Sleepy Eyes of Death. Syn czarnej mszy (część II)

(Pierwszą część tekstu przeczytać można tutaj, trzecią tutaj, a czwartą tutaj.)

Nieopodal Edo, na nieuczęszczanym przez podróżnych terenie, mieszkają tzw. „nie-ludzie”, czyli najniższa klasa społeczna w Japonii. Mężczyźni i kobiety w różnym wieku, którym albo nie poszczęściło się w życiu, albo mieli pecha urodzić się w biednych rodzinach. Nocą odwiedza ich zamaskowany mężczyzna w towarzystwie samurajów. Przybył tu z zamiarem przetestowania swojego nowego miecza. Ścina głowę przypadkowemu staruszkowi i odchodzi zostawiając za sobą wściekłych, bezsilnych ludzi. Chwilę później na miejscu pojawia się Kyōshirō Nemuri. Oskarżony o zamordowanie staruszka, spokojnie odpowiada, że nie mógł tego zrobić; na dowód swoich słów wyciąga z pochwy bambusowy miecz…

円月斬り

Cięcie stylem Księżyca w Pełni

Rok 1964 wciąż trwał, gdy japońscy widzowie mogli wybrać się do kin na trzecią już odsłonę serii o aroganckim roninie. Reżyserem kolejnej części popularnego cyklu został Kimiyoshi Yasuda, twórca na zachodzie kojarzony głównie z pracy nad filmami z kultowego cyklu o Zatōichim. W jego rękach Sleepy Eyes of Death: Full Circle Killing (Nemuri Kyōshirō: Engetsugiri) usadowiło się zarówno nastrojem, jak i sposobem prezentacji protagonisty, między dwoma poprzednimi filmami. Przez to obraz stanowi raczej krok wstecz aniżeli ewolucję serii.

Po dość obiecującym wstępie, Full Circle Killing przenosi widzów w chaotyczny kalejdoskop wątków, mijających zbyt szybko, aby się nimi wystarczająco przejąć. Dowiadujemy się, że miecz Nemuriego znajduje się u kowala, który przywraca go do stanu świetności. Jako że jest to oręż wyjątkowy, interesuje się nim jeden z nieprawych synów sioguna, Takayuki – ten sam, który testuje broń na niewinnych. Nemuri nie tylko odmawia mu oddania broni, lecz również obraża go i w walce ścina rękę jednemu z najlepszych szermierzy służących Takayukiemu, aspirującemu do tytułu samego sioguna. Ambicje okrutnego młodzieńca nie są bezpodstawne; otóż jego zła do szpiku kości matka wykorzystuje bogatą znajomość trucizn, aby pozbywać się wszystkich, którzy powinni objąć stanowisko przed jej synem. Chłopak tymczasem zakochany jest w (również niezdrowo ambitnej) Konami, ta zaś wchodzi w konflikt z Nemurim, kończący się jej zgwałceniem przez ronina. Żądna zemsty Konami prosi więc o pomoc znajomego mistrza szermierki. W międzyczasie jej siostra zostaje porwana przez rodzinę i znajomych starca zamordowanego na początku filmu. Jakby tego było mało, ojciec Konami wyciąga na wolność groźnego skazańca i wynajmuje go do zamordowania Nemuriego. Skazaniec zaś okazuje się być mężem Okity – obecnej partnerki tytułowego bohatera.

Film trwa nieco tylko ponad 85 minut, stąd też nie zaskakuje, że akcja posuwa się z zawrotną prędkością. Również nie zaskakuje to, że czyni to kosztem głębi psychologicznej postaci oraz za cenę budowania interesujących relacji między nimi. Sporo ciężaru narracji przerzucono na ekspozycyjne dialogi oraz klisze kina chanbara, dzięki którym widz jest w stanie rozpoznać najważniejsze i najpotężniejsze postaci po sposobie wprowadzenia ich do fabuły. Jednak to nie potknięcia narracyjne, a stagnacja w rozwijaniu serii stanowi największą wadę omawianej produkcji.

