Podsumowanie 2017 – wersja retro

Share

Szanowni Państwo! Jak zwykle, kilka dni po standardowym podsumowaniu zeszłego roku zapraszamy do lektury wersji retro – wyliczanki powstałych przed XXI wiekiem filmów, które mieliśmy okazję w zeszłym roku poznać i znacząco polubić, a teraz chcielibyśmy się naszą sympatią doń pochwalić i do seansów przekonać. Wzięło się za to osiem osób z naszego pokładu, każda przygotowując listę faworytów (do 15 tytułów) oraz polecankowy opis jednego z nich. Tradycyjnie, wybrane tytuły reprezentują skrajnie różne kino – jest klasyka, a jest też sroga obskura, jest amerykański przebój, ale jest też brytyjska i włoska pulpa. Zapraszamy do lektury!

PS. Główny kadr zdobiący niniejszy wpis pochodzi oczywiście z Django (1966) Sergia Corbucciego. Ponieważ czemu nie!


Czarny kot (1968) * Demony (1971) * Miasto umarłych (1960) * Michał Waleczny (1970) * Piekło (1977) * The Price of Power (1969) * Ride the Pink Horse (1947) * Śmiertelnie mroźna zima (1987) * Ucieczka Ulzany (1972) * W poszukiwaniu zemsty (1966)

Mariusz Czernic

Kozi róg (reż. Metodi Andonow, 1972)

Bułgarski reżyser Metodi Andonow nakręcił tylko cztery filmy przed swoją przedwczesną śmiercią w 1974 roku. W swoim kraju osiągnął jednak pozycję jednego z czołowych klasyków – jego filmy cieszyły się powodzeniem wśród publiczności, ale były też doceniane przez wybrednych krytyków. Bo daleko im do kina mainstreamowego. Kozi róg to jeden z najważniejszych filmów bułgarskiej kinematografii. Jeden z największych sukcesów kasowych, ale też niekwestionowane arcydzieło. Na ekranie panuje niezwykła harmonia, prostota formy sąsiaduje z bogactwem treści. Tematem dominującym jest relacja pomiędzy ojcem i córką, istotny jest wątek zakazanej miłości oraz motyw zemsty, który zostaje zainicjowany brutalnym gwałtem i morderstwem. Nie bez znaczenia są również realia historyczne (Bułgaria w siedemnastym wieku pod jarzmem tureckim), przedstawione jednak zgodnie z zasadą minimalizmu, czyli bez spektakularnych sekwencji bitewnych. Powstało dzieło niezwykle stylowe, poetyckie, chwytające za serce. Pragnienie zemsty przypomina obsesję, która nie prowadzi do niczego dobrego, niszczy fundamenty, na których można zbudować coś wspaniałego. Prawie w ogóle nie ma tu dialogów, dzięki czemu nie jest potrzebne tłumaczenie, by zrozumieć tę historię i motywacje bohaterów. Wstrząsająca jest scena gwałtu, która została jeszcze dodatkowo wzmocniona tym, że dokonuje się na oczach dziecka. To jeden z najsmutniejszych filmów, jakie widziałem. Deprecha gwarantowana. Ogromna dawka melancholii zawarta jest w pełnych szarości obrazach, muzyce Marii Nejkowej, oszczędnym w słowa scenariuszu i przejmujących kreacjach Katji Paskalewej i Antoniego Gorczewa.


Aguirre, Gniew Boży (1972) * Czarny Kot (1934) * Dzika Banda (1969) * Fitzcarraldo (1982) * Francuski Łącznik (1971) * Ghost in the Shell (1995) * Godzilla (1954) * Hardware (1990) * Inaczej niż w Raju (1984) * Johnny Hamlet (1968) * Oczy Ognia (1983) * Siekierezada (1985) * Stroszek (1977) * Zagadka Kaspara Hausera (1974)

Oskar Dziki

Almost Human (reż. Umberto Lenzi, 1974)

