Star Trek. Pocztówki z ostatecznej granicy #11

8 września 1966 roku kapitan James T. Kirk wraz ze swoim zastępcą panem Spockiem oraz różnorodną załogą wyruszył w gwiezdną wędrówkę. Stworzony przez Gene’a Roddenberry’ego serial szybko stał się kulturowym fenomenem i przez lata zyskał uznanie, miłość, a czasem fanatyczne przywiązanie fanów na całym świecie. Star Trek nie tylko pokazywał dziwne, nowe światy, lecz – co ważniejsze – starał się pokazać kierunek, w jakim powinien zmierzać nasz świat, mający zostawić za sobą rasowe uprzedzenia czy zbrojne konflikty. Wizja Roddenberry’ego żyje do dzisiaj; znajdujemy się w 2020 roku i oglądamy 7. serial aktorski oraz czekamy na zbliżające się premiery kolejnych produkcji, osadzonych w uniwersum, którego najważniejszym i najciekawszym elementom (odcinkom, książkom, filmom) przyglądamy się także na łamach Kinomisji…

Odcinek 11: We can admit that we’re killers, but we’re not going to kill today. That’s all it takes.

Kosmos, ostateczna granica…
Oto podróże statku gwiezdnego Enterprise.
Jego pięcioletnia misja: odkrywać dziwne, nowe światy i nowe cywilizacje.
Dumnie zmierzać tam, dokąd nie dotarł jeszcze żaden człowiek.

STAR TREK
A Taste of Armageddon
odcinek 23., sezon 1.

Reżyseria: Joseph Pevney
Scenariusz: Robert Hamner i Gene L. Coon, na podstawie pomysłu Roberta Hamnera.
Data pierwszej emisji: 23.02.1967

Obsada:

William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock

oraz

David Opatoshu (gościnnie) – Anan 7
Gene Lyons – ambasador Robert Fox
DeForest Kelley – Leonard McCoy
James Doohan – Montgomery Scott
Barbara Babcock – Mea 3
Miko Mayama – Tamura
David L. Ross – Galloway
Nichelle Nichols – Uhura
Sean Kenney – DePaul
Robert Sampson – Sar 6

Po zakończeniu nagrywania politycznie naładowanego The Return of the Archons, natychmiast zaczęto przygotowywać kolejny, również pełen politycznych aluzji odcinek. Podczas prac nad nim ponownie jednak dały o sobie znać problemy produkcyjne i scenariuszowe. Sprawiły one, że A Taste of Armageddon został sfilmowany po Space Seed; mimo tego nie zmieniono numerów produkcyjnych epizodów, przez co nadal wiele osób sądzi, że omawiany odcinek stworzono przed pierwszym spotkaniem z Khanem. Problematyczny okazał się zwłaszcza scenariusz; był on tak wiele razy przerabiany, że doszło do opóźnień, zmuszających producentów do zmienienia kolejności filmowania odcinków. W przeciwnym razie serial mógłby być zdjęty z anteny. Pierwsza wersja fabuły powstała 12 września 1966 roku i jej autorem był Robert Hamner; następnie trzykrotnie przerabiał swój pomysł, ostatnią jego wersję wręczając 28 września. Ekipa serialu dokonała dodatkowych poprawek na początku października, po czym zwróciła zarys historii Hamnerowi, który przerobił go na scenariusz, jaki wręczył producentom 17 października. Ci uznali, że wymaga on dodatkowych poprawek, toteż ostateczną wersję Hamner oddał dopiero 9 listopada. Ta również nie zyskała akceptacji w oczach twórców Star Treka i do pracy nad skryptem oddelegowano Stevena W. Carabatsosa. Ten zakończył ją 28 listopada, lecz wciąż A Taste of Armageddon uznawano za niewystarczająco dobry. Toteż oddano go Gene’owi L. Coonowi, który wręczył swoją wersję 12 grudnia. Po kilku kolejnych poprawkach ostateczna-ostateczna wersja scenariusza została ukończona 21 grudnia. Sześć dni później rozpoczęły się prace na planie, zakończone 4 stycznia 1967 roku.

