Hongkong i okolice. Rok 1973 (część II)

Lung Ti w "The Blood Brothers".

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

The Blood Brothers aka Dynasty of Blood aka Chinese Vengeance
Ci ma
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Cheh Chang, Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu, Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 24.02.1973

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Kuan-Tai Chen, Li Ching, Miao Ching, Ching-Ho Wong i inni.

David Chiang, Lung Ti i Kuan-Tai Chen w rolach głównych mogą oznaczać tylko jedno – kolejny przebój ze studia Shaw Brothers. The Blood Brothers bazuje na prawdziwych wydarzeniach dotyczących słynnego zabójstwa Hsin I Ma, jakie niespełna dwa lata wcześniej na ekranach kinowych zaprezentował Hsueh-Li Pao w produkcji pod tytułem The Oath of Death. Wersja Cheha Changa jest zdecydowanie mniej eskapistyczna od wersji Pao, który choć też nie szczędził protagonistom tragedii – wszak wiadomo, jak losy trójki bohaterów się kończą – to u niego wszystko było nieco bardziej przejaskrawione i stylizowane, Chang natomiast kieruje się w stronę historycznego (quasi)realizmu. W kontekście fabularnym największa różnica dotyczy zaś głównej postaci żeńskiej: podczas gdy u Pao Yi Xia (Ling Ling) była seksowną i podstępną femme fatale, u Changa jej miejsce zabrała Lan Mi (Li Ching) – nieszczęśliwa mężatka, beznadziejnie zakochana w antagoniście I Ma (Lung Ti). Choć tym razem także dopuszcza się zdrady, to w The Blood Brothers ostatecznie decyduje się wyjawić prawdę swojemu mężowi Chungowi Huangowi (Kuan-Tai Chen).

Przyjrzyjmy się więc nieco bliżej bohaterom produkcji Changa. Wen Hsiang Chang (David Chiang) i Chung Huang są honorowymi rabusiami, którzy pewnego dnia próbują okraść przypadkowo spotkanego I Ma. Ten – jako mistrz sztuk walki – nie daje się im pokonać, lecz po skończonej konfrontacji z własnej woli oddaje im pieniądze. W tych pierwszych scenach Chang bardzo wprawnie zarysowuje charaktery postaci i ustanawia ich poziomy siły względem siebie. Huang jest narwanym, mało wysublimowanym człowiekiem, kierującym się często gwałtownymi emocjami i nie wykazującym znacznej inteligencji, jest przy tym szczery i uparty; stosownie więc jako jego broń wybrano miecze baat cham dao, wymuszające walkę w bliższym kontakcie z przeciwnikiem i nie wymagające wielkiej finezji. Hsiang Chang jest postacią pośrednią między Huangiem a I Ma; z jednej strony nie brak mu nieco luzackiego podejścia do życia, lecz w przeciwieństwie do Huanga jest też bardzo spostrzegawczy i inteligentny. Jego bronią jest sanjiegun (znany też pod japońską nazwą sansetsukon), będący bronią podobną do nunchaku, lecz składającą się z trzech części; jako taka wymaga większej precyzji w korzystaniu, kontrolowania odległości względem oponenta oraz ciągłej obserwacji otoczenia. Odzwierciedla to charakter Hsianga Changa, podkreślając równocześnie jego nieprzewidywalność, jak i niechęć do nadmiernej przemocy. W końcu I Ma to nadzwyczaj ambitny, posiadający świetne zmysły strategiczny i polityczny wojownik, posługujący się klasycznym mieczem; wskazuje on na jego niechęć do oddawania się nadmiernym emocjom, poważny stosunek do życia, a także ambicje wkroczenia w wyższe sfery i zostania szanowanym przywódcą.

