Pulpa mać! Zaginiona dziewczyna jako inkarnacja giallo

Share

1. W sekwencji otwierającej znakomity dramat grozy Lunapark (1981) reżyser Tobe Hooper błyskotliwie pastiszował gatunkowy rodowód swojego dzieła, z jednej strony serdecznie kłaniając się rozmaitej klasyce, z drugiej zaś nakreślając drogę ewolucji filmowego horroru. Oto przed nami pokój pełen rekwizytów wiele mówiących o zainteresowaniach jego właściciela: masek monstrów, gumowych pająków, (plastikowych) narzędzi tortur i mordu, wreszcie plakatów z klasycznych horrorów wytwórni Universal, od Frankensteina (1931) po Wilkołaka (1941). Wszystko to widzimy oczami jakiegoś dyszącego jegomościa, co w połączeniu z za chwilę mocno wyeksponowanymi czarnymi i skórzanymi rękawiczkami na jego dłoniach oraz nożem, który będzie dzierżył, wskazuje nam na kino giallo. Jegomość za chwilę jednak ściąga ze ściany maskę clowna, którą od razu zakłada i wówczas giallo znika. A kiedy ją zakłada, „zakłada” ją także kamera, której obiektyw zostaje tymże odzieniem częściowo przysłonięty, i w ten sposób pojawia się nawiązanie do Halloween (1978). Tajemniczy osobnik kieruje się następnie do łazienki, gdzie prysznic bierze pewna całkiem urodziwa nastolatka. Przygląda się jej zza zasłony i w końcu atakuje dźgając nożem. Tak, tak, muzyka stylizowana jest wówczas na tą z Psychozy (1960), a i niektóre ujęcia kamery stanowią parafrazy tych z arcydzieła Alfreda Hitchcocka.

2. U Hitchcocka miejsce archetypicznych monstrów zajął człowiek, dzięki czemu chwilę później narodził się nowy rodzaj horroru, gdzie potworami są wyłącznie ludzie. No, zapewne kilka cechujących się tym obrazów powstało już wcześniej, jednak to gigantyczny sukces Psychozy sprawił, że dokonała się rewolucja spychająca na drugi plan wszelkie Frankensteiny i wilkołaki. To m.in. dzięki Psychozie we Włoszech lat 60. narodziło się giallo. A dzięki niej oraz giallo w USA lat 70. narodził się slasher. Tobe Hooper, będący przecież jednym z ojców „amerykańskiego kina noża”, zaprezentował więc w Lunaparku swoisty wideo-esej na temat historii filmu grozy i rozwoju jego antagonistów. W kontekście niniejszego tekstu najważniejsze jest to, jak niewiele mu trzeba było, aby z jednego podgatunku przejść w drugi. Subiektywny punkt widzenia, odpowiednie rękawiczki oraz nóż i mamy włoską pulpę. Założenie na kamerę maski oraz kontynuacja wędrówki potencjalnego mordercy po domu i mamy slasher spod znaku majstersztyku Johna Carpentera (a dodajmy, że wspomniana postać po zaatakowaniu nastolatki okazuje się jej młodszym bratem). Tylko tyle i aż tyle.

3. Slashery są najdobitniejszym potwierdzeniem tego, że dawno zepchnięte na margines popkultury gialli były obrazami inspirującymi i wpływowymi. Najdobitniejszym (dość powiedzieć, że kanoniczny Piątek trzynastego [1980] to w pewnym stopniu plagiat makaroniarskiego Krwawego obozu [1971], a przebojowy Krzyk [1996] w swoim punkcie wyjścia ma przetworzenie noweli Telefon ze zbioru Czarne święto [1963]), ale bynajmniej nie jedynym. Na przestrzeni wielu lat pojawiały się rozmaite amerykańskie filmy, których twórcy różnorako czerpali z dorobku włoskich rzemieślników, jak choćby Nie oglądaj się teraz (1973) Nicholasa Roega, Oczy Laury Mars (1978) Irvina Kershnera i na podstawie scenariusza Johna Carpentera, Zadanie specjalne (1980) Williama Friedkina, Świadek mimo woli (1984) Briana De Palmy czy Nagi instynkt (1992) Paula Verhoevena (chętnych większej liczby tego typu dzieł odsyłam do tej oto wyliczanki). Obok tych tytułów śmiało postawić możemy zeszłoroczny przebój Davida Finchera. Na pierwszy rzut oka Zaginiona dziewczyna może do tego grona nie pasować, przynajmniej nie do końca, lecz to tylko pozory. W rzeczywistości jest to jeden z tych obrazów, które można wręcz określić mianem „giallo po hollywoodzku”.

