Piątek trzynastego V: Nowy Początek (1985). „Terror is reborn”

Cztery lata po brutalnym zgładzeniu Jasona Voorheesa w domu nad Crystal Lake, Tommy Jarvis (w tej roli John Shepherd) nocami nękany jest przez koszmary związane z zamaskowanym mordercą, a za dnia miewa przedstawiające go halucynacje. Po zakwaterowaniu się w ośrodku dla psychicznie niestabilnych okolicą wstrząsa fala niewyjaśnionych morderstw. Czyżby Jason, na nieszczęście Tommy’ego i reszty pensjonariuszy, miał nadal żyć?

W 1985, rok po premierze Piątku trzynastego IV, studio Paramount wróciło do swojej franczyzy. Miał być to swoisty reset serii i próba napisania historii kryjącego się za hokejową maską psychopaty jeszcze raz oraz umiejscowienie Tommy’ego Jarvisa jako centralnej postaci przyszłych filmów. Część piąta dokłada wszelkich starań, aby być płynnym przejściem między tym, co było a tym, co miało dopiero nadejść. Przeniesienie akcji znad ikonicznego jeziora symbolizowało odcięcie od korzeni, jednak wciąż fabuła skupiona była na grupie nastolatków, kolejno eliminowanych przez zamaskowanego mordercę.

I choć rozwinięcie wątku emocjonalnych blizn, jakie pozostały w ocalałym z masakry głównym bohaterze, wydaje się ciekawe, tak nie sposób jednogłośnie stwierdzić, że wyreżyserowany przez Danny’ego Steinmanna Nowy początek jest filmem udanym. Bohaterowie są płascy jak kartka papieru, nawet jak na standardy kina siekanego, i ogólnie trudno tutaj nawiązać nić sympatii z którymkolwiek z nich. Aktorsko wybija się tylko Shepherd, którego gra waha się między matową a irytującą. Cała reszta obsady wydaje się wręcz sabotować swoją drętwą grą cały film.

Nad całością unosi się (przynajmniej na papierze) aura tajemnicy. Widz w teorii nie powinien wiedzieć bowiem, czy Jason wciąż dumnie kroczy pośród żywych, czy spoczywa zakopany gdzieś w rodzinnym lesie. Niestety, pomysł ten zostaje całkowicie spalony, gdyż twórcy wręcz panicznie ukrywają mordercę przed naszym wzrokiem. Dla sprawnego widza będzie to jasny sygnał, że coś tutaj jest nie tak. Bo dlaczego ktoś miałby ukrywać centralny punkt całego programu?

Sekwencje mordu kręcone są tak, że nie widzimy nic poza ostrzami, stopami i dłońmi. Jednak to, co działało w oryginalnym Piątku, trzynastego (1980), tutaj zwyczajnie się nie sprawdza. Choć pomiędzy obydwoma produkcjami jest zaledwie pięć lat różnicy, oczekiwania widowni, zwłaszcza nakarmione poprzednimi filmami, były już zupełnie inne. W pewnym sensie piąta część wygląda rzeczywiście jak pierwsza, jednak o wiele gorzej zrealizowana.

Wspomniane już akty przemocy są na całe szczęście różnorodne. A to jeden facet dostaje szpikulcem do lodu w szyję, inny kończy z flarą wciśniętą w usta, a jedna z dziewczyn obrywa sekatorem prosto w oczy. Szach-mat poparzony dozorco z Podpalenia (1981)! Nie tylko ty masz monopol na wielkie ogrodowe nożyce!

Jest również jeden bardzo kontrowersyjny aspekt, z którego zasłynął Piątek, trzynastego V: Nowy początek, a którego celowo do tej pory unikałem, aby nie przytłoczyć Was spoilerami. Ci, którzy nie mają nic przeciwko zdradzeniu historii tego jakże wiekopomnego dzieła, niech czytają dalej. Reszta niech lepiej przejdzie do ostatniego akapitu.

W finale filmu okazuje się, że morderca noszący hokejową maskę nie jest Jasonem…. Wow! Okazuje się być nim jeden z sanitariuszy poznanych na początku, który szuka zemsty na kuracjuszach za śmierć swojego syna. Dla wielu fanów był to policzek tak mocny, że Paramount nie mógł tłumaczyć się nawet tym, że formalnie seria zakończyła się wraz z częścią czwartą. Krytyka, jaka spłynęła na studio była tak wielka, że to podjęło udaną próbę odwrócenia kota ogonem w nieuchronnej kontynuacji.

Bądź co bądź, jest to jeden z najsłabszych odcinków serii, całkowicie zbędny dla historii uniwersum. Choć przeładowany jest krwią, całkowicie pozbawiony jest jakiegokolwiek napięcia, smaku i atmosfery. To seans tylko dla zaprawionych fanów franczyzy oraz widzów na tyle wyrozumiałych, że ze strefy komfortu nie wyrwie ich nawet „taniec robota” jednej z bohaterek. Zaskakujący jest zatem fakt, że Paramount nie porzuciło w tamtym momencie Piątku. Trudno o bardziej spektakularną próbę filmowego samobójstwa. A może jednak…?

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.