Pierwsze grzechy kina. Wstęp do (s)exploitation

Share

Kino i erotyka nie mogą bez siebie żyć. Seksowne kobiety, przystojni mężczyźni i gorące romanse od początku były czynnikami, które gwarantowały filmowi darmową reklamę. Także, gdy zawodziła fabuła. Cielesność i nagość na ekranie sprzedawały się bardzo dobrze, nawet (a może wręcz szczególnie) wtedy, kiedy były sprzeczne ze społecznym przyzwoleniem. Sukcesywnie na przestrzeni lat zmieniał się sposób postrzegania przez kamerę filmową ludzkiej cielesności, przez co szokowała coraz mniej. Jednak długą drogę przebyło kino, aby dojść do momentu, w którym narodził się nurt seksploatacji, w swoim podstawowym założeniu mający epatowanie nagością w najbardziej wulgarnym tego słowa znaczeniu. Jak w książce Seks w kinie pisał Krzysztof Kucharski:  „Pomimo tak długiej obecności erotyzmu w życiu człowieka, w tworzonej przez niego sztuce, łatwo daje się zauważyć jego wpływy i natężenie wraz ze zmianami obyczajów i moralności” . Tę samą tezę można odnieść do kina, które z biegiem lat coraz bardziej się liberalizowało, zmieniając swoją optykę w ujmowaniu obrazów ludzkiego ciała.

Tematyka seksu funkcjonowała już na początku istnienia X Muzy, mimo że na widowni zasiadało konserwatywne społeczeństwo nieprzyzwyczajone do wulgarnych obrazów. Nawet, jeżeli były to obrazy wulgarne jedynie w mniemaniu tejże publiczności. Nie dziwi więc fakt, że kino już na starcie zaliczyło szereg różnych, niewinnych z perspektywy dzisiejszego odbiorcy, skandali. Bodaj pierwszym z nich okazała się premiera obrazu pt. Pocałunek, zrealizowanego w 1896 roku przez  wytwórnię Thomasa Edisona. Trwający zaledwie jedną minutę film przedstawiał po prostu całującą się parę. Wzbudziło to olbrzymie poruszenie w purytańskim środowisku, które uważało przedstawienie tak niezwykle intymnej czynności na dużym ekranie za scenę niemalże pornograficzną.

Kontrowersje nie przeszkodziły Edisonowi w produkowaniu kolejnych nieprzyzwoitych obrazków, za sprawą czego kilka dekad później doczekał się miana prekursora kina eksploatacji. Ale właśnie, czym właściwie jest kino eksploatacji? Mówiąc krótko jest to rodzaj niskobudżetowego filmu opierający się przede wszystkim na eksploatowaniu kontrowersyjnych, wulgarnych i szokujących materiałów – głównie oscylujących wokół tematyki nagości/seksu, przemocy i narkotyków – w celach zarobkowych. I choć kino to w swojej najbardziej znanej formie zaistniało dopiero w latach 60, wcześniej kusząc głównie sensacyjnymi plakatami i reklamami, to – jak pisał Konrad Szlendak na łamach magazynu Magivanga – „za prototyp współczesnego filmu eksploatacyjnego uważa się amerykański film Traffic In Souls z 1913 roku, który jest także jednym z pierwszych filmów narracyjnych w historii kina. Scenariusz bazuje na historii przymuszania młodych imigrantek ze Szwecji do prostytucji w Nowym Jorku przez bezwzględnego alfonsa, którego jedynym celem jest zrobienie szybkiej fortuny na kobiecym nieszczęściu.”

