Sleepy Eyes of Death. Syn czarnej mszy (część III)

(Pierwszą część tekstu przeczytać można tutaj, drugą tutaj, a czwartą tutaj.)

Ronin Nemuri Kyōshirō kroczy dumnie mijając skąpane w świetle Księżyca przedmieścia Edo. Niespodziewanie podchodzi do niego tajemnicza kobieta z twarzą zasłoniętą maską teatru noh i proponuje mu usługi seksualne. Ronin się zgadza, lecz wpierw pragnie zobaczyć twarz nieznajomej; okazuje się nią być kobieta z wyższych sfer, która popadła w niełaskę. Nemuri nie czuje wobec niej żadnego współczucia czy żalu. Nie przebierając w słowach określa ją jako żałosną, rzuca ostentacyjnie dwa ryō i wychodzi kontynuować swoją podróż. Kobieta popełnia samobójstwo.

魔性剣

Diabelski miecz

Zła karma, maska noh, czarna msza, nielegalne aborcje, korupcja, żądni krwi samurajowie – oto, co przygotowano dla widza w szóstej przygodzie Nemuriego na wielkim ekranie. Sleepy Eyes of Death: Sword of Satan (Nemuri Kyōshirō: Mashōken, Kimiyoshi Yasuda, 1965) mimo licznych ekstrawagancji w rzeczywistości zaprasza w znajome rejony kina chanbara. Korzysta bowiem z boleśnie ogranych schematów, przez co nie wzbogaca serii o nowe pomysły, tylko decyduje się na przedstawienie zbioru już znanych.

Główna akcja filmu zawiązuje się, gdy ronin spotyka dwie kobiety: siostrę Buichiego – zabójcy, którego Nemuri pozbawił życia w trzeciej odsłonie serii, oraz siostrę kobiety, która popełniła samobójstwo po spotkaniu z protagonistą. Pierwsza z nich jest żądna zemsty i będzie próbować różnymi sztuczkami zabić Nemuriego. Druga natomiast przybywa prosić o pomoc dla syna samobójczyni, ściganego przez samurajski klan zajmujący się licznymi nielegalnymi procederami, w tym organizacją czarnych mszy ku czci Szatana. Nemuri postanawia pomóc osieroconemu dziecku i przeciwstawia się nasyłanym na niego zabójcom i samurajom.

Szósta część serii całkowicie pomija zarówno wątek tajemnicy pochodzenia protagonisty, jak społeczno-polityczne komentarze i skupia się wyłącznie na czysto rozrywkowym potencjale serii. Tym samym przeradza się w sekwencję scen, podczas których Nemuri toczy kolejne pojedynki czy unika mniej lub bardziej wymyślnych pułapek. Choć niektóre z pomysłów są zdecydowanie udane – jak choćby zabójczyni atakująca z pomocą węży, surrealne czarne msze czy całe finalne starcie – to zwykle nie stanowią nic ponad to, do czego przyzwyczaiły nas podobne produkcje. Większość scen akcji jest zwyczajnie przewidywalna, brakuje im odpowiedniego oszlifowania lub powściągliwości w naginaniu realizmu. Najbardziej rozczarowuje jednak wątek siostry Buichiego. Kobieta w pierwszych scenach prezentuje się dość intrygująco, lecz później zamiast nękać ronina kolejnymi atakami, zostaje zredukowana do roli szpiega i okazjonalnego pośrednika w wyszukiwaniu zabójców.

Pod względem formalnym Sword of Satan również nie przedstawia niczego nowatorskiego lub szczególnie zapadającego w pamięć. Szkoda także, że obrazowanie Nemuriego jako antybohatera po raz kolejny ustępuje miejsca zwyczajnemu w gruncie rzeczy heroizmowi bohaterów kina chanbara. Tym samym Sword of Satan prezentuje się jako mało wyróżniający się z całości epizod, polecany jedynie fanom serii z Raizō Ichikawą, który ponownie pokazał się z bardzo dobrej strony jako aktor oraz miłośnikom kina samurajskiego.