Trzej bohaterowie niebawem zostają tytułowymi braćmi krwi, po czym korzystając ze swoich niebagatelnych zdolności sztuk walki oraz zmysłu taktycznego I Ma przejmują kontrolę nad wszystkimi przestępcami w okolicy. Dla I Ma to jednak stanowczo za mało i gnany chęcią społecznych awansów rusza zdawać egzaminy cesarskie. Dzięki świetnemu wynikowi zostaje wcielony do amii, gdzie też nader prędko awansuje. Dwa lata później, już jako szanowany na dworze generał ściąga do siebie swoich „braci” i resztę wojowników ze swojej przestępczej przeszłości. Hsiang Chang i widzowie już wcześniej podejrzewali, że nieposkromione ambicje I Ma są dla niego ważniejsze od przyjaźni czy honoru. Teraz, gdy jego pozycja wciąż rośnie, a jego serce zostaje skradzione przez Mi, I Ma nie cofnie się przed niczym by osiągnąć jeszcze większą władzę i zniszczy każdego, kto stanie mu na drodze.

Jako historyczny film wuxia The Blood Brothers bardziej niż na scenach akcji (na których brak też nie można narzekać), skupia się na scenach dramatycznych. Chang i Ni napisali scenariusz, dotykający podstawowych ludzkich emocji w bardzo sugestywny sposób, przy okazji przemycając tematy polityczne; te zajmą jednak centralną pozycję dopiero w finale, poprzez umieszczenie nader gorzkiej konstatacji dotyczącej prawa w (historycznych) Chinach. Każdy z bohaterów produkcji jest nękany przez własne troski, każdy posiada własne marzenia i postępowanie każdej z postaci widz z łatwością zrozumie. Sprawia to, że jest on mocno zaangażowany w fabułę i z coraz większym poczuciem tragizmu oczekuje spodziewanego finału. Warto przy tym podkreślić, że Chang i Ni przedstawiają I Ma w sposób niepozwalający na określenie go pospolitym złoczyńcą. Co prawda przekuł swoją inteligencję na zimną, nieludzką kalkulację, ale przede wszystkim dlatego, że w niemoralnym świecie była to jedyna droga do awansu. Oczywiście, nie sprawia to, że można go określić mianem postaci pozytywnej, lecz w jego zejściu na drogę nieprawości niewątpliwie istotną rolę odegrał też sposób funkcjonowania systemu politycznego.

Ti, wcielając się w I Ma stworzył świetną kreację, pełną buzujących pod jego kamienną twarzą emocji i wypełnioną sprzecznościami. Za swoją rolę został nagrodzona podczas Asia-Pacific Film Festival w 1973 roku, przyznano mu też specjalną nagrodę jury podczas Golden Horse Awards w tym samym roku. Hsiang Chang to natomiast postać idealnie stworzona dla Chianga, który wtedy był kojarzony prymarnie z ról uśmiechniętych, cool bohaterów, którzy pod płaszczem braku przywiązania do otoczenia, skrywają smutek i wielką inteligencję. Mimo więc, że kreacja Chianga wpisuje się w typowe dla niego role, to w The Blood Brothers położył on większy nacisk na warstwę dramatyczną, wyraźnie dowodząc tym samym, że jego kunszt aktorski wciąż ewoluował. Został on zresztą zauważony przez krytyków i nagrodzony nagrodą dla najlepszego aktora podczas wspomnianego Asia-Pacific Film Festival.

W kontekście scen akcji, mamy tu do czynienia z kapitalnymi choreografiami. Tym lepiej się je ogląda, gdyż jako widzowie zawsze odczuwamy większą frajdę, kiedy to największe gwiazdy kina wuxia i kung fu krzyżują ostrza i wymieniają ze sobą ciosy. W Shaw Brothers od dawna znano potęgę tych swoistych crossoverów i The Blood Brothers udanie z nich korzysta aby dodatkowo rozbudzić zainteresowanie widzów. David Chiang, Lung Ti i Kuan-Tai Chen tym razem – w przeciwieństwie do Four Riders – nie będą sobie pomagać, a stoczą tragiczny bój na śmierć i życie. Nie dziwi więc, że mimo prymarnie dramatycznego charakteru produkcji, zaczyna się ona od sekwencji pojedynków, wpierw Chena z Ti, a później Chianga z Ti. Każdy miłośnik gatunku zostaje dzięki temu natychmiast wchłonięty w świat filmu.

Słowem podsumowania, The Blood Brothers to bardzo istotna w katalogu Shaw Brothers pozycja, jaka osiągnęła sukces nie tylko jako emocjonujący film wuxia, lecz również zyskała uznanie krytyków jako dramatyczna produkcja historyczna. Mimo że nadszarpnięta zębem czasu, wciąż pozostaje żelaznym klasykiem w dorobku Changa i jedną z ważniejszych pozycji gatunku z lat 70. Fanów zachęci też pewnie do filmu informacja, że na jego planie na pozycji asystenta reżysera pracował John Woo.