Prawdopodobnie pierwszymi seksbombami X Muzy nazwać można kobiety znane jako „Kąpiące się piękności” („Bathing Beauties”), które począwszy od 1915 roku zdobiły wybrane  komedie (ale także choćby sesje fotograficzne) autorstwa Macka Sennetta, reżysera i aktora uznawanego za jednego z ojców slapsticku.  Były to po prostu mniej lub bardziej roznegliżowane dziewczęta, ubrane jedynie w stroje kąpielowe celem uprzyjemnienia filmu męskiej części widowni. Okazało się, że bycie atrakcyjnym tłem często otwierało drzwi do dalszej kariery. Takie gwiazdy epoki kina niemego, jak chociażby Gloria Swanson, Carole Lombard czy Mabel Normand, zaczynały swoją przygodę z kinem właśnie jako urodziwe bohaterki filmów Sennetta. Obrazy te cieszyły się w USA pewną popularnością i w latach 20 doczekały się imitacji ze strony konkurentów autora, choćby w postaci produkowanych przez wytwórnię Fox Film Corporation tytułów, których bohaterki otrzymały wiele mówiące miano „Sunshine Girls”.

Prawdziwe dni chwały kobiecego piękna nastały jednak w dekadzie kolejnej, kiedy popularność zaczęły zdobywać panie tyleż seksowne, co charakterne, z jednej strony odważnie prezentujące swoje wdzięki, z drugiej mogące się pochwalić nie lada talentem aktorskim. Wspomnieć należy chociażby o niezwykłej Grecie Garbo wcielającej się w postać Maty Hari, czy Marlenie Dietrich, która  prezentowała nowy – szokujący ówczesnych widzów – typ kobiecości. Ubrana w męski garnitur i cylinder, niemiecka aktorka udowodniła, że kobiecy seksapil niejedno ma imię. Jej chłodna uroda kontrastowała z wizerunkami innych pań, które pojawiały się w Fabryce Snów.

Jednakowoż wraz z początkiem lat 30 nadszedł wyjątkowo ciężki okres dla bezpruderyjnej kinematografii. Za zacieśnianie więzów moralności odpowiadał jeden z czołowych działaczy Partii Republikańskiej – William Hays. Polityk począwszy od 1922 roku zasiadał na stanowisku szefa Motion Picture Producers and Distributers of America, stowarzyszenia mającego chronić moralność społeczeństwa amerykańskiego przed kinem prezentującym grzeszne wartości, a powołanego do życia przez samo Hollywood, którego decydenci po latach różnego rodzaju afer, w które wplątane były ich gwiazdy, chcieli wybielić wizerunek branży.

W 1930 roku MPPDA przyjęło tzw. Kodeks Haysa (znany również jako Kodeks Produkcyjny), który jasno określał co można, a czego pod żadnym pozorem nie powinno się pokazywać na ekranie. Kodeks bardzo szczegółowo wyróżniał tematy zakazane, do których należały m.in seks, wulgarność, profanacja, skromny kostium, niemoralny taniec, dwuznacznie moralny tytuł. O ile niektóre aspekty kinowego środka wyrazu słusznie były piętnowane przez cenzorów, o tyle cały Kodeks jako taki szybko stał się symbolem wstecznictwa i brutalnej ingerencji administracyjnej w realizowane obrazy filmowe.

Filmem, który dość odważnie przeciwstawiał się założeniom konserwatywnej organizacji były Ich noce Franka Capry. Nazywany pierwszym screwball comedy, opowiadał historię pary bohaterów, których z biegiem akcji zaczyna łączyć głębsze uczucie. Brawurowo zagrani przez Clarka Gable’a i Claudette Colbert przeżywają szereg różnych, mniej lub bardziej dwuznacznych przygód, które podkreślają narastające między nimi napięcie erotyczne. Film okazał się olbrzymim sukcesem, zgarniając pięć Oscarów w najważniejszych kategoriach: za film, reżyserię, aktorów pierwszoplanowych oraz scenariusz. Historia przybiera czasami nieoczekiwany obrót i o dziele Capry było głośno nie tyle dzięki nagrodom Akademii, co dzięki skandalowi, który zafundował ówczesnym widzom sam Gable, w jednej ze scen pokazując – uwaga, uwaga – goły tors! Ściągając koszulę, pod którą ukrywało się nagie ciało wzbudził nie lada poruszenie. Wydarzenie to było na tyle szokujące, że obrosło legendami. Sam temat wykorzystała prasa, która chętnie powielała niepotwierdzone w żaden sposób doniesienia, jakoby Gable, „odrzucając” podkoszulek, spowodował niemal 75% spadek sprzedaży tej odzieży w USA.

