Romulus & Remus: The First King (2019). Nie od razu Rzym zbudowano

Założycielski mit o Romulusie i Remusie znany jest chyba na całym świecie. I choć dość często przywoływany jest w popkulturze, tak naprawdę nie powstało zbyt wiele obrazów skupiających się na tej, bądź co bądź, tragicznej historii. Oczywiście ową legendę najchętniej ekranizowali sami Włosi, gdyż ta dość sprawnie wpisywała się w ramy popularnego w latach 50. i na początku 60. peplum, czyli tzw. kina miecza i sandałów.

Mający swoją premierę w 2019 roku film Matteo Rovere The First King to nie tylko próba przypomnienia o tym, że kiedyś istniało coś takiego, jak peplum, to również ambicja nakręcenia historii powstania Rzymu w jak najbardziej realistycznym ujęciu. Podobnie jak zrobił to Sergio Corbucci w swojej adaptacji historii o Romulusie i Remusie z 1961 roku. Obserwujemy więc losy dwóch bliźniaków, w tych rolach Alessandro Borghi oraz Alessio Lapice, którzy od bycia niewolnikami przechodzą drogę ku daniu podwalin pod jedną z największych cywilizacji w dziejach ludzkości. O rodowodzie filmu stanowi fakt, że tu i ówdzie pojawia się motyw mitologiczne czarnoksięstwa. Te mistyczne wstawki zdają się w pewien sposób napędzać całą historię, jednak spokojnie – nigdy nie przekraczają one granicy, która oddziela film Rovere od kina fantasy!

Wiara stanowi tutaj bardzo ważny wątek, dzielący dwóch braci pomiędzy Boga a poszukiwanie własnego przeświadczenia o czymś głębszym. Ten konflikt rozdziela bohaterów szybciej i mocniej niż fala z przybierającego na sile Tybru. Wiara jest tutaj nadzieją, jedyną rzeczą, która trzyma przy życiu pozostawionych samych sobie ludzi.

Chociaż przez ekran przewija się cała gama różnych postaci, na pierwszy plan wysuwają się oczywiście Romulus i Remus. Gra aktorska jest naprawdę dobra, a scenariusz poświęca bohaterom odpowiednio dużo czasu, czyniąc racjonalnymi nawet z pozoru najgłupsze decyzje. Każda jest odpowiednio wcześniej zaakcentowana, a protagoniści obudowani są dość sporą ilością charakterologicznych warstw, które tylko nadają im głębi.

Cała scenografia to próba historycznej rekonstrukcji Włoch 800 lat p.n.e. w oparciu o źródła naukowe. Cieszy bardzo fakt, że twórcy, przy pomocy semiologów, starając się jak najlepiej oddać klimat epoki, napisali dialogi w archaicznym języku italskim. Jeśli chodzi zatem o techniczną stronę filmu, The First King zdecydowanie robi kawał dobrej roboty zachwycając nie tylko przywiązaniem do detali, ale również przyjemną pracą kamery.

Pochylić się należy również nad rzemieślniczą pracą ludzi odpowiednich za kostiumy czy obecne na planie elementy budujące posępny klimat epoki. Czuć we wszystkim wokół stopień pieczołowitości, z jaką zostało to wykonane. Oglądając The First King nigdy nie tracimy poczucia, że otacza nas tylko postawiona tam scenografia.

Nawet okazjonalne sceny walki prezentują się tutaj niezwykle okazale. Widać, że inspirację czerpano z takich produkcji, jak Gra o tron (2011-2019), Wikingowie (2013-20) czy nawet Valhalla: Mroczny wojownik (2009). Jest dynamicznie, brudno i bardzo brutalnie! Również pojedynek człowieka z nieznającą litości naturą portretowany jest tutaj w wyjątkowo surowy sposób, dając nam tylko do zrozumienia, jak bezlitosne były to czasy.

Jeśli już miałbym się do czegoś przyczepić, to czas trwania filmu. Choć pełne dwie godziny seansu nie stanowią jakiegoś większego problemu, co bardziej niecierpliwi widzowie mogą psioczyć na przydługawych scenach, w którym bohaterowie przemierzają antyczne Włochy. Szkoda również, że Rovere nie zdecydował się na jakiś konkretny motyw przewodni. Odpowiedzialny za muzykę Andrea Farri raczej trzyma się z tyłu nie wychodząc na prowadzenie. I z jednej strony to dobrze, bo ta surowość podkręca tylko klimat filmu. Z drugiej jakiś mocniejszy ambient urozmaiciłoby wspomniane wyżej sceny (niewątpliwie pasując doń jak ulał).

Cenić The First King możemy przede wszystkim za jego ambicje oraz mocno uwydatnienie swoich gatunkowych korzeni. Myślę, że owe historyczne widowisko można spokojnie postawić obok netflixowego Króla (2019). Oba filmy cechuje wyrazista wizja autorska, staranne oddanie realiów epoki oraz garść naprawdę emocjonujących sekwencji walki. Do tego można dopisać szybką powtórkę z historii i wychodzimy tylko i wyłącznie na plus.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.