Hongkong i okolice. Rok 1973 (część IV)

Ping Chen w "The Kiss of Death".
Ping Chen w "The Kiss of Death".

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

The Kiss of Death aka Poison Girl
Du nu
reżyseria: Meng-Hua Ho
scenariusz: Kang-Chien Chiu
choreografia scen akcji: Chuen Luk
studio: Shaw Brothers
premiera: 11.05.1973

Obsada: Ping Chen, Lieh Lo, Mei-Sheng Fan, Chen Chan, Tao Chiang, Wen-Wei Lin, Lily Chen, Ying Ying, Han-Chen Wang i inni.

Rape’n revenge w stylistyce psychodelicznego kung fu od Shaw Brothers brzmi jak przepis na co najmniej intrygujący film. The Kiss of Death już na samym starcie atakuje widza dość niepokojącą i stosownie psychodeliczną sekwencją gwałtu młodej Ling Chu (Ping Chen). I choć Ho nie próbuje poziomem erotycznej przemocy dorównać reżyserom z Japonii, to i tak udaje mu się przekazać traumatyczny ładunek wydarzenia. Motyw traumy następnie kontynuuje przez dość długi czas w serii sekwencji, jakie w prosty, acz dosadny sposób przedstawiają kolejne fazy pogłębiającego się cierpienia bohaterki. Zaczyna wpadać w stany paranoidalne, następnie dręczą ją bóle podbrzusza i krew lejąca się z pochwy. Ostatecznie, gnana chęcią zemsty i strachem przed chorobą weneryczną, którą zarazili ją oprawcy, dziewczyna podejmuje się pracy w klubie nocnym. Robi to z nadzieją natknięcia się na gwałcicieli i wymierzenia im sprawiedliwości. Na miejscu zaprzyjaźnia się z pracującą tam Fei Hung Yang (Lily Chen) oraz szefem klubu Ta Wongiem (Lieh Lo). Chodzący o lasce Wong okazuje się być mistrzem sztuk walki, co – w klasycznym dla wuxia i kung fu stylu – skłania protagonistkę do błagań o naukę tychże, które – po obligatoryjnych wstępnych odmowach – zostają spełnione. Jako że Chu nie ma za sobą wieloletniego treningu, stworzony dla jej potrzeb styl jest prosty i skupia się na atakach na najbardziej wrażliwe miejsca na ciele mężczyzny, ze szczególnym uwzględnieniem – oczywiście – ataków w krocze.

Ho zaskakująco udanie lawiruje między poważnym dramatem, thrillerem i naginającym realizm scen kung fu. Kiedy dochodzi do scen akcji są one – stosownie do odbytej przez Chu nauki – niezbyt skomplikowane, lecz idealnie wkomponowane w nieco hipnotyczną, eksploatacyjną stylistykę. Co więcej, Chu korzysta okazjonalnie też z broni, a kiedy po nią sięga, wtedy pojedynki awansują na dość wysoki poziom brutalności; w jednej ze scen jej atak na krocze przeciwnika prezentuje się naprawdę boleśnie. Dzięki zaś psychodelicznemu oświetleniu czy scenom rodem z thrillera sekwencje sztuk walki, i nie tylko one, zapisują się w pamięci widza jako pełne nietypowych – szczególnie w kontekście ówczesnych pozycji – rozwiązań i mieszanek gatunkowych. W jednej ze scen na przykład protagonistka spotyka się z dawnym oprawcą podczas potańcówki; z powodu głośnej muzyki nie słyszymy ich rozmowy za wyjątkiem jednego słowa. Ten nietuzinkowy wstęp prowadzi do ich wspólnego tańca w tłumie ludzi; tańca, który tylko jedno z nich zakończy żywe.

Poza wątkiem zemsty produkcja porusza kilka innych tematów, związanych z wykorzystywaniem kobiet. W innej ze scen jesteśmy świadkami jak dwie młode dziewczyny otrzymują na imprezie drinki ze środkiem usypiającym, a gdy się budzą zostają zgwałcone. Całe zajście zostaje też nagrane, aby móc je w przyszłości szantażować. Te i inne pomysły sprawiają, że The Kiss of Death jest bardzo emocjonującym, pełnym interesujących i świetnie zainscenizowanych sekwencji filmem, który choć będąc prymarnie kinem eksploatacji nie zapomina szczerze przejąć się losem bohaterki i przedstawić go tak, żeby przejął się nim także i widz.