4. Co prawda, nie znajdziemy tam żadnego tajemniczego (i najlepiej mocno popierdolonego) mordercy, który obserwowałby z ukrycia, a następnie wybijał kolejne piękności za pomocą broni białej (najlepiej dużego noża). Ale czy musimy? To najbardziej znane wyznaczniki „żółtej pulpy”, jednak zdecydowanie nie jedyne. Ba! Wśród reprezentantów giallo są i takie tytuły, w których rzeczonych elementów w ogóle nie ma. (Dla przykładu w takich Śladach [1975] nie ma nawet mordercy, a co dopiero jego rękawiczek.)

Kadr z Vertigo. Kobieta, czyli tajemnica.

Zawrót głowy. Kobieta, czyli tajemnica.

5. Duży wpływ na ukształtowanie się giallo miał Hitchcock nie tylko spod znaku wspomnianego proto-slashera, lecz i spod znaku paranoidalnych arcydzieł Okno na podwórze (1954) i Zawrót głowy (1958), a podobnie istotne dla powstania włoskiego podgatunku były mocno zapomniane dziś krimi, czyli niemieckie kino kryminalne, oraz publikowane taśmowo w ówczesnych Włoszech anglosaskie powieści kryminalne, w tym noir. Można więc powiedzieć, że spaghetti thriller, jak się to kino czasem nazywa, powstał jako twór hybrydowy. I tym samym był niejako skazany na jakiś eklektyzm. No, przede wszystkim był ograniczony pewnymi schematami oraz ikonografią, które spopularyzowane przez wybrane obrazy stały się normą wymaganą od masowej publiczności, a tym samym kajdanami nakładanymi na twórców, którzy chcieli tego typu filmy realizować. Zarazem bywał jednak naprawdę pojemny, ponieważ w obrębie mniej czy bardziej ogranych szablonów (a czasem raczej obok nich) niektórzy scenarzyści i reżyserzy kombinowali ile wlezie. Jedni z pobudek artystycznych (rezultatem czego znalazło się tam nawet miejsce dla nowofalowej awangardy), drudzy z pobudek komercyjnych (aby zainteresować widza czymś nowym tudzież znanym z innego – modnego akurat – rodzaju filmu).

6. Najtrafniejszą ze znanych mi definicji „żółtej pulpy” zaserwował scenarzysta Ernesto Gastaldi, mający na koncie niezliczone i przeróżne tytuły, od peplum i spaghetti westernów, przez horrory gotyckie i giallo, po leonowskie Dawno temu w Ameryce (1984). W częściowo opublikowanym na tej stronie wstępie do książki Troya Howartha So Deadly, So Perverse. 50 Years of Italian Giallo Films napisał, co następuje: „Giallo nie jest ani historią detektywistyczną, ani thrillerem, ani suspense movie, ani horrorem. Ale może być jednym z nich, a nawet mieszanką ich wszystkich. Co odróżnia giallo od innego rodzaju opowieści? Dwie rzeczy: trudne do wytłumaczenia zdarzenie oraz jego rygorystycznie logiczne wyjaśnienie bazujące na dowodach i detalach ukazanych w opowieści. Zdarzeniem tym niemal zawsze jest morderstwo. Zarówno w literaturze, jak i w kinie, gialli szanujących intelekt odbiorcy jest niewiele. Często (…) ich autorzy oszukują. W kinie zwykle pokazują tylko to, co chcą, żebyś zobaczył/a, ukrywając rzeczy, które powinny być na wierzchu; bo gdyby były na wierzchu, zagadka zostałaby zniszczona, a więc łatwiej jest po prostu oszukiwać. (…)”

7. Skomplikowana, wręcz ocierająca się o irracjonalność, intryga związana z potencjalnym mordem oraz dyktująca jej charakter przekłamana narracja to również kluczowe elementy Zaginionej dziewczyny. Być może jednak nie upierałbym się aż tak, że to na pewno bliskie pokrewieństwo ze spaghetti thrillerem, gdyby nie to, że w trakcie seansu obrazu Finchera zdałem sobie sprawę, że ja jego opowieść już znam.

