Spag-West Mania: The Specialist (1969)

Share
„Nie przestawaj pić. Kiedy ludzie przestają pić, robię się nerwowy. A kiedy robię się nerwowy – strzelam.”

Samotny mściciel, główne miejsce akcji swoistym siedliskiem zła, niemała dawka okrucieństwa, ponura tonacja, skrajnie cyniczna wymowa, postaci taplające się w błocie… W trakcie seansu Specjalisty (Gli specialisti) trudno oprzeć się wrażeniu, że po realizacji sarkastycznego, lecz zarazem dosyć lekkiego i przebojowego Najemnika (The Mercenary, 1968) Sergio Corbucci zatęsknił za bardziej typową dla siebie koszmarną wizją Dzikiego Zachodu. Geneza jego ostatniego w karierze całkowicie poważnego westernu jest jednak owiana pewną tajemnicą. Po premierze wspomnianego zapatowskiego hitu z Franco Nero w roli głównej reżyser ogłosił, że pracuje nad wojenną opowieścią o handlarzu bronią, z Lee Van Cleefem jako głównym aktorem i współscenarzystą. Projekt ten pierwotnie nazywał się Uzbrojony specjalista, a następnie przemianowany został na Powrót najemnika. Z nieznanych przyczyn nigdy nie doszło do jego produkcji. Corbucci zaczerpnął z jego (niekoniecznie ukończonego) scenariusza kilka motywów i połączył z pomysłami, które, podobno, wymyślane były dopiero na planie zdjęciowym nowego projektu. Nie wiadomo, o jakie dokładnie motywy chodzi, jednakże już sam tytuł brzmi przecież odpowiednio znajomo. Szkoda, że można tylko gdybać, jak mógł wyglądać jedyny obraz Corbucciego z udziałem Van Cleefa, jednak, oczywiście, nie ma tego złego – powstały w jego miejsce Specjalista to jeden z najciekawszych filmów w karierze „drugiego Sergia”.

Akcja rozgrywa się w górskim miasteczku Blackwood i w głównej mierze oscyluje wokół linczu dokonanego w niejasnych okolicznościach na Charlie’m Dixonie, a także ukradzionych przez niego – lecz gdzieś zagubionych – pieniędzy. Głównym bohaterem jest brat zamordowanego, niesławny rewolwerowiec Hud Dixon (w tej roli francuski gwiazdor muzyki pop Johnny Hallyday), znany też jako „Wielki Hud”. Wraca on w rodzinne strony, aby rozwiązać zagadkę rzeczonej śmierci, zemścić się na winowajcach oraz odnaleźć zaginiony łup. Mimo że już w pierwszej scenie ratuje on miejscowych burżujów przed bandytami, nie jest w Blackwood osobą mile widzianą. Miasteczko ma jednak nowego szeryfa (Gastone Moschin), który nie zamierza usługiwać lokalnym bogaczom i – wbrew ich woli – ani myśli bez powodu zamykać w celi Huda (co nie znaczy, że tak się w końcu nie stanie). Zamiast tego odbiera mu broń, ponieważ od czasu wspomnianego linczu nikt oprócz szeryfa i jego niezbyt rozgarniętego zastępcy (Lucio Rosato) nie ma prawa być w mieście uzbrojonym. Co oczywiście nie znaczy, że wszyscy tego przestrzegają. Huda obserwują jednak nie tylko ludzie chcący się go pozbyć, ale też niejako zafascynowana nim czwórka wędrujących nastoletnich hipisów (tak, hipisów żywcem wyjętych z 1969 roku, nie ich XIX-wiecznych odpowiedników), a w międzyczasie spotkać się z nim będzie chciał megalomański bandyta El Diablo (Mario Adorf) będący liderem ukrywających się w górach meksykańskich ex-rewolucjonistów.