Heroes of Sung aka The Dragon-Tiger Meet
Long hu hui feng
reżyseria i scenariusz: Chiang Shen
choreografia scen akcji: Wo-Ping Yuen, Cheung-Yan Yuen
studio: Shaw Brothers
premiera: ??.??.1973

Obsada: Szu Shih, Lieh Lo, Pei-Shan Chang, Mian Fang, Tin-Hei Tong, Richard Chen i inni.

Heroes of Sung to przejaskrawiony wuxia, opowiadający historię trójki wojowników, uciekających przed złym i przebiegłym klanem zabójców. Mimo obecnej tu nieco fantastycznej otoczki, fabuła produkcji została oparta o prawdziwe wydarzenia, związane z niepokojami w okresie Jingkang w 1127 roku, czyli w okresie wojny Sungów z Jinami. Kiedy rozpoczyna się film armia dynastii Jin już zaatakowała stolicę dynastii Sung, a cesarz Qinzong oraz jego ojciec znajdują się w niewoli. Dowódcy imperialnej gwardii (Mian Fang) i jego przyjacielowi Xi Mengowi (Tin-Hei Tong) udaje się jednak przedostać do więzienia, gdzie cesarz przekazuje im symbole swojej władzy. Meng niedługo potem żegna się z życiem i swój symbol powierza pod opiekę córce Hong-Erh (Szu Shih). Dowódca gwardii zostaje tymczasem ranny i symbol oddaje na przechowanie swoim uczniom, dwójce braci: nieokiełznanemu Tian-Hu (Lieh Lo) i bardziej zdyscyplinowanemu Tian-Longowi (Pei-Shan Chang).

Fabularnie Heroes of Sung niestety nie prezentuje się najlepiej. Choć główny wątek zapowiada się dość interesująco, to Chiang Shen wykazuje zupełny niemal brak konsekwencji w jego prowadzeniu oraz dość nonszalanckie podejście do charakterów protagonistów. Ich niezbyt logiczne zachowanie, jak również wewnętrznie sprzeczny portret negatywnych postaci znacząco obniżają poziom produkcji. Wprowadzony jako narwany wojownik Tian-Hu po opuszczeniu kryjówki mistrza przez spory czas zachowuje się inteligentniej od brata i podejmuje serię słusznych, logicznych decyzji; po pewnym czasie jednak niespodziewanie wraca do swojego niezbyt subtelnego stanu umysłowego i daje się nabrać wrogom, po czym przez resztę produkcji dokonuje na zmianę mądrych i niezbyt inteligentnych decyzji. Tian-Long jest jego przeciwieństwem: przez większość czasu wykazuje się wątpliwymi zdolnościami decyzyjnymi i dopiero, gdy jego brat zaczyna wariować, budzi się w nim zdrowy rozsądek. Najinteligentniejszą postacią jest tu niewątpliwie Hong-Erh, która – poza tym, że zbyt dużo czasu poświęcono na opłakiwanie przez nią ojca – jest najlepiej przedstawionym bohaterem.

Akcja filmu została prymarnie ograniczona do dwóch miejsc: domu Hong-Erh i posiadłości złoczyńców. Najpewniej za tym wyborem przemawiały czynniki budżetowe, stąd jego wytłumaczenie fabularne jest cokolwiek nielogiczne. W jednej ze scen przebywający we wspomnianym domu bohaterowie zostają zaatakowani przez chmary wrogów. Po walce – wiedząc, że przeciwnicy znają ich miejsce przebywania – decydują się stworzyć zupełnie nowy plan działania, po czym… pozostają w tym samym miejscu, gdzie oczywiście ponownie zostają zaatakowani. Tego typu dziwacznych decyzji jest tu kilka i wszystkie mają na celu utrzymanie produkcji w możliwie najmniejszej ilości lokacji.