8. Zanim doczekał się miana „mistrza makabry”, Lucio Fulci miał już na koncie sporo przeróżnych dokonań. Wśród nich parę bardzo stylowych, podszytych surrealizmem i niemal wyzbytych aktów przemocy gialli. Pierwszym z nich było Perversion Story (1969), mocno erotyczny, kryminalny mindfuck o kolesiu, którego żona nagle znika. Co gorsza, wszystko wskazuje na to, że to on jest za to odpowiedzialny. Wszak, jak się wkrótce okazuje, jej zniknięcie byłoby mu na rękę. Jej śmierć oczywiście również. Poza tym to człowiek, który ewidentnie coś ukrywa i [pora na większe spoilery, chętnym seansu tego zacnego dzieła polecam przejście do kolejnego punktu] narracja prowadzona jest tak, żeby widz mu nie ufał. W końcu jednak okazuje się, że jego błyskotliwa żona, która od dawna nim pogardzała, zmieniła tożsamość i (poniekąd) z ukrycia manipuluje wszystkim, aby wyszło na to, że ją zamordował. Całe szczęście ma on po swojej stronie pewną przyjaciółkę oraz pewnego policjanta. Nawet kiedy w ostatnim akcie opowieści zostaje zakuty w kajdanki, ciągle jest jakaś tam szansa na ocalenie. Wszystko to brzmi znajomo, prawda?

Z planu zdjęciowego Perversion Story.

Z planu zdjęciowego Perversion Story.

9. (Muszę przyznać, że wybrane szczegóły fabuły [niemające nic wspólnego z dokonaniem Finchera] zataiłem, a sam film Fulciego nie jest też pozycją całkowicie oryginalną, ponieważ był po części inspirowany wspomnianym wcześniej Zawrotem głowy, a także ocierającym się o horror Widmem [1955] Henri-Georgesa Clouzota, czyli reżysera nazywanego czasem „francuskim Hitchcockiem”.) Zaraz – powie ktoś – przecież Zaginiona dziewczyna to coś więcej. Jasne, mieści w sobie więcej motywów niż chyba jakiekolwiek giallo, a to z tego prostego powodu, że trwa grubo ponad dwie godziny, podczas gdy przeciętnej „żółtej pulpie” nie zdarzało się przekraczać standardowych 90 minut. Niemniej, w obrazie Finchera nie ma nic (sic!), czego kilka dekad wcześniej nie było już we Włoszech. Stanowi on raczej coś w rodzaju epickiego (hollywoodzkiego) poszerzenia tradycyjnego formatu tegoż rodzaju kina. Bezczelne oszukanie widza, że oto zaproszony został do wnętrza umysłu bohaterki, która później okazuje się kłamczuchą, intrygantką, a nawet morderczynią to rozwiązanie znane choćby z kolejnego, równie udanego i już bardziej znanego, giallo Fulciego, mianowicie A Lizzard in a Woman’s Skin (1971). Gatunek jako swego rodzaju kostium, pod którym przemyca się krytykę społeczno-obyczajową to rzecz znana z całkiem sporej liczby makaroniarskich filmideł. Cyniczne postrzeganie natury ludzkiej, wypunktowywanie najgorszych ludzkich cech, znaleźć można we włoskim kinie gatunków w niemal całej jego rozciągłości. W wypadku giallo dobrymi przykładami są wstrząsające What Have You Done to Solange? (1972), gdzie tytułowa dziewczyna to ofiara nie mordercy, lecz społeczeństwa żyjącego egoizmem i konformizmem, czy dosyć realistyczny The Bloodstained Butterfly (1971), który będąc miksem thrillera, dramatu sądowego i melodramatu ukazywał nóż dźgający nie kobiety, lecz właśnie wartości rodzinne.