Lata 70-te przypadały we Włoszech na brutalny okres zwany „Anni di Piombo”, czyli „Czas ołowiu”. Krwawe potyczki zarówno lewicujących, jak i prawicowych ekstremistów zwróciły uwagę na nieudolność ówczesnej władzy próbującej zapanować nad przetaczającym się przez kraj chaosem. Wielu twórców kina starało się pokazać nieufne, stojące na skraju anarchii społeczeństwo za pomocą horroru oraz poliziotteschi – włoskich filmów opowiadających o okrutnym świecie zorganizowanych grup przestępczych. Choć miasto takie jak Mediolan jest dzisiaj stolicą mody i ważnym ośrodkiem turystycznym, Umberto Lenzi w swoim Almost Human kreuje go na wyrwany z epoki Nowy Jork, pełen odrapanych budynków, walających się śmieci i opuszczonych osiedli. Nic w tym dziwnego, gdyż poliziotteschi pełnymi garściami czerpie z amerykańskich thrillerów kryminalnych tego okresu, takich jak Francuski Łącznik (1971) czy choćby Brudny Harry (1971). Twórcy nie patyczkują się z widzem serwując mu kawał krwawej, niepoprawnej politycznie krytyki społecznej, w której ofiarami bezwzględnych bandytów mogą zostać również kobiety i dzieci. W tym świecie jedynym wyjściem dla inspektora Waltera Grandi (legendarny Henry Silva) polującego na drobnego złodziejaszka z ambicjami Giulio Sacchiego (ikona nurtu Tomas Milian) jest wspięcie się ponad prawo, którego przysiągł bronić. To zabawa w kotka i myszkę, która krwawym śladem pozostawionym przez Giulio i jego pomagierów prowadzi wprost do nieuniknionego, pełnego napięcia finału, gdzie naprzeciw siebie stanie łowca i zwierzyna. Jednak kto w takim duecie jest naprawdę kim? Bo świat przedstawiony w Almost Human to przede wszystkim nieufność dla autorytetów i kipiąca frustracja. Trwająca nieustannie wojna klasowa polaryzuje społeczeństwo na pełnych gniewu, bagatelizowanych biednych i żyjących w błogiej ignorancji bogaczy, podczas gdy sam system sprawiedliwości wydaje się bezczynnie tkwić gdzieś pośrodku. Okoliczności sprawiają więc, że ludzie oswajają się z przemocą nadając jej wręcz duchowe znaczenie. Jest w filmie Lenziego scena, w której Giulio odwiedza handlarza bronią, a cała dyskusja na jej temat odbywa się za pomocą religijnej terminologii, w której karabinki samoczynne nazywane są różańcami. Dynamiczna fabuła wrzuca nas w sam wir akcji, której przygrywające ostre partie saksofonu Ennio Morricone przypominają tylko o tym, że Umberto Lenzi jest niekwestionowanym królem włoskiej pulpy!


The Comedy of Terrors (1963) * Egzorcysta III: Legion (1990) * Hands of the Ripper (1971) * Noc komety (1985) * Powiększenie (1966) * The Red Queen Kills Seven Times (1972) *Sisters (1972) * Skowyt 2: Twoja siostra jest wilkołakiem (1985) * The Sorcerers (1967)  

Piotr Kuszyński

The Asphyx (reż. Peter Newbrook, 1972)

Tytułowy Asphyx jest duchem śmierci, który objawia się w chwili zagrożenia życia, by w razie zgonu zabrać duszę nieboszczyka do zaświatów. Owe zjawisko przez lata pozostawało niezauważone i dopiero postęp technologiczny pozwolił na jego odkrycie. Ducha można bowiem zarejestrować za pomocą aparatu fotograficznego lub kinematografu. Asphyx staje się obsesją dla sir Hugona, który po raz pierwszy zetknął się z nim w obliczu rodzinnej tragedii. Dalsze badania prowadzą do bardzo ciekawych wniosków: otóż każdy posiada osobistego Asphyxa, którego uwięzienie zapewnia takiej osobie nieśmiertelność. Na pierwszy rzut oka film to jeden z wielu angielskich horrorów sprzed lat. Tworzony na modłę produkcji Hammera gotycki straszak, niespieszny w przebiegu akcji, przywodzący na myśl spektakl teatralny, już w chwili powstania był zdecydowanie zbyt staroświecki i przez to skazany na komercyjną porażkę. The Asphyx potrafi jednak naprawdę zaciekawić, a to dzięki temu, że wymyka się fabularnym kliszom. Mamy w końcu do czynienia z horrorem o duchach, który ani myśli straszyć nas typowymi zagrywkami, takimi jak chociażby latające składy porcelany. Wszystko przez to, że tytułowa zjawa staje się niewolnikiem człowieka, który pragnie władzy. I chociaż bohaterowie filmu popełniają czyny iście karygodne, nie sposób nazwać ich złoczyńcami – to po prostu ludzie nie pozbawieni wad. I właśnie o tym jest ten film. Dotyka tematu strachu przed śmiercią, zabawy w Boga i tego reperkusji. Jasne, całość jest naiwna jak pięcioletnie dziecko, zaś akcja niekiedy wlecze się jak pozbawiony dolnych kończyn umarlak, jednak wciąż jestem tym filmem zauroczony. Na tyle zresztą, by uznać go za jedno z moich najciekawszych odkryć 2017 roku.


