Star Trek. Pocztówki z ostatecznej granicy #3

8 września 1966 roku kapitan James T. Kirk wraz ze swoim zastępcą panem Spockiem oraz różnorodną załogą wyruszył w gwiezdną wędrówkę. Stworzony przez Gene’a Roddenberry’ego serial szybko stał się kulturowym fenomenem i przez lata zyskał uznanie, miłość, a czasem fanatyczne przywiązanie fanów na całym świecie. Star Trek nie tylko pokazywał dziwne, nowe światy, lecz – co ważniejsze – starał się pokazać kierunek, w jakim powinien zmierzać nasz świat, mający zostawić za sobą rasowe uprzedzenia czy zbrojne konflikty. Wizja Roddenberry’ego żyje do dzisiaj; znajdujemy się w 2018 roku i oglądamy 6. serial aktorski oraz czekamy na premierę 14. filmu kinowego, osadzonego w uniwersum, którego najważniejszym i najciekawszym elementom (odcinkom, książkom, filmom) przyglądamy się także na łamach Kinomisji…

Odcinek 3.: Can half a man live?

The Enemy Within

Reżyseria: Leo Penn

Scenariusz: Richard Matheson

Data pierwszej emisji: 06.10.1966

Występują:
William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock
oraz:
DeForest Kelley – Leonard McCoy
Grace Lee Whitney – Janice Rand
George Takei – Hikaru Sulu
James Doohan – Montgomery Scott
Edward Madden – Fisher
Garland Thompson – Wilson
Jim Goodwin – John Farrel

Kosmos, ostateczna granica…
Oto podróże statku kosmicznego Enterprise.
Jego pięcioletnia misja: odkrywać dziwne nowe światy, poszukiwać nowego życia i nowych cywilizacji.
Dumnie zmierzać tam, dokąd żaden człowiek jeszcze nie dotarł.

Zwyczajna misja badawcza na nowo napotkanej planecie. Nieznane gatunki zwierząt. Wypadek. Jeden z naukowców zostaje ranny, a jego mundur pokryty żółtym osadem. Teleportacja. Osad wytwarza silne promieniowanie magnetyczne. Transporter zostaje uszkodzony. Kapitan James T. Kirk zostaje przeniesiony na pokład. Materializuje się jako dwie osoby. Jedna z nich jest zbiorem spokoju, dobroci i opanowania. Druga – wściekłym, złym i prymitywnym brutalem. Obie chcą zachować kontrolę nad statkiem, obie nie mogą istnieć bez swojej drugiej połówki, obie będą musiały odnaleźć drogę do wspólnej komunikacji. Hikaru Sulu i kilku innych załogantów nie mogą wrócić z planety. Temperatura wokół nich spada. Wkrótce przekroczy -170 stopni Celsjusza.

Kirk, Sulu i obca forma życia.
Panel transportera tuż przed pierwszą awarią.
Pierwsza wizyta w maszynowni.

Jak wyraźnie widać na podstawie zarysu fabuły The Enemy Within, kolejny odcinek Star Treka prezentuje nieco inne spojrzenie na serial. Po spotkaniach z potężnymi istotami i humorystycznym starciu z przemytnikiem Muddem jesteśmy świadkami wariacji na temat dwóch natur człowieka. Fabuła Richarda Mathesona jest oczywistą trawestacją Dra Jekylla i pana Hyde’a Roberta Stevensona. Prymitywny Kirk-Hyde rozpija się, jest agresywny, napastuje seksualnie Janice Rand, obce jest mu rozróżnienie dobra i zła. Kirkowa wersja Jekylla jednak również jest wybrakowana. Pozbawiony swej brutalnej strony stopniowo traci wszystkie zdolności przywódcze, zaczyna w siebie wątpić, powoli zanika jego umiejętność podejmowania decyzji.

Podjęty temat jest poprowadzony przez reżysera z wyczuciem, dzięki czemu napięcie jest dawkowane w zadowalającym stopniu. Większość czasu przebywamy z dobrym Kirkiem, który z pomocą swoich najbliższych przyjaciół próbuje zapanować nad sytuacją. Na złego zwracamy uwagę w krótszych i rzadziej pojawiających się scenach, co jest korzystne dla odcinka, ponieważ jest on dość jednowymiarową manifestacją osobowości kapitana. Istotna w kontekście odmiennych osobowości człowieka jest scena, w której dobra strona Kirka radzi się swoich dwóch najbliższych przyjaciół, co do podjęcia kolejnych kroków. Spock oferuje odpowiedź logiczną, McCoy bardziej ludzką, ostrożniejszą. Scena ta doskonale unaocznia widzowi motyw metafory dwóch stron ludzkiej osobowości w warstwie relacji między trzema bohaterami. Niezdolny w tym odcinku do podejmowania decyzji Kirk ma naprawdę twardy orzech do zgryzienia, gdy próbuje wybrać między logiką a emocjami, nie mówiąc już o ich sprawnym scaleniu.