10. Czy więc Fincher jest fanem giallo i świadomie zeń czerpał? Szukając informacji w wywiadach z reżyserem nie natknąłem się na żadną wzmiankę o włoszczyźnie. Za to za każdym razem natykałem się na wypowiedzi o inspirowaniu się Hitchcockiem. A dokładniej o wpływie jego trzech konkretnych obrazów, a są to – uwaga, uwaga – Psychoza, Okno na podwórze i Zawrót głowy. Następnie zacząłem przeglądać wywiady z Gillian Flynn, czyli scenarzystką Zaginionej dziewczyny oraz autorką jej literackiego pierwowzoru. Zapytana w jednej z rozmów o filmowe inspiracje, artystka wymieniła tylko Kto się boi Virginii Woolf? (1966) oraz Wojnę państwa Rose (1989). Jednakże wcześniej – trudno mi oprzeć się wrażeniu, że asekuracyjnie, ale niewątpliwie też bardzo trafnie – miała powiedzieć: „Tak naprawdę już nie ma nowych opowieści. Myślę, że zmierzamy w kierunku miejsca, gdzie wszystko od siebie rykoszetuje (…) Cały czas rozmawiam z przyjaciółmi, którzy mówią ‚Czy tę historię już mi ktoś opowiedział, czytałem o niej w jakiejś książce, czy może widziałem ją w telewizji?’ i potem człowiek zastanawia się 10 minut próbując dojść do tego, dlaczego też wydaje mu się znajoma. Wtedy zdaje sobie sprawę, że widział ją w jakimś odcinku starego Cheers czy w jakimś innym szaleństwie i to po prostu zostało zakorzenione w jego głowie.”

11. Niezależnie od tego, czy Flynn naoglądała się za młodu włoszczyzny (gdzieś od końca lat 60. do co najmniej połowy lat 80. stale obecnej na amerykańskim rynku) i teraz o tym nie pamięta, czy nigdy nie miała z nią nic wspólnego, Zaginiona dziewczyna jest inkarnacją giallo. Nie sądzę bowiem, żeby samoświadomość twórcy była w tym wypadku najważniejsza. Powiedziałbym, że działa to na zasadzie religii, które pożerając się nawzajem na przestrzeni wieków asymilowały kolejne elementy obcych sobie mitologii. A przecież, jak twierdzi wielu filmoznawców, gatunki filmowe to współczesne odpowiedniki mitów. I tak jak starożytni Rzymianie przetwarzali greckich bogów na potrzeby swojego imperium, a Chrześcijanie przetwarzali konkurencyjne obrzędy celem zniszczenia pogaństwa, tak kolejne gatunki niezmiennie „kradły” od siebie nawzajem, aby w ten sposób ewoluować i kroczyć nowymi ścieżkami. Nieważne, że dziwnie nowoczesna broń pułkownika Mortimera w Za kilka dolarów więcej (1965) została zaczerpnięta ze spionaggio, czyli włoskiego kina szpiegowskiego. Ważne, że dzieło Sergia Leone odniosło taki sukces, iż motyw nowoczesnego uzbrojenia został zaraz przyswojony przez wielu kolejnych twórców spaghetti westernu. Gatunku, który w różnym stopniu wywodził się z westernu amerykańskiego, noir, (westernowej) chanbary i peplum. Gatunku, który zaraz doczekał się swojego przedłużenia w antywesternie, poliziottesco czy wybranych filmach postapokaliptycznych…

12. Historia X Muzy zatacza koło nieustannie i o iście hitchcockowskie zawroty głowy niebezpiecznie łatwo*. Także o tym (tj. o recyklingu kina) mówił Hooper w otwarciu Lunaparku. A wystarczyłoby usunąć któryś z pastiszowych elementów – czy to plakaty do starych horrorów oraz maski potworów, czy skórzane rękawiczki lub muzyczno-wizualną stylizację na Psychozę – aby sekwencja ta przestała być krótką historią horroru. Można by też usunąć każdy element gatunkowej ikonografii i zniknęłaby ta autorska samoświadomość, jednak czy wówczas cały film przestałby być tym, czym jest? Nie. To dalej byłoby dziecko monstrów Universalu, Hitchcocka, giallo i slashera. Tyle że dziecko bękarcie. W pewnym sensie zaginione.

