Słodki zapach sukcesu (1957). Otchłań medialnego noir

Po zrealizowaniu w Wielkiej Brytanii czterech komedii i jednego dramatu Alexander Mackendrick przeniósł się do USA, gdzie w drugiej połowie lat 50. kontynuował swoją karierę. Po rezygnacji z oferty stworzenia remake’u swojego Zagubionego dzieciństwa (Mandy, 1952), którą zaproponował mu Cary Grant, reżyser o szkockim rodowodzie podjął współpracę ze studiem Hech, Hill & Lancaster, gdzie przydzielono go do pracy nad komedią wojenną Uczeń diabła (The Devil’s Disciple, 1959). Ciągnące się w nieskończoność problemy ze znalezieniem aktorów znacząco jednak opóźniły rozpoczęcie kręcenia produkcji. Toteż zniechęconego pracą w Hollywood Mackendricka oddelegowano do reżyserii filmu noir opatrzonego tytułem Słodki zapach sukcesu (Sweet Smell of Success).

Pierwszą wersję scenariusza stworzył Clifford Odets na podstawie własnej noweli. Zanim zaczął pisać scenariusze filmowe, Odets pracował jako agent prasowy. W tym zawodzie zetknął się z licznymi moralnie wątpliwymi czynami, których zresztą sam musiał dokonywać, stąd też opowiadanie oparł o własne doświadczenia, rysując w nim negatywny obraz medialnej Ameryki. Mackendrick zmodyfikował dostarczony mu scenariusz, lecz główne nad nim prace przypadły w udziale Ernestowi Lehmanowi. Lehman był persona non grata w ówczesnym Hollywood z powodu zakrojonej na szeroką skalę paniki, każącej doszukiwać się komunistycznego zagrożenia z każdej strony. Jako człowiek o lewicowych poglądach znalazł się na celowniku służb i został zmuszony do wyjawienia nazwisk swoich przyjaciół o podobnych zapatrywaniach, co nie przysporzyło mu uznania żadnej ze stron. Lehman został zaproszony do współpracy przez samego Mackendricka, który miał ambicje zamieszczenia w filmie politycznego komentarza. Przykładem tegoż jest odniesienie się do oskarżeń o komunizm, jakie w Słodkim zapachu sukcesu zostały wykorzystane, aby zniszczyć reputację dobrodusznego chłopaka. Jako że prace nad pisaniem nowej wersji scenariusza szły nader wolno, do realizacji produkcji przystąpiono bez niego. Kolejne strony przybywały do twórców wraz z każdym kolejnym dniem kręcenia, wzmagając uczucie niepewności, unoszące się nadzwyczaj gęsto w filmie i stanowiące jedną z jego głównych zalet.

Uczucie to towarzyszy przede wszystkim protagonistom. Sidney Falco to agent prasowy, który nie cofnie się przed niczym, aby wygrzebane przez niego wiadomości ukazały się w najpoczytniejszej kolumnie. Im bardziej pikantne i okrutne, tym lepiej. Kłamstwo to jego cnota, nieskończona ilość masek to jego zaleta, bycie w ciągłym ruchu, bez chwili wytchnienia, spokoju, z permanentnym strachem w oczach i fałszywym uśmiechem na twarzy to jego egzystencja. Jego przeciwieństwem jest J.J. Hunsecker. Jest on prasowym gigantem, jego kolumna jest nie tylko najpopularniejsza, ale i najbardziej opiniotwórcza, jeśli kogoś pochwali – drzwi kariery stoją przed nim otworem, częściej jednak skazuje ludzi na śmierć. W jego świecie pióro jest bowiem naprawdę silniejsze od miecza. Wszyscy się go boją, policjantów ma w kieszeni, szczerość to dla niego obce słowo, manipulacja to jego profesja.

Od pierwszych scen filmu znajdujemy się w środowisku naturalnym obu mężczyzn: skąpanym w niekończącym się blasku neonów nocnym krajobrazie Nowego Jorku. Nikt tu nigdy nie śpi, tutaj zawsze przebywa ktoś ważny, a jakaś tragedia czai się za rogiem. To poza światłem słońca, w mroku nocy, przebywają szare eminencje mediów, polityki i showbiznesu. Stąd też nie jest zaskoczeniem, że zawiązana w Słodkim zapachu sukcesu centralna oś fabularna – niewinny romans młodego, dobrze rokującego muzyka jazzowego z Susan, dziewiętnastoletnią siostrą Hunseckera – jest jedynie pretekstem do przeprowadzenia wiwisekcji amerykańskiego snu. Szybko wychodzi na jaw, że w rzeczywistości jest on koszmarem. Produkcja nie pozostawia suchej nitki na mediach i, w dalszym planie, politykach oraz policji, przedstawiając je jako manipulacyjne potwory, żądne kontroli i kształtujące w społeczeństwie wypaczony obraz świata. Choć pojawiają się tu też iskierki nadziei, ludzie – także w środowisku mediów – z moralnym kręgosłupem, są oni jedynie tonącymi wysepkami w bagnie zepsucia, a jedyne zwycięstwa, jakie można osiągnąć w tym pozbawionym wartości świecie, to zwycięstwa pyrrusowe.