Po dwóch filmach, które stopniowo odsłaniały tajemnicę genezy protagonisty, wątek ten został tutaj całkowicie porzucony. Całkowicie znikły także enigmatyczne kontakty z obcą religią, która w niewyjaśniony sposób odcisnęła piętno na Nemurim. Przez to trzecia część wydaje się oderwana od całości. Obraz nie jest też tak intensywny, jak poprzedni, częściowo z powodu mnogiej ilości wątków, a częściowo z powodu dość jasnych barw, dominujących w produkcji oraz osób, z którymi zaprzyjaźnia się Nemuri. Prosty, naiwny, dobry i trochę wolno myślący chłop oraz dręczona niepewnościami, stereotypowa Okita osłabiają poważny wydźwięk. Poza tym, tak wielkie nagromadzenie klisz kina chanbara sprawia, że fabuła jest nadto przewidywalna i niewiele pomaga dodanie krytyki wyższych sfer, której brak na tym etapie byłby bardziej niekonwencjonalny niż jej obecność.

Najbardziej udaną częścią produkcji jest jej nocny finał oraz sceny pojedynków. Seria o Nemurim zdążyła już przyzwyczaić widzów do określonego sposobu pozbywania się przez protagonistę przeciwników i tutaj nie próbuje się w żaden sposób od niego odejść. Mimo to, nawet taka powtórka z rozrywki jest wystarczającym powodem, by z przyjemnością obejrzeć kolejną przygodę Nemuriego. Jego podejście do kobiet zostało tutaj pokazane bardziej szczegółowo, gdy – aby udzielić lekcji pokory wywyższającej się niewieście – po prostu ją gwałci. Można co prawda odnieść wrażenie, że skrycie wcale nie miała ona nic przeciwko temu, jednak scena ta niewątpliwie pomaga utrzymać obrazowanie Nemuriego jako antybohatera. Drugim wskazaniem na jego antybohaterskość jest nazwa jego miecza – Musō Masamune, określająca brak emocji i współczucia. Jako że miecz jest duszą samuraja (czy w tym przypadku ronina), stanowi on równocześnie określenie charakteru protagonisty. Sam kowal określa broń Nemuriego jako „emanującą złem” i „przywykłą do zabijania”, co należy traktować bardziej jako określenie protagonisty niż jego broni. Mimo to jego heroizm ujawnia się w każdej innej kwestii, co ostatecznie kieruje jego postać w stronę typowego bohaterstwa, stanowiąc krok wstecz względem drugiego filmu, gdzie poczyniono niemałe starania, by przedstawić go w ambiwalentnym świetle.

Sleepy Eyes of Death: Full Circle Killing jest zatem dość nierównym filmem, nękanym zbyt dużym nagromadzeniem wątków, przewidywalnością i wstrzemięźliwością twórców. Jeśli jednak podchodzi się do produkcji z punktu widzenia miłośnika szermierczych popisów, intrygujących choreografii i Raizō Ichikawy, wtedy zdecydowanie warto sięgnąć po trzecie spotkanie z aroganckim roninem. Jako ciekawostkę warto jeszcze wspomnieć o czasie akcji filmów o Nemurim. Mimo że lata, w jakich mają miejsce wydarzenia nie zostały podane wprost, w produkcjach pojawiają lub są wspominane historyczne postaci. Na tej podstawie możemy określić, że pierwszy film rozgrywał się w latach 50. XIX wieku. Co interesujące, kolejne części podchodzą do czasu akcji nader swobodnie i osadzone są czasem w okresie panowania sioguna Ienariego, co oznacza, że muszą mieć miejsce pod koniec XVIII lub na początku XIX wieku.

女妖剣

Miecz mordercza diablica

Trzecia, naznaczona licznymi mankamentami, odsłona przygód Nemuriego nie spotkała się z pozytywną recepcją widowni. Serii z Raizō Ichikawą wciąż też nie udało się nawiązać finansowej rywalizacji z nietracącą na popularności gwiazdą Daiei – Zatōichim. Decydenci studia postanowili więc, że odbiór czwartej części będzie testem przetrwania dla Nemuriego – jeśli nowy film o jego losach zdobędzie wystarczające uznanie, seria będzie kontynuowana; jeśli zaś spotka się z przyjęciem podobnym lub gorszym do Full Circle Killing – zostanie anulowana.

