Piątek, trzynastego II (1981). „Thirsty for young blood!”

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, Piątek, trzynastego II jest filmem równie ważnym dla współczesnego horroru, co jego poprzednik. Jasne, to właśnie oryginał ustanowił większość konwencji slashera oraz z impetem pomógł otworzyć drzwi do głównego nurtu filmowi, jak się wtedy wydawało, klasy niższej. Kinematografia lat 80-tych była bardzo obsesyjna, stąd też sale kinowe zalewały plakaty z kolejnymi numerkami w tytule. I to właśnie sequel do przeboju Seana Cunninghama można winić lub chwalić za rzeczywiste powołanie tego konkretnego trendu do życia. Dopiero po premierze tego dzieła na ekranach pojawiło się Halloween 2 (1981), mimo że oryginał Johna Carpentera wyprzedził Piątek trzynastego o dwa lata.

Film Steve’a Minera – dla którego był to reżyserski debiut – ustanowił formę, w której kręcone były kolejne części cyklu, aż do szalonego Piątku trzynastego V: Nowy początek (1985). To właśnie tutaj mamy okazję poznać Jasona Voorheesa jako pełnoprawnego bohatera, nie zaś jako iluzoryczne „cameo”. I już w pierwszych scenach metaforycznie odcina się od bardziej realistycznego i zbudowanego na tajemnicy oryginału! Widocznie dla autora scenariusza, Rona Kurza, fabularna ciągłość okazała się problemem.

Imponująco długi wstęp przedstawia nam ex-final girl Alice (Adrienne King). Dziewczyna po traumatycznych wydarzeniach z pierwszego filmu odcięła się od poprzedniego życia i zamieszkała samotnie w stylizowanej na wiktoriańską kamienicy. Po odhaczeniu kilku horrorowych szablonów – telefon od nieznajomego, najeżony kot i scena prysznicowa – nasza bohaterka odnajduje w swojej lodówce głowę pani Pameli Voorhees. Zanim skończy panicznie krzyczeć, padnie martwa ze szpikulcem do lodu w skroni.

Po ukazaniu się naszym oczom planszy tytułowej przenosimy się wreszcie we właściwie miejsce akcji, usytuowane pośrodku gęstych lasów Crystal Lake. Nasi bohaterowie, grupa obozowych opiekunów, zmierza właśnie na organizowane przez Paula (John Furey) seminarium. Z wiadomych tylko samemu organizatorowi powodów, szkolenie odbywa się w wielkiej wili, u brzegu feralnego jeziora, niecały kilometr od miejsca akcji oryginału. Oczywiście o tym, co wydarzyło się w sąsiedztwie, młodzi dowiedzą się z obowiązkowej opowieści przy ognisku.

Ilość snujących się po planie postaci może przysporzyć o niemały zawrót głowy. Na nasze szczęście jednak, film pozbywa się większości z nich, pozostawiając nas z ferajną zbliżoną proporcjami do pierwszego Piątku trzynastego. I tak jak tam, większość z nich możemy scharakteryzować jednym zdaniem. Mamy zatem lubującą się w topach i szortach Terry (Kirsten Baker – aktorka, która dała nam pierwszą prawdziwe rozbieraną scenę w serii!), jej przyjaciółkę Vickie (Lauren-Marie Taylor), która mimo dość konserwatywnej garderoby okazuje się seksualną oportunistką, standardowego mięśniaka Scotta (Russell Todd), innego sportowca, tym razem poruszającego się na wózku inwalidzkim Marka (Tom McBride) i wreszcie robiącą za final girl dzielną Ginny (Amy Steel).

We wspomnianej już scenie przy ognisku dowiadujemy się, że tragedia na terenie kempingu, będącego miejscem akcji pierwowzoru, odbyła się pięć lat wcześniej. Paul wspomina także, że zaginięcie jedynej ocalałej z masakry jest sprawką szukającego zemsty Jasona. Według wierzeń lokalnych mieszkańców, zdeformowany i upośledzony chłopak wciąż czai się w okolicznych lasach niosąc śmierć wszystkim tym, którzy wkroczą na jego pustelnie. Historię przerywa wyskakujący z zarośli Ted, ubrany w futro i dzierżący w dłoni włócznię – która później okaże się ważnym rekwizytem!

Po krótkim epizodzie Szalonego Ralpha (Walt Gorney), będącym również pożegnaniem bohatera z serią, przechodzimy do wyczekiwanego momentu. Po przyłapaniu dwóch wścibskich gówniarzy w okolicy ruin niesławnego obozu, miejscowy gliniarz odkrywa tajemniczy domek w lesie. Znalezisko w jego wnętrzu rysuje na twarzy policjanta grymas przerażenia. Ten jednak nie trwa zbyt długo, gdyż w głowę funkcjonariusza wbija się z impetem młotek!