Długi okres prac nad fabułą nie zaskakuje, jeśli weźmiemy pod uwagę dość spore bogactwo treści odcinka: nawiązania do Zimnej Wojny, promocja indywidualizmu czy podjęcie tematów związanych z wojną w Wietnamie. W A Taste of Armageddon Kirk, Spock i trójka innych załogantów przybywają na niechętną nawiązaniu kontaktów dyplomatycznych z Federacją planetę Eminiar VII. Gdy docierają na miejsce, prędko się okazuje, że Eminiarczycy od ponad pięciu stuleci prowadzą wojnę z trzecią planetą w swoim układzie słonecznym: Vendikarem. Aby zachować kulturową ciągłość i cywilizacyjne osiągnięcia, rządy obu planet zdecydowały się zrezygnować z korzystania z prawdziwej broni, zamiast tego kontynuują konflikt poprzez komputerowe symulacje. Po każdym „ataku” którejkolwiek ze stron komputer informuje ile osób „zginęło” podczas danej „bitwy” czy „bombardowania”; osoby te następnie mają 24 godziny na zgłoszenie się do komór dezintegracyjnych, celem urzeczywistnienia swojej śmierci. Strona, która nie wywiąże się z obowiązku zabijania „ofiar ataków” ryzykuje rozpoczęcie tradycyjnego konfliktu. Ten beznamiętny sposób ogłaszania ilości zmarłych był – wg Davida Gerrolda, autora książki The World of Star Trek (1973) – inspirowany informacjami o liczbie zabitych w Wietnamie, jakie zaczęły być przekazywane w wieczornych wiadomościach w 1967 roku.

A Taste of Armageddon odsłania się tym samym jako metafora zimnowojennej mentalności. W okresie powstania odcinka, tzw. Zimna Wojna trwała w najlepsze, a zaangażowane w nią państwa – Stany Zjednoczone i Związek Radziecki – nie atakowały siebie otwarcie, lecz poprzez podchody czy walki odbywające się w innych krajach, jak w Wietnamie czy Kubie. Powodowało to – przynajmniej w części społeczeństwa – wiarę, że konflikt ten może ciągnąć się przez długie lata; Eminiar VII i Vendikar symbolizują zatem dwie strony konfliktu rozgrywającego się ówcześnie w realnym świecie. Wraz z postępującą technicyzacją tegoż świata, w tym oczywiście coraz większym wpływem komputerów na sposób prowadzenia wojny, pomysł przedstawienia „czystego” i biurokratycznego sposobu kontynuacji militarnego konfliktu wydawał się nie tylko realny mimo swojej groteskowości (a przyznajmy, sama Zimna Wojna była groteskowym zjawiskiem), lecz również dość przerażający. Mamy tu bowiem do czynienia z ludźmi, którzy są wychowywani z pokolenia na pokolenie w świecie, gdzie „obywatelska świadomość” równa się dobrowolnemu pójściu na śmierć, gdy ich „numer” zostanie wylosowany przez prowadzoną przez rząd „loterię”. Poniekąd w ten sposób serial przewidział wybieranie przypadkowych ludzi do walki w Wietnamie, co będzie miało miejsce w 1969 roku.

Ponadto, w kwestii odniesień do wojny w Wietnamie, zarówno Gerrod, jak i George Takei – odtwórca roli (nieobecnego w tym odcinku) Hikaru Sulu – wskazują, że sposób zabijania ludzi na Eminiarze VII i – jak można założyć – na Vendikarze stanowi metaforę żołnierzy ginących w Wietnamie. W obu przypadkach mamy bowiem do czynienia z usunięciem nieprzyjemnego widoku ofiar z zasięgu wzroku społeczeństwa. Stany Zjednoczone prowadziły ciągłe działania przeciw ZSRR, ale ich żołnierze umierali z dala od terytorium państwa; innymi słowy cywilizacja czy budowle w kraju nie ulegały uszkodzeniu, a jedynymi kosztami byli ludzie, o których śmierci informowały w beznamiętny sposób media. Postawiony naprzeciw tej sytuacji Kirk odbiera wojnie między Eminiarem VII a Vendikarem tę „czystość”; wpierw niszczy ich komory dezintegracyjne, następnie komputer sterujący symulacjami. Tym samym zmusza obie strony konfliktu do wyboru: albo będą prowadzić prawdziwie krwawą i wyniszczającą wojnę, albo znajdą pokojowe rozwiązanie. Według Kirka – i wykładni odcinka – zestawienie społeczeństwa z prawdziwymi horrorami wojny jest konieczne, aby wybudzić je z marazmu i pokazać, że prowadzenie konfliktu jest nie tylko złe, ale i zwyczajnie bezsensowne. Warto przy tym dodać, że – w przeciwieństwie np. do The Return of the ArchonsA Taste of Armageddon nie wykazuje najmniejszego zainteresowania próbami wskazania, która strona tej „zimnej wojny” ma rację. Wręcz przeciwnie: pokazuje, że obie są w błędzie i że samo prowadzenie wojny jest czymś absolutnie złym.