Działalność konserwatywnego urzędu Haysa miała oczywiście niemały wpływ na kształt amerykańskiej kinematografii. „Scenarzyści i reżyserzy musieli nauczyć się opowiadać o przemocy językiem ezopowym, raczej sugerując pewne zdarzenia niż je pokazując” – pisał Łukasz Plesnar w Kinie klasycznym. Z drugiej strony skutkiem ubocznym restrykcji Kodeksu były narodziny realizowanego poza głównym nurtem (a więc i mogącego sobie pozwolić na więcej) kina exploitation, które w latach 30. pod pretekstem niesienia kaganka oświaty przemycało treści erotyczne. Pretekst pretekstem, jednak kino eksploatacji tego okresu faktycznie posiadało pewne walory edukacyjne i tym samym interesowało również damską część widowni. W czasach, kiedy seks i wszystko, co z nim związane, był tematem tabu, to właśnie z tych obrazów – często poświęconych kwestiom tworzenia rodziny i rodzicielstwa – młode kobiety dowiadywały się choćby tego, jak przebiega poród.

W pierwszych latach ostoją dla exploitation były raczej niewielkie, prowizoryczne kina, zakładane przez podróżujących po kraju biznesmenów. Przybytki te zostały w końcu zastąpione przez kina grindhouse’owe, swoją nazwę zawdzięczające tak zwanym grindhouse theatres – zlokalizowanym przy 42. Ulicy w Nowym Jorku teatrom słynącym z wystawiania burlesek i pokazywania wyuzdanego striptizu czy tańca bump and grind, a później wśród swoich atrakcji mających też projekcje filmowe. W tym kontekście po raz pierwszy wypowiada się jedna z bohaterek filmu Lady of burlesque (1943), która używa określenia „grindhouse” właśnie w stosunku do teatru, w którym występuje.

Wraz z dynamicznym rozwojem telewizji na przełomie lat 40 i 50, osłabła nieco pozycja X Muzy. Widzowie coraz częściej przesiadali się z foteli kinowych na te domowe. Pojawienie się kin grindhouse’owskich można więc uznać za swego rodzaju odpowiedź na tę tendencję oraz za próbę ponownego przyciągnięcia widza przed ekrany. Kiniarze mogli albo zakończyć swoją działalność i uznać wyższość małego ekranu, albo wręcz przeciwnie, zaoferować widzom to, czego telewizja, z racji swoich ograniczeń cenzorskich, pokazać nie mogła. W taki oto sposób kina grindhouse’owe poniekąd stały się w oczach konserwatywnego społeczeństwa symbolem moralnego upadku.

Exploitation przez pierwsze lata istnienia poruszało zakazane tematy, ale jednocześnie względnie mało pokazywało. Momentem, który pchnął je na nowe tory, był rozwój kultury młodzieżowej lat 50. „Witalność nastolatków, rock’n’roll, hormonalne burze, subkultura hotrodowa, a także wzrastający problem młodocianych chuliganów okazały się długo oczekiwanym wiatrem w żagle nieco podminowanych, niskobudżetowych produkcji” – pisał Konrad Szlendak. Wielką popularnością zaczęły się cieszyć kina samochodowe (drive-in theatres), na ekranach których zobaczyć można było wiele filmów klasy B, od horrorów o nastoletnich potworach, po opowieści o subkulturach i gangach (filmy hot-rodowe), stanowiące jakby grzeczniejszą wersję tego, co zobaczyć można było w kinach grindhouse’owych. Wtedy też pojawiły się afabularne obrazy wyraźnie zapowiadające narodziny sexploitation: filmy pokazujące tańce erotyczne gwiazd burleski oraz filmy plażowe/nudystyczne (the nudist camp films), które akceptowane były ze względu na walory edukacyjne (promowanie zdrowego trybu życia np. poprzez ukazywanie dziewcząt grających w siatkówkę). Wreszcie pod koniec dekady, niedługo po tym, gdy Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł, iż „seks” i „obsceniczność” nie są pojęciami tożsamymi, pojawiło się sexploitation.

