojawiła się w roli pierwszego oficera Enterprise’a pod dowództwem kapitana Pike’a w The Cage. Chapel co prawda nigdy nie wejdzie do głównego kanonu postaci serialu, lecz zapisze się w historii Star Treka, nawet mocniej niż Janice Rand.

Wynik, jakim jest The Naked Time, to jeden z ciekawszych epizodów Star Treka, choć zdecydowanie nie wykorzystujący w pełni tkwiącego w pomyśle wyjściowym potencjału. Nie udało mu się również dokonać zbyt istotnych komentarzy jakiejkolwiek natury, zdołał on za to, w przyjemnie absurdalnym anturażu, zawrzeć fantastykę i humor, jednocześnie dodając odrobinę głębi postaciom Kirka i Spocka. Oraz kilku dodatkowych informacji na temat fizjonomii Vulkan.

Siostra Chapel wyznaje Spockowi miłość
Stołówka Enterprise’a
W pokoju rekreacyjnym

Behind the scenes

Odcinek kończy się zaskakującym efektem ubocznym ucieczki Enterprise’a przed zniszczeniem. Umykając przed destrukcyjnym działaniem konającej planety Kirk, Spock i reszta załogi wykonują nowatorski manewr o nieprzewidzianych skutkach: cofnięciu w czasie o trzy dni. Pierwotnie miało to najprawdopodobniej prowadzić bezpośrednio do wydarzeń z odcinka Tomorrow is Yesterday, w którym dochodzi do podróży temporalnej w celu naprawienia niepożądanych zmian w kontinuum czasowym. Ostatecznie jednak z pomysłu zrezygnowano i odcinek kończy się sugestią Spocka, aby niespodziewany rezultat wykorzystać w badaniach historycznych, na co Kirk odpowiada, że być może kiedyś tak zrobią. Tym samym The Naked Time nie jest bezpośrednio związany fabularnie z żadnym innym eizodem, warto jednak pamiętać, iż to w nim właśnie mamy do czynienia z pierwszą podróżą w czasie w historii serialu, otwierającą drzwi do wszystkich późniejszych.

Nie wiadomo do końca, kto finalnie zadecydował o powyższych zmianach w fabule, wiadomo jednak, że Gene Roddenberry zmodyfikował scenariusz Blacka bez poinformowania scenarzysty o dokonanych poprawkach, czym rozwścieczył autora oryginału. Mimo to Black uznaje ten odcinek za swój ulubiony. Tak samo zresztą ocenia go George Takei, odtwórca roli Hikaru Sulu, który mocno trenował, by jego sceny szermiercze wypadły udanie. Specjalnie do nich ćwiczył mięśnie klatki piersiowej i brzucha, by dobrze wypaść nago od pasa w górę.

Kolejną ciekawostką jest fakt, że oryginalnie w odcinku nie miało być sceny, w której Spock wybucha płaczem. Zamiast niej obecny był kolejny humorystyczny moment, w którym jeden z oszalałych załogantów maluje Spockowi wąsy. Leonard Nimoy, odtwórca roli Spocka, domagał się jednak głębszej emocjonalnie sceny dla swojej postaci. Sam wpadł na pomysł, by zestawić dwie połowy (ludzką i vulkańską) Spocka, tak by lepiej zaprezentować wewnętrzne troski permanentnie dręczące półkosmitę. Jako że produkcja odcinka przeciągnęła się w czasie, Nimoy zagrał tę scenę według własnego pomysłu, bez scenariusza.

Na koniec warto wspomnieć, że odcinek został nominowany do nagrody Hugo w 1967 roku w kategorii Najlepsza Dramatyczna Prezentacja.

STAR TREK
odcinek 7., sezon 1.
Charlie X

Reżyseria: Lawrence Dobkin
Scenariusz: D. C. Fontana na podstawie pomysłu Gene’a Roddenberry’ego
Pierwsza emisja: 15.09.1966

Występują:
William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock
oraz
Robert Walker (gościnnie) – Charles Evans
DeForest Kelley – Leonard McCoy
Grace Lee Whitney – Janice Rand
Nichelle Nichols – Uhura
Charles J. Stewart – kapitan Ramart
Dallas Mitchell – Tom Nellis
Patricia McNulty – Tina Lawton
a także Abraham Sofaer jako Thasianin

Charlie przejmuje kontrolę

Tragedia dorastania

„Dzień, w którym Charlie został bogiem” – tak brzmiało zapisane przez Gene’a Roddenberry’ego zdanie, mające na celu opisanie pomysłu na nowy odcinek Star Treka. Z tego jednego zdania powstał tekst D. C. Fontany, jednej z czołowych scenarzystek serii, podpisany tytułem Charlie X i prezentujący kolejny fabularny pomysł na serial, choć tym razem oparty częściowo o ten znany z Where No Man Has Gone Before.