Paradoksalnie, spadająca popularność młodej serii okazała się dla niej błogosławieństwem. Skłoniła ona bowiem twórców do wykorzystania pomysłów, jakich unikano w niepotrzebnie ugrzecznionych wcześniejszych odsłonach. Czwarty film skręcił tym samym w rejony kina eksploatacji, dzięki czemu widz odnajdzie tu krwawe walki i dekapitacje, chętne seksu zdradzieckie kobiety, czarną mszę, działających w podziemiu katolików, tortury, zdeformowaną księżniczkę oraz powrót Chen Suna (ponownie Tomisaburo Wakayama), czyli – przypomnijmy – mistrza sztuk walki kenpo będącego głównym czarnym charakterem w pierwszej części cyklu. Poprawiono też elementy już w serii obecne, co szczególnie objawia się w prezentacji techniki walki protagonisty. Zataczanie mieczem okręgu w powietrzu aż prosiło się o dodanie efektu smugi, dzięki któremu hipnotyczne właściwości specyficznego stylu walki Nemuriego stałyby się lepiej zauważalne dla widzów. Kazuo Ikehiro – reżyser Sleepy Eyes of Death: Sword of Seduction (Nemuri Kyōshirō: Joyoken, 1964) – sięgnął też po inne wizualne triki, jak zniekształcanie obrazu czy szybkie obracanie kamerą wokół własnej osi, tym samym dodając produkcji trochę psychodelicznego charakteru, jakże stosownego do ekstrawaganckich nieraz przygód Nemuriego.

Film rozpoczyna się sceną kąpieli nieznanej nam kobiety. Para spowija łaźnię, więc jej twarz jest ukryta. Kobieta ubiera się w ciszy, po czym idzie długimi korytarzami pałacu. Spokój zostaje nagle przerwany pełnymi agonii krzykami – w mijanym pokoju cierpią uzależnione od opium młode kobiety. Nieznana nam postać okazuje się być księżniczką; dręczy ona dwie z dziewcząt, a jej potężny cień pada na ścianę. Chwilę potem stwierdza: „Wszystkie piękne kobiety muszą zginąć”. Następnego dnia w rzece zostają znalezione dwa ciała, ich wyłowieniu przygląda się tłum gapiów, wśród których znajduje się Nemuri. Niespodziewanie zostaje poproszony o pomoc w uratowaniu ściganej przez prawo Dziewicy Shimy – chrześcijańskiej aktywistki uznawanej przez swoich wyznawców z podziemnego katolickiego kultu(3) za osobę świętą. Nemuri nie ma najmniejszego zamiaru udzielać komukolwiek pomocy, jednak widok osób poświęcających się za swoje przekonania oraz informacja, że dziewczyna zna okoliczności jego poczęcia, skłaniają go do niechętnej zmiany decyzji. Niedługo później wychodzi na jaw, że informacje na temat miejsca przebywania katolików donosi władzom dostawca opium, zapewniając sobie w ten sposób nietykalność; jest to ten sam sprzedawca, który za pośrednictwem nadwornego lekarza przekazuje narkotyki szalonej księżniczce.

Czwarta produkcja z serii wyróżnia się na tle poprzednich nie tylko niemałą ilością onirycznie stylizowanych scen, lecz również udanym żonglowaniem wątkami, wykorzystującymi z powodzeniem erotyczne podteksty, stereotypowe postrzeganie katolicyzmu oraz elementy klasycznej chanbary. W kontekście kina samurajskiego zwraca na siebie uwagę sekwencja scen z podróży Nemuriego, podczas której jest on raz po raz atakowany przez różnorakich zabójców, nasuwając skojarzenia z późniejszym Lone Wolf and Cub: Baby Cart at the River Styx (Kozure ōkami: Sanzu no kawa no ubaruguma, Kenji Misumi, 1972). Na tym nowatorskość filmu się nie kończy. Nemuri napotyka na swojej drodze żądne seksualnych zbliżeń kobiety, które – niczym modliszki – po stosunku mają jedynie pragnienie pożarcia swojego partnera. Nawiązujące do kina erotycznego sceny i wątki zapowiadają nadejście produkcji pokroju Hanzo Brzytwa (Goyōkiba, Kenji Misumi, 1972) czy Bohachi: Clan of the Forgotten Eight (Bohachi bushidō: poruno jidaigeki, Teruo Ishii, 1973). Nemuri napotka na swojej drodze także mistrzów szermierki i skrytobójców oraz wspomnianego wcześniej Chen Suna, powracającego by pokonać jedyną osobę, która miała nad nim przewagę w walce. Jakby tego było mało, protagonista styka się także z katolickim podziemiem, dzięki czemu widzowie staną się świadkami czarnej mszy.

