Seks, przemoc i flaki. Wywiad z Moniką Stolat

Grafika autorstwa Kamila Filipowskiego
Share

Lublin zwykle chyba kojarzy się z pewnym katolickim uniwersytetem, jednak powoli zaczyna być też kojarzony z różnorakimi pokazami kina pulpowego, klasy B czy eksploatacji, a to dzięki wydarzeniom o tak wymownych nazwach, jak Nekromantyczne Walentynki, Lublin Żywych Trupów, Krwawa Uczta, Zombie Attack, Najlepsze z Najgorszych i Splat!FilmFest. Za ich organizację odpowiedzialna jest Monika Stolat – producentka i menadżerka kultury związana z Nową Aleksandrią, teatrem Scena Prapremier InVitro oraz Centrum Kultury w Lublinie; wywodząca się ze środowiska punkowego fanka kultury niezależnej i wolności artystycznej ekspresji, która za cel obrała sobie propagowanie kina klasy B i okolic, wreszcie autorka jednego z największych skandali kulturalnych w Lublinie. Z nią też dzisiaj wywiad. O promowaniu jedynego słusznego kina, o przemocy w filmie, a nawet, pośrednio, o nekrofilii. Smacznego!

Od dobrych pięciu lat konsekwentnie kolorujesz swoje miasto pokazami filmów klasy B i eksploatacji. Jak to się w ogóle zaczęło i dlaczego nie zamierzasz przestać?

Głównie wynika to z osobistych fascynacji takimi gatunkami. Choć oczywiście kino kocham w całej jego różnorodności, to szczególnie fascynują mnie filmy, w których środkiem artystycznego wyrazu jest przemoc. Właściwie to interesuje mnie przemoc w sztuce, kulturze, społeczeństwie, we wszystkich jej formach i wymiarach. Zatem dotyczy to także kina.

Urodziłam się w latach osiemdziesiątych, jestem z pokolenia, w którym rodzice za bardzo nie kontrolowali i nie filtrowali tego, co oglądają ich dzieci. Dzięki temu jako mała dziewczynka obejrzałam całkiem sporo horrorów. Oczywiście się bałam, więc umawiałam się z rodzicami, że wspólnie będziemy oglądać straszne filmy, jednak oni zazwyczaj już po kilkunastu minutach smacznie spali, a ja sama, w środku nocy, oglądałam klasyki gatunku jak np. To, Koszmar z ulicy Wiązów, Piątek 13-go, Powrót żywych trupów czy Stuff, który z jakiegoś powodu okazał się najtrudniejszy w odbiorze dla małej dziewczynki i przeraził mnie na lata! Ale ta dziecięca fascynacja nie przeminęła, bo tak się złożyło, że kilkanaście lat później, na studiach, pisałam pracę dyplomową o erotyzmie i przemocy w kinie gore.

Obecnie ogromną frajdę sprawia mi prezentowanie kina grozy, splatterów, filmów niszowych, niskogatunkowych, ale tak naprawdę chodzi przede wszystkim o przekraczanie granic formalnych, tematycznych, estetycznych czy tzw. granic dobrego smaku, a co za tym idzie o prowokowanie refleksji na temat przemocy, kina, kultury. Dodatkowo tego typu kino to wciąż nisza w Polsce, choć ostatnio filmy klasy B zaczynają się pojawiać trochę częściej w mainstreamowych eventach.

Od początku intuicja mi podpowiadała, że robiąc z potrzeby serca te specyficzne wydarzenia filmowe znajdę także sprzymierzeńców, że moje działania będą cieszyć się popularnością, spodziewałam się sporej widowni. No i te przeczucia się sprawdziły, dosłownie wszystkie przeglądy filmowe, które robiłam, cieszyły się dużym albo wręcz ogromnym zainteresowaniem publiczności, mediów, czasem też polityków. Ale o tym później. Poza tym, chyba wiele wynika także z moich kontrkulturowych korzeni. Wychowałam się w środowisku kultury niezależnej, w środowisku anarchistycznym, w którym przełamywanie tabu to esencja. Kontestacja, przekraczanie granic to dla mnie bardzo pociągające kwestie.

fot. Maciek Rukasz
fot. Maciek Rukasz

Dlaczego głównie kino pulpowe/niskogatunkowe, a nie, dajmy na to, Fellini, Tarkowski i Bergman?