多情剣

Miłosny miecz

W 1966 roku Nemuri zawitał na ekranach kinowych dwa razy. Pierwszym ze spotkań z aroganckim roninem i zarazem siódmą pozycją w serii opowiadającej o jego perypetiach był Sleepy Eyes of Death: The Mask of the Princess (Nemuri Kyōshirō: Tajōken, Akira Inoue) – film, w którym do siania niegodziwości powraca niestabilna psychicznie księżniczka Kiku.

Rozwiązanie jej wątku w Sleepy Eyes of Death: Sword of Seduction rozczarowało wielu widzów. Czy naprawdę bowiem wystarczyło jedynie publicznie upokorzyć zdeformowaną księżniczkę, by przestała ona rozprzestrzeniać jad szaleńczej nienawiści po edoskiej Japonii? Oczywiście, że nie. Zmotywowana bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, Kiku postanawia nie tylko zabić w zemście Nemuriego, lecz również zszargać jego imię oraz doprowadzić go do skrajnego cierpienia. Kto jednak skieruje swój gniew na „syna czarnej mszy”, musi być przygotowany na śmiertelną kontrę z jego strony.

Siódma część należy nie tylko do jednych z najlepszych filmów serii, lecz również stanowi udany przykład kina chanbara jako takiego. Fabuła ustawia protagonistę w samym centrum licznych wydarzeń, nie pozwalając ani jemu, ani widzowi na moment znużenia. Kolejne fale skrytobójców co chwila atakują Nemuriego, z okolicznych wód wyławiane są ciała z podpisem „tę kobietę zgwałcił i zabił Kyōshirō Nemuri”, bandy ninja czyhają za każdym niemal rogiem – w filmie nie tylko dużo się dzieje, ale i dzieje się z bardzo dużym wyczuciem estetyki. Reżyser Akira Inoue i zdjęciowiec Yasukazu Takemura podnieśli bowiem wizualny poziom przygód ronina, wypełniając produkcję mnogą ilością atrakcyjnych kadrów pełnych ujęć przyrody czy pokazywanych z dużego oddalenia postaci na tle natury, budynków i murów, akcentując w ten sposób niewielkie znaczenie obserwowanego konfliktu dla świata. Optyczne zmniejszanie postaci pokazuje również, że są jedynie trybikami w większej machinie politycznych intryg i knowań. Twórcy po raz kolejny nie przepuszczają okazji do zamieszczenia zdrowej dawki krytyki rządu i wyższych sfer. Ponownie dekadentyzm, hipokryzja, rozpasanie oraz brak skrupułów w kwestii największych nawet zbrodni są cechami dominującymi w rządzie feudalnej Japonii. Negatywne obrazowanie z pewnością ma paraboliczny charakter w okresie niechęci do rządu Kraju Kwitnącej Wiśni w latach tworzenia serii.

Jednak to nie polityczne komentarze, lecz eskapizm dominuje w filmie Inouego. Stojące na odludziu domki zmieniają się nagle w zabójcze pułapki, przypadkowi ludzie okazują się zawodowymi zabójcami, żądny awansu klan ninja nie cofa się przed niczym byleby tylko dopiąć celu – każdy miłośnik chanbary znajdzie tutaj coś dla siebie. Momentami obraz kojarzyć się może również z późniejszą serią Lone Wolf and Cub, tym bardziej, że produkcje o Nemurim wywarły przecież niemały wpływ na filmy prezentujące krwawe przygody Ogamiego Ittō. Twórcy uzupełniają też fabułę wątkiem przyjaźni dwóch szermierzy, którzy będą musieli zmierzyć się ze sobą w finale oraz kłopotliwymi relacjami protagonisty z kobietami, czyli kolejnymi tropami klasycznymi nie tylko dla Sleepy Eyes of Death, ale i filmów samurajskich w ogóle.

Jak było nieraz wspomniane, Nemuriego wyraźnie charakteryzuje mizoginizm, czasem umniejszany przez producentów obawiających się negatywnych opinii widzów. Choć więc zdarzało się, szczególnie na początku serii, wiązać protagoniście z kobietami, później coraz częściej dawał wyraz swojej niechęci wobec przedstawicielek płci przeciwnej i nieraz poniżał je, rozbierał cięciami katany i/lub nawet gwałcił. To właśnie takie poniżenie rozsierdziło Kiku, która teraz pragnie najpierw posiąść, a następnie zabić ronina z wykoślawionej przez jej szalony umysł miłości. Stało się to idealnym pretekstem aby protagonista dał po raz kolejny wyraz swojej skrajnej awersji wobec kobiet nadużywających władzy i pozbawionych przymiotów kojarzonych z klasycznym modelem zachowań.