Dlaczego Pan R. oszalał? (1970) * Dybuk (1937) * Ja, ty, on, ona (1974) * Jublileusz (1978) * Klub „Exotica” (1994) * Komedianci (1945) * Mróz (1997)

Sara Nowicka

Shock Corridor (reż. Samuel Fuller, 1963)

Filmy Samuela Fullera miały być ciosem w twarz widza. Bezkompromisowe i szczere, bez owijania w bawełnę demaskowały przywary amerykańskiego społeczeństwa. Najbardziej siarczysty policzek Fuller wymierzył odbiorcy w Shock Corridor. Fabuła jest bardzo prosta i, nie oszukujmy się, przewidywalna. Marzący o Pulitzerze dziennikarz pozwala zamknąć się w zakładzie psychiatrycznym, by rozwikłać zagadkę popełnionego tam zabójstwa. W intrydze pomaga mu narzeczona, tańcząca w nocnym klubie Cathy, która udaje wykorzystywaną przez niego seksualnie siostrę. Najważniejsi dla śledztwa są trzej poturbowani przez społeczeństwo pacjenci: czarnoskóry chłopak, który uważa się za członka Ku Klux Klanu, weteran wojenny oraz fizyk jądrowy, tyleż genialny, co zdziecinniały. Tym postaciom film zawdzięcza mocny, kontrkulturowy wydźwięk. Szczególnie przemowy czarnoskórego bohatera, wypowiadającego się najpierw jako członek KKK (tę mowę Fuller stworzył na bazie własnych dziennikarskich notatek sporządzonych podczas spotkania grupy), a później jako ofiara dyskryminacji, robią wrażenie. Film Fullera dotyka istoty rasizmu w sposób znacznie bliższy współczesnemu kinu, niż produkcjom kręconym ówcześnie. Shock Corridor wyróżnia też coś innego – nieokrzesana wyobraźnia jego twórcy. W tym czarno-białym filmie pojawiają się barwne zdjęcia z podróży reżysera do Brazylii i Japonii. Postać Cathy zostaje pomniejszona i wklejona obok głowy śpiącego bohatera, niczym anioł lub diabeł w znanych kreskówkach. Szok? Niekoniecznie. Te oryginalne zabiegi, wbrew pozorom, są spójne z fabułą. Co więcej, niosą prawdziwe bogactwo znaczeń, nie będąc przy tym pretensjonalną metaforą. Takie ciosy chciałoby się zbierać codziennie!


The Arch (1968) * Byłaś jak dzika chryzantema (1955) * Dzieciątko z Macon (1993) * In the Thicket (1996) * Kichiku – Banquet of the Beasts (1997) * Losy kobiet (1953) * The Mission (1999) * Nieugięty (1956) * Pomnik czerwonych lilii (1953) * Słowo (1955) * The Winged Tiger (1970) * Zoom Up: The Beaver Book Girl (1981)

Mateusz R. Orzech

Ditch (reż. Kaneto Shindō, 1954)

Ditch jest jednym z najbardziej pesymistycznych filmów tego klasycznego reżysera, przedstawiającym realia życia najniższej warstwy społecznej w Japonii lat 50. Doskonałe zdjęcia, sugestywna muzyka Akiry Ifukube oraz szara faktura czarno-białej taśmy, unikająca kontrastów i bieli ,składają się na obraz pełen brudu i kurzu. Dopełniają go widoki rozpadających się domów, ludzi w porwanych ubraniach oraz najazdy kamery na błoto. Widz od pierwszej sceny wie, że znalazł się daleko od sielanki i niemal natychmiast zostaje zanurzony w pełnokrwistym dramacie. Bohaterką jest tu Tsuru – poniżana, okradana, zgwałcona kobieta. Trafia ona do społeczności, gdzie mieszkają też oportunistyczni Toku i Pin. Dwóch mężczyzn postanawia ją oszukać i wykorzystać do zarabiania pieniędzy, sprzedając jej ciało. Shindō prezentuje dosadny obraz świata, gdzie władza umywa od wszystkiego ręce, a ludzie z tzw. wyższych sfer to wyzyskiwacze, oszuści i godni pożałowania hipokryci. Japończyk nie pozwala ani terenom wiejskim, ani miejskim na uniknięcie krytyki. Przegrana wojna i wydatki militarne wtrąciły kraj na krawędź biedy, a wojenna retoryka zabiły uczucia. Pozbawieni nadziei na lepsze bytowanie ludzie wolą zniżyć się do najgorszych czynów niż poczynić jakikolwiek wysiłek. Reżyser – po zapadającym w pamięć wstępie – wraca do największych sił także w finale produkcji, kiedy wszyscy zostają skonfrontowani z własną niemoralnością. Wtedy też z otchłani nieszczęść, bólu i cierpienia wyziera, że nauczeni wartości wynikających z uczciwej pracy oraz zainspirowani bezinteresownością innych przynajmniej niektórzy zmienią się na lepsze i pomogą odbudować pogrążony w ruinie kraj.