* Dlatego też gdzieś w alternatywnej rzeczywistości niniejszy tekst zaczyna się od słów Alicji Helman, która w książce Akira Kurosawa miała napisać: „Wpływologia jest na ogół dziedziną tez wątpliwych i dyskusyjnych. Jeśli się chce, zbieżności, paralele, podobieństwa można odnaleźć porównując dowolnie wybrane dzieła filmowe”.

Marcin Zembrzuski
Czyta filmy, ogląda muzykę, słucha komiksy, je książki. Fan autorskiego kina gatunku oraz różnorakiej pulpy, od filmu noir przez spaghetti western po horror klasy wszelakiej.

19 Comments on Pulpa mać! Zaginiona dziewczyna jako inkarnacja giallo

  1. Ja zwrócę tylko uwagę, że Flynn głównie inspirowała się słynnym zaginięciem (były o nim doniesienia u nas w wiadmościach, a to o czymś świadczy), które później okazało się morderstwem. Nawet Fincher czerpał z niego całymi garściami, ostatnio oglądałem o tym morderstwie program na kanale ID, on wziął naprawdę sporo z relacji telewizyjnych, tego męża który tak ładnie grał zrozpaczonego, nawet to poszukiwanie nad wodą i czuwanie tam było.

    Nie ująłeś też głównej inspiracji narracyjnej, bo gdy sam wyszedłem z kina cały czas zastanawiałem się skąd to do cholery znam. To taki film, który każdy widział z dziesięć razy, a główny trikiem jest w nim narracja z poza kadru głównego bohatera, który nas oszukuje, jak wszystkich w całym filmie. Różnica, jest tylko taka, że tam dowiadujemy się o tym pod koniec, a tu trochę wcześniej. Sposób montowania sceny wyjaśniania jest niemal identyczna (tu i tam), dziwne, że nikt tego nie zauważa. I nie jest to giallo, nie jest to thriller, ani kryminał, choć morderstwo jest. Taka zagadka.

  2. Kompletnie nie kupuję tych wywodów . Jaka inkarnacja giallo !? Giallo to określona poetyka i styl wizualny, jaką przybiera kryminalna story , a nie zbieżności fabularne z innymi kryminałami, czy ich inspiracjami. Tu tego stylu nie ma wcale. Tajemnicy też za wiele nie ma, zostaje dość szybko ujawniona. Jedyne , co ten film łączy z ( niektórymi ) gialli , to idąc za Gastaldim ( ,,..gialli szanujących intelekt odbiorcy jest niewiele…” ) , posiada on parę konkretnych dziur w fabule, w tym jedną wręcz jamę bez dna : jakim cudem policja nie przeglądnęła CAŁEGO materiału z kamer monitoringowych w mieszkaniu kolesia, u którego laska się ukrywała ?
    W giallo pewne elementy opowiadanej story ( wizualne, ale też narracyjne ) dane są widzowi w postaci przefiltrowanej zarówno przez ,nightmare’ jak i ,daydream’ , tu wszystkie środki filmowe mogą na to pracować: od kolorów , muzyki , architektury, scenografii – nie tylko odpowiednio dobranych, ale ujawnianych widzowi w konkretnej ekspozycji – po ,montaż atrakcji’ tworzący nastrój nawet w emocjonalnie obojętnych momentach ( nie wspominając o tych, które maja wstrząsnąć ). Siłą i prawdziwym obliczem giallo jest forma i to je odróżnia od innych kryminałów, czy thrillerów. Giallo to nie jest kino realistyczne.
    W ,, Gone Girl” nic z tych rzeczy nie znajdujemy , styl opowieści jest rzeczowy , konkretny i racjonalny do bólu.
    Za to w ,, Cruising” Friedkina , ,, Eyes of Laura Mars” czy filmach De Palmy wpływy giallo są bardzo silne.