W tym kontekście wypada podkreślić wyjątkowość Star Treka na tle ówczesnych propozycji telewizyjnych w Stanach Zjednoczonych. Kwestie dotyczące Zimnej Wojny i wojny w Wietnamie były niezwykle rzadko poruszane przez ówczesną telewizję, a szczególnie przez programy z najpopularniejszych ramówek. Tematy te postrzegano za zbyt kontrowersyjne dla programów zaplanowanych jako stricte rozrywkowe. Zamiast więc zajmować się zagadnieniami wojen i międzynarodowej polityki kraju preferowano skupienie się na powtórkach popularnych audycji i operach mydlanych. Star Trek był jednym z nielicznych miejsc w amerykańskiej telewizji, gdzie angażowano się w dyskusje i krytyczne przedstawienie tych (i innych) problematycznych kwestii.

Tematyka międzynarodowej polityki prowadzi nas zaś do sposobu, w jaki przedstawiono w odcinku Zjednoczoną Federację Planet; jest to temat szczególnie interesujący, gdy spojrzymy na niego przez pryzmat licznych krytycznych głosów kierowanych przeciw współczesnym inkarnacjom Star Treka, czyli serialom Star Trek: Discovery (2017- ) i Star Trek: Picard (2020- ). Bardzo często padają oskarżenia, że seriale te poprzez pokazywanie rządu Federacji dokonującego moralnie ambiwalentnych czynów, a nawet czynów złych, niszczą jej wizerunek jako pokojowej, „oświeconej” organizacji pozbawionej przemocy, korupcji etc., co ma stać w sprzeczności z oryginalnym zamierzeniem. I choć Star Trek zawsze miał stanowić wizję świata, do jakiego widzowie mieli dążyć, to już w 1. sezonie oryginalnego serialu pojawiały się przykłady krytycznego spojrzenia na działalność federacyjną.

Dyplomatyczna twarz Federacji: ambasador Robert Fox.
Powierzchnia Eminiaru VII.
W Anana 7 wcielił się David Opatoshu, wcześniej był on brany pod uwagę do roli dra Boyce’a w „The Cage”.
Sposób prowadzenia wojny na Eminiarze VII.
Twórcy serialu od czasu do czasu popychali fabułę poprzez dodawanie Spockowi kolejnych zdolności: w tym przypadku telepatycznie kontroluje on strażnika znajdującego się po drugiej stronie ściany.

Przypomnijmy sobie dwa, omówione już na łamach Kinomisji, odcinki: Arena oraz The Return of the Archons. W The Return… Kirk przybywa na inną planetę (symboliczne terytorium kolejnego państwa) i dokonuje przewrotu niszcząc tamtejszy rząd i instalując rząd federacyjny. Czyni to, ponieważ w jego uznaniu wartości reprezentowane przez tamtejszą władzę są złe; innymi słowy, zmienia całkowicie struktury władzy w obcym mocarstwie tylko dlatego, że się z nimi nie zgadza. Oczywiście w odcinku padają wyjaśnienia, dlaczego Kirk postępuje w ten sposób: jest m.in. proszony o pomoc przez miejscową ludność. Ostatecznie zatem kapitan Enterprise’a faktycznie dokonuje słusznego i dobrego uczynku, stąd jest – przynajmniej do pewnego stopnia – usprawiedliwiony w swoim postępowaniu.

Nieco inaczej jednak sytuacja wyglądała w Arenie. Otóż w jej powstanie mocno zaangażowany był Gene L. Coon, który również pracował nad A Taste of Armageddon; w obu odcinkach prezentował krytyczny pogląd na postępowanie Federacji. W Arenie – gdzie nazwa „Federacja” pojawiła się po raz pierwszy – okazuje się, że kolonizacyjne dążenia przymierza planetarnego nie zawsze idą w parze z dobrem ras (państw) niebędących jej członkami; innymi słowy przedstawił Federację jako potęgę kolonizacyjną nieprzejmującą się zbytnio niczym innym, jak poszerzaniem własnego terytorium i własnych wpływów. Ponownie sytuacja została pomyślnie rozwiązana przez Kirka, który uczy siebie – i widzów – jak szanować innych, lecz nie oznacza to wcale, że Federacja jako ponadpaństwowy byt zmieniła swoją politykę. Tym bardziej, że najważniejsze decyzje dotyczące jej funkcjonowania są podejmowane daleko poza zasięgiem wzroku tak widzów, jak Kirka i jego załogi.