Niewątpliwie najważniejszym twórcą tego nurtu był Russ Meyer. Swoim tyle przebojowym, co wywrotowym debiutem The Immoral Mr. Teas z 1959 roku zrewolucjonizował ciągle jeszcze raczkujące kino erotyczne. Wprowadził doń fabułę i nie tylko zrezygnował ze stale obowiązującego śmiertelnie poważnego ujęcia tematyki seksu oraz równie oczekiwanego umoralniania widowni, co postawił na jawną pochwałę erotomanii. W ten sposób narodziła się amerykańska komedia erotyczna znana jako nudie cutie, przez kilka lat ciesząca się sporą popularnością wśród grindhouse’owej publiczności. Wkrótce jednak miała odejść do lamusa, tak jak to miało miejsce z filmami hot-rodowymi i plażowymi z lat 50. Przyszła pora na horrory gotyckie czy filmy motocyklowe, a później, na początku lat 70, na kino bardziej ekstremalne, stawiające podwaliny pod gore, jak nazi exploitation, filmy kanibalistyczne czy rape and revenge.

W międzyczasie samo sexploitation wyewoluowało w stronę kina przemocy, w miejsce wcześniejszych gagów oferując gwałt, bójki i morderstwa, albo w soft-porn. I po jedno, i po drugie chętnie sięgał stale popularny Meyer. Czasem jednak ramię w ramię szli z nim inni twórcy, jak choćby Doris Wishman, ukrywająca się pod męskimi pseudonimami reżyserka, która zyskała sobie miana „królowej sexploitation” tudzież „Godarda eksploatacji” (ze względu na umieszczanie w swoich dziełach rozwiązań cokolwiek awangardowych). Z drugiej strony jednym z najważniejszych twórców nurtu pozostawał zakochany w europejskim kinie artystycznym Radley Metzger, który specjalizował się w adaptacjach literatury. Niemniej jednak, X Muza (a przynajmniej ta spoza mainstreamu) zaczęła powoli zbliżać się do momentu, w którym jakiekolwiek granice moralne traciły swoje znaczenie.

Duży wpływ na kino eksploatacji miała rewolucja obyczajowa, którą datuje się na przełom lat 60 i 70. Rosnące niezadowolenie z działalności rządu i nierówności społecznych obudziły w obywatelach potrzebę buntu, którego najbardziej wyrazistym symbolem byli hipisi. Walcząc przeciwko konserwatywnym ograniczeniom (szczególnie popularne hasło – „Zabrania się zabraniać”), byli symbolem wolności seksualnej i obyczajowej. Poniekąd to dzięki nim wzrosła tolerancja wobec nagości, a powszechny stał się naturyzm. Kobiety z czasem zaczęły nosić coraz bardziej kuse stroje ciesząc się swobodą wyrazu, którą w końcu mogły się w życiu kierować. W końcu do głosu dochodzić zaczęli inni przedstawiciele społeczeństwa, co było prostą drogą do tego, aby świat patriarchatu zaczął pomału odchodzić w niepamięć. Istotny stał się głos kobiet, a także grup walczących o prawa mniejszości seksualnych, rasowych, etnicznych i religijnych. Wskutek tych działań naturalną koleją rzeczy był wzrost zainteresowania sprawami związanymi z ludzkim ciałem, płciowością i jej relacją z umiejscowieniem człowieka w kulturze. To właśnie na fali tych przemian społecznych po raz pierwszy zainteresowano się kwestią płci kulturowej, czyli gender.