Niestety, dodatkowi scenarzyści bez wiedzy Mathesona dodali do odcinka jeszcze jeden wątek, który nie dość, że zaburza nastrój całości poprzez wprowadzenie niepotrzebnego w tym przypadku humoru, to na dodatek cechuje się wątpliwą logiką. Z powodu awarii transportera Hikaru Sulu wraz z kilkoma załogantami nie mogą zostać przeniesieni na pokład Enterprise’a, a powierzchnia planety, na której przebywają, niedługo osiągnie temperaturę zabójczą dla człowieka. Doza humoru wprowadzana ironicznymi komentarzami Sulu byłaby zapewne wielką zaletą w wielu innych odcinkach, tutaj niestety jedynie osłabia poważny charakter głównego wątku fabularnego. W dodatku – kto wpadł na pomysł, by najnowocześniejszy statek gwiezdny wysłany z pięcioletnią misją badania nieznanych planet posiadał tylko jeden środek transportu? Logicznym jest, że jeśli nie byłby wyposażony w kilka transporterów, to przynajmniej w kilka wahadłowców, które służyłyby w razie nieprzewidzianych awarii. Te jednak zostaną dodane dopiero w przyszłości.

(Nie)sławna kapitańska tunika.
Wielka trójca nie jest w stanie poprawnie funkcjonować z wybrakowanym Kirkiem.
Pierwszy vulkańci ucisk nerwów.

Aktorsko odcinek jest popisem umiejętności Shatnera, który otrzymał podwójną okazję do pokazania emocji, jakie zwykle nie drzemią w Kirku. Pozostali aktorzy zdecydowanie znajdują się w jego cieniu, choć Nimoy, Kelley, Takei i Whitney także będą mieli swoje pięć minut. To właśnie w The Enemy Within McCoy powie po raz pierwszy „On nie żyje, Jim” (popularny catchphrase McCoya, który przeniknął do kultury masowej; używana czasem w języku codziennym, gdy coś się zepsuło lub zginęło). Obecna jest również scena, w której ponownie pojawia się zaakcentowanie dualizmu natury Spocka, oraz stwierdzenie, że jego połowy – ludzka i vulkańska – znajdują się w permanentnym stanie walki, co powoduje w nim wewnętrzne, wciąż skrywane rozdarcie. Podkreślono w ten sposób, że każdy nosi w sobie więcej niż jedną tożsamość i tylko własny rozum oraz inteligencja są w stanie nad nimi zapanować.

Na tym atrakcje się nie kończą. W odcinku po raz pierwszy odwiedzimy także maszynownię Enterprise’a – od tej pory miejsce, gdzie często spotkamy Scotty’ego, a poza tym jedno z najbardziej ikonicznych miejsc na każdym statku kosmicznym w przyszłych serialach i filmach z uniwersum Star Treka. Debiutuje tutaj też (nie)sławna tunika kapitana. Początkowo wprowadzona, by odróżnić obie wersje Kirka, spodobała się twórcom i Shatnerowi na tyle, że nieraz powróciła jako kapitański strój. Shatnerowi szczególnie przypadła do gustu, jako że narzekał on na zbyt ciasne tradycyjne uniformy, stąd luźniejsza tunika była dla niego znacznie wygodniejsza. Ponadto The Enemy Within to także pierwszy raz, gdy mamy do czynienia z awarią transportera. Okażą się one bardzo częste, w przyszłości jeszcze wiele, wiele razy przysporzą niejednej załodze kłopotów. Nie można również zapomnieć o vulkańskim ucisku nerwowym. W jednej ze scen Spock miał obezwładnić przeciwnika uderzeniem w głowę. Leonard Nimoy nie zgodził się, by tak logiczna i stroniąca od przemocy osoba jak zastępca kapitana zniżyła się do prymitywnego, fizycznego rozwiązania. Wymyślił więc, że Spock naciśnie odpowiednie nerwy na karku człowieka, który w ten sposób straci na pewien czas przytomność. Pomysł spodobał się reżyserowi i stał się kolejną klasyczną już cechą wyróżniającą pół-Vulkanina na tle innych postaci.

