Piątek, trzynastego VII: Nowa krew (1988). „A killer buried, but not dead”

Po zakończeniu trylogii zakręconej wokół postaci Tommy’ego Jarvisa, Paramount zaczęło notować coraz to mniejsze zyski płynące znad Crystal Lake. Co prawda, seria Piątek, trzynastego wciąż była szalenie popularna, w 1988 myślano już o starciu Jasona Voorhees’a z niemniej ikonicznym Freddym Kruegerem, lecz producenci zaczęli poszukiwać czegoś świeżego. Dlatego też obecna w tytule Nowa krew stanowi clue tego, w jakim kierunku poszła seria.

Na ratunek nieco już skostniałej strukturze scenariuszy kolejnych odsłon serii przyszła nowa pani producent, Barbara Sachs, oraz scenarzysta Daryl Haney. To właśnie ten drugi zwrócił uwagę na to, że w historii nieśmiertelnego zabójcy z jeziora zawsze chodziło o bezwzględną walkę w samotną bohaterką. Aby jednak nieco urozmaicić ów pomysł, Haney dopisał protagonistce filmu… moce telekinetyczne!

Praktycznie całe Paramount było zaintrygowane pomysłem scenarzysty. Chociaż na starcie z Kruegerem przyjdzie jeszcze poczekać, można już było rzucić Jasona przeciwko odpowiednikowi słynnej Carrie. I to wszystko bez naruszania jakichkolwiek praw autorskich. Teraz wystarczyło znaleźć tylko odpowiednią osobę na stołek reżyserski. Jeśli wierzyć plotkom, Barbara Sachs chcąc podnieść standard filmu, myślała o nawiązaniu współpracy z Federico Fellinim. Producentka ponoć czułą, że będzie to nawet furtka do zgarnięcia statuetki Oscara. Oczywiście, na plotkach i marzeniach się skończyło, choć szkoda – letni slasher spod ręki Felliniego byłby niewątpliwie czymś BARDZO interesującym!

Ostatecznie za sterami Piątku, trzynastego VII: Nowej krwi stanął Carl Buechler. I był to naprawdę udany angaż! Buechlerowi nie była obca praca na planie z niskim budżetem, swoje początki miał w kultowym studiu Full Moon, dla którego nakręcił Władcę podziemi (1985) oraz kultowego w niektórych kręgach (choć głównie za sprawą niesławnego sequela) Trolla (1986). Mimo że był to zdecydowanie odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, Buechler to nie Fellini, przez co wiele pomysłów reżysera spotkało się z odrzuceniem przez producentkę.

Film rozpoczyna się od sekwencji osadzonej w nieokreślonej przeszłości, w której młoda dziewczyna Tina (Lar Park-Lincoln) jest świadkiem brutalnej awantury swoich rodziców. Kiedy będący pod wpływem alkoholu ojciec przejawiający sadystyczne skłonności zwraca się ze swoimi łapskami w stronę córki, ta nieumyślnie zabija go za pomocą ukrytych zdolności telekinetycznych. Wiele lat po tym wydarzeniu już nastoletnia Tina wraca nad Crystal Lake wraz z matką i psychiatrą. Zrozpaczona próbuje użyć swojej mocy, aby tchnąć życie w spoczywającego na dnie jeziora ojca. Pech jednak chce, że reinkarnacja budzi Jasona, który dzieli los taty dziewczyny.

Oczywiście przywrócony do życia morderca zaczyna robić to, co umie najlepiej. Szybko przedziera się przez leśną gęstwinę w stronę kurortu, gdzie akurat bawi lokalna dziatwa. Zanim Tina stanie do walki na śmierć i życie z nadnaturalnym, noszącym ikoniczną maskę zombie, będzie musiała nauczyć się posługiwać drzemiącą w niej siłą oraz zmierzyć z sekretami, jakie ma przed nią jej psychiatra.

Pomimo oczywistych, rządzących serią głupot, naprawdę ciężko nie polubić Nowej Krwi! W końcu na drodze Jasona staje ktoś, kogo paranormalny aneks czyni naprawdę godziwym przeciwnikiem. Gdy Tina w końcu zaczyna kontrolować telekinezę i miotać mordercą jak szmacianą lalką, do uszu docierają przerażające ryki rozwścieczonego mutanta! Pomaga tutaj również wyróżniająca się na tle pozostałych filmów serii gra aktorska, która naprawdę sprawia, że jesteśmy w stanie polubić pałętające się po planie postacie.

Dokonywane przez Jasona morderstwa w przeważającej części uciekają w stronę prześmiewczej makabreski. Nie sposób nie docenić kaskaderskich popisów ofiar i samego antagonisty, choć film widocznie ucierpiał poprzez cięcia wymuszone przez dbających o moralność cenzorów. Sam reżyser wielokrotnie twierdził, że MPAA (Motion Picture Association of America) wręcz zgwałciło jego dzieło. Mimo że krwi nie leje się tutaj tyle, ile powinno, sceny takie, jak ta ze śpiworem czy siekierą w głowie, przeszły już do kanonu serii.

Nowa krew cieszy się również uznaniem fanów poprzez fakt, że właśnie tutaj hokejową maskę po raz pierwszy założył Kane Hodder! Ten chyba najpopularniejszy odtwórca roli mordercy znad Crystal Lake nadał swojemu antybohaterowi odpowiedniego smaku i charakteru. Jego toporne kroki i wyrachowana paleta ruchów ciała budzi spory respekt potwierdzając tylko, że facet ten urodził się, by grać slasherowych morderców.

Ostateczne siódma odsłona serii zarobiła około 20 milionów dolarów. Był to niezły wynik, lecz wciąż zamaskowanemu mordercy z maczetą było daleko do szczerzącego się z ekranów Freddy’go – mający premierę w tym samym roku Koszar z Ulicy Wiązów 4: Władcy snów rozbił bank zgarniając blisko 50 milionów zielonych!

Czy warto zatem zaliczyć po raz siódmy kąpiel w Crystal Lake? Odpowiedź będzie oczywiście twierdząca! To wciąż stary, dobry Piątek, trzynastego, ot podany w nieco bardziej kampowym sosie, i zarazem odważna próba reformacji skostniałych już podwalin serii. Silny zamach zgniłej ręki Hoddera naprawdę potrafi pozbawić nas głowy. Mimo że nie uświadczymy tryskającej z truchła fontanny krwi, warto położyć czerep przed ekran.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.