Na tak charakterystyczną sytuację społeczną odpowiedziało kino zarówno undergroundowe, jak i – już od lat czerpiące z jego doświadczeń – mainstreamowe. To drugie skupiało się na kwestiach społecznych i rozliczeniach z mijającą epoką, portretując kulturę hippisów, a w latach późniejszych ukazując pod lupą wojnę w Wietnamie. Natomiast underground penetrował najbardziej intymne zakątki ludzkiej cielesności, zgodnie z przedmiotem zainteresowań rewolucji obyczajowo-seksualnej. Jednymi z tego rezultatów były narodziny nurtu hippiesploitation oraz powrót klasycznego już drugsploitation. Przełom lat 60 i 70, kiedy to rozluźnienie obyczajowe osiągnęło apogeum, był więc idealnym okresem dla exploitation, które zyskało wówczas zawrotną popularność. Człowiek spragniony pikantnej rozrywki udawał się do najbliższego grindhouse’u, gdzie czekały na niego dzieła pełne erotyzmu i wulgarności, które wyciągały na światło dzienne najgłębsze i najbardziej wstydliwe pragnienia. A jako że reklamę uznaje się za dźwignię handlu, seanse te bardzo często łączono w pary, które tworzyły prawdziwe maratony obrzydliwości, reklamowane najczęściej za pomocą plakatów roznegliżowanymi aktorek. Tendencja ta sprawiła, że bodaj najpopularniejszym rodzajem obrazu w grindhouse’ach stał się właśnie film seksploatacji – coraz odważniejszy, prezentujący publice także przynależne doń tytuły zagraniczne, od japońskich przez włoskie po meksykańskie, oraz znacząco wpływający na inne typy filmu, od horroru przez giallo po women-in-prison.

Explotiation jest być może najlepszą odpowiedzią sztuki filmowej na rewolucję seksualną. To kino odważne, przełamujące tabu, sięgające do najciemniejszych zakamarków ludzkiej natury, podejmując tematy ekstremalne, często niezgodne z poczuciem moralności widza. Dlatego też nie dziwi fakt, iż lubując się zarówno w seksie, jak i przemocy zbudowało niszę dla obrazów trudnych, wątpliwych etycznie i estetycznie, stawiających sobie za cel zaszokowanie widza tym, czego kino pierwszego nurtu w ogóle by się nie podjęło. A przynajmniej do czasu. Wkrótce przecież, gdzieś od drugiej połowy lat 70, Hollywood zaczęło powoli wchłaniać rozwiązania zarezerwowane wcześniej dla undergroundu, aby w kolejnej dekadzie zasymilować choćby horror niezależny. W międzyczasie zaczęto zamykać kina grindhouse’owe, a samo sexploitation w związku ze swoją coraz większą śmiałością jakby niechcący utorowało drogę swojej znacznie starszej i jeszcze bardziej niegrzecznej siostrze – pornografii. Ta zaś w połowie lat 70 zepchnęła je na margines i w końcu uśmierciła, miejsce humoru, nawet jeśli nie zawsze zamierzonego, zastępując ujęciami narządów płciowych.

Marta Płaza
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa. Miłośniczka horrorów, gór i kociego futra. Po godzinach marzy o wyjeździe do Nowego Jorku na festiwal filmów Tromy.

13 Comments on Pierwsze grzechy kina. Wstęp do (s)exploitation

  1. Napisz recenzję z najlepszej Tromy ever – ,, Terror Firmera”

  2. Nie chcę autorki zniechęcać, ale artykuł jest zbyt pobieżny, za bardzo razi brak pewnych tytułów, nazwisk, czy zjawisk. Np. nie ma „specyficznych” filmów przyrodniczych z początku kina oraz ich charakterystyki. Za dużo tu o kinie klasycznym, zamiast o kinie eksploatacji. A temat został już dość dokładnie opisany, jest kilka pozycji książkowych z których można czerpać do woli.