  3. Jeszcze jedno:
    Mortimer nie używa żadnej ,,dziwnie nowoczesnej broni zaczerpniętej ze spionaggio” . Jego rewolwer z bardzo długą lufą i dostawianą kolbą ( bo chyba o tym mowa ? ) to Colt Buntline Special , broń o częściowo fikcyjnym rodowodzie , opisana przez autora westernowych pulp fictions Stuarta N.Lake’a . Nie jest to żadna nowa konstrukcja, a klasyczny Colt Single Army Action, tyle że z lufą na 18 cali ( w czasach Dzikiego Zachodu takich rozmiarów nie produkowano) Zakłady Colta uruchomiły produkcję tej broni w latach 50′ XX w. pod wpływem famy, jaką zrobiły powieści Lake’a , gdzie takiego Buntline’a miał używać Wyatt Earp .
    Jak już rozchodzi się o wprowadzanie ,nowoczesnego uzbrojenia’ do SW, to raczej należałoby wspomnieć o ckm-ie w ,, za Garść Dolarów” , który nie jest żadnym konkretnym typem broni, lecz kompletną fantazją na temat ckm-u jako takiego – identyczny ,,model” pojawia się w ,, Django”.
    Mauser C96 używany przez Grande Silenzio nie jest historycznym nadużyciem, akcja filmu dzieje się w 1899 , wypuszczono już prototypową serię takich pistoletów cztery lata wczesniej.
    Najwięcej szybkostrzelnej broni indywidualnej i zespołowej mamy w siłą rzeczy w Zapata westernach , ale nie za sprawą jakiegoś trendu, tylko po prostu w czasach Rewolucji Meksykańskiej taka broń była już w użyciu. – Tu z realizmem bywa różnie . Ckmy Hotchkiss w ,, A Bullet for General” i ,, Il Mercenario” pojawiają się zgodnie z prawdą historyczną , a np. ukm MG 42 z ,, Fistful of Dynamite” jest grubym przekłamaniem, bo to broń z II WŚ . Podobnie pistolet Browning High Power , którego używa James Coburn, jest konstrukcją z lat 30′.
    Nie jest to typowo spag westowa specyfika – w najgłośniejszym amerykańskim Zapata westernie z połowy 60′ , ,, The Profesionals” Brooksa z 66′ też mamy całą galerię nowoczesnej broni ; tej zgodnej z realiami ( pistolet Colt wz. 1911 , rkm Lewis ) jak i nie ( ckm Browning wz. 1917, użyty też w ,, The Wild Bunch” )

  4. Marcin Zembrzuski Marcin Zembrzuski // 13/04/2015 at 08:59 // Odpowiedz

    Tak, te wszystkie programy z serii true crime drama itd. Flynn jest fanką. Ale nie wydało mi się to w tym konkretnym tekście istotne.

    Nigdzie nie napisałem, że to JEST giallo. Inkarnacja tego nie oznacza, podobnie jak stwierdzenie „giallo po hollywoodzku”. Nie trzeba więc makaroniarskiej poetyki.

    „w czasach Dzikiego Zachodu takich rozmiarów nie produkowano”
    No właśnie. Ale fakt, że zbyt uogólniłem ze spionaggio, bo to bardziej skomplikowane.

  5. Marcin Zembrzuski Marcin Zembrzuski // 13/04/2015 at 09:40 // Odpowiedz

    Dodam, że w pierwszej wersji tekstu był krótki punkt, w którym pisałem o tym, że nie ma tu odjechanej stylistyki typowej dla większości giallo i dlatego film nie jest nawet neo-giallo, a raczej post-giallo. Grzesiek Fortuna ten tekst widział, więc jeśli mi nie wierzysz, można go „wywołać do tablicy”… ;]

    Czemu to usunąłem? Bo wydaje mi się, że to i tak wynika z tego tekstu. Piszę o gronie filmów RÓŻNORAKO czerpiących z giallo. Napisałem, że „Perversion Story” jest podszyte surrealizmem, a każdy kto widział dziełko Finchera (a do takich osób tekst jest przecież kierowany) wie, że u niego surrealizmu już nie było (swoją drogą „Dziewczynę” to ja bym nazwał pseudo-realistyczną – niemało gialli można nazwać tak samo). Napisałem też, że giallo bywało bardzo różne. Po to właśnie, aby wyjść poza cechy dominujące w gatunku i zaznaczyć, że „Dziewczyna” to kino pokrewne giallo mniej typowemu. Wydawało mi się, że to jest jasne. Sprawdź ten film Tessariego („The Bloodstained Butterfly”), jesli nie widziałes, bardzo dobry. Jest tam fajna medialna szopka, cały ten proces sądowy, rozpad rodziny (czy wręcz społeczeństwa). I być może najbardziej kafkowska scena seksu ever.

