Noc Lepusa (1972). Puchata apokalipsa

Przybierając odpowiednią perspektywę, wiele pozornie normalnych i niegroźnych rzeczy może stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo. Legendarne Ptaki (1963) Alfreda Hitchcocka to wspaniały przykład tego, jak nadmorskie ptactwo może doprowadzić do małej apokalipsy, a Cujo (1983) przekonuje nas, że przyjazny bernardyn może być morderczą bestią. Niektóre rzeczy i stworzenia nie są jednak przerażające, nawet jeśli bardzo chcemy je na takowe wykreować. Puszyste króliczki w nakręconej przez Williama Claxtona Nocy Lepusa są właśnie jednymi z nich.

Mimo chęci bycia świadomym obranej konwencji eko-horrorem, film Claxtona – twórcy kojarzonego raczej z westernami niż horrorami – dzisiaj stanowi osobliwą ramotkę z kuriozalnym pomysłem na czele, za sprawą którego z miejsca wskakuje do ramówki wielkanocnych filmów! Napisany na podstawie australijskiej satyry politycznej pod tytułem The Year Angry Rabbit Russella Braddona, scenariusz miał ukazać naszym oczom inwazję wielkich, krwiożerczych królików bezlitośnie pożerających swoje ofiary. A przynajmniej tak życzyło sobie studio MGM.

Film rozpoczyna kolarz obrazów przedstawiających szkody, jakie wyrządzają stada szalejących po australijskim pustkowiu królików. Co ciekawe, pada tutaj informacja, że nawet amerykańscy ranczerzy są bezradni wobec hordy uszatych stworzonek. W przeddzień puchatej apokalipsy poznajemy Cole’a Hillmana (Rory Calhoun), prostego farmera, który właśnie przez natrętne zwierzątka stracił swojego najlepszego konia. Rozpaczający gospodarz zwraca się do władz pobliskiej uczelni z prośbą, o powstrzymanie króliczej plagi.

Ta odsyła go do dwóch naukowców, Roya (Stuart Whitman) i Gerry Bennett (Janet Leigh), którzy obiecują pozbyć się królików bez zbytniej ingerencji w środowisko naturalne. W swoim polowym laboratorium rozpoczynają więc pracę nad hormonalną bronią, mającą na celu uszczuplić trusią populację. Oczywiście efektem pionierskich badań jest przyśpieszenie wzrostu zwierzątek do monstrualnych rozmiarów oraz obudzenia w nich pragnienia krwi każdej żywej istoty, jaką spotkają na swojej drodze!

Powiedzmy sobie szczerze, William Claxton podjął się praktycznie niewykonalnego zadania przestraszenia nas istotami, które stanowią zagrożenie chyba tylko dla liści sałaty. Nie twierdzę, że stado gigantycznych królików nie byłoby ekologiczną katastrofą, lecz w przeciwieństwie do szczurów, rekinów czy niedźwiedzi od lat terroryzujących kinomanów, nie sposób połączyć królika z atakiem na człowieka. I choć możesz wetrzeć w ich puszyste futerko tylko keczupu, ile tylko zdołasz, dalej pozostaną jednymi z najsłodszych istotek na Ziemi.

Nocy Lepusa nie pomagają też zdjęcia Teda Voigtlandera, operatora kręcącego z myślą o małym ekranie. Nie znajdziemy tutaj żadnych ujęć budujących klimat horroru czy ukazujących siłę, z jaką przez okolicę przetacza się puchata tłuszcza. Nawet sama obsada nie za bardzo wierzyła w produkcję, o czym wspominała Janet Leigh. A jeśli wierzyć plotkom, zgodziła się ona na udział w filmie tylko dlatego, że produkcja miała miejsce niedaleko jej domu.

Twórcy filmu zastosowali standardową technikę kręcenia prawdziwych zwierząt biegających po odpowiednio zeskalowanych makietach planu filmowego. Tylko niektóre ataki nakręcono przy użyciu faceta przebranego w króliczy kostium, i uwierzcie mi, wygląda to naprawdę dziwnie! O ile ekipa filmowa próbowała sprzedać nam tę farsę jako realne zagrożenie, efekt jest, jak łatwo się domyślić, co najmniej śmieszny. Pokonanie wrodzonej słodyczy królika wydaje się zatem niemożliwe.

Noc Lepusa byłaby o wiele lepszym filmem, gdyby tylko nie traktowała się tak poważnie. Jeśliby twórcy bardziej świadomie zagrali na tym, jak kuriozalnie wygląda umazany sztuczną krwią króliczy pyszczek, zapewne otrzymalibyśmy produkcję o wiele lepszą. Finalnie zostajemy z okolicznościową ciekawostką, która choć nie dostarcza zamierzonych przez studio i twórców celów, idealnie nadaje się na dalece niezobowiązujący seans przy jajku i jakimś umilaczu. Słodka moc króliczego pyszczka pokonała ludzi, którzy chcieli uczynić ją przerażającym zwiastunem kresu ludzkości. Ale właśnie takie szalony pomysły kochamy najbardziej!

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.