Kolorowy świat Gaspara Noégo. Część I: 1991-2002

Gaspar Noé to zapewne jeden z najbardziej perfidnych reżyserów współczesnego kina. I nie chodzi tutaj o jego charakter – bo to zapewne fajny facet – a sposób, w jakim opowiada swoje celuloidowe historie. To jego autorski język filmu sprawia, że tak wielu odbiorców może go z czystym sumieniem nazwać dupkiem. Noé ma w swoim rękawie tak wiele opanowanych do perfekcji sposobów na wyciągnięcie widza z bezpiecznej strefy komfortu, że każda premiera jego filmu paruje ze sobą zainteresowanie i kontrowersję. Epileptyczna gra obrazami oraz wykorzystywanie dźwięków o niskiej częstotliwości z powodzeniem dosłownie wywołuje zawrót głowy i nieprzyjemne nudności. Jednak najbardziej bezlitośnie obchodzi się z nami sam świat przedstawiony, w jaki Gaspar skrupulatnie wrzuca nas od 1985 roku! W poniższym, podzielonym na dwie części, tekście przyjrzymy się wszystkim pełnometrażowym (i nie tylko) dziełom tego arcyciekawego twórcy.

Zacznijmy jednak od początku. Już w swoim krótkometrażowym debiucie Tintarella di luna (1985) Noé kreuje bezlitosne uniwersum, w którym (jak się nam wydaje) każda decyzja protagonisty ma negatywny wpływ tak na jego samego, jak i na wszystkich dookoła. Niczym w greckiej tragedii, jego bohaterowie to postacie naznaczone fatum już od samych narodzin. Zarówno w swojej debiutanckiej, umiejscowionej w cieniu aktywnego wulkanu, postapokaliptycznej noweli, jak i w każdym kolejnym filmie, reżyser z uśmiechem maniaka łechce naszą potrzebę odczuwania przygnębienia i pogrążenia się w totalnym fatalizmie. Po 6 latach pracy nad reklamówkami i undergorundowymi teledyskami, jakie nastały po realizacji wspomnianej krótkometrażówki, powstało Carne, 40-minutowy short. To właśnie ten obraz ustanowił zasady gry, w którą Gaspar gra z nami już od prawie trzech dekad, a także zaznaczył nazwisko reżysera na mapie europejskiego kina niezależnego.

Carne (1991)

Już same napisy początkowe tego małego niemal-arcydzieła mogą okazać się dla wielu momentem odbicia od twórczości Gaspara. Autentyczny materiał zabijanego i oprawianego w ubojni konia szybko osadza nas w klimacie filmu. Konina (z francuskiego carne) jest punktem wyjściowym. Przyjdzie nam bowiem śledzić historię rzeźnika, którego dziewczyna właśnie urodziła mu córkę – i tutaj mamy zapis prawdziwego porodu! Życie szybko rzuca kłody pod nogi naszego bohatera, w mgnieniu oka zostawiając go samego z autystycznym dzieckiem. Życie zdaje się ciągnąć w monotonnym akcie nieskończoności, codziennie wykładając przed rzeźnikiem rutynę. I choć jego egzystencja nie ulega zmianie, zauważa po czasie, że jego mała dziewczynka wyrasta na dojrzałą kobietę. Noé dość mocno, choć nigdy nie dosłownie, sygnalizuje kazirodztwo.

Punktem zwrotnym w filmie okazuje się pochopna decyzja rzeźnika o zaatakowaniu mężczyzny rzekomo odpowiedzialnego za zgwałcenie jego pociechy. Ponieważ jego życie zaczyna wówczas ostro pikować, jest zmuszony sprzedać własny sklep, jego córka Cynthia zostaje mu odebrana, a on trafia do więzienia. Wkrótce, wypuszczony na wolność, stara się odnaleźć na rynku pracy, a przede wszystkim odbudować relację z własnym dzieckiem.

Noé wykorzystuje tutaj subtelne otoczenie jako nośnik symboliki, nawiązując do przemocy, seksu i rzezi. Carne przez całe 40 minut pozostaje w wyjątkowo ponurym i przytłaczającym tonie. Jednak czas trwania wymusił na twórcy pozostawienie praktycznie wszystkich wątków w stanie zaledwie drobnego zarysowania. Zawsze uważałem, że zabrakło tutaj jeszcze jednego aktu, który formalnie zawiązywałby wszystkie intrygi. I choć uwielbiam Carne jako odważny debiut, tak na wszystkiego jego niedociągnięcia Gaspar naprawił w nakręconej następnie pełnometrażowej kontynuacji smutnego losu otyłego rzeźnika.