Choć materiał byłby ku temu wdzięczny, a scen przemocy nie brakuje, Specjaliście daleko do najszybciej rozwijających się obrazów Corbucciego. Nie jest to bowiem typowe kino zemsty, jakim początkowo zdaje się być. Jednym z fragmentów definiujących film jest część pierwszego dialogu między niespiesznie jadącymi konno Hudem i Szeryfem, co ma miejsce tuż przed pierwszym od lat pojawieniem się bohatera w Blackwood. To konkretne ujęcie, kiedy kamera podąża przed nimi ukazując ich z dołu i stale z takiej samej odległości: poruszające się nogi wierzchowców znajdują się wówczas poza kadrem, którego całe tło wypełnia niebo oraz góry (film był kręcony w Alpach i piękne plenery zostały w nim rewelacyjnie wykorzystane przez operatora Dario Di Palmę); ujęcie więc na pozór wyzbyte jest ruchu, co sprawia wrażenie, jakby postaci, mimo ciągłego posuwania się naprzód, stale znajdywały się w tym samym miejscu. Jak gdyby zawieszone były gdzieś poza czasem i przestrzenią. Ta zapowiedź leniwego tempa opowiadania, jakie cechuje całe rozwinięcie akcji, doskonale oddaje specyfikę Blackwood – miasteczka pogrążonego w marazmie, stanowiącego dla niektórych postaci prawdziwe więzienie. Jedną z takich jednostek jest nastoletnia Sheba (Sylvie Fennec), która wraz z apodyktycznym, bijącym ją ojcem znanym jako Boot (Serge Marquand) mieszka w domu należącym wcześniej do brata Huda.

Zagadka śmierci Charlie’go oraz zaginionych pieniędzy niekoniecznie jest największą atrakcją fabuły. Specjalista to przede wszystkim jedno wielkie podsumowanie westernowej twórczości reżysera (przy jednoczesnym dalszym przesuwaniu granic gatunku). Po pierwsze, rzecz składa się ze wszystkich spośród najbardziej charakterystycznych dla Corbucciego elementów: okaleczenia bohatera, dwóch zwalczających się grup, silnych postaci kobiecych, scen cmentarnych, „tańca śmierci”, krytyki wyzysku/rasizmu/burżuazji, a wreszcie finału, w którym protagonista teoretycznie nie ma szans na zwycięstwo. Po drugie, w oczy rzucają się pomysły wprost wyjęte z niektórych spośród poprzednich dokonań reżysera: bohater to postać o tragicznych rysach i żywa legenda w jednym, ma status/opinię bandyty, a jednak przestrzega prawa (Człowiek zwany Ciszą, 1968); jedną z ważniejszych postaci jest szeryf, który okaże się tak samo silny i odważny, jak nieporadny i naiwny, co skończy się dlań tragicznie (Człowiek zwany Ciszą); mieszkańcy miasteczka to w głównej mierze skrajnie egoistyczni burżuje, którymi bohater gardzi, ale których przyjdzie mu bronić (Navajo Joe, 1966); scenariusz podzielić można na dwie części, co jest wynikiem dominacji w fabule najpierw jednej, a potem drugiej z przeciwstawnych sobie grup (Django, 1966); lider meksykańskich bandytów jest dawnym przyjacielem bohatera (Django). Ponadto, wspomniany na koniec niniejszej wyliczanki El Diablo pozbawiony jest ręki, co – biorąc pod uwagę to, że nieoczekiwanie staje się on postacią bardzo ważną dla rozwoju wydarzeń – przywodzi na myśl kalekiego farmera imieniem Fred z Masakry w Wielkim Kanionie (1963).