A jednak nawet i Nemuriemu zdarzy się poczuć słabość do płci pięknej. Protagonista już na początku filmu decyduje się pomóc młodziutkiej dziewczynie, której rodzice zostali zabici przez samuraja, a ona sama sprzedana do domu publicznego. Nemuri wykupuje ją, mimo (choć może właśnie dzięki) jej ekstremalnej nienawiści do całej sfery wyższej, szczególnie samurajów, co również i na niego sprowadza gniew dziewczyny. Jest to dumna i honorowa postać, chcąca zerwać wszystkie więzy łączące ją z wyższymi sferami społeczeństwa Japonii, pełnymi okrucieństwa i oportunizmu. Niestety jej historia zostaje dość szybko porzucona; twórcom wyraźnie zabrakło pomysłu na udane poprowadzenie jej wątku. Ostatecznie zostaje ona wykorzystana jako zupełnie niepotrzebne zaognienie konfliktu z Kiku.

Choć krótszy, to lepiej zaprezentowany pozostaje wątek kobiety pracującej w karczmie, gdzie jedna z pracownic zginęła zabita przez wrogów Nemuriego. Yaeko Mizutani w swojej świetnej kreacji aktorskiej portretuje postać skrajnej manipulantki. Cechuje się ona tak znienawidzoną przez protagonistę umiejętnością wykorzystywania swoich walorów – zarówno fizycznych, jak oratorskich – do osiągania zamierzonego celu. Mimo to, już w pierwszej scenie z jej udziałem zarówno Nemuri, jak i widz zaczynają ją darzyć sympatią, a w przypadku ronina – być może nawet miłością. I choć z łatwością przejrzy on jej kłamstwa, nie tylko nigdy nie uczyni jej krzywdy, lecz nawet stanie w jej obronie. Ta kolejna rysa na mizoginizmie, czy nawet nihilizmie ronina, nadaje mu większej głębi i pokazuje, że nawet ten stoicki wojownik skrywa w sobie gorące uczucia.

Sprzeczne emocje targające Nemurim, pozwoliły Ichikawie na pokazanie większej ilości aktorskich zdolności. The Mask of the Princess cechuje się również bardzo dobrymi choreografiami walk; są dość mocno rozbudowane, zmienne i pomysłowe. Także ścieżka dźwiękowa, której autorem był słynny kompozytor Akira Ifukube – artysta na zawsze zapamiętany z pracy nad muzyką do Godzilli (Gojira, Ishirō Honda, 1954) – jest jedną z lepszych w serii.

無頼剣

Miecz nikczemności

W kolejnej odsłonie przygód Nemuriego reżyser Kenji Misumi spróbował zaprezentować główną postać w nieco innej perspektywie niż poprzednio. Głównym pomysłem, mającym na celu odróżnienie tej części od wcześniejszych, jest fakt zawiązania osi fabularnej z dala od protagonisty, zepchniętego na niemal połowę czasu trwania filmu na drugi plan. Ronin jawi się wtedy niczym gość we własnej produkcji, a obraz zachodzących wydarzeń buduje na podstawie krążących wokół niego plotek lub podczas przypadkowych konwersacji. Misumi dzięki temu dość sprawnie utrzymuje nastrój tajemnicy rodem z kryminału. Nastrój ów jest największą zaletą produkcji, toteż wyjątkowo pominę tym razem streszczanie fabuły. Tym bardziej warto zawiązanie intrygi uświadczyć bez uprzedniej znajomości rozgrywającej się opowieści, gdyż w późniejszych partiach produkcja wchodzi na typowe tory kina samurajskiego, przez co Sleepy Eyes of Death: Sword of Villainy (Nemuri Kyōshirō: Buraiken, 1966) przestaje oferować coś więcej aniżeli przelotną rozrywkę.