Sam przeciwko wszystkim (1998)

Samo hasło, krzyczące z plakatu filmu „W trzewiach Francji” (z angielskiego „In the bowels France”), mówi wiele o pierwszym, pełnometrażowym dziele Gaspara Noégo. Niepokojące, mroczne historie i piękne zdjęcia to dwie stałe cechy filmów Noego, i Sam przeciwko wszystkim nie jest tutaj wyjątkiem. Film rozpoczyna plansza z hasłem „MORALNOŚĆ” oraz widok grupy mężczyzn toczących dysputę nad znaczeniem tego słowa gdzieś w paryskim pubie. W ten sam sposób film definiuje nam kolejne hasło, „SPRAWIEDLIWOŚĆ”. Po odbytym wykładzie grupa mężczyzn ustępuje miejsca narracyjnemu wprowadzeniu w formie pokazu slajdów. Już na samym początku wgryzamy się w smutną przeszłość rzeźnika. Jak się okazuje, jego ojciec zginął w hitlerowskim obozie koncentracyjnym, a on sam był molestowany przez nauczyciela.

Historia jest naturalną kontynuacją robiącego tutaj za prolog Carne. Po wyjściu z więzienia rzeźnik poznaje właścicielkę baru, z którą nawiązuje romans. Kiedy ta zachodzi w ciąże, oboje przenoszą się do jej matki mieszkającej poza granicami Paryża. Nasz bohater gnuśnieje w oczekiwaniu, aż kobieta kupi mu lokal, w którym ten mógłby otworzyć masarnię. Demony przeszłości, z których obecnością rzeźnik walczy dzień w dzień, nie dają jednak za wygraną. Po brutalnej awanturze w domu niedoszłej teściowej, uzbrojony w pistolet wraca on do Paryża.

Formalnie Sam przeciwko wszystkim nie jest horrorem w żadnym tradycyjnym tego słowa rozumieniu. Jest to jednak film na tyle posępny, że włożenie go pomiędzy inne, bardziej konwencjonalne filmy grozy nie wydaje się nie na miejscu. To obraz stopniowego załamania się klasy robotniczej, zarówno w sensie mentalności, jak i fizycznie. Główny bohater nienawidzi całego otaczającego go świata, czuje się w nim wyobcowany, jest „Sam przeciwko wszystkim”. To wina rządu, jego córki, byłej i aktualnej kobiety oraz nienarodzonego dziecka. Ma prawie 50 lat i nic, jak dotąd, nie poszło po jego myśli. Właśnie dotarł do punktu krytycznego. Jest tutaj bardzo wymowna scena, kiedy to zatrudnia się w dziale mięsnym w jednym z dyskontów, a jego szef (wiele od niego młodszy) zwalania go za „niezbyt częste uśmiechanie się”.

Film Noégo jest na tyle mroczny i przygnębiający, że aż trudno się go ogląda. Dotyka wielu problemów, z którymi wielu nas staje twarzą w twarz w momencie, gdy zaczyna się starzeć. Gasparowi udaje się wykreować antybohatera, z którym potrafimy się identyfikować jednocześnie nienawidząc jego podłych decyzji i nikczemnych nadużyć. Oglądanie tak mocnego załamania psychicznego jest przerażające. W budowaniu wymownego tonu filmu pomaga praca kamery. Gwałtowne zbliżenia okraszone głośnym, krótkim dźwiękiem wprowadzają widza w stan permanentnego niepokoju. Wraz z postępem filmu, podobnie jak w przypadku Taksówkarza (1976), sprawy wciąż się pogarszają, a my zaczynamy się martwić, jak daleko jeszcze popcha nas film.