Wszystko to sprawia, że jest to odcinek zajmujący, ciekawie wprowadza klasyczne motywy fabularne Star Treka. Ponadto zawiera, choć nieco oczywisty, to wciąż akuratny przekaz. Na jego niekorzyść przemawiają jedynie niepotrzebne wątki na drugim planie fabularnym oraz kuriozalna kwestia Spocka na zakończenie, o której będzie za moment.

Zły Kirk atakuje Janice Rand.

Ciekawostka

Grace Lee Whitney nie mogła wydobyć z siebie odpowiedniej reakcji na próbę gwałtu dokonaną przez złą wersję kapitana Kirka. Shatner znalazł proste rozwiązanie jej problemu: uderzył ją w twarz, by wywołać naturalną reakcję aktorki.

Spock i McCoy wyjaśniają o czym jest odcinek

Spock mówi: „I czym jest to, co sprawia, że dana osoba jest wyjątkowym liderem? Widzimy tutaj indykacje, że to jej negatywna strona daje jej siłę, że jej zła strona, jeśli wolisz, odpowiednio kontrolowana i zdyscyplinowana jest nieoceniona dla tej siły”.

McCoy dodaje: „Wszyscy mamy naszą mroczną stronę. Potrzebujemy jej! To połowa tego, czym jesteśmy. Nie jest ona tak naprawdę brzydka. Jest ludzka”.

Kuriozalna kwestia Spocka na zakończenie (Turn on SPOILER ALERT, Mr. Sulu!)

Na zakończenie odcinka Spock pyta Janice Rand: „Impostor miał pewne interesujące wartości, nieprawdaż podoficer?”.

Oddajmy głos Grace Lee Whitney (aktorce odgrywającej rolę Janice Rand): „Nie mogę sobie wyobrazić bardziej okrutnego i nieczułego komentarza, jaki człowiek (czy Vulkanin) mógłby powiedzieć kobiecie, którą przed chwilą napastowano seksualnie! Wciąż jednak istnieją mężczyźni, którzy naprawdę myślą, że kobiety chcą być zgwałcone. […] Pan Spock sugeruje, że podoficer Rand cieszyła się z powodu gwałtu i uważała złego Kirka za atrakcyjnego!”.

Choć piąty, to pierwszy

The Man Trap

Reżyseria: Marc Daniels

Scenariusz: George Clayton Johnson
Pierwsza emisja: 08.09.1966

Występują:
William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock
oraz
DeForest Kelley – Leonard McCoy
Jeanne Bal – Nancy Crater (wersja 1. i 2.)
Alfred Ryder (gościnnie) – Robert Crater
Grace Lee Whitney – Janice Rand
George Takei – Hikaru Sulu
Nichelle Nichols – Uhura
Bruce Watson – Green
Michael Zaslow – Darnell
Vince Howard – załogant
Francine Pyne – Nancy Crater (wersja 3.)

Pierwsze ujęcie mostka Enterprise’a pokazane w telewizji.
Pierwsza nieznana planeta pokazana widzom Star Treka.

The Man Trap jest pierwszym wyemitowanym w telewizji odcinkiem w historii Star Treka. To czyni go również pierwszym Star Trekiem w ogóle zaprezentowanym szerokiej widowni, nie licząc pokazu Where No Man Has Gone Before, wyświetlonego na konwencie miłośników fantastyki naukowej 4 września 1966 roku, cztery dni przed premierą serialu w telewizji (wtedy też pokazano czarno-białą kopię The Cage). Pierwszymi postaciami z głównego rdzenia załogi, jakie zobaczyli widzowie w otwierającym odcinek ujęciu, byli Spock i Uhura.

Dlaczego ten właśnie odcinek, a nie inne z już zrealizowanych, wybrano na początek? Where No Man Has Gone Before został uznany za zbyt ekspozycyjny, jak na pierwsze spotkanie z serialem. The Corbomite Maneuver nie posiada scen akcji i niemal w całości rozgrywa się na pokładzie statku Enterprise, co zdyskwalifikowało go w oczach stacji. Charlie X nie dość, że także rozgrywał się tylko na pokładzie, to na dodatek dotyczył problemów nastolatków. Mudd’s Women wciąż unikano z powodu pokazania międzygwiezdnego alfonsa. Ostatecznie naprzeciw siebie stanęły do rywalizacji dwa odcinki: The Naked Time oraz The Man Trap. Wybrano ten drugi, gdyż:

– posiada potwora, który wzbudzi u widzów dreszcz emocji, a być może i strachu;
– nie ma skomplikowanej fabuły;
– pokazane są w nim „dziwne, nowe światy”.

Ciekawostką jest fakt, że w mniemaniu samych twórców i aktorów, The Man Trap był najgorszym z dostępnych wtedy odcinków.