Ten ostatni aspekt jest o tyle ciekawy, że bezpośrednio wiąże się z przeszłością Nemuriego, o którym do tej pory dowiedzieliśmy się tylko tyle, że jest mieszanego pochodzenia oraz że religia katolicka wywarła na niego – poznany w pełni dopiero w tej części serii – wpływ. W kontekście postrzegania religii, interesujący jest fragment filmu, w którym protagonista zakrada się do więzienia dla katolików, aby sprawdzić, jak silna jest wiara (i Bóg) pojmanego misjonarza. Po torturach psychicznych (choć sugeruje się nam, że wcześniej poddawano go także torturom fizycznym) misjonarz łamie się, wyrzeka wiary i przyjmuje buddyzm, dzięki czemu wychodzi na wolność. Zaraz potem Nemuri celnym cięciem ścina mu głowę, czując odrazę do człowieka, który nie potrafi żyć i umrzeć zgodnie ze swoimi ideałami, jakiekolwiek by one nie były. Nemuriemu umyka jednak fakt, że misjonarz wyrzekł się wiary, aby uratować życie innego więźnia, stąd jego decyzja została w rzeczywistości podjęta w imię tejże wiary. Dla protagonisty jednak pełny obraz zdarzeń nie jest istotny, raczej kieruje nim (w pełni nieuświadomione) pragnienie niemożliwej zemsty na ojcu. Zabicie misjonarza w tym kontekście stanowi symboliczne zabicie własnego ojca. Ponadto ta i podobne sceny skutecznie dystansują postać od heroizmu, jaki cechował go w poprzednich produkcjach. Nemuri zawsze mówił o sobie jako o aroganckim roninie, jako antybohaterze – tutaj jego antybohaterskość pojawia się już niemal w pełnej krasie, łącznie z klasycznym już korzystaniem z precyzyjnych cięć w celu rozbierania przedstawicielek płci przeciwnej. Warto dodać, że jest to również jeden z pierwszych filmów jidaigeki, w którym protagonista zabija kobiety. W połączeniu z niemoralnymi decyzjami, arogancją czy lubowaniem się w poniżaniu innych, wynik końcowy, jakim jest czwarty film z serii, otworzył wrota dla całej masy antybohaterów, którzy zaludnili japońskie kino.

Należy jeszcze pochwalić fabułę za dwa niespodziewane rozwiązania zaserwowane pod koniec oraz za fakt, że postać grana przez Wakayamę została zachowana na późniejsze występy. Szkoda jednak, że Chen Sun zawrócił z drogi honorowego wojownika, na jaką – wydawało się – wstąpił, gdy ostatni raz go widzieliśmy i teraz pomaga przemytnikom opium. Jako wadę odbieram też kiepsko wyeksploatowany wątek zdeformowanej księżniczki, która w pewnym momencie znika dość łatwo pokonana. Film z powodu ilości wprowadzonych wątków jest też momentami chaotyczny. Na szczęście sceny kompletnie niezwiązane z główną osią fabularną są na tyle interesujące, że trudno obecny tu chaos liczyć in minus.

Dużym rozczarowaniem jest jednak choreografia scen szermierczych. Nemuri zbyt często powtarza te same ruchy, ponadto brak tu zarówno finezji, jak i wściekłości. Dopiero w późniejszych pojedynkach sytuacja się poprawia, lecz – zgodnie z przewidywaniami – to jego walka z Chen Sunem jest najlepiej zrealizowana ze wszystkich, choć większa w tym zasługa charyzmatycznej kreacji Wakayamy niż Ichikawy.