Ale przecież mamy do czynienia z filmem wuxia, w którym autorami choreografii scen sztuk walki byli legendarni Wo-Ping Yuen i Cheung-Yan Yuen, więc ostatecznie to one są tu najważniejsze. Ten aspekt produkcji na szczęście nie zawodzi. Walki są dynamiczne, pomysłowe i świetnie nakręcone. Nawet, gdy bohaterowie toczą boje z grupami przeciwników, Shen rozbija ich walki na mniejsze cząstki (często krótkie pojedynki), co sprawia, że Heroes of Sung unika w większych starciach chaosu. Ponadto również wykorzystane bronie i techniki okazują się nader pomysłowe; oprócz mieczy w ruch idą topory, łączone ostrza czy „szpony orła” na łańcuchu. Jakby tego było mało pojawiają się tu dość brutalne i całkiem pomysłowe zgony, co sprawia, że w kwestii scen sztuk walki, Heroes of Sung jest bardzo udaną produkcją.

Stranger from Canton aka The Karate Killer aka Hand of Death
Guai ke
reżyseria: Ban-Yee Yeo
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Siu-Pang Chan
studio: Yangtze Productions Limited
premiera: ??.??.1973

Obsada: Jason Pai, Thompson Kao, Tony Liu, Nancy Sit, Saan Ang i inni.

Stranger from Canton to niezbyt wysokich lotów kino kung fu, rozpoczynające się dość udanym wprowadzeniem złoczyńcy, który w pierwszych scenach zabija grupę ludzi, w tym niemowlaka. Niestety szybko daje o sobie znać kiepski montaż, irytujący widza przez większą część czasu trwania filmu. Niebawem okazuje się też, że i wyczucie rytmu nie jest siłą Ban-Yee Yeo, przez co niektóre sceny ciągną się zbyt długo, a inne zdają się być urwane w połowie, główny bohater pojawia się i znika na dłuższe okresy bez żadnego wytłumaczenia, a złoczyńca z początkowych partii szybko zostaje zdegradowany do mało istotnej postaci. Wszystkie te narracyjne potknięcia zostały zaś osadzone w ramach historii o narodowej walce, mające miejsce w Hongkongu, gdzie ukrywają się patriotyczni Chińczycy ścigani przez niepatriotycznych Chińczyków.

Protagonistą jest tu Fong Jing (Jason Pai), odziany w białą marynarkę butny młodzieniec (zapewne inspirowany kreacjami Davida Chianga), który przybył wyzwać do walki miejscowego mistrza. Po drodze na pojedynek ratuje z opresji przypadkowo napotkane dziecko, co ustawia go na ścieżce prowadzącej do konfrontacji z głównymi bandziorami, poszukującymi ukrywających się patriotów. Od tej pory Jing będzie pojawiał się w filmie w przypadkowych miejscach i chwilach. Zachowanie wspomnianych konspirujących patriotów jest tymczasem zwyczajnie idiotyczne – piszący setki scenariuszy Kuang Ni uznał najwyraźniej, że strzępy historii wystarczą, bo widz i tak do kina przyjdzie nie w celu poznania wielowątkowej opowieści, a obejrzenia masy scen sztuk walki. Scen akcji jest faktycznie sporo, są one jednak różnej jakości. Pomniejsi złoczyńcy nie otrzymali ciekawych choreografii, lecz walczący warkoczem główny antagonista produkcji na szczęście popisze się kilkoma udanymi technikami. Te w pełni objawią się podczas mocno rozbudowanego finalnego starcia – największej zalety filmu. Walki są przy tym dość brutalne (choć do standardów Cheha Changa trochę brakuje), a złoczyńcy nie przebierają w środkach, co sprawia, że produkcja momentami staje się dość mroczna, co byłoby większą zaletą, gdyby poprawić inteligencję licznych postaci. Mimo tego sądzę, że miłośnicy oldschoolowego kung fu powinni obejrzeć film z dozą przyjemności, lecz nikomu innemu Stranger from Canton do gustu pewnie nie przypadnie.

Story of Mother aka The Story of My Mother
Mu qin san shi sui
reżyseria: Tsun-Shou Sung
scenariusz: Yung-Hsiang Chang
studio: Ta Chung Motion Picture Co.
premiera: ??.??.1973

Obsada: Hsiang Li, Maria Yi, Han Chin, Tsung-Hua Tuo, Ping-Yu Chang i inni.