Freedom Strikes a Blow aka Chinese Hercules aka The Kid in Pier aka A Duel of Harbor
Ma tou da jue dou
reżyseria: Ta Huang
scenariusz: Tao Liang
choreografia scen akcji: Jackie Chan
studio: Hongkong Kai Fa Film
premiera: ??.03.1973

Obsada: Michael Chan, Tin-Ying Lee, Yau Fong, Bolo Yeung, Fan Chiang, Fung Yuen, Saan Lam, Tin Leung, Chung-Hsin Huang, Jackie Chan i inni.

Freedom Strikes a Blow to nieposiadający wysokiego budżetu film kung fu, który fabularnie czerpie liczne inspiracje z The Big Boss Weia Lo. Bohaterem produkcji jest Wei Ta Shen (Michael Chan); spotykamy go, gdy zostaje sprowokowany do wzięcia udziału w walce, podczas której niechcący zabija niezbyt miłego brata swojej ukochanej. Targany wyrzutami sumienia poprzysięga nigdy już nie korzystać ze sztuk walki i pod zmienionym nazwiskiem znajduje pracę jako fizyczny robotnik w małym doku. Tak też – podobnie jak czynił to protagonista The Big Boss – Ta Shen będzie unikał każdej potyczki, a ciężar scen akcji spadnie na innego pracownika znającego kung fu. We Freedom Strikes a Blow postanowienie unikania starć przez bohatera jest jednak zdecydowanie silniejsze niż w produkcji Weia Lo i Ta Shen do akcji rusza dopiero w finale, co jest moim zdaniem udanym zabiegiem dramatycznym. Oprócz wspomnianego pracownika, znajdzie się tu jeszcze kilka osób uzdolnionych w dziedzinie sztuk walki, dzięki czemu na brak akcji nie można narzekać.

Bardziej jednak od pozytywnych postaci w pamięć zapisują się negatywne. O ile szef miejscowej organizacji przestępczej jest zbyt pokraczny by wzbudzać większe emocje, to gdy do akcji wkracza Triada robi się o wiele ciekawiej. Najbardziej wyróżnia się tu Bolo Yeung jako potężny siłacz Tai Chiang (jeden z pracowników doków określa go „chińskim Herkulesem”, a jego kwestia została przekuta na amerykański tytuł filmu). Jest to największa do tej pory rola Yeunga, którego wcześniej widzowie mieli przyjemność oglądać tylko w pojedynczych scenach lub w rzadkich kreacjach drugoplanowych w filmach ze studia Shaw Brothers. Yeung nie tylko ekranową prezencją i muskulaturą góruje nad innymi postaciami, lecz wyróżnia się także dzięki charakterystycznym krótkim kwestiom, które można traktować jako typowe dla kina akcji one-linery.

Warto też wspomnieć, że autorem choreografii scen akcji był tu osiemnastoletni Jackie Chan. Jest to jego drugi film, gdzie pełnił tę funkcję (poprzednim był The Cub Tiger from Kwangtung [1973], którego premiera odbyła się po premierze Freedom Strikes a Blow); Chan pojawia się też na chwilkę na ekranie jako jeden z bezimiennych bandziorów. Sceny akcji nie są co prawda szczególnie wyjątkowe, acz trzeba przyznać, że są bardzo dynamiczne. Choreografie Chana prezentują się bowiem efektowniej i są bardziej pomysłowe niż z wielu konkurencyjnych produkcji, niestety są też o wiele bardziej chaotyczne i sztuczne, co sprawia, że ostatecznie ogląda się je gorzej niż te od Shawów i Golden Harvest. Największym mankamentem jest nader spora ilość markowanych ciosów, co pewnie jest także wynikiem niewielkiego budżetu oraz krótkiego okresu zdjęciowego. Na szczęście świetnie wykorzystany w scenach akcji Yeung bez problemów skupia na sobie uwagę widza, odciągając ją od licznych wad.