Chce udowodnić, że filmy klasy B, kino eksploatacji, horrory czy gore to zjawisko z jednej strony mocno osadzone w ramach konwencji, a mimo to bardzo bogate wewnętrznie, różnorodne. Te filmy stanowią źródło znakomitej rozrywki, ale są także ważną, pełnoprawną częścią kinematografii i popkultury w ogóle. Do inspiracji wspomnianymi gatunkami przyznaje się wielu znakomitych twórców, nie tylko filmowych. Kulturowego znaczenia tych gatunków nie można ignorować.

Zawodowo jestem producentką i menedżerką kultury, pracuję w teatrze i balansuję między kulturą głównego obiegu a sztuką niszową, kampem, klasą B, trash movies, etc. Kulturę i kinematografię uwielbiam przede wszystkim właśnie za jej różnorodność, wielowymiarowość, konteksty. Zdaję sobie sprawę, że propagatorów kultury wysokiej i głównego obiegu nie brakuje. Ja natomiast chcę się zajmować przede wszystkim kinematografią niszowa, brudną, kontrowersyjną, w kolorze krwi.

Jak idzie Ci wychowywanie publiczności, tj. czy będą z lubelskich nastolatków ludzie? Jakieś szczególnie fajne wspomnienia związane z projekcjami? Grupowe wyprawy na cmentarz?

Kino klasy B, horrory, gore to może i nisza, ale ma swoich wiernych fanów, często bardzo dobrze zorientowanych w tych gatunkach. Tacy widzowie stanowią niedużą, ale lojalną część widowni. Pozostali to głównie osoby zaintrygowane kinem, jakie do tej pory znali słabo lub wcale, a które, jak sądzę, stopniowo zdobywa ich serca. Rzeczywiście, na początku chciałam trochę wychować sobie publiczność, której granice formalne i estetyczne chcę z czasem przesuwać coraz dalej.

Najbardziej cieszy mnie zawsze frekwencja na organizowanych lub współorganizowanych przeze mnie wydarzeniach filmowych. W przypadku pokazów filmów klasy B bardzo lubię żywą reakcję publiczności podczas projekcji, padające od czasu do czasu zabawne komentarze, które wcale nie przeszkadzają w oglądaniu, czy entuzjastyczne brawa po każdym filmie.

Wesoło wspominam także Zombie Attack – jak nazwa wskazuje przegląd filmów o zombie. To było klimatyczne wydarzenie. Projekcje odbywały się pod osłoną nocy w parku. Mrok, drzewa, delikatna mgła, trochę na uboczu, atmosfera była znakomita. I co ciekawe, byłam świadkiem kiedy kilku widzów w pośpiechu i ze strachem opuściło jeden z seansów już po kilkunastu minutach. Ponieważ siedziałam akurat obok tych osób widziałam, że były przerażone. A fakt, że chodzi tu o komedię Powrót żywych trupów dodaje całej sytuacji uroku.

Zapadła mi w pamięć jeszcze historia związana z projekcją filmu Diabeł ś.p. Andrzeja Żuławskiego. Kiedy wypożyczałam kopię filmu, pani z Filmoteki Narodowej zapytała mnie czy znam ten film. Powiedziałam, że znam bardzo dobrze. Ale kobieta nie odpuszczała i pytała dalej, czy aby na pewno zdaję sobie sprawę, jak specyficzny jest to obraz. Ja przekonywałam, że dobrze o tym wiem i znam całą twórczość tego reżysera. Ostatecznie pani przyznała, że jestem pierwszą osoba, która wypożycza od nich ten tytuł i poprosiła mnie, abym po projekcji poinformowała ją, jak publiczność odebrała film. Prawda jest taka, że ok 30% widzów wyszło przed końcem seansu. A dodam, że przed pokazem zrobiłam krótką prelekcję ukazującą film w szerszym kontekście, bo zależy mi nie tylko na rozrywce, ale również na merytorycznym aspekcie moich wydarzeń. Tym razem mówiłam m.in. o problemach z cenzurą i metodach pracy reżyserskiej Żuławskiego. Ostatecznie opinie na temat Diabła były bardzo różne. Na pewno nie jest to film szeroko znany w kraju, lata cenzury jednak zrobiły swoje, a Żuławski zdaje się wciąż być reżyserem bardziej rozpoznawanym na zachodzie niż w ojczyźnie. Natomiast fakt, że nie wszyscy dotrwali do końca osobiście odbieram jako komplement dla twórczości Żuławskiego, wychodzi na to, że obraz mimo upływu lat wciąż wzbudza kontrowersje i emocje.

Nekromantik
Nekromantik

Czy zdarzają się jakiekolwiek problemy z cenzurą, tj. czy instytucje udostępniające swoją przestrzeń na pokazy sprawiają jakiekolwiek problemy, kiedy proponujesz seanse np. obrazów gore?