Story of Mother to klasyczny tajwański dramat, przedstawiający – poprzez retrospekcje – losy matki i najstarszego z jej dwóch synów. Chłopak od wielu lat nie odzywa się do kobiety, ponieważ ta dawniej zdradzała chorego męża. Po jego śmierci dziecko zostało przekazane pod opiekę dalszej rodzinie, a jego brat i siostra pozostali z matką, która wyszła za mąż za dawnego kochanka. Ten znęcał się nad nią, co wynikło kolejnymi tragediami, w tym śmiercią jednego z dzieci.

Fabuła filmu jest dość mocno poszarpana, co sprawia, że trudno wczuć się w opowiadaną historię. Ponadto zachowanie większości postaci jest chwilami cokolwiek dziwne. W pewnym momencie zostaje wyraźnie zasugerowane, że matka poznała błędy swojego zachowania i można już ją rozpatrywać jako pozytywną postać; przynajmniej w kontekście wykładni produkcji, zdecydowanie opowiadającej się po stronie tradycyjnych wartości rodzinnych, przez co każdy, kto się im sprzeciwia jest z miejsca cechowany negatywnie. Jednak jej niezbyt dobre traktowanie trzeciego męża (dla odmiany, niemal zupełnie uległego) oraz całkowite nieprzejmowanie się losem drugiego syna, który wyrósł na kompletnego pasożyta społecznego, sprawiają, że wciąż trudno przejmować się jej losem. Również jej zacietrzewiony i traktujący z wyższością inne osoby pierwszy syn – będący protagonistą produkcji – nie budzi wielu pozytywnych odczuć.

Oczywiście portret psychologiczny synów należy rozpatrywać na tle przesłania filmu, kreślącego negatywne rezultaty rozbicia jednostki rodzinnej. Stąd też bohater posiada skrzywiony obraz płci przeciwnej czy niemal zupełny brak empatii. Niestety Story of Mother nie tylko upraszcza poruszaną problematykę, lecz nie jest też w jej przedstawieniu konsekwentny, pod koniec oferuje bowiem cudowne metamorfozy głównych postaci, prowadzące do – zupełnie spodziewanego – tragicznego finału.

Story of Mother mimo wymienionych wad, postrzegam jednak za dość udaną produkcję. Bardzo dobrze prezentuje się przede wszystkim obsada, ze szczególnym wskazaniem na Hsian Li, dominującą nad innymi aktorami i nieraz budzącą żywe emocje. Gdyby Sung zdecydował się na pokazanie pełniejszego obrazu problemu i nie uciekał się do tanich zagrywek, jak tych pokroju finalnej sceny, byłby to świetny dramat, a tak pozostaje tylko dobry.

The Bastard aka Little Hero aka Nobody’s Son
Xiao za zhong
reżyseria: Yuen Chor
scenariusz: Kang-Chien Chiu
choreografia scen akcji: Cheung-Yan Yuen, Wo-Ping Yuen
studio: Shaw Brothers
premiera: 02.06.1973

Obsada: Hua Tsung, Lily Li, Lin Chiao, Dan Lau, Lui Cheng, Tsan-Kang Chen, Ho Lee, Chi-Chin Wu, Shen Chan, Sha-Fei Ou-Yang i inni.

W swoim kolejnym filmie Yuen Chor powraca do komediowych motywów, znanych z The Lizard, lecz tym razem skupia się na bezimiennym chłopaku (Hua Tsung), który jako niemowlę został porzucony pod drzwiami świątyni. Jego wychowaniem zajął się mistrz sztuk walki, stąd też bohater zdobył niebagatelne zdolności kung fu, lecz nie uzyskał przy tym żadnej wiedzy na temat funkcjonowania zewnętrznego świata. Gdy bohater staje się pełnoletni, mistrz posyła go na misję odnalezienia swoich korzeni. Chłopak zachodzi wpierw do świątyni, jaka obecnie jest już zrujnowaną, opuszczoną budowlą. Natyka się tam członków miejscowego gangu, napastujących bezdomną dziewczynę (Lily Li). Bohater ratuje ją z opresji, po czym ta zaczyna mu pokazywać jak wygląda prawdziwe życie oraz pomaga mu w jego poszukiwaniach, które ustawią ich na drodze groźnej organizacji przestępczej.