Rozwinięcie tego tematu znajduje się w A Taste of Armageddon, odcinku, w którym po raz pierwszy pojawia się pełna nazwa: „Zjednoczona Federacja Planet”. I bardziej niż idealistyczny, ten utopijny związek planetarny zdaje się tu być wersją Stanów Zjednoczonych Ameryki („United Federation of Planets” – „United States of America”), jaką Coon wykorzystuje do krytyki zagranicznej polityki kraju. Tym samym Federacja staje się – i to już od chwili jej pierwszego przywołania – symbolem nie tylko zalet, ale i wad systemu politycznego obecnych podczas tworzenia danego serialu. Tak samo traktują ją współcześni twórcy, także naświetlający liczne problemy dręczące nasz świat, ze szczególnym uwzględnieniem USA. Oznacza to więc, że od momentu wprowadzenia jej do świata Star Treka organizacja ta dokonywała moralnie nagannych czynów, stąd krytykowanie przedstawiania podobnych czynów współcześnie jest krytyką chybioną.

Wróćmy jednak do A Taste of Armageddon i przyjrzyjmy się, jak ta bardziej negatywna wizja Federacji rozwija się tutaj. W odcinku przedstawiono ambasadora Foxa, którego misją jest ustanowienie dyplomatycznych relacji z Eminiarem VII, celem stworzenia federacyjnego portu gwiezdnego. Gdy Enterprise dociera do planety, rządzące Eminiarem VII konsylium otwarcie stwierdza, że nie tylko nie jest zainteresowane nawiązaniem dyplomatycznych relacji, lecz w ogóle nie życzy sobie, aby ktokolwiek z Federacji do nich przybywał. Dla Kirka jest to wystarczający powód aby zawrócić statek gwiezdny; wszak skoro nie są mile widziani, to nie ma sensu siłą wdzierać się na terytorium niepodległej planety. Fox jednak natychmiast każe kapitanowi zignorować wiadomość konsylium, przejść na orbitę wokół Eminiaru VII i teleportować się na jego powierzchnię. Innymi słowy interes Federacji jest dla Foxa – co presuponuje ciało rządzące Zjednoczoną Federacją Planet – ważniejszy niż wola i niezależność mieszkańców odwiedzanego świata. Nie tylko jest to pozycja przeciwstawna do roli Federacji jako szanującej odmienności i zawsze kierującej się dobrem innych, lecz stojąca w opozycji zarówno do Pierwszej Dyrektywy, jak i do propagowanych przez serial indywidualizmu i progresywności. I nie można tego portretowania Federacji zrzucić na karb wczesnego niedopracowania zasad rządzących uniwersum Star Treka czy uznać za błąd scenarzysty. Był to bowiem zamierzony zabieg stanowiący dość subtelną krytykę międzynarodowej polityki Stanów Zjednoczonych, które nie tylko nie przejmowały się innymi państwami, lecz swoim postępowaniem zagrażały własnym obywatelom. W odcinku decyzja Foxa umieszcza załogę Enterprise’a w samym centrum „zimnej wojny”, przez co naraża na śmierć wszystkich na pokładzie.

Ponadto jest tu coś jeszcze, co zdradza, że Federacja nie jest wcale taka pokojowa, jak może na pierwszy rzut oka się wydawać. W obliczu zagrożenia zniszczeniem gwiezdnego statku i zabicia załogi z rąk Eminiarczyków, Kirk wydaje Rozkaz Naczelny 24 z aktywacją opóźnioną o dwie godziny. Rozkaz ten stanowi o całkowitej eradykacji wszelkich form życia i przejawów cywilizacji z danej planety. Oczywiście, ostatecznie nie zostaje on wykonany, lecz sama jego obecność i niezbyt wielkie poruszenie (za wyjątkiem zdziwionej twarzy Uhury), jakie jego wydanie wywołuje świadczy, że Federacja jest zdolna do destrukcyjnych czynów. Pokazuje to, że nie tylko „oni”, ale „my” również dokonujemy niesprawiedliwych, egoistycznych wyborów.