Nie można chyba wyobrazić sobie mniej skomplikowanej misji dla kapitana Kirka i jego załogi niż odeskortowanie siedemnastoletniego chłopca na ziemską kolonię. Nawet fakt, że chłopak samotnie przeżył 14 lat na bezludnej planecie nie powinien nastręczać wielu trudności, wszak nie można zarzucić oficerom Gwiezdnej Floty braku umiejętności wychowawczych. Pierwsze kontakty z ludźmi i tak jednak wprawiają chłopaka w skonfundowanie. Nie wie, jak się zachować, buzują w nim hormony, zakochuje się w podoficer Rand, nienawidzi, gdy ktoś nie traktuje go poważnie, chce wszystkiego natychmiast i nie uznaje „nie” za odpowiedź. Byłby typowym nastolatkiem, któremu zabrakło dobrego wychowania, gdyby nie jeden fakt: jego myśli stają się rzeczywistością, a jego kontrola nad nadnaturalnymi zdolnościami wciąż rośnie. Enterprise szybko tym samym staje się zdany na łaskę bądź niełaskę kapryśnego nastolatka.

Wykorzystany tu pomysł wyjściowy – zetknięcie z istotą bądź przekształconym człowiekiem, posiadającym niemal nieograniczone możliwości – jest jednym z najczęściej wykorzystywanych w historii Star Treka, szczególnie obecny w dwóch pierwszych serialach. Tutaj została on wzbogacony motywem dorastania, który był wyjątkowo atrakcyjny dla młodszej części widowni serialu. Charles Evans przeżywa tu swoją pierwszą miłość, swoje pierwsze zawody oraz rozczarowania. Kirk w tym kontekście staje się substytutem figury ojcowskiej, lecz posiadane przez nastolatka zdolności sprawiają, że brak mu cierpliwości, jak i chęci poddania się czysto ludzkim ograniczeniom, więc wszelkie autorytety stopniowo tracą dla niego na wartości. Tym bardziej, że brak mu podstawowego wychowania, co pozbawiło go szacunku i zrozumienia dla ludzkiego życia.

Charlie spacerując po statku spotyka wielu zajętych pracą załogantów
Spock grający na lirze
Spock i Uhura w duecie

Odcinek doskonale wprowadza nastrój zagrożenia, udanie stopniując napięcie. Na początku poznajemy ciekawego świata chłopaka, jednak dziwne zachowanie kapitana, który przekazuje go Enterprise’owi, każe nam oczekiwać czegoś więcej. Podejrzenia zaczynają się rozmywać, gdy Charlie X przeobraża się w humorystyczną opowieść o próbie odnalezienia swojego miejsca w życiu, uzupełnioną klasycznymi przekomarzankami Spocka i McCoya. Wtedy też mamy kolejną okazję podziwiać załogę statku przy pracy. W różnych miejscach Enterprise’a każdy wykonuje jakieś zadanie czy kontynuuje naprawy. Życiem tętni także pokój do rekreacji. Załoganci prowadzą liczne konwersacje, Spock gra na lirze, Uhura śpiewa (dzięki czemu Nichelle Nichols może się pochwalić w tym odcinku swymi umiejętnościami wokalnymi). Tego typu sceny, choć marginalnie istotne w kontekście fabuły epizodu, są bardzo cenne w kontekście całości serialu, budując jego atmosferę oraz formując relacje między członkami załogi. Szczególnie zapada w pamięć chwila, w której Uhura śpiewa, a Spock akompaniuje jej na lirze. Jest to równocześnie scena pokazująca obecną wtedy jeszcze pewną niekonsekwencję w charakterze Vulkanina. Wyraźnie widać w niej jego początkowe poirytowanie, gdy Uhura przyłącza się do jego gry, oraz późniejsze zadowolenie, gdy okazuje się, że tworzą zgrany muzycznie duet.

Na wielką pochwałę zasługuje również Robert Walker, który wcielił się w postać Charliego. Stworzył świetną kreację aktorską, pokazując postać na zmianę zagubioną, śmieszną, irytującą, skrajnie niebezpieczną i wzbudzającą uczucie smutku. W kontekście tego ostatniego wypada też pochwalić zakończenie odcinka, pozbawione finalnego dialogu, który zwykle w humorystyczny sposób puentuje wydarzenia danego epizodu, czasem niestety osłabiając jego wydźwięk. Charlie X jest jednym z przykładów pominięcia tego swoistego epilogu, co wyszło tylko z korzyścią dla odcinka, kończącego się na raczej ponurą nutę.