Jedną z największych zalet, ale i zarazem jedną z największych wad filmu jest jego protagonista. Z jednej strony jest godnym pochwały, że prezentuje się on odmiennie od znanych nam adeptów sztuk walki ze świątyń, którzy opuszczają mury klasztoru czy zamkniętej szkoły po latach braku kontaktu ze światem zewnętrznym, po czym z łatwością rozpoznają kłamstwa napotkanych ludzi i zawsze dominują w konfliktach. Bezimienny młodzieniec nic nie wie o życiu, sądzi, że wszyscy ludzie są szczerzy, nie rozumie różnic społecznych i nie jest w stanie pojąć, co to jest udawanie. Ten realistyczny – i stanowiący przyczynek do licznych komediowych scen – rys bohatera jest też niestety cokolwiek irytujący. Jego głupkowata naiwność po pewnym czasie staje się bowiem zwyczajnie męcząca, tym bardziej, że po kilku(nastu) złych doświadczeniach, protagonista wciąż ślepo wierzy wszystkim wokół. Nie pomaga, że fabuła należy do raczej prostych i wszelkie podstępy złoczyńców są zupełnie transparentne, co tylko bardziej ustawia bohatera na pozycji zwyczajnego idioty.

Ciekawie za to zaprezentowano jego relacje z Małą Żebraczką, bezdomną dziewczyną, którą uratował z opresji. Wygadana, znająca życie od podszewki, mająca za sobą tragiczną przeszłość dziewczyna stanowi udany (nawet jeśli nieco zbyt gadatliwy) kontrapunkt dla protagonisty. Jako jedyna zauważa podstępne zachowanie antagonistów, lecz nawet ona nie jest w stanie przekonać bohatera, że ktoś go może okłamywać. Intrygująco jest zarysowane między nimi romantyczne uczucie; nigdy niepowiedziane wprost i zawsze istniejące gdzieś w domysłach. To poniekąd dzięki niemu Chorowi udaje się w ostatnich aktach bezboleśnie uciąć wszelkie elementy komediowe i zmienić gatunek na pełnokrwisty dramat kung fu. Gdy produkcja już przejdzie tę stylistyczną woltę robi się zdecydowanie bardziej zajmująca i trzymająca w napięciu, w czym pomocne okazują się sekwencje sztuk walki stworzone przez braci Yuenów.

Yuenowie postawili tu na starcia, gdzie niszczone jest możliwie dużo elementów otoczenia. Jest to oczywiście coś do czego przyzwyczaili nas już wcześniej, lecz w The Bastard stanowczo zwiększyli poziom ogólnej destrukcji. Pisząc o filmach z początku lat 70. nieraz wspominam o cechach późniejszego kina akcji z Hongkongu, do których wstęp możemy odnaleźć właśnie w tym okresie. W produkcjach takich, jak Four Riders zostało przygotowane całe pomieszczenie pod kątem choreografii jednego dużego starcia; w The Generation Gap pojawia się charakterystyczne dla przyszłych produkcji kung fu stopniowanie natężenia długiej sekwencji akcji; w The Delinquent widzimy niebezpieczne wyczyny kaskaderskie wkomponowane w sceny walk; w Police Woman korzysta się z samochodów, zmuszających aktorów (i ich dublerów) do kaskaderskich popisów; w końcu w The Bastard niszczone są stoliki, płoty, ogrodzenia, ściany, drzwi etc. zwiastujące późniejsze popisy destrukcji, znane choćby z filmów z Jackiem Chanem.

The Bastard nie jest co prawda zbyt równą produkcją, przez większość czasu stanowi bowiem coraz bardziej męczącą komedyjkę, uporczywie powtarzającą znaną prawdę o hipokryzji i dwulicowości ludzi. Gdy film jednak przejdzie gatunkową woltę i Chor wprowadzi cechy rasowego dramatu, uzupełnionego świetnymi sekwencjami sztuk walki, wtedy The Bastard zmienia się w pozycję, jaką każdy fan kung fu powinien obejrzeć.