    „Czasem jednak ramię w ramię szli z nim inni twórcy, jak choćby Doris Wishman, ukrywająca się pod męskimi pseudonimami reżyserka, która zyskała sobie miana „królowej sexploitation” tudzież „Godarda eksploatacji” (ze względu na umieszczanie w swoich dziełach rozwiązań cokolwiek awangardowych). Z drugiej strony jednym z najważniejszych twórców nurtu pozostawał zakochany w europejskim kinie artystycznym Radley Metzger, który specjalizował się w adaptacjach literatury.” – widziałem wszystkie film tak Wishman, jak Metzgera i mogę napisać wprost, że ona nie ma nic z Godarda, za to Metzger całkiem sporo, zresztą to reżyser kilka klas większy niż się zwykle wydaje, wina zapewne w jego zamiłowania do seksu. Warto też odnotować, że był on prekursorem homoseksualnej erotyki, tak lesbijskiej, jak i gejowskiej. Uważa się powszechnie, że to on pokazał jak pierwszy scenę gejowskiego seksu. Warto było to odnotować.

    • Marcin Zembrzuski Marcin Zembrzuski // 06/04/2015 at 05:00 // Odpowiedz

      Które książki polecasz? W ogóle podrzuć jakieś (amerykańskie) nazwiska. Temat ciekawy, dopiero ostatnio zacząłem się interesować, a zdaje się, że sexploitation ma więcej do zaoferowania niż to się zwykło sądzić :)

    • Marta Płaza Marta Płaza // 06/04/2015 at 08:34 // Odpowiedz

      Hej, absolutnie nie czuję się zniechęcona. Wręcz przeciwnie. Bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi na te wątki. Sama dopiero zapoznaję się bliżej z tym tematem, dlatego każdy nowy wątek przyda się aby poszerzyć wiedzę :)

  3. Pozycja obowiązkowa, taka na początek to oczywiście „Bold! Daring! Shocking! True: A History of Exploitation Films, 1919-1959” Erica Schaefera: http://www.amazon.com/Bold-Daring-Shocking-True-Exploitation/dp/0822323745/ref=sr_1_58?s=books&ie=UTF8&qid=1428311598&sr=1-58&keywords=exploitation+movies

    To jest ładnie rozpracowane.

  4. Marta Płaza Marta Płaza // 06/04/2015 at 13:28 // Odpowiedz

    Wielkie dzięki!

    Z pewnością spojrzę :)

  5. Marcin Zembrzuski Marcin Zembrzuski // 06/04/2015 at 15:23 // Odpowiedz

    Dzięki również.

  6. Jeszcze inaczej tłumaczę sobie grindhouse – przez sposób w jaki prezentowano repertuar. Mieszanie filmów różnych gatunków, krajów, zestawianie w double, triple features, brakujące rolki/fragmenty taśmy trafiające do prywatnej kolekcji kinooperatorów, wyświetlane w złej kolejności, obraz ustawiony do góry nogami, po prostu filmowy grinder.

    @ech – określenie Doris Wishman, ze względu na stosowanie rozwiązań awangardowych, Godardem eksploatacji jest kinofilskim żartem, luźnym skojarzeniem. „A Night to Dismember” Wishman, z której widziałem 10 minut, miała niekoherentną narrację z offu, nałożoną po nakręceniu zdjęć, opisującą akcję w jakiś szkatułkowych retrospekcjach, których nie mogłem poskładać. Wychodzi z tego niezamierzona idiotyczna awangarda, a jak awangarda to Godard. Pewnie, że Radley Metzger jest lepszym reżyserem niż Wishman i bliżej mu do Godarda z lat 60 i akurat to porównanie da się częściowo zmierzyć. Kręcił w scopie, z pięknym kolorami na 35mm.

    • Marcin Zembrzuski Marcin Zembrzuski // 07/04/2015 at 20:30 // Odpowiedz

      To też jest ładna definicja grindhouse’u. Np. Teksańska masakrę wyświetlano razem z Głębokim gardłem.