W jaki jednak sposób ten dość negatywny obraz Federacji pogodzić z aspiracyjną wykładnią serialu, tj. promowaniem wartości i konduktu zachowań do jakich powinniśmy jako ludzkość dążyć? Otóż, gdy Kirk i Spock przedstawiają zarówno Eminiarczykom, jak i Foxowi potrzebne fakty, i gdy kapitan odbiera możliwość prowadzenia zdalnej wojny oraz wydaje Rozkaz Naczelny 24, wtedy wszyscy decydują się obrać pokojową drogę rozwiązania konfliktu. Konsylium decyduje się rozpocząć rozmowy ze swoimi rywalami, a Fox zostaje na miejscu zajęty bardziej zapewnieniem dyplomatycznych relacji między Eminiarem VII i Vendikarem niż Eminiarem i Federacją (choć domyślamy się, że utworzenie portu jest już tylko kwestią czasu). Zmysł Kirka okazał się zatem – ponownie – słuszny. Twórcy wiedzieli, że mimo wszystko można zarzucić mu pewne nadużycia i zbytnie poleganie na szczęściu, co potwierdzili kwestiami Spocka wskazującymi, że nie można było mieć pewności czy zlikwidowanie komputerów symulacyjnych nie doprowadzi do rozpoczęcia otwartej, bardziej niszczycielskiej wojny, zamiast do rozpoczęcia procesu budowania pokojowych relacji. I to tu właśnie, w reakcjach wszystkich stron konfliktu, objawia się aspiracyjny charakter serialu, zakładającego – być może naiwnie, ale w końcu Star Trek jest ostatecznie serią optymistyczną – że gdy wszyscy poznają i zrozumieją wszystkie fakty, wtedy podejmą słuszną decyzję, zaniechają przemocy, będą szanować innych i stłumią swój egoizm.

Choć A Taste of Armageddon jest interesującym odcinkiem w kontekście politycznym, nie jest to odcinek idealny. Jako że akcja rozgrywa się prymarnie na Eminiarze VII, sporo czasu spędzamy z samymi Eminiarczykami, głównie z przywódcą konsylium Ananem 7 i jego córką Meą 3. Niestety oprócz stanowienia symboli zimnowojennego społeczeństwa nie posiadają oni zbyt wiele wyróżników. Mea 3 to wyjątkowo pusta postać, pozbawiona własnego charakteru i robiąca tylko, co każą jej inni, oferując czasem jedynie nikły sprzeciw wobec postępowania Kirka. Anan 7 tymczasem – choć próbuje się usprawiedliwić jego punkt widzenia – ostatecznie, poprzez usilne próby zniszczenia załogi Enterprise’a, sprawia wrażenie taniego złoczyńcy, podstępnie dążącego do zabicia bohaterów. Niezbyt interesująca rasa, jaką napotykają w omawianym odcinku Kirk, Spock i kilku innych załogantów nie umniejsza oczywiście innym walorom A Taste of Armageddon, pozostającego jednym z ciekawszych epizodów serialu.

Tyranny, sir? Or an attempt to unify Humanity?

STAR TREK
Space Seed
odcinek 24., sezon 1.

Reżyseria: Marc Daniels
Scenariusz: Gene L. Coon i Carey Wilber, na podstawie pomysłu Careya Wilbera.
Data pierwszej emisji: 16.02.1967

Obsada:

William Shatner – James T. Kirk
Leonard Nimoy – Spock

oraz

Ricardo Montalban – Khan Noonien Singh
Madlyn Rhue – Marla McGivers
DeForest Kelly – Leonard McCoy
James Doohan – Montgomery Scott
Blaisdell Makee – Spinelli
Nichelle Nichols – Uhura
Mark Tobin – Joaquin
Kathy Ahart – załogantka
John Winston – technik tranportera