    W swoim tekście podrzuciłem pewną konkretną tezę i można się z nią zgadzać lub nie, ale bez przesady z tym czepialstwem.

  6. Ja zgadzam się z autorem, są tu widoczne wpływy giallo, dla mnie namacalnym dowodem jest scena morderstwa byłego chłopaka, jest ona mocno przesadzona, i ten przeestetyzowany bryzg krwi przy wcześniej zachowywanym realizmie. Toż to czyste giallo, bez filtrów czy zmiękczaczy.

    Wspomniałem o inspiracji Flynn, bo do jej znajomości giallo mam duże wątpliwości.

  7. Marcin Zembrzuski Marcin Zembrzuski // 13/04/2015 at 11:44 // Odpowiedz

    Niemniej Wasze komentarze przekonały mnie, że powinienem dopisać pewien króciutki akapit na koniec. Co też właśnie zrobiłem.

  8. Jasne, że będę się czepiał :D

    ,,… „Dziewczynę” to ja bym nazwał pseudo-realistyczną – niemało gialli można nazwać tak samo). Napisałem też, że giallo bywało bardzo różne. Po to właśnie, aby wyjść poza cechy dominujące w gatunku i zaznaczyć, że „Dziewczyna” to kino pokrewne giallo mniej typowemu. …”
    W ten sposób, to można ten film przypisać do rozmaitych podgatunków kryminału . Nic tu nie przemawia za tym, że coś ma go łączyć z giallo bardziej, niż z innymi. Jak dla mnie, Twoja teza jest wymęczona na siłę. Tak , to można było i w drugą stronę – zamiast ,, Zaginionej Dziewczyny” wstawić ,, Dziewczynę z Tatuażem” i też by Ci Grzesiek Fortuna ,,puścił” tekst do druku :D))) Tak samo ,, mniej typowe giallo”.
    Poza tym , za rzekomymi związkami ,, Gone Girl” z giallo najmocniej argumentujesz , powołując się na fabularne podobieństwa z ,, Perversion Story” – takich podobieństw idzie od cholery znależć w połowie klasycznych noirów , czy jeszcze starszych salonowych kryminałów, po co się akurat na giallo upierać. To, co różni kryminał Fulciego od reszty, to właśnie odrealniony, hedonistyczny styl , gdzie partykularne, dopieszczone sceny żyją własnym życiem nie posuwając akcji do przodu , tylko eksploatując formę. I to jest dystynktywna cecha giallo.
    Tessariego obadam, sam nie wiem, czemu ten film tak długo odciągam.

  9. No niee, z tym ( wyrwanym z kontekstu ) akapitem końcowym , to przegiąłeś. Tak, to ja Ci zaraz wypływy giallo i w ,, Parszywej Dwunastce” znajdę .

  10. Marcin Zembrzuski Marcin Zembrzuski // 13/04/2015 at 13:17 // Odpowiedz

    Przeinaczasz moje słowa. Miłego seansu „Parszywej dwunastki”. Btw wiedziałeś, że jej pomysłodawcą jest Russ Meyer? Nie, nie planuję w związku z tym tekstu o wpływie sexploitation na kino wojenne :)

  11. A tak about Tobe Hooper . Całkiem nie dawno obejrzałem ( po raz pierwszy ) ,, Eaten Alive ” , który w ogóle okazał się prawdziwą rewelacją i bardzo twórczym rozwinięciem ,, Teksańskiej…” , zwłaszcza , jako dopełnienie jej ,universum’ . I naszły mnie lużne skojarzenia, że to jest hicksploiterski wariant Draculi – cały ten obsrany hotelik ukazywany jest w formie jakiegoś dziwacznego ,son de lumiere ‚ ( ta zmieniająca kolory mgła, która go otacza , ścieląc się na rożnych poziomach , bez związku z czymkolwiek ) . Hrabia Dracula urzęduje w zamkniętym akwenie, jak w trumnie, a Neville Brand jest Renfieldem, który nagania mu ofiary . Renfield zawsze był konkretnie walniętym typem , grywanym przez stosownych frików , jak Roland Topor , czy Tom Waits , a Neville Brand wynosi tę postać na szczyty redneckiej frenezji. To jest southern gotic bez ściemy, ujęty z punktu widzenia autentycznej ,soli tej ziemi’. No i ,,Draculi” opowiadanego z punktu widzenia Renfielda chyba nie było.