Zanim rzeźnik zdecyduje się dokonać aktu samobójstwa, odwiedzi on swoją córkę. Pod pretekstem wycieczki na Wieże Eiffla, zabiera ją z ośrodka opiekuńczego do swojego obskurnego pokoju hotelowego. I tutaj dostajemy dosłowne ostrzeżenie – napis „Masz 30 sekund na opuszczenie projekcji tego filmu” oraz licznik odmierzający te pół minuty. Ta taktyka szokowania znana, choćby z Ostatniego domu po lewej (1972), przypomina co prawda, że to tylko film, jednak zdecydowanie to, co zaraz zobaczymy, należy odpowiednio zasygnalizować…

Sam przeciwko wszystkim to kawał naprawdę niesamowitego, francuskiego kina. Film nagrodzono w Cannes za scenariusz i rolę pierwszoplanową. Idealnie obrazuje to samego ducha opowieści, która, choć niezwykle brutalna oraz ciężka, swoją pomysłowością (oraz jej świetną filmową realizacją) wdarła się praktycznie do mainstreamowej świadomości. Mimo że film kończy się zwycięstwem, to ból, jakim zostało okupione, pozostaje na długo po seansie.

Nieodwracalne (2002)

Drugi pełnometrażowy film Gaspara to obraz tak brutalny, że dla wielu widzów okaże się on niemożliwy do obejrzenia. Odważnym pomysłem było też oczywiście opowiedzenie historii od tyłu, obierając za punkt wyjścia sam jej koniec, gdzie dwójka mężczyzn gorączkowo szuka kogoś znanego jako Le Tenia. Wszystko to wieńczy jedna z najbrutalniejszych scen, jakie zrodziło kino, przedstawiająca całkiem nowe zastosowanie gaśnicy przeciwpożarowej…

Gdyby przyjrzeć się fabule przez pryzmat chronologii, poznalibyśmy zakochaną w sobie parę francuzów, Alex (Monica Belluci) oraz Marcusa (Vincent Cassel). Widzimy ich wspólne chwile, seks i dzielenie czasu. Bellucci i Cassel podczas powstawania filmu byli w prawdziwym związku małżeńskim, co skutkuje niezwykłą swobodą w obrazowaniu ich relacji.

Po spotkaniu się z najlepszym przyjacielem Marcusa, Pierrem (Albert Dupontel), cała trójka udaje się na domówkę gdzieś w samych trzewiach nocnego Paryża. Jedna kolejka wódki za dużo i nic nieznacząca kłótnia kochanków kończy się wcześniejszym opuszczeniem imprezy przez Alex. Samotnie wracająca podziemnym tunelem kobieta zostaje zaczepiona przez zwyrodniałego alfonsa, który dokonuje na niej brutalnego aktu gwałtu. Statyczna kamera przez prawie 10 minut nieubłaganie ukazuje nam cierpienie obdzieranej z godności kobiety.

Jak już wspomniałem wyżej, Nieodwracalne odrzuci co mniej wytrzymałych widzów poziomem naturalności, z jaką pokazywana nam jest przemoc. Jeśli wierzyć medialnym doniesieniom, podczas premiery filmu omdlenia doznały 3 osoby,, a podczas Festiwalu Filmowego w Cannes ponad 200 osób opuściło pokaz. Ale czy odpowiedzialna była za to poruszana tematyka, czy może techniczne zagranie, na jakie pokusił się reżyser? Pierwsze pół godziny seansu zawiera ukryty w tle szum 28 Hz – dźwięk bardzo niskiej częstotliwości, który jest podobny do zakłóceń sejsmicznych, mogących wywołać poczucie nudności.

W kontekście sztuki filmowej, Nieodwracalne jest prawdziwym arcydziełem! Wszystkie 13 „momentów”/sekwencji zostało nakręcone i cyfrowo zmontowane tak, by cały film wyglądał jak jedna, długa scena. Kilka fragmentów, jak ten z kamerą płynnie okrążającą pogrążoną w chaosie taksówkę, nadaje całości wyjątkowo artystyczny posmak. Zapewne była ona inspiracją dla innej, równie ekscytującej sceny z taksówką w głośnym południowo-koreańskim thrillerze Ujrzałem diabła (2010).

Nieodwracalne, jak wszystkie poprzednie filmy Noégo, nie są przeznaczone do oglądania „dla przyjemności”. To raczej wizytówka ludzkich emocji, pozwalająca na zobaczenie ostatecznych granic miłości, bólu i nienawiści. To właśnie chaos, w jakim pogrążona jest opowiedziana historia, czyni go wyjątkowym. Kamera to nasza indywidualna perspektywa, niemrugające oko świadka wszystkich tych okrucieństw. Gaspar Noé stworzył opowieść, której nikt nie chciał przeżyć, ale z którą łatwo nam wszystkim się utożsamić.

C.D.N.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.