The Money-Tree aka The Money Tree
Yao qian shu
reżyseria i scenariusz: Richard Kuen
choreografia sztuk walki: Wo-Ping Yuen
studio: Goldig Films (produkcja), Mega Base Technology (filmowanie)
premiera: 16.06.1973

Obsada: Lee Mang, Steve Chan, Kenneth Tsang, Bing-Man Tam, James Nam, Lydia Shum, James Yi, Ying Cheung, Gung Lok, Fung Ko, Kwan Lee, Lan Sun i inni.

The Money-Tree rozpoczyna się sceną żywo kojarzącą się z produkcjami giallo, lecz już po kilku minutach produkcja studzi nadzieje widza, przeradzając się w kolejną durnowatą komedię erotyczną. Jej bohaterką jest Suzy (Lee Mang), której perypetie – poza krótkim wstępem i jeszcze krótszym epilogiem – poznamy na przestrzeni trzech luźno powiązanych ze sobą nowel. W pierwszej próbuje wyłudzić pieniądze od przypadkiem spotkanego mężczyzny, oskarżając go o gwałt. Fakt, że jest on niesłyszący bynajmniej nie ułatwia jej zadania. Następnie zostaje żoną bogatego biznesmena, który znalazł się niespodziewanie na skraju bankructwa. Jego jedyną nadzieją jest drogocenna obrączka, znajdująca się na ręku jego córki; ta jednak tak się roztyła, że nie może zdjąć biżuterii, na jaką chętkę mają nie tylko jej ojciec i nasza (anty)bohaterka, ale też i podstępny chłopak dziewczyny. W końcu w trzeciej noweli spotykamy Suzy, gdy jest żoną innego biznesmena, którego w łóżku wymienia na dwóch kochanków. Świadkiem jej ekscesów jest ukrywający się w szafie złodziej. Gdy jej mąż niespodziewanie wraca do domu, kobieta musi żonglować kryjówkami by jej kochankowie nie tylko nie spotkali jej męża, ale też i siebie nawzajem.

Według wykładni produkcji istnieją dwa rodzaje kobiet: chciwe i podstępne, które zrobią wszystko za pieniądze oraz głupie, które naiwnie dają się oszukiwać. Mężczyźni nie są charakteryzowani wcale wiele lepiej, ich chciwość i naiwność zwykle idą ze sobą w parze, a towarzyszy im niezaspokojony głód seksualny. Jedyną różnicą między Suzy i jej mężami jest to, że choć posiadają oni negatywne cechy to nigdy nie oszukują swojej partnerki, podczas gdy ta bez przerwy ich zdradza i okrada. Jest też w swoim zachowaniu bardziej bezwzględna, co poświadcza w drugiej noweli, gdy nie waha się przed wcieleniem w życie pomysłu odcięcia ręki otyłej dziewczyny. Przy okazji warto wspomnieć, że Kuen nie omieszka pożartować też z ludzi z nadwagą.

Oprócz miałkiej fabuły i nużących scen erotycznych, wśród których nie zabrakło oczywiście ciągnącego się niemiłosiernie tańca w nocnym klubie, produkcja nie ma wiele do zaoferowania. Mimo tego przyznam, że niektóre gagi faktycznie okazują się nieco śmieszne. Warto też zwrócić uwagę na sekwencję grupowej bijatyki pojawiającej się w drugiej noweli. Nie jest ona szczególnie rozbudowana, realistyczna czy wykonana na wysokim poziomie, lecz wyróżnia się ona z powodu humorystycznego jej potraktowania. Jest pełna gagów oraz nadekspresyjnej gry aktorów i kaskaderów (m.in. młodego Coreya Yuena), co sprawia, że dość mocno kojarzy się z przyszłą falą komediowych produkcji kung fu.