      Po przeczytaniu tekstu o Doris na łamach Senses of Cinema nie sądzę, aby był to kinofilski żart. Choć nie przeczę, że takim żartem tu i ówdzie bywa. Na dniach odpalam Bad Girls go to Hell. Ciekawe, do której grupy odbiorców Doris trafię :)

  7. Polecam przeczytać dlaczego „A Night to Dismember” wygląda tak jak wygląda, nie ma w tym nic celowego. W skrócie, film miał być klasycznym filmem, ze zwykłą narracją, ale w trakcie postprodukcji, zdaje cię w firmie wywołującej negatywy, doszło do małej katastrofy i duża część nakręconego materiału uległa zniszczeniu, dodatkowo dźwięk został zniszczony i trzeba go było dogrywać. „A Night to Dismember” to film z resztek, reżyserka próbowała ratować to co zostało, a efekt był żałosny. Ale nie można się temu dziwić, bo pracowała w dość specyficznym systemie, jedna produkcja filmowa finansowała kolejną, więc gdy „A Night to Dismember” okazał się całkowitą klapą, jej kariera zakończyła się. Oczywiście później nakręciła kilka rzeczy, ale to były filmy robione dzięki jej fanom. Tu naprawdę niema nic z Godarda.

    „Bad Girls go to Hell” to jej najlepszy film, taka jej wersja „Alicji w krainie czarów”, zresztą w tym filmie widać, jak zresztą w większości jej filmów ze środkowego okresu, inspiracje jednym bardzo znanym filmem amerykańskim, absolutnym klasykiem. Nie będę pokazywał palcem, bo wydaje mi się to oczywiste. Zdjęcia, muzyka, to wszystko jest z tamtego filmu, zwłaszcza, że jej wcześniejsze filmy był całkiem inne. A lata premier się zgadzają. Dodam jeszcze, że brak jej świadomości filmowego medium, żeby można było ją porównywać z Godardem.

    Polecam też zobaczyć „The Amazing Transplant”, bo film ma kuriozalną fabułę. Ale nie można nic czytać przed oglądanie, bo ucieknie efekt zaskoczenia. Ten film to cała późna (z lat 70-tych) Wishman, czyli próby przyciągnięcia widza przedziwną fabułą, okraszoną coraz większymi brakami technicznymi oraz warsztatowymi. Zapewne wynika to z przejścia z taśmy czarno białej na kolorową, która więcej kosztowała i była trudniejsza w obróbce mniej profesjonalnej. Dopóki kręciła w czerni i bieli jej film był naprawdę stylowe.

    Radley Metzger był, powtórzę, reżyserem bardzo świadomym, nawiązywał bardzo bezpośrednio do różnych znanych filmów, trendów, kręcił zresztą głównie w Europie, więc był w tym środowisku. Np. jego „The Lickerish Quartet” jest dość jawną przeróbką „Teorematu”, z tą różnicą, że u niego mamy kobietę w bieli zamiast mężczyzny. Ja widzę u Metzger wpływy Godarda w jego filmach pornograficznych, mam także wrażenie, że bardzo się nimi inspirował pan De Palma.

    • Czyli Wishman była zdeterminowana skończyć „A Night to Dismember”. Zrobiła to odrzucając reguły filmu i tworząc potworka. Istnieje szansa, że taki zdeformowany film będzie kojarzyć się z awangardą, Godardem. To nie jest mój tok myślenia, nie potrafię go dokładnie odtworzyć. Obiektywnie rzecz biorąc nie znajduję między tymi reżyserami żadnej analogii, nic mi nie wiadomo o ich wzajemnych wpływach, ale wystarczy, że włączę wyobraźnię, przestanę być poważny i coś się znajdzie http://imgur.com/a/Tkwqy

  8. Marcin Zembrzuski Marcin Zembrzuski // 10/04/2015 at 17:12 // Odpowiedz

    Dzięki za ciekawe info. Oprócz Bad Girls mam na swojej shitliście wszystkie jej roughies z lat 60. plus Dismember (ale dlatego, że to horror, nawet nie wiedziałem jaki zgwałcony) oraz jedną z tych wczesnych komedyjek (tą o plaży nudystów znalezionej w kosmosie przez bohaterów-astronautów – brzmi tak cudownie kretyńsko, że juz umieram z radości).

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. Krótki przewodnik po klasyce (i nie tylko) kina rape and revenge | Kinomisja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.