Sleepy Eyes of Death: Sword of Seduction jest niewątpliwie punktem przełomowym w serii oraz filmem, który zwiastował zmiany w całym gatunku. Choć nie pozbawiony wad i niedociągnięć, stanowi film warty uwagi i jedną z ciekawszych produkcji chanbara.

炎情剣

Miecz ognistego pożądania

Raizō Ichikawa piąty już raz chwyta w rękę katanę i, jako Kyōshirō Nemuri, kontynuuje przemierzanie ścieżek feudalnej Japonii. Po raz drugi w serii produkcję reżyseruje Kenji Misumi, który nie omieszka wykorzystać fabuły do krytyki skrajnych różnic społecznych i honorowego kodeksu samurajskiego. Ponownie też kobiety będą chciały wykorzystać aroganckiego ronina, który znowuż bezceremonialnie się z nimi obchodzi. Oto Sleepy Eyes of Death: Sword of Fire (Nemuri Kyōshirō: Enjōken, 1965).

Idąc odludną drogą, Nemuri natyka się na kobietę z nożem w ręku, próbującą zabić mężczyznę. Poproszony o pomoc przez kobietę, dokonującą – jak sama twierdzi – zemsty za śmierć męża, ronin nie interweniuje, pyta jedynie, czy jej słowa są prawdziwe. Zdesperowana niedoszła zabójczyni obiecuje więc w zamian za wsparcie w walce spełnić jakiekolwiek życzenie Nemuriego, na co ten przystaje i wytrąca miecz z ręki mężczyzny, który zaraz potem ginie od ciosu nożem. Przed śmiercią ostrzega jednak protagonistę przed oczekującą go hańbą.

Od tej chwili sprawy szybko się komplikują. Okazuje się, że wersja wydarzeń Nui – uratowanej kobiety i Atobe Shōgena – przywódcy klanu Todo, do którego należy Nui, co do okoliczności śmierci jej męża bardzo się różnią. Jeszcze tej samej nocy, gdy Nemuri ma uprawiać miłość z uratowaną, ta próbuje go zabić. Następnego dnia do karczmy, w której akurat przebywa ronin, wpada ścigany mężczyzna o imieniu Denkichi. Wszyscy, prócz niewzruszonego Nemuriego, uciekają, a chwilę później na miejsce przybywają policja i wojownicy klanu Todo. Błagania Denkichiego o pomoc nic dla ronina nie znaczą; biedak zostaje pochwycony i ukrzyżowany. Klan Todo podejrzewa jednak, że przed śmiercią uciekinier zdradził protagoniście swoją tajemnicę, toteż przypuszczają atak na Nemuriego, który zabija wszystkich agresorów. Shōgen decyduje się zgładzić Nemuriego, Nui ma własne plany co do jego osoby, a Narumiya – bogaty kupiec, którego łączą nielegalne interesy z Shōgenem – oddaje Nemuriemu w posiadanie piękną kobietę, aby nauczył ją sztuki miłości. Ronin domyśla się, że zachodzi wokół niego jakaś niejasna intryga i przekazuje kobietę Shōgenowi, sam zaś formuje luźny rozejm z Narumiyą.

Sword of Fire wywołuje ambiwalentne odczucia. Z jednej strony film jest świetnie wyreżyserowany, z doskonałym wykorzystaniem różnorodnej palety kolorów, dynamicznymi choreografiami scen szermierczych, pokazywanymi często za pomocą długich, statycznych ujęć. Z drugiej zaś brakuje tu wyrazistych postaci. Szczególnie doskwiera tu nijaki antagonista, co sprawia, że na finalny pojedynek nie czeka się z utęsknieniem. Niweluje to też uczucie zagrożenia, zagubione gdzieś w tych wszystkich szytych grubymi nićmi intrygach. Plusem natomiast jest nadanie głównemu wątkowi cech kryminału, co wyróżnia tę część spośród pozostałych.