  12. Marcin Zembrzuski Marcin Zembrzuski // 14/04/2015 at 11:29 // Odpowiedz

    Też niedawno się z tym zapoznałem. Kawał okrutnego ścierwa. Dla mnie jednak trochę zbyt przytłaczające. Zaczyna się od prawie-gwałtu na dziwce, zaraz dochodzi do jej mordu, a na horyzoncie już kolejne ofiary. I jedna po drugiej hyc. Tzn. fajnie, że rozegrane to odwrotnie niż w Teksańskiej, bo od razu wrzucenie widza na głęboką wodę, ale nie było ani chwili wytchnienia. Z drugiej strony im więcej mija od seansu, tym lepiej o tym myślę. 250% grindhouse terror. Będę powtarzał na pewno.
    Ta stylizacja na klasyczny horror rewelacja, chociaż ja o Draculi nie myślałem. Jest jedna scena, w której właściciel hotelu stylizowany jest na kostuchę, kiedy biega za laską wymachując kosą. Piękne. W ogóle ten wczesny Hooper lubił takie zagrania (może późny też, nie wiem). W Teksańskiej było tego od cholery, cały Lunapark też się na tym opiera

  13. W ogóle sam kształt tej kosy jest taki, jak ten cały film :D
    Polecam też dwójkę ,, Teksańskiej…” z 86′ , jak nie widziałeś , o której po premierze pisano , że ,,jest dokładnie tym wszystkim, co niesłusznie zarzucano jedynce” . Sardoniczny camp całą gębą , jest nawet szermierka na odpalone czeinsoły ( choć nie pierwsza w kinie )

  14. Marcin Zembrzuski Marcin Zembrzuski // 14/04/2015 at 12:39 // Odpowiedz

    Widziałem, ale daaawno temu. Teraz przede mną Poltergeist, którego widziałem tylko w dzieciństwie.

  15. ,,Poltergeist” to bardziej dzieło Spielberga niż Hoopera , familijny horrorek dla mas. Nawet ładnie budowany jest nastrój w zawiązaniu akcji przez pierwsze pół godziny, ale potem jakieś pierdoły na kiju się z tego robią i tak już leci do końca . Też widziałem w dzieciństwie, nawet kilka razy, ale nie nabrałem sentymentu.
    Z póżniejszych Hooperów lubię za to uznaną za szczyt nieporozumienia ,, Maglownicę” . I to bym sobie chętnie odświeżył.

  16. Poltera oglądałem z 6-7 lat temu ostatnio i skopał dupę. Na pewno powtórzę na blu. Dwójka też jest świetna. Trója miała już jakiś nikczemny budżet i przypomina tani horror 80s. Atmosferą całkowicie odstaje od innych części serii i nie dotknęła mnie ręką proroczą.

    Ja znowu do maglownicy modliłem się w dzieciństwie.

  17. „Poltergeist” jest w 100% filmem Spielberga, bo Hooper robił za figuranta. Zdaje się, że na początku zdjęć wydawało mu się, że będzie go reżyserował, ale ani na krok nie odstępował go Spielberg. Zdaję się, że zachował się relacje z planu, że gdy pewnego dnia Hooper nakręcił sceny własnego pomysłu, zdaje się z chodzącą kanapką, to od razu wylądowały w koszu. Kulisy tego filmu są fascynujące.

  18. To był stek. Ta scena akurat znalazła się w filmie, sprawiając wrażenie czegoś pożyczonego z jakiejś innej bajki ( i jest też to jedyny moment gore )

  19. W takim razie tylko stek się uchował, a to on do obadania: https://www.youtube.com/watch?v=QsMCOmn11zs

    Swoją drogą aktor grający w tej scenie wygląda niema identycznie jak młody Spielberg.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.