Pod koniec 1. sezonu Star Treka dobra passa serialu trwała w najlepsze, czego świadectwem jest zbiór świetnych odcinków, do których zalicza się również Space Seed – jeden z najsłynniejszych i najszerzej analizowanych epizodów w historii serii. Autorem wstępnej jego wersji był Carey Wilber, który zainspirował się osiemnastowiecznym, brytyjskim zwyczajem odsyłania statkami przestępców poza granice kraju. Stąd też wpadł na pomysł stworzenia statku gwiezdnego o nazwie Botany Bay (nazwa penalnej kolonii w Australii), którym ze zmagającej się z nadmierną populacją Ziemi 2096 roku wysłano w kosmos przestępców wraz z kilkoma stróżami prawa. Przestępcom tym przewodzić miał nordycki „nadczłowiek” posługujący się pseudonimem Harold Erricsen, później zmienionym na John Erricsen, lecz w rzeczywistości nazywający się Ragnar Throwald, pełniący kluczową funkcję w tzw. Pierwszej Światowej Dyktaturze, czyli rządzie przestępców mającym mieć kontrolę nad światem. Pomysł ten jednak nie do końca spodobał się Gene’owi Roddenberry’emu, który uznał, że w czasach finansowych trudności, ziemski rząd nie przeznaczyłby ogromnych funduszy tylko po to, by wybudować nowoczesny statek gwiezdny dla grupy przestępców. Jego uwaga znalazła się zresztą w finalnej wersji odcinka i została przemieniona w kwestię wypowiadaną przez Spocka.

Stąd też dokonano w scenariuszu licznych zmian, za których część odpowiedzialny był Gene L. Coon, ponownie dorzucający do scenariusza szczyptę sceptycyzmu wobec ludzkości w uniwersum Star Treka. W nowej wersji Space Seed Botany Bay w kosmos wyruszył w 1996 roku, pod koniec Wojny Eugenicznej, która ogarnęła większą część naszej planety. Otóż – jak się okazuje – pod koniec XX wieku ludzkość zaangażowała się w eksperymenty dotyczące selekcjonowania genów, mające na celu stworzenie silniejszych, zdrowszych, inteligentniejszych ludzi. Dzięki tym genetycznym modyfikacjom stworzono grupę „nadludzi”, przewyższających zarówno fizycznie, jak i mentalnie zdolności reszty ludzkości. Jak jednak pamiętamy z poprzednich odcinków – szczególnie z Where No Man Has Gone Before i Charlie X – twórcy Star Treka zawsze negatywnie charakteryzowali tych, którzy nagle zyskiwali nadludzkie zdolności. W matrycy ideologicznej serialu człowiek bowiem wcale nie musi ewoluować, aby być doskonały. Człowiek już jest doskonały i „jedyne”, co musi zrobić, to odnaleźć równowagę między emocjami, pragnieniami a zimną logiką, co Star Trek oczywiście przedstawia na przykładzie kapitana Kirka, stanowiącego instancję scalającą emocjonalnego McCoya i logicznego Spocka. Wszystkie próby wykroczenia poza człowieczeństwo zaburzają zaś tę równowagę, sprawiając że dana osoba albo traci ludzkie emocje, albo zdolności logicznego myślenia; to oczywiście wiąże się z pokonaniem ich przez zachowującego tę równowagę człowieka, jakim jest James T. Kirk.

Space Seed podchodzi do tego tematu w sposób szczególnie intrygujący. Kwestia Wojen Eugenicznych prowadzonych przez laboratoryjnie stworzonych „nadludzi”, próbujących przejąć kontrolę nad Ziemią z miejsca kojarzy się z dwiema historycznymi postaciami: Friedrichem Nietzschem i Adolfem Hitlerem. Sama idea genetycznej manipulacji w celu stworzenia nadczłowieka również posiada konotacje związane z nazizmem. W tym kontekście odcinek oferuje kilka ciekawych rozwiązań. Po pierwsze „nadczłowiekiem”, z którym zetrze się Kirk, jest najpotężniejszy z przywódców Wojen Eugenicznych, Khan Noonien Singh, pochodzący z północnych Indii sikh. Jest to niezwykle interesujące zagranie: odcinek sugeruje bowiem (lecz nigdy nie mówi wprost), że Khan jest faszystą, ale równocześnie jest on Hindusem pochodzącym z terenów kolonizowanych przez europejskie mocarstwa. I choć pochodzi on z lat 90., to serial niemal od chwili jego pojawienia się buduje go jako postać zakorzenioną w historii; czyni to poprzez nawiązania do stereotypowej reakcji na „egzotycznego” wojownika oraz – przede wszystkim – poprzez pokazywanie go w otoczeniu podobizn i omawiania jego postępowania w kontekście takich historycznych figur, jak Juliusz Cezar czy Napoleon. Stąd Khan jest poniekąd paradoksalną siłą kolonizacyjną i ofiarą kolonizacji w jednym; być może presuponuje to negatywne skutki mocarstw kolonizacyjnych, które stworzyły sobie potężnych wrogów na przyszłość. Ta paradoksalność jest też interesująca z punktu widzenia kwestii rasowych: Khan jako groźny, „egzotyczny” Hindus zagraża Federacji (tutaj: Zachodniemu światowi), choć jego działania wcale tak bardzo nie różnią się od ekspansyjnych dążeń przywódców „cywilizowanych” państw; ponadto mają na celu m.in. usunięcie jakichkolwiek różnic rasowych i zjednoczenie całej ludzkości pod jego rządami. Khan jest zatem wyrażeniem zarówno strachu, jak i fascynacji „innym”. Zawarte w nim sprzeczności tworzą z niego niezwykle barwną postać, której tajemniczość, magnetyzm i status dominującego samca alfa genialnie zaprezentował na ekranie Ricardo Montalban.