W międzyczasie scenariusz pozbywa się wszystkich postaci, którym nawet nie nadał imienia. Ci, którzy postanowili pozostać nad jeziorem, zagoszczą zatem w notatniku Jasona pod hasłem „do wybicia”. Bo nikt nie ma wątpliwości, że ta ubrana w roboczy kombinezon wielka postać to właśnie legendarny Jason Voorhees. I tak kolejno Scott, Terry, Mark i reszta padają ofiarami czającego się w mroku monstrum, skrywającego swe oblicze za parcianym workiem – będącego jawną inspiracją do The Town That Dreaded Sundown (1976). Choć Jason preferował jeszcze dość tradycyjny sposób na rozprawienie się z dziatwą – maczety w głowach, poderżnięte gardła – zalicza tutaj swój pierwszy ikoniczny wyczyn! Uprawiającą seks parę na stałe przytwierdza do ziemi za pomocą włóczni (deja vu po włosku?). Ginny wraz z Paulem przy piwie spekulują nad tym, jak wyglądał by Jason bo tylu latach spędzonych w lesie. Na nasze szczęście, po powrocie na teren kurortu będą się o tym mogli przekonać z pierwszej ręki.

To, co wyróżnia Piątek trzynastego II na tle wielu innych, powstałych przed i po, slasherów, to poprowadzenie final girl. Nie jest to co prawda poziom Teksańskiej masakry piłą mechaniczną (1974) czy Halloween (1978), jednak nie jest od tych produkcji aż tak daleki. Ginny przez większość czasu wykazuje się intelektem (scenarzysta wyłącza go wtedy, kiedy po prostu jest mu wygodniej). Podczas gdy większość jej podobnych uciekła by z krzykiem do lasu, ona sprytnie wybiera swoje kryjówki. Działa strategicznie, analizuje własne kroki tak, by zmylić polującego na nią napastnika. Bohaterka po równo dzieli czas na ucieczkę i walkę z oprawcą. W końcu dane jest jej trafić do leśnej chatki, miejsca spotkania policjanta z młotkiem. Na miejscu odkrywa skleconą ze śmieci kapliczkę z głową pani Voorhees oraz maczetę, którą Alice posłużyła się do jej dekapitacji.

Dla wielu widzów figura Jasona Voorheesa utrwalona została przez kolejne części cyklu. W Piątku trzynastego II postać ta ograna została na wzór Michaela Myersa z oryginalnego Halloween. Nie ma w nim niczego stricte nadprzyrodzonego, mimo swojej ponadprzeciętnej siły fizycznej wciąż możemy definiować go jako człowieka, nie potwora. Już na poziomie atletycznym, Jason różni się od swoich następców. I choć nie można odmówić odgrywającym go aktorom (Warrington Gillette i Steve Dash) postawnej sylwetki, tak są widocznie mniejsi niż Richard Brooker, CJ Graham lub Ted White. Nie wspominając już o chyba najbardziej charakterystycznym odtwórcy tej roli, Kane Hodderze.

Oprócz parcianego worka z jednym otworem na oko, Jason nosi mniej lub bardziej „przeciętne” ubrania. Ferszalunek Myersa ma logiczny sens, zostaje skradziony kierowcy ciężarówki, jednak nie ma żadnego powodu, dlaczego facet mieszkający pośrodku dziczy przyodziewa kombinezon mechanika samochodowego. Wreszcie – i choć z początku wydaje się to nieistotne – Jason w Piątku trzynastego II dosłownie ugania się za swoimi ofiarami, nie ma mowy o powolnym marszu! Dużo bardziej naturalistyczne portretowanie Jasona czyni go wiarygodnym, po raz pierwszy i chyba ostatni w serii.

Dla wielu fanów franczyzy, opisywany przeze mnie sequel wyprzedza w wielu aspektach oryginał, a Steve Miner jest dużo bardziej kompetentnym reżyserem niż Sean Cunningham. Sam film posiada kilka naprawdę świetnie nakręconych ujęć! Moim faworytem jest to, w którym zabarykadowana w leśnej chatce Ginny zostaje sterroryzowana przez wbijającą przez okno facjatę Voorheesa. Widocznym krokiem w tył okazały się z to efekty gore i charakteryzacja, jednak ręka Carla Fullertona musiała ustąpić miejsce legendzie Toma Saviniego.

Największym zarzutem jest zupełne lekceważenie historii ustalonej przez pierwszy Piątek trzynastego i przepisanie na nowo praktycznie wszystkich jego elementów. Amerykański krytyk filmowy Joe Bob Briggs  nie żartował, że sposobem na kręcenie kolejnych filmów z serii jest auto-plagiat. Film zadaje kilka naprawdę niewygodnych pytań, jak na przykład to, że skoro Jason żył od późnych lat 50-tych w lesie, to jakim cudem jego matka nigdy go nie odnalazła? Mimo to, Piątek trzynastego II jest jednym z bardziej solidnych obrazów, jakie zrodziła ta długa seria. Znajdziemy tutaj dobrze napisane postaci, nie będące tylko workami mięsa dla naszego mordercy. A jeśli już dane będzie im zginąć, robią to w naprawdę imponujący sposób! A zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że slasher był jeszcze w powijakach.

1 Trackback / Pingback

  1. Piątek, trzynastego III (1982). A New 3-Dimension in Terror – Kinomisja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.