Nancy #1
Nancy #2
Nancy #3

Recenzja

W piątym już odcinku Star Treka serial wykonuje kolejną woltę i kieruje się w stronę bardziej typowego kina science-fiction, z wyraźnym, potwornym antagonistą, kryminalną u rdzenia zagadką oraz przedstawieniem codziennego życia załogi Enterprise’a. Pod wieloma względami The Man Trap stanowi więc niepowtarzalną okazję do poznania serii z nieco innej, bardziej zachowawczej niż zwykle, perspektywy.

Scenariusz zabiera nas początkowo w kolejną „rutynową” misję. Kirk, McCoy i członek ochrony (słynni redshirts, których zwykle spotyka nader nieprzyjemny los) teleportują się na placówkę badawczą, gdzie mieszkają tylko dwie osoby: profesor Crater i jego żona, dawna miłość McCoy’a, Nancy. Celem wizyty jest sprawdzenie stanu zdrowia naukowców i uzupełnienie ich zapasów. Gdy jednak pojawia się pani Crater, dochodzi do nader dziwnego zdarzenia. Każdy z członków załogi widzi inną wersję jej osoby: młodą Nancy, Nancy w średnim wieku oraz blondwłosą dziewczynę. Na tym bynajmniej tajemnicze zdarzenia się nie kończą. Nie mija bowiem wiele czasu, nim profesor Crater próbuje przegnać Kirka z planety, żądając przy tym uzupełnienia zapasów solnych tabletek. Odlot nie wchodzi jednak w rachubę, szczególnie, że członek ochrony ginie w zagadkowych okolicznościach. Jedynym świadkiem zgonu jest Nancy, podejrzewaną przyczyną zgonu jest zatrucie, a niewyjaśnionym elementem układanki – zagadkowe plamy na twarzy zmarłego.

Choć na taki się zapowiada, to główny wątek fabularny odcinka nie jest wielce zajmujący. Na szczęście został on świetnie wykorzystany do stworzenia obudowy w postaci licznych scen w różnych miejscach Enterprise’a, pozwalających obejrzeć nam działanie statku gwiezdnego w odmiennym niż zwykle świetle. W jednej z sekwencji scen, zmiennokształtny (jak pewnie czytelnik zdążył się już domyśleć) intruz, kluczy po pokładach statku, pozwalając nam zwiedzić jego wnętrza. Na każdym korytarzu członkowie załogi pracują pochyleni nad różnymi przyrządami, schodzą z drabin w ubraniach ochronnych, komentują przedstawicielki płci pięknej, słowem – otrzymujemy krajobraz statku tętniącego życiem w każdym miejscu. Nawet gdy kapitan idzie korytarzem, załoganci przechodzą obok niego lub wykonują różnorakie czynności. Wielka szkoda, że – nie licząc odcinka Charlie X – podobne sceny są rzadkością w serialu. Dodają one kolorytu, budują ogólny nastrój realizmu i sprawiają, że czujemy, iż ponad czterysta osób na pokładzie naprawdę coś robi, a nie stanowi tylko bezimienny tłum. Według mnie te sceny, bardziej niż jakiekolwiek inne, są najlepszym wytłumaczeniem wybrania odcinka na pierwsze spotkanie z serialem.

Co prawda redshirts jeszcze nie mają czerownych uniformów, ale już giną.
Uhurze nie udało się wciągnąć Spocka w pogawędkę.
Życie na pokładzie Enterprise’a #1

Kolejną ogromną zaletą jest fakt, że każdy z głównego rdzenia postaci ma tutaj swoje 5 minut. Oczywiście jak zawsze najwięcej ekranowego czasu otrzymują Kirk, Spock i McCoy, lecz tym razem zobaczymy m.in. jak Uhura wdaje się w dialog ze Spockiem, w którym spróbuje nawiązać przygodną konwersację, co kończy się porażką wobec logicznego umysłu Vulkanina. Nawet gdy oficer komunikacyjna przekazuje informacje kapitanowi, robi to podczas zbliżenia na jej twarz, co jest dość rzadkim sposobem pokazywania jej osoby w serialu, a szkoda, bo na Nichelle Nichols zawsze miło popatrzeć. Pojawia się również scena, gdy Janice Rand przechodzi przez kolejne pokłady z obiadem, wywołując komentarze męskiej części załogi. Spotkamy także pana Sulu, który ze smakiem spożywa swój posiłek w otoczeniu pozaziemskiej flory. Tego typu sceny również niemal całkowicie znikną w przyszłości, co, ponownie, stanowi niepowetowaną stratę.