Ostatecznie Freedom Strikes a Blow jest filmem, który nie zachwyca; jego fabuła jest prosta i choć – jak wspomniałem – zdarzy się interesujący pomysł, to nie brak tu logicznych potknięć i ekstremalnych uproszczeń. Tak samo mieszane odczucia wzbudzają sekwencje sztuk walki oraz praktycznie każdy inny aspekt produkcji. Wszystko to sprawia, że film można polecić jedynie największym fanom kina sztuk walki z Hongkongu oraz zainteresowanym karierami Bolo Yeunga, Michaela Chana i Jackiego Chana.

The Villains
Tu fei
reżyseria: Yuen Chor
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Wo-Ping Yuen, Cheung-Yan Yuen
studio: Shaw Brothers
premiera: 09.03.1973

Obsada: Hua Yueh, Szu Shih, Hung-Lieh Chen, Miao Ching, Fen Chin, Dean Shek, Pang-Fei Lee, Betty Pei, Shen Chan, Ching-Ho Wong i inni.

The Villains to film, stojący w rozkroku między rasowym melodramatem, a klasycznym kinem kung fu, przy czym bliżej mu do pierwszego z gatunków. Produkcja skupia się na rodzinie Fangów, której główni członkowie to szlachetny i przystojny Zheng Fang (Hua Yueh), zepsuty do szpiku kości kobieciarz Feng Fang (Hung-Lieh Chen) oraz ich bogaty i zupełnie nieszanujący prawa ojciec (Miao Ching). Akcja filmu zawiązuje się gdy do ich posiadłości przybywa urocza Xiao Hong Lin (Szu Shih), kuzynka młodych Fangów. Prędko zakochuje się z wzajemnością w Zhengu, lecz gdy ten zostaje wygnany z miasta z powodu intryg Fenga i ślepej nienawiści ojca, dziewczynie przypada w udziale tragiczny los, do którego wstępem jest zgwałcenie jej przez niemoralnego kuzyna.

Największym problemem The Villains jest tempo narracji. Jako że fabuła przedstawia nader spory wycinek z życia bohaterów, to kolejne zmiany relacji między postaciami czy rozwiązania kolejnych wątków są zaprezentowane często za pomocą ledwie jednej czy dwóch scen. Kilka wstydliwych spojrzeń i jedna wspólna wizyta w lesie oznacza zawiązanie się romansu Zhenga z Xiao Hong, a dwa kłamstwa Fenga o chciwości brata wystarczają do wypędzenia go z posiadłości. Produkcja trwa niespełna 80 minut, lecz próbuje zaprezentować bardzo dużą ilość zwrotów akcji i zmiennych relacji między postaciami, przez co niemal wszystkie rozczarowują. Zdecydowanie przydałoby się zwolnić tempo i przedłużyć czas trwania filmu, tym bardziej że Chor już wcześniej dowodził, że jego największą siłą jest inscenizacja wstępów do głównych wydarzeń; zupełnie tego brakuje w The Villains, a choćby przygotowywanie strategii do walki z bandytami, jaka ma miejsce pod koniec filmu mogłaby być jedną z bardziej zapadających w pamięć sekwencji.

W kontekście sztuk walki film ogranicza się niemal wyłącznie do grupowych starć, w których centrum zwykle umieszczony jest Hung-Lieh Chen. Chen – jak wiemy z licznych omówionych na łamach Kinomisji produkcji – specjalizował się w negatywnych postaciach i choć w The Villains ponownie prezentuje się jako charyzmatyczny złoczyńca nie posiadający ani krzty pozytywnych cech, to nie prezentuje się tak samo udanie w scenach akcji. Walki z jego udziałem prezentują się mało realistycznie, jego zdolności atletyczne są zdecydowanie mniejsze niż Davida Chianga czy Lunga Ti (nie wspominając już o prawdziwych praktykantach sztuk walki jak Kuan-Tai Chen czy Bruce Lee), a liczne markowane przez niego ciosy wyraźnie nie dochodzą celu. Odpowiedzialni za sekwencje akcji Yuenowie starają się zasłonić jego braki za pomocą choreografii, w ramach której niszczone są wszystkie drewniane elementy otoczenia. Jeśli więc zobaczymy w pobliżu walczących krzesło, stolik, ławkę, barierkę czy drzwi z drewna możemy być pewni, że albo ktoś na nie poleci albo wykorzysta jako broń. Jest to – przyznam – bardzo przyjemny w odbiorze trik, ale nawet on nie pomaga w ukryciu niedoskonałości scen sztuk walki. Zdecydowanie lepiej pod tym względem prezentuje się Hua Yueh, którego zdolności fizyczne zdecydowanie przewyższają zdolności kolegi po fachu. Aktorsko jednak wypada on nieco mniej interesująco; Yueh był oczywiście jednym z najbardziej utalentowanych aktorów ze studia, lecz zbyt często obsadzano go w rolach stoickich bohaterów, których paleta emocji zamykała się na ledwie 2-3 chwil czegoś innego niż kamiennej fasady. Poza męską obsadą warto wyróżnić Szu Shih, tym razem w czysto dramatycznej roli, z której wywiązuje się świetnie. Oprócz tego w mniejszej, acz dość charyzmatycznej kreacji pojawia się Dean Shek, podczas gdy Betty Pei zalicza gościnny epizod jako jedna z wysokiej klasy prostytutek.