Drugą zaletą filmu jest jego finał skąpany w poświacie płonących dzielnic Edo. Choć ograniczenia tak techniczne, jak i budżetowe nie pozwoliły na wykreowanie ogromnych scenografii skąpanych w morzu ognia, to za pomocą barwnych dialogów przerażonych mieszkańców, płomiennych barw urokliwie rozjaśniających nocne niebo oraz obrazów pożaru widocznego gdzieniegdzie na horyzoncie, twórcom skutecznie udaje się wykreować wrażenie chaosu i niebezpieczeństwa rozgrywającego się wokół kamiennych twarzy protagonisty i antagonisty. Dodać należy również, iż finalny pojedynek odbywa się na zdradliwym dla nóg dachu, gdzie walczącym zagrażają nie tylko wzajemne zdolności szermiercze, lecz również umykające spod stóp dachówki i zbliżające się płomienie. Jest to zdecydowanie jedno z najciekawszych starć w całej serii, zarówno pod względem anturażu, jak i choreografii.

Niewątpliwym plusem jest także różnorodność wydarzeń, lecz brak fabularnych niespodzianek, intrygujących – poza Nemurim – postaci oraz czegoś, co wykraczałoby poza niezobowiązujący film samurajski, zawęża zasięg odbiorców jedynie do miłośników tego rodzaju kina. Na jego niekorzyść przemawia też ponowne odejście od moralnej ambiwalencji tytułowej postaci. Po raz kolejny wmawia się widzowi, że Nemuri jest cokolwiek złowrogą i antybohaterską osobą, lecz czyni się to bez żadnego wpływu na faktyczną prezentację bohatera, utrzymanego ostatecznie w szablonie klasycznego twardego ronina, śpieszącego na pomoc innym.

魔性の肌

Diabelska skóra

Kazuo Ikehiro już otwierającą sceną dziewiątego spotkania z Kyōshirō Nemurim pokazuje, że część ta będzie jedną z najbardziej nietypowych. Sleepy Eyes of Death: A Trail of Traps (Nemuri Kyōshirō buraiken: Mashō no hada, 1967) rozpoczyna się bowiem od silnie stylizowanej czarnej mszy, przypominającej widzom o traumatycznym poczęciu protagonisty, do jakiego doszło w satanistycznym obrzędzie, prowadzonym przez europejskiego misjonarza. Przeżywanie niepokojących scen zostaje gwałtownie ucięte płaczem dziecka, które niechybnie irytuje i tak już wyjątkowo niespokojnego ronina. Postanawia on ukoić swoje nerwy w ramionach kobiety. Niestety, i w zbliżeniu z kochanką nie jest mu dane zaznać spokoju; gdy zauważa ona, że ronin przypomina wyglądem obcokrajowca, zły nastrój natychmiast powraca i Nemuri niezwłocznie opuszcza miejsce. Pech zdaje się go prześladować bardziej niż zwykle, gdyż na ulicy zostaje zaatakowany przez grupę zamaskowanych mężczyzn. Wymyka im się bez większych trudności, tylko po to, by dowiedzieć się, że był to test ich przywódcy, pragnącego wynająć Nemuriego jako ochroniarza podczas przenoszenia do Kioto złotej figury Maryi. Jego prośba jest motywowana faktem, że poluje na nią bezlitosna grupa Czarnych Palców – szermierzy-satanistów, którym przewodzi mieszanego pochodzenia fanatyk. Nemuri odmawia udzielenia pomocy, lecz Czarne Palce nie chcą ryzykować i wyznaczają ronina jako cel dla członków swojej sekto-podobnej organizacji. Jakby nie dość było mu kłopotów, niedługo później protagonistę odnajduje młoda dziewczyna, która twierdzi, że jego siostra nie tylko wciąż żyje, ale jest także zakonnicą. Jej stan zdrowia jest jednak tragiczny, toteż prosi aby Nemuri ją odwiedził, zanim ta dokona żywota. Nienawidzący swojej rodziny ronin odmawia podróży, lecz podstępne zakonnice wcale się tym nie zrażają.