Aby uchwycić nocne życie miasta, Mackendrick wyruszył z ekipą filmową na ulice, kręcąc wiele scen wśród prawdziwego otoczenia hipnotyzujących, urzekających neonów czy w godzinach szczytu. Wykreował w ten sposób niesamowite wrażenie, stanowiące esencję kina noir i sprawiające, że niejeden z widzów z chęcią znalazłby się choć na chwilę w centrum przedstawionych tu wydarzeń. Jest to jednak miejsce nie tylko uwodzące swoim blaskiem, lecz także pełne ryzyka. Uczucie niepewności podbijane jest wrażeniem niebezpieczeństwa czyhającego w mroku nocy, zmiennym stanem mediów reprezentowanych przez bezwzględnego, nieprzeniknionego i dwulicowego Hunseckera, szybkim tempem narracji, nigdy nie zatrzymującym się i wciąż wypatrującym – z kolejnym kłamstwem na ustach – zagrożenia Falco, a także tętniącą rytmem jazzową ścieżką dźwiękową. Słodki zapach sukcesu to oszałamiająca panorama obscenicznej podszewki medialnej władzy w Ameryce w późnych latach 50. Panorama, która wciąż zachowała bardzo wiele nie tylko z niesamowitego wrażenia, jakie wzbudza w widzu, lecz również z aktualności poruszanej tematyki.

Główne role w filmie przypadły w udziale Burtowi Lancasterowi w roli Hunseckera i Tony’emu Curtisowi jako Falco. Pierwotnie myślano o obsadzeniu Orsona Wellesa w roli medialnego giganta, lecz nie był on chętny do zagrania postaci, która przypominałaby jego kreację w Obywatelu Kane (Citizen Kane, 1941). Lancaster stanowił o tyle naturalny wybór, że był współwłaścicielem studia i do niego trafiały główne role w większości prestiżowych produkcji. Słynący wtedy ze swojej fizycznej strony aktor, który karierę w showbiznesie zaczynał jako akrobata, w Słodkim zapachu sukcesu wypada idealnie jako mistrz słownych i psychologicznych zapasów, tym bardziej, że jego dominująca fizycznie osobowość stanowi narzędzie, którym nie boi się wywierać nacisku na swoich ofiarach. Jego niemal całkowitym przeciwieństwem jest spektakularny w swojej kreacji Curtis. Znany do tej pory z ról uroczych przystojniaków, całkowicie zrywa – ku niepokojowi studia MGM – z przyklejoną mu etykietą, co okazało się być prawdziwym szokiem dla jego fanów i, jeszcze większym, dla fanek. Z rozbieganymi oczyma, nieustannie się przemieszczający i wyrzucający z siebie ogromne ilości niezwykle kolorowych, przejaskrawionych i kwiecistych w metafory i slangowe wyrażenia zdań, Curtis stanowi kwintesencję człowieka z filmu noir. Warto przy tym przypomnieć, że to dzięki Lehmanowi dziennikarska gwara czy po prostu nienaturalność doboru słownictwa stała się cechą rozpoznawalną ludzi, których dotknął koszmar amerykańskiego snu. Jest to szczególnie wyraźne, kiedy postać siostry Hunseckera zaczyna kłamać, także nabierając wówczas nawyku wyrażania się w języku podobnym do brata.

Wątek romantyczny Susan, wspomnianej siostry Hunseckera, oraz Steve’a, jazzowego muzyka, jest niestety najsłabszym ogniwem filmu. Nie dlatego, że stanowi pretekst do pokazania innych elementów fabuły, gdyż dzięki jego sprytnemu wykorzystaniu uświadczymy tutaj tyle zdrad, że wystarczyłoby ich na kilka produkcji, ale dlatego, że wypada on nieprzekonująco w wykonaniu dwójki młodych aktorów. Jest to szczególnie widoczne, gdy dzielą oni ekran z Lancasterem i/lub Curtisem, którzy zupełnie przyćmiewają młodszych kolegów po fachu. W rolę siostry Hunseckera wcieliła się Susan Harrison, która wcześniej miała na koncie kilka telewizyjnych występów; Słodki zapach sukcesu był jej debiutem filmowym. Jej kariera nie trwała jednak długo, bowiem zakończyła ją w już 1963 roku, po kilku kolejnych występach w telewizji i roli w Key Witness (Phil Karlson, 1960). Tutaj jest kolejną ładną dziewczyną bez wyrazu, obligatoryjnym składnikiem tego typu kina. W rolę Steve’a wcielił się Martin Milner, dość drewniany i najbardziej rozczarowujący z aktorów. Milner przed omawianym występem miał już za sobą 10 lat grania małych ról w filmach i telewizji. Kontynuował on karierę do 1997 roku, głównie na małym ekranie.

Jak można przypuszczać, produkcja nie odniosła sukcesu w box officie, niejako powtarzając los zrealizowanego 6 lat wcześniej Asa w potrzasku (Ace in the Hole, Billy Wilder, 1951), innego klasycznego noir poddającego media i przemysł rozrywkowy nader krytycznej ocenie. Film Mckendricka w swoich gorzkich, ponurych konstatacjach poszedł krok dalej i przedstawił skrajnie negatywny obraz medialnej Ameryki. Nie powinno więc zaskakiwać, że produkcja nie zawojowała kin. Nie tylko bowiem zantagonizowała fanki Curtisa, lecz także dziennikarzy, którzy po tak krytycznej ocenie mediów odwdzięczyli się podobnymi opiniami. Niezbyt przychylnie reagowała też większość zwyczajnej widowni. Przeciętny widz nie miał ochoty oglądać filmów zdzierających z rzeczywistości maskę radości i wolności. Zamiast patrzeć, jak okrutny, złowrogi i pełen hipokryzji jest świat wokół nich i jak media nimi manipulują, ludzie woleli (i zwykle wciąż wolą) obejrzeć przyjemną komedię, romans czy inną propozycję z czarno-białym podziałem świata, gdzie białe zawsze wygrywa. U Mackenricka jest natomiast niemal całkiem czarno. Słodki zapach sukcesu to bowiem kino par exellence noir.

Grafika autorstwa Seana Phillipsa

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.