Pierwsze przeglądy filmowe, jak Nekromantyczne Walentynki (pierwsza i druga edycja), Lublin Żywych Trupów czy inne przeglądy kina gore, realizowałam w lokalu Tektura – Przestrzeń Inicjatyw Twórczych. Było to miejsce niezależne, niszowe, bardzo otwarte światopoglądowo, anarchistyczne. Wiedziałam, że tam mogę pokazać dowolny film bez obaw o cenzurę ze strony kolektywu, który prowadził Tekturę. Jednak nie obyło się bez afery i to ogólnopolskiej. Ale od początku.

Pamiętam, że niecny pomysł Nekromantycznych Walentynek urodził się w mojej głowie jako niewybredny żart, który jednak postanowiłam wcielić w życie. Pod nazwą wydarzenia kryje się szelmowska kpina ze święta zakochanych i krytyka tandetnych filmów romantycznych zrealizowana poprzez projekcję filmów Jörga Buttgereita Nekromantk w 2010 roku i Nekromantik 2 w 2011. Już podczas pierwszej edycji Nekromantycznych Walentynek na lubelskich forach internetowych nieprzychylnie na mój temat i mojego wydarzenia rozpisywał się pewien internauta. Podczas kolejnej edycji pan się przygotował lepiej. Świeżo po wydarzeniu napisał list protestacyjny do wszystkich lubelskich mediów i do części lubelskich radnych. Najmocniejszy zarzut skierowany był jednak wobec Miasta Lublin. Jeszcze przed 14. lutego informacja o pokazie pojawiła się chyba w większości mediów i na portalach kulturalnych i informacyjnych, między innymi na kultura.lublin.eu. Oczywiście w informacji prasowej zaznaczyłam, że film jest wyłącznie dla osób pełnoletnich, o mocnych nerwach i że jest pełen drastycznych scen. Na wyżej wspomnianym portalu zamieszczane są informacje o praktycznie wszystkich wydarzeniach kulturalnych w Lublinie. Natomiast właścicielem strony jest Miasto Lublin. Wyluzowany i samozwańczy redaktor strony do mojego opisu wydarzenia wkleił także fragment filmu, w którym kobieta rozkopuje grób, przy czym przydeptuje swoimi szpilkami także krzyż wbity przy grobie. I to był punkt zapalny. Po rozesłaniu przez internautę wspomnianego listu sprawą zainteresowały się chyba wszystkie lubelskie media, a z czasem też ogólnopolskie, bo pod aferę podpiął się jeden z lubelskich radnych. Zarzucano Tekturze, a właściwie kolektywowi, który ją tworzył, promocję nekrofilii i obrazę uczuć religijnych. Ale największym problemem był fakt, że informacja o wydarzeniu pojawiła się na stronie należącej do Ratusza. Ostatecznie radny skierował sprawę do prokuratury, przed sądem stanął prezydent miasta. Teraz już i Lublinowi zarzucano promocję nekrofilii. Trochę śmieszno, trochę straszno. Ważne jest to, że wszystko skończyło się dobrze, przedstawiciele miasta uznali, że nie ma w Lublinie miejsca na cenzurę. To było naprawdę świetne. Natomiast pan, który rozkręcił skandal swoim listem, jest niesamowity, wypisywał w internecie o mnie naprawdę bardzo obrzydliwe rzeczy. Twierdził m.in. że nekrofilia to naprawdę moja orientacja seksualna i on może to rzeczywiście udowodnić. Chyba wciąż jest moim ogromnym hejterem, bo do dziś zdarza mu się tu i ówdzie wspomnieć o mojej rzekomej miłości do zwłok.

Kilka lat później wciąż ze znajomymi wspominamy z nostalgią tę projekcję i cała aferę, która okazała się jednym z największych kulturalnych skandali w Lublinie na przestrzeni lat. Oczywiście wszystko to wynika z niezrozumienia czym jest kultura, nieznajomości historii kinematografii, czy wyłącznie emocjonalnym, a nie intelektualnym odbiorze tekstów kultury. Film Nekromantik faktycznie nie jest dla wszystkich, jest zupełną niszą. Ale za to w niedużym kręgu fanów tego tytułu jest wręcz kultowy. Krótko mówiąc, jeśli macie do czynienia z rankingiem filmów gore, w którym nie ma Nekromantika tzn. że zestawienie jest niewiarygodne.

