Man Behind the Sun. Witajcie w piekle

Share

Północny wschód Chin, rok 1932. Tuż po zajęciu Mandżurii japońska cesarska armia tworzy tam tajną formację nazywaną Jednostką 731. Formalnie stworzona w celu uzdatniania wody, w rzeczywistości realizuje program badań i rozwoju broni biologicznej i chemicznej. Aby dowieść skuteczności ich działania, rekruci, pod przewodnictwem najpierw dr Masaji Kitano, a następnie Shirō Ishii, przeprowadzają szereg odrażających eksperymentów na Chińczykach, Mandżurach, Koreańczykach czy też Rosjanach. To właśnie ten nieco dziś już zapomniany element światowej historii stał się kanwą Men Behind the Sun (Hei tai yang 731, 1988) – jednego z najokrutniejszych filmów w dziejach.

Film w reżyserii Mou Tun Fei przenosi nas do roku 1945, kiedy to koniec II wojny światowej jest już kwestią czasu. Sytuacja Japonii nie jest najlepsza, a jedyną nadzieją na odwrócenie losów konfliktu wydaje się być wynalezienie supernowoczesnej broni biologicznej. To właśnie ten cel ma zostać zrealizowany przez Jednostkę 731, która do pomocy werbuje okolicznych chłopców, poddawanych intensywnej indoktrynacji. „Szkolenie” ma zrobić z nich bezlitosne maszyny do zabijania, pozbawione współczucia i szacunku wobec więźniów. Razem z nimi stajemy się świadkami kolejnych aktów okrucieństwa, jakich dopuszczają się japońscy żołnierze na pojmanych jeńcach i cywilach; skala ich bestialstwa przekracza wszelkie granice. Jak możemy dowiedzieć się z filmu oraz literatury poświęconej zagadnieniu, ofiary obozu m.in. poddawano wiwisekcjom, sztucznie zarażano chorobami, truto gazem, wywoływano udary, zawały, obrzucano granatami czy też testowano nań miotacze ognia.  Jedną z najbardziej przejmujących scen w filmie jest ta, w której kobieta wystawiona zostaje na działanie skrajnie niskiej temperatury. Oprawcy polewają jej ręce lodowatą wodą, po to by później praktycznie zedrzeć z niej skórę, gdy ciało dla odmiany zostanie rozmrożone. Równie przerażające wrażenie sprawia scena śmierci innego z więźniów, który ginie w komorze ciśnieniowej, czy też moment, gdy pewną Rosjankę i jej dziecko zatruto tlenkiem węgla.

Reżyser, świadomy efektu jaki wywoła, skupił się głównie na ostatnich, najbardziej „gorących” miesiącach działania jednostki, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Mandżurii. Oddziałem 731 dowodził wówczas psychopatyczny doktor Ishii, owładnięty rządzą wynalezienia broni biologicznej bez względu na środki. Men Behind the Sun to prawdziwa esencja zwyrodnienia i bestialstwa, jakie stały się nieodłącznym elementem jego działań.

Zaskakujące przy tym wszystkim jest to, że Mou przyjmuje punkt widzenia oprawców, nie ofiar, uzyskując dzięki temu niezwykle chłodny, rzeczowy ton, pozbawiony taniej emocjonalności. Przy czym oprawcami są głównie nieletni rekruci pojawiający się w ośrodku w Mandżurii. Zabieg bardzo kontrowersyjny, ale jakże trafny. Wszak nic nie robi takiego wrażenia, jak świadomość, że chłonne dziecięce umysły zostały skażone zbrodniczą ideologią, ostatecznie przypieczętowując los jednostek, zdawać by się mogło, dość niewinnych. Początkowa bezradność wobec reżimu miała ustąpić miejsca znieczulicy.

Men Behind the Sun jest niczym bardzo rzeczowe sprawozdanie z okrutnej podróży do piekła na ziemi, które zgotował człowiekowi drugi człowiek. Ten mocno stonowany i beznamiętny styl narracji może wynikać w dużej mierze z faktu, iż scenariusz został napisany w oparciu o medyczne notatki z obozowego dziennika. Mimo że film jako taki wpisuje się w formułę kina eksploatacji, to jednak od najbardziej obskurnych przedstawicieli tego nurtu odróżnia go właśnie faktograficzna drobiazgowość i dbałość o realizm. Bardzo dobrze pokazano nie tylko realia obozowe, ale również ducha typowego japońskiego żołnierza tego okresu – jego fanatyzm i bezgraniczne oddanie sprawie, które sprawiało, że był on zdolny do najbardziej okrutnych czynów. Na tym tle szczególnie wyróżnia się właśnie doktor Ishii, psychopata owładnięty idee fixe o wynalezieniu idealnej broni biologicznej. Już w momencie otwarcia ośrodka, nie pozostawiał złudzeń co do swoich celów, mówiąc wprost: „Misją od Boga każdego medyka jest blokowanie choroby i jej eliminacja, lecz zadanie, nad którym będziemy tu pracować, jest całkowitą odwrotnością tej reguły.”

W filmie Tun Fei Mou widzimy bez znieczulenia najbardziej przerażające „środki”, jakie odrażający antybohater przedsięwziął na drodze do osiągnięcia swojego celu. W jednej ze scen rzuca na pożarcie szczurom żywego kota, znajdując analogię między tym „pojedynkiem” a zarażonymi dżumą pchłami, które w stadzie są w stanie rozprawić się z nawet największym przeciwnikiem. Niechlubną sławę filmowi zapewniły pogłoski jakoby w tej scenie, wzorem włoskich twórców filmów kanibalistycznych, rzeczywiście uśmiercono zwierzaka. Co więcej, w innym fragmencie zdecydowano się pójść nawet o krok dalej. Scena, w której widzimy sekcję zwłok młodego chłopca nie była inscenizowana. Wykorzystano prawdziwe ciało, a prawdziwi lekarze, przebrani w kostiumy, dokonali na potrzeby filmu rzeczywistej autopsji. Rodzice chłopca stwierdzili, że chociaż w taki sposób mogą zrobić coś pozytywnego dla chińskiego narodu.