Niestety, nie można w pełni pochwalić rozwiązania głównej osi fabularnej. Zmagania z potężnym nastolatkiem kończą się poprzez skorzystanie z deus ex machina, które nie tylko wymusza przywrócenie status quo do serialu, lecz odsuwa też moralnie ambiwalentne kwestie, jakie musiałaby rozważyć załoga Enterprise’a, gdyby rywalizacja z Charliem nie napotkała zaprezentowanego w odcinku finału. Z drugiej jednak strony można stwierdzić, że moralnie ambiwalentne kwestie zetknięcia się z tak mocarną istotą zostały już poruszone w Where No Man Has Gone Before.

Charlie nie chce opuścić statku
Ofiara Charliego
Kapitan Kirk (bo dzisiaj było z nim mało kadrów)

Na koniec umieszczę jeszcze jedną pochwałę dla autorki scenariusza, która wykazała się pomysłowością w prezentowaniu umiejętności Evansa, pozwalając zaprezentować je w intrygujący, a przy tym nie wymagający wielkich nakładów finansowych sposób. Jednym z lepiej rozpoznawalnych momentów jest ten, w którym Charlie pozbawia jedną z załogantek twarzy, co świetnie wiąże się z nieco surrealnym wrażeniem, jakie częstokroć utrzymuje się pod wierzchnią warstwą Star Treka.

„He’s a boy in a man’s body, trying to be an adult with the adolescence in him getting in the way.”

Sądzę, że powyższa recenzja jasno wskazała, o czym traktuje niniejszy odcinek. Problemy z dorastaniem, konieczność uświadomienia sobie, że „w galaktyce istnieje milion rzeczy, które możesz mieć i milion, których nie możesz” okazuje się często wyjątkowo trudna, lecz bez niej nie jesteśmy w stanie prowadzić normalnego życia i koegzystować w społeczeństwie. Co więcej, zbytnia chciwość, naiwność i pośpiech prowadzą tylko do cierpienia. Charlie X wygrywa motyw dziecięcego marzenia, które sugeruje, że moc pozwalająca na spełnianie zachcianek może uszczęśliwić jej właściciela. Pojawia się jednak niemożliwy do uniknięcia impas, który pokazuje, że nawet taka moc nie potrafi zapewnić radości. Niezależnie od tego, co potrafimy zrobić, nie da się sprawić, by ludzie czy sam wszechświat zawsze reagowali tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Pozostaje jedynie nauczenie się tej niełatwej prawdy i spędzenie życia w zgodzie z nią.

Spock a dojrzewanie

Przed zamknięciem dzisiejszego rozdziału Pocztówek z ostatecznej granicy, chciałby poruszyć jeszcze jedną kwestię. Otóż Spock, jako osoba rozdarta między dwoma światami, nie będąca w pełni ani Ziemianinem, ani Vulkaninem, wciąż szuka swojego miejsca we wszechświecie i uczy się zasad panujących w obu kulturach. Sam musi domyślać się, kiedy sytuacja wymaga zimnej logiki, a kiedy ludzkiego odruchu. Co więcej, uczy się zachowania innych, by wiedzieć, co postępowanie danej osoby oznacza w danym kontekście oraz by samemu zachować się odpowiednio i uniknąć popełnienia faux pas, wynikającego z niewiedzy i nieznajomości światów wokół siebie. Łatwo więc przewidzieć, że młodzi widzowie Star Treka, dopiero uczący się przebywania w życiu, w osobie Spocka mogli dojrzeć analogię wobec siebie samych, i to może nawet bardziej niż w przypadku postaci Charliego. Poświadczył to zresztą w jednym z wywiadów wcielający się w Spocka Leonard Nimoy. Młodzi ludzie prędko zaczęli identyfikować się ze Spockiem, a odcinki takie jak The Balance of Terror czy The Naked Time tylko dodały do rozdarcia i statusu outsidera pół-Vulkanina. Taki wizerunek, niezmienny już do końca jego obecności w seriach i filmach z uniwersum Star Treka, ugruntował jego pozycję jako jednego z najsłynniejszych i najbardziej kultowych bohaterów fikcyjnych w historii popkultury.

Mateusz R. Orzech

Obywatel NSK Państwa w Czasie. Prowadzi dział filmowy w Noir Cafe, publikuje w „Kulturze Liberalnej”, „Torii”, „artPapierze”… Mimo miłości do japońskiego kina, czeka na swój pierwszy kontakt z Vulcanami.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.