Ale nie jest on oczywiście jedynym samcem alfa, jaki przebywa na pokładzie Enterprise’a. Pozycja kapitana Kirka jako silnego, posiadającego intelektualną i moralną wyższość, a przy tym z łatwością podbijającego kobiece serca mężczyzny nigdy była zagrożona. Do teraz. Khan w tym kontekście stanowi zniekształcone lustrzane odbicie Kirka. Jest od niego silniejszy fizycznie, równie niezłomny w swoich przekonaniach, a jego magnetyzm sprawia, że z łatwością podbija serce porucznik McGivers, która zdradza swoich współzałogantów i pomaga Khanowi przejąc kontrolę nad statkiem gwiezdnym. W kontekście realizacyjnym doprowadziło to do prawdziwego aktorskiego pojedynku między znanym ze swoich szarży i chęci ciągłego znajdowania się w centrum uwagi Williamem Shatnerem oraz próbującym wykraść mu tę centralną pozycję Ricardo Montalbanem, wyglądającym czasami jakby jego jedynym zamiarem było przyćmienie wszystkich innych aktorów na planie. Co zresztą nieraz mu się udaje.

Botany Bay na ekranie na mostku Enterprise’a. Autorem projektu statku był Matt Jefferies, który zaprojektował Botany Bay zanim wykonał projekt Enterprise’a.
Mimo że widzimy tylko jedno pomieszczenie na pokładzie Botany Bay wybudowano także części bocznych korytarzy wraz z komorami dla pasażerów.
Khan Noonien Singh w futurystyczno-historycznym anturażu. Ciekawostką jest fakt, że Khan w odcinku pojawia się w 5 różnych kostiumach, co stanowi rekord dla męskiej postaci w serialu.
Khan i jego ludzie przejmują kontrolę nad Enterprisem.
Uhura sprzeciwia się ludziom Khana.
Torturowany Kirk.

O wiele bardziej interesujący od pojedynku Shatnera z Montalbanem jest jednak pojedynek Kirka z Khanem. Aby lepiej go docenić, warto przywołać pogląd uznający kapitana Enterprise’a za idealnego übermenscha. Jest on doskonałą instancją równoważącą obecne w człowieku prymitywizm i intelektualizm, jest przy tym całkowicie pewny siebie, jak i wartości, jakie reprezentuje. Ponadto wszystkie jego interwencje wynikają poprawą zastanego porządku; nawet gdy jego misja nie w pełni się powodzi, Kirk nigdy nie zostawia sytuacji w stanie gorszym niż przed swoim przybyciem. Jego pewność siebie jest zatem w pełni usprawiedliwiona: Kirk jest faktycznie osobą, której osąd jest najlepszy. Nawet mimo pewnych „ludzkich” pomyłek, jak np. początkowe niedocenienie Khana, ostatecznie nie ma wątpliwości, że to wartości reprezentowane przez niego powinny wygrać.