The Money-Tree to zatem kolejny przykład coraz popularniejszych erotycznych produkcji z Hongkongu. Choć poziom moralnej zgnilizny nie jest tu wiele mniejszy niż w filmach Han-Hsianga Li, to z powodu luźniejszego potraktowania tematu i nieobecności scen przemocy Kuen ostatecznie nie kreśli tak negatywnego obrazu świata. Mimo wszystko myślę, że produkcję polecić można jedynie największym fanatykom kina (erotycznego) z Hongkongu.

Queen of Fist aka Kung Fu Mama
Shan dong lao niang
reżyseria: Lung Chien
scenariusz: Chun Ku
choreografia scen akcji: Fei-Long Huang, Chuan-Ling Pan
studio: Jung An
premiera: ??.06.1973

Obsada: Chin-Chu Hsieh, Ching-Ching Chang, Cindy Tang, Chin-Lien Hung, Kai Kang, Ming Lui, Fei Lung, Yeh Tien, Han Hsueh i inni.

Uwaga nt. obsady: w różnych miejscach (np. na imdb) można natknąć się na informację, że jedną z głównych ról w Queen of Fist zagrał Yu Wang. Twórcy filmu wykorzystali jego nazwisko w materiałach promocyjnych jednak tylko jako chwyt marketingowy; oficjalnie Wang wciela się tu w syna tytułowej bohaterki, ale w rzeczywistości nie ma go w ogóle w obsadzie. Jedynie w jednej z retrospekcji pojawia się na moment scena wycięta z Wang Yu, King of Boxers, produkcji, którą Lung Chien kręcił w okresie prac nad Queen of Fist.

***

Queen of Fist to tajwański film kung fu skupiający się na rodzinie parającej się sztukami walki; przewodzi jej uzdolniona seniorka Ma (Chin-Chu Hsieh) przybywająca do Szanghaju w poszukiwaniu dwójki swoich dzieci. Nie wie jednak, że jej syn został zabity przez miejscowego gangstera (Ming Lui), który jest także odpowiedzialny za porwanie jej córki. Będąc celem ataków złoczyńcy kontrolującego praktycznie połowę miasta, bohaterowie przenoszą się do brytyjskiej części metropolii, lecz – jak można przypuszczać – nie uda im się uniknąć walki z potężnymi wojownikami wroga (m.in. Fei Lung, Yeh Tien i Han Hsueh).

Jak często bywa z niskobudżetowymi produkcjami kung fu, także i Queen of Fist nie oferuje interesującej fabuły. Ponownie jest ona wypełniona licznymi pretekstami do pokazania scen akcji. W pewnym momencie rozwój fabuły zostaje wręcz całkiem zatrzymany, a widz zabrany na turniej sztuk walki, w jakim uczestniczą wojownicy, zapełniający rangi bandytów. Sceny walk są dość zróżnicowane, lecz nie prezentują równego poziomu. Prócz standardowych problemów z budowaniem suspensu i sprowadzaniem większości starć do średnio pomysłowych wymian ciosów pięściami i okazjonalnych kopniaków, sporo scen akcji przypadło żeńskiej części obsady, co zmotywowało Chiena do posiłkowania się fast motion; efekt ten – jak zawsze – nie prezentuje się jednak dobrze. Sama protagonistka to zaś mistrzyni wytrzymywania przeróżnych ataków; można ją bić czym tylko ma się ochotę, a jej i tak nic nie się stanie. W finalnym starciu pojawia się nawet długa sekwencja, gdy japoński karateka jeździ po niej dużym drewnianym wozem, co w niczym mu oczywiście nie pomaga. Obsadzona w głównej roli Chin-Chu Hsieh naprawdę trenowała sztuki walki oraz prezentowała techniki dotyczące wytrzymałości ciała. Nie udało mi się niestety znaleźć na jej temat bardziej szczegółowych informacji oprócz tych, że w 1971 roku wygrała dość istotny turniej w Singapurze, a jako aktorka debiutowała w 1955 roku, lecz na ekranach kinowych pojawiła się zaledwie 7 razy.

Queen of Fist dzięki swojej energii i dość nietypowej protagonistce wyróżnia się nieco na tle konkurencyjnych produkcji, lecz pod każdym innym względem odsłania się jako kolejny niskobudżetowy film kung fu, jakich wtedy było na pęczki. Polecany tylko największym fanom gatunku.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.