400 batów (1959) * Badlands (1973) * Długi weekend (1978) * Django (1966) * Faust (1926) * Hardware (1990) * Maniak (1980) * Na krańcu świata (1971) * Na nabrzeżach (1954) * Oni żyją (1988) * Podpalenie (1981) * Twins of Evil (1971) * Upiorne urodziny (1981) * Wyspa doktora Moreau (1932)

Marta Płaza

Kabaret (reż. Bob Fosse, 1972)

Podczas gdy przez długie lata wielu twórców forsowało łatwą, lekką i przyjemną formę musicalu, Bob Fosse zdecydował się pokazać jego brzydsze, ale za to wielowymiarowe oblicze. W Kabarecie przenosi nas do Berlina z początku lat 30. Główną bohaterką historii jest tancerka Sally (Liza Minelli), która pracuje w dość obskurnej knajpie, będącej skupiskiem wiecznie pijanych ludzi poszukujących niezbyt wyszukanej rozrywki. To właśnie tam spotyka młodego Anglika imieniem Brian. Znajomość zaczyna chwiać się w posadach, gdy Sally poznaje też barona Maximiliana von Heune, z którym to nawiązuje romans. Sytuację komplikuje niebawem fakt, że i Brian nawiązał z niemieckim arystokratą intymne stosunki… Kabaret pulsuje klimatem życia nocnego klubu, smakiem kolejnych wypitych butelek i wypalonych papierosów. Na scenie występują artystki i artyści, którym daleko do klasycznych musicalowych piękności, a i samo otoczenie do najprzyjemniejszych nie należy. Ten zwariowany świat stał się tłem miłosnej historii zupełnie innej niż wszystkie. Dzisiaj pozostaje jedynie żal, iż w roli Briana postanowiono obsadzić Michaela Yorka, a nie Malcolma McDowella, który zdecydowanie lepiej odnalazłby się w tym przegiętym świecie ekscentryków. Kabaret to jednak nie tylko szalona musicalowa zabawa w kolorze kampu, ale i wspaniały, złożony obraz Berlina, jego artystycznej, dekadenckiej duszy, która w kolejnych latach miała zostać stłamszona przez epidemię nazizmu. Jej zapowiedzi widać zresztą w filmie Fosse’a. Póki co wydają się jeszcze dość niegroźne, wszak Berlin nocą wciąż bawi się, pali i pije, a roznegliżowane panie i panowie stale dostarczają jedynie rozrywki, nie będąc jeszcze symbolem poniżenia. Reżyser, mimo wyjątkowo krzykliwej estetyki filmu, nie pozwala jednak zapomnieć o niewyobrażalnej tragedii, jaka już za kilka lat miała zmienić cały świat.


Cienie gorącego lata (1978) * Człowiek w dziczy (1971) * Mieć własny kąt (1987) * Miłość i ból i ta cała cholerna reszta (1973) * Monte Walsh (1970) * Mój wujek Antoine (1971) * Pani Soffel (1984) * Pętla (1998) * Tenchu! (1969) * Wojna (1994)

Arek Szpak

Syndykat zbrodni (reż. Alan J. Pakula,1974) 