W filmie dochodzi do sporej liczby zdarzeń. Ikehiro pozwala sobie  skupić się tylko na dwóch kwestiach: budowaniu suspensu oraz próbie zaprezentowania jak największej liczby pomysłowych scen. Nieme dziecko sprzedające swoją matkę, próba stratowania Nemuriego za pomocą ściętych bambusów, oddział strzelających zakonnic – to kilka z mniej intrygujących idei, jakie znalazły się w scenariuszu. Dodać do tego satanistycznych wrogów protagonisty oraz liczne pułapki zastawiane na niego po drodze i reżyserowi udaje się stworzyć produkcję, która nieraz zaskakuje widza swoją nieprzewidywalnością. Szczególnie w chwilach, kiedy udaje się Ikehiro zabawić jego oczekiwaniami. Dzięki temu dziewiąta część przygód aroganckiego ronina okazuje się być jedną z najlepszych w serii.

Reżyser świetnie też radzi sobie ze stopniowaniem napięcia, czego przykładem jest gradacja długości sięgania przez Nemuriego po katanę. Począwszy od szybkiego cięcia naczynia przez zdenerwowanego protagonistę na początku filmu, poprzez okazjonalne dobycia ostrza w celu ucieczki, do raison d’etre produkcji, czyli scen walki – za każdym razem, gdy chwyta miecz w dłoń, jest on wyjmowany na nieco dłużej aż do fenomenalnego finału, w którym widz ujrzy w końcu słynną technikę Księżyca w Pełni. Starcia są tym bardziej zajmujące, że Czarne Palce to na tyle okrutna i fanatyczna grupa, by bez problemu wywołać odrazę widzów. Reżyser czyni z nich, choć z prostymi motywacjami i nikłym portretem psychologicznym, interesujących antagonistów, a nie bezbarwnych złoczyńców, służących zaledwie jako obligatoryjni wrogowie dla ronina.

Warto także nadmienić, że przez film przewijają się jeszcze dwa poboczne wątki, a na kilka scen Ikehiro zupełnie odchodzi od głównej osi fabularnej na rzecz krótkiej i stanowiącej odrębną całość historyjki, w której Nemuri bierze udział w grze cho-han, próbując pokonać człowieka z podstawionymi kostkami.

Największą wadą produkcji jest, jak można się domyślać, jej mierny scenariusz. Jeśli bowiem przyjrzeć się mu pod kątem ciągu przyczynowo-skutkowego, okazuje się być kiepsko napisany i oparty jedynie na pretekstowym połączeniu różnorakich scen. Nie byłoby zaskoczeniem, gdyby to one były wymyślone jako pierwsze, a powiązanie ich w jeden łańcuch nastąpiło później. Warto jednak wybaczyć fabularne braki, gdyż Ikehiro z wielkim wyczuciem prezentuje każde groteskowe zdarzenie i zastawia liczne pułapki zarówno na bohaterów, jak i widzów, wciągając ich w szaloną oraz nieco surrealną zabawę, jakiej po tego typu serii wypada oczekiwać. W nieco innym świetle niż zwykle przedstawia również tytułową postać, przywracając jej status antybohatera i dając do dyspozycji wiele odświeżająco ironicznych kwestii, z czasem dopiero pozwalając Nemuriemu na kilka ludzkich uczuć i odruchów. Ostatecznie dojdzie do tego nawet, że ronin – po raz pierwszy w swoim życiu – w przypływie wściekłości sam wyzywa przeciwnika na pojedynek. Wypełniona po brzegi ekstrawaganckimi pomysłami szkatułkowa fabuła oraz kapitalna kreacja protagonisty każą więc uznać film jako zdecydowanie warty obejrzenia.

Po przejściu szlaku pułapek warto się jednak na chwilę zatrzymać i odetchnąć przed ostatnim spotkaniem z aroganckim roninem. Już jutro bowiem Kyōshirō Nemuri pojawi się, by zadać swoje finalne cięcie.

Mateusz R. Orzech

Obywatel NSK Państwa w Czasie. Prowadzi dział filmowy w Noir Cafe, publikuje w „Kulturze Liberalnej”, „Torii”, „artPapierze”… Mimo miłości do japońskiego kina, czeka na swój pierwszy kontakt z Vulcanami.

1 Trackback / Pingback

  1. Sleepy Eyes of Death. Syn czarnej mszy (część II) – Kinomisja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.