Pod tym względem Space Seed stanowi swoisty pojedynek dwóch „nadludzi”, a może raczej dwóch interpretacji „nadczłowieka” z filozofii Nietzschego. Khan jest wizją nadczłowieka jako instancji absolutnie dominującej, postrzegającej świat poprzez pryzmat rywalizacji i podbojów (co ujawnia się w jego retoryce niemal zawsze opartej o militarne porównania), biorącego siłą wszystko, czego chce, korzystającego ze swoich atrybutów do przejmowania kontroli nad ludźmi etc. Co jednak ostatecznie z tego wynika? Otóż to, że nie ważne ile książek przeczytał i ile nawiązań do Miltona z siebie wyrzuci, w rzeczywistości jest zwykłym, zadufanym w sobie bandziorem. Jego całkowita akceptacja agresywnej strony człowieka, zdolność jej ukrywania przed innymi oraz manifestowania jako atrakcyjnej, w połączeniu z jego dominującą osobowością mogą wydawać się uwodzicielskie – nie tylko dla kobiet, żywą fascynację (ku kompletnemu zdumieniu Spocka) przejawiają nim początkowo także Kirk, McCoy i Scotty – lecz ostatecznie nie ma żadnych wątpliwości, że w porównaniu z wersją „nadczłowieka”, jaką reprezentuje kapitan Enterprise’a, jest nikim. W tym kontekście serial przedstawia przyszłość ludzkości jako przyszłość, w której nie ma miejsca dla ludzi szukających i powodujących konflikty. Khan jest reliktem przeszłości; reliktem, który mimo że posiada groźne, uwodzicielskie właściwości, to w świecie zamieszkanym przez Kirków, Spocków czy Uhury – do których Star Trek każe nam aspirować – pozostaje reliktem, jakiego moce zostaną prędko wygaszone i jaki zostanie w ciszy odłożony na zakurzoną półkę historii, czy też – jak to ma miejsce w odcinku – wysłany wraz ze swoimi („nad”)ludźmi na groźną planetę, gdzie będą mogli spełniać swoje prymitywne pragnienia walki z dala od nas, od ludzi, którzy faktycznie wyewoluowali.

Zanim zakończę dzisiejszą część Pocztówek z ostatecznej granicy, chciałbym przyjrzeć się jeszcze jednej postaci, wspomnianej porucznik McGivers, pokładowej historyczki, obecnej przy wybudzeniu Khana z trwającego ponad 200 lat snu i prędko dającej się uwieść jego dominującej, agresywnej osobowości, a nawet czerpiącej przyjemność, gdy ów fizycznie i mentalnie się nad nią znęca. W kontekście pojedynczego odcinka, postać McGivers jest dość logicznym i akceptowalnym uzupełnieniem omówionego przed momentem wizerunku Khana. W kontekście całego serialu trudno jednak nie zauważyć powracającego seksizmu, czasem w dość niesmacznej formie. Przypomnijmy sobie szczególnie dwa odcinki z dotychczas omówionych: The Enemy Within oraz Shore Leave. W pierwszym z nich pojawia się sugestia, że Janice Rand odczuwała przyjemność lub uznawała/powinna uznawać za formę komplementu próbę jej zgwałcenia przez brutalnego mężczyznę, zaś w drugim Tonia Barrows marzy, aby być seksualnie napastowana. Do tego stopnia, że gdy jej pragnienia się materializują, zagrażają innym załogantom. Niemal wszystkie postaci kobiece w Star Treku (wyraźnym wyjątkiem pozostaje Uhura) są przedstawione jako gorzej zdyscyplinowane, fizycznie i mentalnie słabsze, niezdolne do podejmowania ważnych decyzji i – przede wszystkim – w głębi serca niepragnące niczego innego poza mężczyzną, który siłą podbije ich serca i któremu będą mogły służyć. W nagranej, lecz wyciętej z ostatecznej wersji odcinka scenie, McGivers w rozmowie z inną załogantką stwierdza, że czeka na mężczyznę, który „zapuka do mych drzwi i zaniesie mnie dokądkolwiek będzie chciał”. W samym odcinku zaś nie tylko znosi mentalne znęcanie się nad sobą przez Khana, lecz pojawia się scena, w której dyktator niemal łamie jej rękę – wszystko to sprawia, że pani porucznik jeszcze bardziej się w nim zakochuje.

Poza tym mankamentem, Space Seed stanowi jeden z najlepszych i najbardziej kultowych odcinków serialu: świetnie zagrany, pełen emocji i posiadający zapadającego w pamięci antagonistę, jak również poruszający interesujące kwestie. Co prawda rywalizacja Kirka z Khanem kończy się w nieco rozczarowujących zwrotach fabularnych, lecz można je wybaczyć zważywszy na konieczność zamknięcia dość rozbudowanej historii w niespełna 50 minutach. I choć po zakończeniu oglądania pozostaje więc w widzu niewielkie uczucie niedosytu, to na szczęście zostanie ono zaspokojone już za 15 lat, wtedy bowiem Khan powróci, by zmierzyć się z Kirkiem po raz drugi.

Khan podbija serce McGivers.
McGivers z miłością w sercu akceptuje znęcanie się nad nią przez ukochanego.
Ostateczne starcie dwóch „nadludzi”.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.