Wzorcowy reprezentant paranoicznych thrillerów politycznych, popularnego i wpływowego w amerykańskim kinie kontestacyjnym nurtu filmów wyrastających z kryzysu zaufania do instytucji państwowych i systemu sprawiedliwości. Niedoceniony, pozostający w tle tematycznie zbliżonej, zrealizowanej w tym samym roku Rozmowy Francisa Forda Coppoli, jest  pierwszym z zaangażowanych obrazów Pakuli, w których korzysta on z bliźniaczego punktu wyjścia: dziennikarz na tropie państwowego spisku. O ile jednak w tych późniejszych trzymał się czy to po reportersku realistycznych (Wszyscy ludzie prezydenta, 1976), czy po prostu konwencjonalnych (Raport Pelikana, 1993) ram sensacyjnej opowieści, o tyle kafkowski Syndykat zbrodni to film w swojej poetyce tak mocno podporządkowany paranoicznej fabule, że już surrealistyczny. Śmiały i innowacyjny formalnie – przypominający dokonania takich innowatorów kina jak Nicolas Roeg czy Robert Altman – jest sugestywnym obrazem klaustrofobicznego świata, którego nie sposób ogarnąć i z którym nie sposób wygrać. Obrazem, a właściwie obrazami, bo właśnie w wizualności wydaje się tkwić największa siła filmu Pakuli. Obrazy Syndykatu zbrodni naznaczone są bądź to potęgującym odczucie obcości technologiczno-architektonicznym chłodem, bądź pozornie nieznacznymi odstępstwami od tego, co postrzegane jako norma, przesuwającymi to, co widziane w kierunki cierpkiej groteski. Przede wszystkim jednak jest w nich jakaś złowieszcza, zawłaszczająca pustka (grany przez Warrena Beatty’ego bohater czasem dosłownie niknie w szerokoekranowych kadrach, stając się trudnym do zlokalizowania osamotnionym punktem na ekranie) – tajemnica, która nim rozmyje się, wchłonie i zniszczy.


A Coffin for the Sheriff (1965) * Droga do San Juan (1950) * Dzień wyjętych spod prawa (1959) * Good Morning… and Good Bye! (1967) * The Gore Gore Girls (1972) * Grona gniewu (1940) * Mondo Keyhole (1966) * Na tytoniowym szlaku (1941) * A Sky Full of Stars for a Roof (1968) * Spider Baby (1968) * Terror in a Texas Town (1958)

Marcin Zembrzuski

Commandos (reż. Armando Crispino, 1968)

Intensywne macaroni combat rozgrywające się gdzieś w 1942 roku na afrykańskiej pustyni i przedstawiające losy amerykańskich żołnierzy, którzy udają włoskich faszystów, aby przygotować misję mającą na celu zniszczenie Afrikakorps. Co jest dramaturgiczną podstawą filmu, Amerykanie, choć są przecież głównymi bohaterami, stanowią najbardziej antypatyczną grupę. Dowodzeni przez ultra-twardego i na wpół obłąkanego Lee Van Cleefa (no, w towarzystwie jeszcze jednego, bardziej humanistycznego, jegomościa) niejednokrotnie jawią się wręcz jako czarne charaktery; po raz pierwszy już gdzieś w 10. minucie filmu, kiedy zakradają się do obozu Włochów, aby bezlitośnie podrzynać im gardła we śnie. Pozostali przy życiu i trzymani w niewoli faszyści marzą tylko o ucieczce, a i nawet naziści, którzy pojawiają się później w sporej liczbie, wyglądają zaskakująco ludzko. Nie, żeby w związku z tym Commandos stanowiło jakąś wywrotową obronę Państw Osi. Postawienie na skrajną ambiwalencję moralną zarówno wzmacnia dramatyzm opowieści (w pewnym momencie naprawdę nie wiadomo już, komu wypadałoby bardziej kibicować), jak i bardzo zgrabnie klei się z unikaniem standardowej dla gatunku stereotypizacji oraz jakiejkolwiek polityki i ideologii. Jak dobitnie podkreśla wybuchowy finał, zło nie ma narodowości, a śmierć równa wszystkich. Nie znam dokładnej chronologii, ale zdaje się, że to właśnie praca przy scenariuszu do tego tytułu sprawiła, że Dario Argento, jeden z jego czterech współtwórców, przeniósł następnie elementy wojennego guys on a mission do w różnym stopniu pisanych przez siebie spaghetti westernów Today We Kill, Tomorrow We Die (1968) i Five Men Army (1969). Commandos pozostaje jednak obrazem najlepszym z nich, a przynajmniej jego 110-minutowa wersja (bardziej rozpowszechniona jest ta trwająca ledwie 89 minut; nie widziałem jej, lecz podobno mocno kaleczy opowieść). Nie wątpię, że film ten stanowił też jedną z inspiracji dla Tarantino przy wymyślaniu Bękartów wojny (2009). Najlepszym tego dowodem wydaje się być rozgrywająca się w pewnej karczmie scena, gdzie udający Włochów Amerykanie, z gnatami schowanymi pod stołami czy za barem, zmuszeni zostają sztucznie zaprzyjaźnić się z nagle odwiedzającymi ich Niemcami. Szklanki napełniają się trunkami, rozmowy i śmiechy stają się coraz głośniejsze, a napięcie konsekwentnie rośnie, bo imprezka w każdej chwili może zamienić się w masakrę. Powinno brzmieć znajomo!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.