Kolejne przeglądy filmowe, które niektórzy mogliby uznać za kontrowersyjne, realizowałam jako fundacja Nowa Aleksandria w swoim miejscu pracy, czyli w Centrum Kultury w Lublinie, które w zasadzie jest całkiem otwarte. Ale złapałam się na tym, że ja sama nie byłam pewna, na ile mogę sobie pozwolić w doborze repertuaru. W tej instytucji jak dotychczas jednym z brutalniejszych filmów, jakie pokazałam, był Ichi the Killer, uznawany za najbardziej krwawy film wszechczasów. Ale prawda jest taka, że pod względem brutalności są przecież filmy, przy których Ichi zabójca wydaje się dziecinną igraszką.

Grafika autorstwa Kamila Filipowskiego
Grafika autorstwa Kamila Filipowskiego

Twój ostatni jak dotąd projekt to Splat! Film Fest, który od tych poprzednich różni się choćby większą różnorodnością wyświetlanych tytułów. Skąd pomysł na taki przegląd i jakie wiążesz z nim nadzieje?

Splat!FilmFest to przemoc, strach, obrzydzenie, przełamywanie tabu oraz przekraczanie filmowych granic formalnych i estetycznych w pigułce. W sierpniu 2015 roku odbyła się pierwsza edycja wydarzenia, które mam zamiar cyklicznie kontynuować. W programie przeglądu pojawiły się dzieła twórców takich, jak Takashi Miike, Sam Peckinpah, Dario Argento czy Andrzej Żuławski, czyli faktycznie ogromna różnorodność. Bardzo chciałam pokazać filmy, w których przemoc jest środkiem artystycznego wyrazu i których twórcy wyznaczyli nowe, kontrowersyjne kierunki rozwoju kinematografii światowej. Dodatkowo zapragnęłam, aby Suspirii Dario Argento towarzyszyła muzyka grana na żywo. Był między innymi bas elektryczny, perkusja, altówka elektryczna, klawisze, wokale. Wyszło niesamowicie. Światło, kolory i ścieżka dźwiękowa w Suspirii bronią się same, ale muszę przyznać, że film wzmocniony przez aranżacje znakomitych muzyków na kilkadziesiąt minut zupełnie zahipnotyzował całą widownię. Bardzo klimatyczne doświadczenie.

Poprzez Splat!FilmFest pragnę zwrócić uwagę na złożoność filmów grozy i eksploatacji poprzez przedstawienie rozwoju tych gatunków na przestrzeni lat oraz odkrywając przed widownią źródła kulturowe i społeczne takiego kina. Chcę także rozwinąć wśród publiczności umiejętność odczytywania tekstów kulturowych i zaznaczyć wartość różnorodnych form artystycznego wyrazu. Splat!FilmFest to kawał dobrego kina, niekoniecznie łatwego w odbiorze. No i wiadomo, chodzi też o seks, przemoc i flaki :)

Skąd wzięły się pokazy z cyklu Najlepsze z najgorszych i czy Ed Wood byłby dumny?

Byłby dumny! I to jak! Najlepsze z Najgorszych to cykliczne przeglądy kina klasy B. Niskie budżety, absurdalne dialogi, kiepskie aktorstwo, kosmici, potwory, fabuła nie trzymająca się kupy, a także zaangażowanie i pasja autorów, mamy to wszystko. Kino klasy B naprawdę zaraża entuzjazmem twórców. Pierwszą edycję przeglądu otworzył właśnie Plan 9 z kosmosu, a i później nazwisko reżysera kilka razy przewijało się w prelekcjach, które towarzyszą każdemu pokazowi. Ed Wood okazał się spontanicznym punktem odniesienia przy kolejnych produkcjach. Dodam, że idea organizowania przeglądów kina klasy B urodziła się w głowie mojego kolegi Kamila Filipowskiego, z którym później wcieliłam pomysł w życie.

Pochwal się filmowymi planami na przyszłość.

W 2016 roku dalej kontynuujemy z Kamilem Najlepsze z Najgorszych jako cykliczne, comiesięczne wydarzenie. Jest też plan by zaprosić do Lublina jednego z najsłynniejszych przedstawicieli kina klasy B. Ale to niech zostanie niespodzianką. Dodatkowo we wrześniu b.r. odbędzie się w druga edycja Splat!FilmFest, tym razem pod znakiem filmowego horroru. Póki co zapraszam na fanpage Nowa Aleksandria.

 

Marcin Zembrzuski

Czyta filmy, ogląda muzykę, słucha komiksy, je książki. Fan autorskiego kina gatunku oraz różnorakiej pulpy, od filmu noir przez spaghetti western po horror klasy wszelakiej.

1 Trackback / Pingback

  1. [Relacja] Splat Film Fest 2016. Mini-recenzje | Kinomisja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.