Warto także zwrócić uwagę na reakcje kapitana Kirka na zmarłego oficera. Kirk jest naprawdę zdenerwowany i zdeterminowany, by odnaleźć przyczynę śmierci, ze złością reaguje na jakiekolwiek, choćby najmniejsze nawet, odejście przez kogokolwiek od wyznaczonego zadania, co powoduje w odcinku małe spięcie na linii Kirk – McCoy. Pokazuje to, że kapitan naprawdę przejmuje się każdym członkiem swojej załogi, co jest szczególnie istotne w kontekście wszystkich innych zgonów, jakie będą miały miejsce w przyszłości. Oczywiście, musimy czekać do czasów serialu Star Trek: Deep Space Nine, nim obejrzymy odcinek w całości niemal poświęcony reakcjom na śmierci ludzi służących swemu dowódcy – w tym przypadku będzie nim Benjamin Sisko – lecz The Man Trap w krótkich, lecz efektywnych scenach, potrafi uchwycić całkiem sporą paletę emocji kapitana.

Główna oś fabularna oscyluje wokół tajemniczych śmierci oraz zmiennokształtnego intruza, którego zabójcze skłonności oraz umiejętności wykraczające poza ludzkie, czynią z niego potężnego adwersarza, zachowującego się jednak nieco nielogicznie. Nie wykorzystuje w pełni swych sporych zdolności nawet wtedy, gdy ma ku temu sposobność. Intrygujący jest za to jego wygląd, który zaprezentowany zostanie nam w finale odcinka. Pomieszanie potworności ze smutkiem doskonale uzupełnia lejtmotyw The Man Trap. Niestety, w finale rażą nieco nad-ekspresyjne zachowania aktorów, które momentami ocierają się o granicę niezamierzonej śmieszności.

Życie na pokładzie Enterprise’a #2
„He’s dead, Jim.”
Potwór.

Ostatecznym wynikiem jest fantastyczny odcinek w klasycznym stylu, który bazuje na wątkach kryminalnym i grozy, stanowiąc intrygujące, nawet mimo kilku potknięć, spotkanie z załogą badającą nieznane światy i kreatury. Pod wieloma względami jest to także odcinek wyjątkowy na tle innych zrealizowanych w oryginalnym serialu. Ponadto…

…w The Man Trap

… dowiadujemy się, że Vulcan nie posiada księżyców.

Problemy, problemy…

McCoy musi w The Man Trap zmierzyć się z odwiecznym problemem: czy jesteś w stanie walczyć przeciw czemuś, co wygląda jak miłość twojego życia? Bones nie ma łatwo, gdyż w jego przypadku wybór jest brutalnie prosty: albo zginie Kirk, albo wyglądający jak Nancy stwór. Tym samym na jaw wychodzi, że czasami stare uczucia trzeba pozostawić za sobą, by móc normalnie żyć. W przeciwnym wypadku zniszczą nie tylko nas samych, lecz mogą też zagrozić ludziom wokół nas. McCoyowi udaje się podjąć właściwą decyzję, w przeciwieństwie do profesora Cratera, którego niemożliwość pogodzenia się ze śmiercią ukochanej sprawia, że zatraca się w złudzeniu, które ostatecznie pozbawia go życia.

Odcinek stawia też inne pytanie: czy można zabić ostatniego przedstawiciela swojego gatunku? Szczególnie jeśli jest to gatunek inteligentny? Ten wątek zostaje poprowadzony gorzej od wzmiankowanego wyżej. Po pierwsze, inteligencja stwora nie sprawia, że potrafi on pohamować swój głód i wejść na drogę negocjacji, czy spróbować innego pokojowego rozwiązania, co sprowadza na niego wrogość innych. Scenariusz nie udziela pokojowego wyjścia nikomu ze zgromadzonych na pokładzie, niezależnie od ich intencji. Jest to nielogiczność fabularna, gdyż momentami istota wykazuje się dużą pomysłowością i oratorskimi zdolnościami, które zawsze prędzej czy później zanikają i kreatura ponownie zwraca się w stronę prymitywizmu i zabijania w poszukiwaniu pożywienia.

Mateusz R. Orzech

Obywatel NSK Państwa w Czasie. Prowadzi dział filmowy w Noir Cafe, publikuje w „Kulturze Liberalnej”, „Torii”, „artPapierze”… Mimo miłości do japońskiego kina, czeka na swój pierwszy kontakt z Vulcanami.

1 Trackback / Pingback

  1. Star Trek. Pocztówki z ostatecznej granicy #4 – Kinomisja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.