Podczas projekcji uczucie deja vu pojawiać się więc może całkiem często, ale dzięki kreatywności reżysera w niczym to filmowi nie ujmuje. W jego wcześniejszych utworach silne kobiety były postaciami pozytywnymi, a tutaj tą zdecydowanie najsilniejszą jest, o dziwo, czystej wody femme fatale. Bankierka Virginia Pollycut (Francoise Fabian) – której nazwisko jest wyraźnym nawiązaniem do Henry’ego Pollicuta z Człowieka zwanego Ciszą – to niespotykana w mitologii autora wdowa specjalizująca się w uwodzeniu i manipulacji. Współodpowiedzialna za lincz na Charlie’m próbuje owinąć sobie wokół palca kogo się tylko da i przez jakiś czas jest głównym czarnym charakterem opowieści. Później rolę tę przejmuje po niej charyzmatyczny El Diablo (aczkolwiek też tylko na jakiś czas), pod groźbą ataku na Blackwood żądający sprezentowania mu zaginionych pieniędzy. Z nim też związana jest jedna z bardziej osobliwych scen filmu: pojedynek, w którym przeciwnicy mają związane ręce i walczyć mogą ze sobą jedynie poprzez uderzanie się nawzajem swoimi głowami. Wespół z kamizelką kuloodporną (w formie kolczugi), w którą odziany jest „Wielki Hud”, oraz z postmodernistycznym wątkiem grupki hipisów, czyni to Specjalistę jednym z najbardziej ekstrawaganckich westernów w dorobku rzymskiego artysty.

Co ciekawe, mimo lewicowych poglądów „drugi Sergio” nastawiony był przeciwko coraz popularniejszym „dzieciom kwiatom”. Postrzegał je jako jednostki nie mające pojęcia o rewolucji, o której mówią, a życie bezmyślnie poświęcające lenistwu, narkotykom i rozpuście. Jak ich widział, tak ich ukazał. Poznajemy ich już w pierwszej scenie, gdzie poniżani są poprzez, o ironio, wytarzanie w błocie. Następnie upokarzający ich bandyta obiecuje, że jednego z nich nie zabije – tego, który przyniesie mu jego monetę. Ta zaraz ląduje w błocie i nastolatki same – poprzez desperackie poszukiwanie jej i walkę o nią – zaczynają się w nim tarzać. Są to osobniki nad wyraz antypatyczne, od momentu uratowania ich przez Huda coraz bardziej fascynujące się przemocą. Z ofiar bandytyzmu powoli przeobrażają się w agresorów: próbują zmusić dobroduszną Shebę do zapalenia z nimi jointa i napastują ją seksualnie, a w finale chwytają za broń i nieoczekiwanie stają się głównymi antagonistami. Jakkolwiek sugerowanie, że palenie marihuany jest jednym ze źródeł niegodziwości wywołać może uśmiech politowania, tak ukazaniem coraz większej agresywności hipisów reżyser przewidział to, co z najbardziej radykalnymi „dziećmi kwiatami” miało się stać w USA połowy lat 70.: nie doczekawszy się pożądanych zmian odrzucili pacyfizm i sięgnęli po przemoc. Inna sprawa, że pod kątem krytyki ruchu hipisowskiego Corbucci okazał się też hipokrytą. Gardząc nim sam posłużył się pewnymi jego wyznacznikami, z czego na plan pierwszy wychodzi epatowanie erotyką, głównie w (wybranych) scenach z kusicielską Virginią Polycutt.