Mimo że postaci wokół Nemuriego prezentują się rozczarowująco, to nie można tego samego napisać o protagoniście. Choć wciąż dokonuje niemal heroicznych czynów, twórcom udało się zachować jego cynizm praktycznie nietknięty. Chwile, w których zachowuje obojętność podczas gdy obok niego dochodzi do zabójstw czy przyzwalanie na śmierć osób proszących go o pomoc, skutecznie przypominają widzowi, że Nemuri nie jest bohaterskim roninem. Do akcji wkracza dopiero, gdy jego własne życie znajdzie się w niebezpieczeństwie lub kierowany nagłym impulsem. W tym kontekście doskonale prezentuje się ostatnia scena filmu, jedyna prawdziwie zaskakująca i brutalna, pokazująca, jak ronin traktuje osoby, które okłamały go choć raz.

Jak wspominałem wcześniej, Misumi nie zapomniał o kontekście społecznym swojej produkcji. W jednej ze scen Nemuri pyta zasępionego karczmarza o przyczynę jego zmartwienia, na co ten odpowiada, że jest zadłużony. Ronin następnie konstatuje fakt głębokiej przepaści pod względem zasobności między niższymi a wyższymi warstwami społecznymi, co Misumi natychmiast podkreśla obrazkami z ulic: żebraczka bez nosa gra na starym shamisenie, podczas gdy inni pławią się w luksusach; dystyngowany i czysty jak łza pan dumnie kroczy środkiem ulicy, a kilka kroków za nim w podartym ubraniu biedny chłopiec dźwiga na plecach jego rzeczy. Sekwencja scen nie jest w żaden sposób związana z fabułą filmu ani też nie jest szczególnie subtelna, lecz zapisuje się w pamięci widza jako jedna z najciekawszych. Stanowi ona oczywistą metaforę powojennej rzeczywistości kraju.

Na tym Misumi nie poprzestaje. Pod koniec produkcji, niczym w słynnym Harakiri (Seppuku, Masaki Kobayashi, 1962), by zachować twarz klanu Todo, daimyō zrzuci winę za wszystkie wykryte przestępstwa na jedną osobę, a zabitych wojowników uzna za „umarłych z powodu choroby”. Niegodne czyny są wykorzystywane do ratowania „godności”, co pokazuje, że kodeks honorowy wymusza niemoralny stosunek do życia i innych; jest tylko pustą powłoką, pełną pięknych słów i gestów, zakrywających brud, zepsucie i moralną zgniliznę, która rozwija się poza zasięgiem naszego wzroku. Wystarczy się jednak tylko rozejrzeć, by zobaczyć, że nikt nie jest taki, na jakiego próbuje wyglądać.

Warto także dodać, iż Sleepy Eyes of Death: Sword of Fire jest także jednym z najbardziej mizoginistycznych filmów w serii. Nemuri nie omieszka tu gwałcić, odmawiać miłości zakochanym w sobie i zabijać bezbronne kobiety, co nader skutecznie dystansuje go od większości bohaterów różnorakich chanbar.

Tymczasem my zdystansujmy się na chwilę od ronina i odetchnijmy przed kolejną intrygą, w jaką niechybnie się wmiesza. Warto wykorzystać ten spokojny czas na naostrzenie mieczy i przećwiczenie kreślenia Księżyca w Pełni, gdyż już jutro Kyōshirō Nemuri powróci, a wraz z nim – morderczy wojownicy i żądne krwi kobiety.

 

Mateusz R. Orzech

Obywatel NSK Państwa w Czasie. Prowadzi dział filmowy w Noir Cafe, publikuje w „Kulturze Liberalnej”, „Torii”, „artPapierze”… Mimo miłości do japońskiego kina, czeka na swój pierwszy kontakt z Vulcanami.

3 Trackbacks / Pingbacks

  1. Sleepy Eyes of Death. Syn czarnej mszy (część IV) – Kinomisja
  2. Sleepy Eyes of Death. Syn czarnej mszy (część I) – Kinomisja
  3. Sleepy Eyes of Death. Syn czarnej mszy (część III) – Kinomisja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.