Co ciekawe, istnienie Jednostki 731, mimo że była dość pokaźnych rozmiarów kompleksem (w jej skład wchodziły chociażby krematorium, więzienie, laboratorium patologiczne, własna elektrownia) udało się utrzymać w tajemnicy przez prawie 40 lat. Jak zwykle bywa w takich przypadkach, prawda ujrzała światło dzienne zupełnie przypadkowo, dzięki pewnemu studentowi, który odnalazł w antykwariacie notatki oficera pracującego w Jednostce, który dokładnie opisał przerażające eksperymenty, jakich dokonywano na więźniach. Żeby tego horroru jeszcze było za  mało, ostatecznie okazało się, że część naukowców, w tym Ishii, w ogóle nie odpowiedziała za swoje zbrodnie. Generał Douglas MacArthur, dowódca alianckich sił okupacyjnych, potajemnie udzielił im immunitetu, w zamian za dostęp do wyników eksperymentów, które dla rządu USA były wyjątkowo cenne ze względu na niemożność przeprowadzenia podobnych badań na Zachodzie. Obecnie pełny opis eksperymentów przeprowadzanych przed doktora Ishii znajdziemy w książce profesora Sheldona H. Harrisa Factories of Death.

Jako że istnienie Jednostki 731 przez długie lata było tajemnicą Poliszynela, Men Behind the Sun jest dopiero pierwszą filmową próbą zmierzenia się z tym tematem. Podobnie jak w przypadku innych filmów kontrowersyjnych, również wokół tego narosło sporo historii mniej lub bardziej prawdziwych. Szczególnie słynna jest ta, której bohaterami byli australijscy cenzorzy, odmawiający klasyfikacji filmu Tun Fei Mou. Powód? Okazało się, że w połowie seansu nastąpiła niespodziewana przerwa. Gdy odwiedzili operatora w jego pomieszczeniu, zastali go bladego, w otoczeniu swoich wymiocin. Jak wieść niesie, nie był w stanie kontynuować oglądania filmu, ani nawet uruchomić ponownie projektora. Ile w tym prawdy, a ile reklamy? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy. Pewne jest jednak to, że film tajwańskiego reżysera poruszył chińskim narodem do głębi. Jak sam twórca słusznie zauważył, widzowie którzy na co dzień dostawali głównie kino kung-fu i filmy propagandowe, byli absolutnie zszokowani tym, co zobaczyli. Ludzie mieli mdleć i wychodzić w trakcie pokazów, a szesnaście osób podobno zmarło na atak serca. Film nie miał żadnej kampanii reklamowej ani plakatów, a wyświetlany był bez napisów początkowych i końcowych. Widzowie wchodząc na sale, do ostatniej sekundy nie mieli pojęcia co ich czeka.

Problemy z pokazami nasiliły się w samej Japonii, gdzie ostatecznie odbyła się tylko jedna projekcja. Dystrybutorzy mieli otrzymywać telefony z pogróżkami od członków nacjonalistycznych ugrupowań. W sytuacji, gdyby odbył się chociaż jeden seans więcej, miałyby zostać spalone wszystkie kina. Śmiercią grożono również samemu reżyserowi, który na przekór ostrzeżeniom postanowił zorganizować dwa indywidualne pokazy w Tokio. Jeden dla studentów, którzy poruszeni do głębi tym co zobaczyli, nie byli w stanie uwierzyć, że ich rodacy byli zdolni do takich czynów, drugi dla byłych członków Jednostki 731, zapewniających, że film pokazuje samą prawdę, a w kompleksie miały się dziać jeszcze gorsze rzeczy.

Film Tun Fei Mou może już nieco się zestarzał i formalnie dziś nie robi takiego wrażenia jak 30 lat temu, jednak ładunek emocjonalny, jaki ze sobą niesie, pozostał bez zmian. Nie bez powodu wciąż jest  uznawany za jeden z najbardziej kontrowersyjnych obrazów w historii. Surowy, odrażający, wyjątkowo trudny do zniesienia. Zarzuca nas głównie chłodnymi, okrutnymi faktami, darując sobie wzbudzanie taniego współczucia. Najistotniejsze wydaje się tutaj nie oskarżanie, ale szczere i bezkompromisowe przedstawienie historii, która przez tyle lat pozostała w zapomnieniu, a nawet i dziś, wydaje się być nie dość wyraźnie nagłośniona.

Źródła:

Sawicki Piotr, Odrażające, brudne, złe. 100 filmów gore. Wrocław: Wydawnictwo YOHEI, 2011
http://unit731.org/
http://tajemniceziemi.blogspot.com/2015/01/jednostka-731-uwaga-drastyczne-opisy-i.html
http://www.nytimes.com/1995/03/17/world/unmasking-horror-a-special-report-japan-confronting-gruesome-war-atrocity.html
http://quentin.pl/2004/12/hei-tai-yang-731-aka-man-behind-the-sun.html

Marta Płaza
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa. Miłośniczka horrorów, gór i kociego futra. Po godzinach marzy o wyjeździe do Nowego Jorku na festiwal filmów Tromy.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.