Każdy z budujących film wątków porusza temat zderzenia fałszu z prawdą, czy może raczej mitu z rzeczywistością. Zostaje to zaznaczone już w sekwencji otwierającej, kiedy obserwujemy Huda wybijającego meksykańskich bandytów. Częściowo potwierdza, a częściowo przeczy to opinii na jego temat – faktycznie jest bardzo niebezpieczny, ale przecież bandytów zaatakował w obronie okradanych i męczonych przez nich ludzi. Inaczej jest w wypadku postaci drugoplanowych, które w różnoraki sposób próbują kształtować otaczający ich świat. Bezimienny hazardzista (Gino Pernice) robi wszystko, by uchodzić za kogoś ważnego i dzielnego, lecz szybko okazuje się jedynie wygadanym bajkopisarzem, bankierka Virginia to prawdziwa mistrzyni uwodzenia, za co iście przewrotnie ukarana zostaje brutalnym gwałtem (i nie tylko), Szeryf tak ślepo wierzy w prawo i sprawiedliwość, że wychodzi naprzeciw El Diablo nieuzbrojonym i kończy z dziurą między oczami, a wspomniany jednoręki bandyta na bieżąco dyktuje jednemu ze swoich podwładnych swoją biografię, z której wynika, że jest najgroźniejszym człowiekiem w okolicy; a że nim nie jest, pisanie jej przerwane zostaje jego zgonem. Z kolei w kulminacji filmu, stanowiącej ironiczne odwrócenie zakończenia Człowieka zwanego Ciszą, otrzymujemy zaskakujące połączenie demitologizacji z… mitologizacją. O ile postać Ciszy, podobnie jak Django, Corbucci prezentował jako personifikację śmierci, aby ją następnie na swój sposób uczłowieczać, o tyle w Specjaliście mityczna aura towarzysząca bohaterowi bierze górę nad okrutną rzeczywistością. Hud bez zastanowienia rusza do boju z terroryzującymi Blackwood hipisami, mimo że po walce z ludźmi El Diablo jest tak okaleczony, że ledwo się porusza, a komora jego rewolweru jest już całkiem pusta. Jego tarczą jest kamizelka kuloodporna, jedyną bronią – wiara, że jego „legendarność” zastąpi naboje (przeciwnicy nie zdają sobie sprawy z ich braku). I udaje się, aczkolwiek tylko dzięki temu, ze hipisi to w mniemaniu Corbucciego banda tchórzliwych nieudaczników. I żadne uzbrojenie tego nie zmieni.

W finale tym miejsce ma również niespotykane w gatunku poniżenie postaci, tak służące szokowaniu odbiorcy, jak i podkreśleniu politycznego charakteru opowieści. Ten wcześniej przejawiał się na zmianę to symbolicznie – zmiażdżenie klatki piersiowej chciwego zakapiora za pomocą pełnej pieniędzy kasy barowej – to dosadnie – Hud palący zaginione wcześniej pieniądze na oczach mieszkańców Blackwood, którzy oburzają się tym do tego stopnia, że i go chcą zlinczować. Rozebranie tych cechujących się jedynie hipokryzją i zachłannością ludzi do naga, a następnie nakazanie im czołgania się po ulicy miasta stanowi ukoronowanie anty-kapitalistycznej wymowy filmu. Dziesiątki nagich ciał, nad którymi świstać zaczynają kule, to też widok głęboko zapadający w pamięć, ale nie mniej interesujące jest to, co następuje później. Uratowani przed hipisami burżuje, tak jak to miało miejsce w Navajo Joe, nie okazują bohaterowi choćby odrobiny wdzięczności, o jakimkolwiek zainteresowaniu jego dalszym losem nie wspominając. Jedyną pozostałą na polu niedawnej bitwy osobą jest Sheba, z którą zdaje się łączyć go platoniczne uczucie. Ich pożegnanie następuje jednak bez jakichkolwiek słów czy choćby odrobiny bliskości. Ku jej (i naszemu) zaskoczeniu oraz smutkowi, kulejący rewolwerowiec omija ją i wsiada na konia, aby odjechać w stronę zachodzącego słońca. Kiedy to zniknie za horyzontem, legenda o „Wielkim Hudzie” najprawdopodobniej dobiegnie końca.

We Włoszech film został zubożony przez cenzurę (wycięte zostały ujęcia pokazujące nagich burżujów oraz scena gwałtu na Virginii) i przeszedł bez echa. We Francji, gdzie wyświetlany był w swoim oryginalnym kształcie i gdzie główny aktor uwielbiany był przez tłumy, cieszył się za to dużym powodzeniem i doczekał się nawet adaptacji w formie komiksu. Co nieczęsto spotykane, ze względu na opisane przeze mnie wcześniej podobieństwa, na przestrzeni dekad fani gatunku zaliczyli Django, Człowieka zwanego Ciszą oraz Specjalistę w poczet tzw. „trylogii błota i krwi”. Jakkolwiek niejako ucierpiał na tym Navajo Joe, ciężko odmówić im trafności.

Marcin Zembrzuski
Czyta filmy, ogląda muzykę, słucha komiksy, je książki. Fan autorskiego kina gatunku oraz różnorakiej pulpy, od filmu noir przez spaghetti western po horror klasy wszelakiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.