Tematycznie The Villains oprócz klasycznie patriotycznego przekazu, promuje też konfucjański model wychowania rodziny. Poddaje krytyce zbytnią pobłażliwość rodziców i rozpieszczanie dzieci, prowadzące jedynie do ich niemoralności i zepsucia. W kontekście postaci kobiecych wskazuje na niesprawiedliwość patriarchalnego systemu, lecz równocześnie zdaje się wskazywać, że jeśli kobieta pozostanie wierna swoim przekonaniom i zachowa siłę charakteru, wtedy prędzej czy później los się do niej uśmiechnie. Ostatecznie bowiem mamy tu do czynienia z klasyczną opowieścią o dobrze pokonującym zło.

Na koniec wspomnę jeszcze, że ścieżka dźwiękowa obficie posiłkuje się motywami muzycznymi z innych filmów, usłyszymy m.in. melodie z Pewnego razu na Dzikim Zachodzie czy Jak zdobyto Dziki Zachód.

Sexy Girls of Denmark
Dan ma jiao wa
reżyseria i scenariusz: Kei Lu
studio: Shaw Brothers
premiera: 16.03.1973

Obsada: Hua Tsung, Ching Li, Birte Tove, Karen Yip, Hon-San Tse, Wen-Chung Ku, Lai Wang i inni.

Sexy Girls of Denmark jest kolejnym przykładem skręcania studia Shaw Brothers w okolice sexploitation. Oczywiście Hongkong był dość pruderyjnym miejscem, więc poziom seksualności (nie mówiąc już o miksie seksu z przemocą) nawet nie zbliża się do – dajmy na to – japońskich pinku eiga czy roman porno. Mimo tego, produkcje takie jak ta stanowią wyraźny krok w rozbudowie erotycznej zawartości katalogu hongkońskiego giganta. Fabuła Sexy Girls of Denmark jest bardzo prosta: syn (Hua Tsung) chińskiego biznesmena zostaje wysłany do Danii, celem przejrzenia ofert trzech konkurujących ze sobą firm. Jako że jego ojciec jest niemałym miłośnikiem kobiet i pornografii, szefowie tychże firm uznają, że jabłko pada niedaleko od jabłoni i podsyłają protagoniście atrakcyjne dziewczyny, mające przekonać go w seksualny sposób, która z ofert jest najdogodniejsza.

Fabuła jest nie tylko prosta, ale i bardzo źle poprowadzona i niekonsekwentna. Wątek rywalizacji firm bardzo prędko się urywa, a protagonista wpierw ucieka od podstawionej mu dziewczyny, wykazując się przy tym ekstremalną pruderyjnością, lecz zaraz potem nie ma nic przeciw igraszkom z Ann Charlotte (Birte Tove). W niej też niebawem się zakochuje. Po tych wczesnych wahaniach jego erotyczna ewolucja zaczyna przebiegać bardziej logicznie, po to tylko by się skończyć wraz z kolejną miłością. Chybionym z punktu widzenia nieprzewidywalności fabuły był pomysł aby trzecia z firm była prowadzona przez Chinkę, i to do tego przez Jiao-Jiao Yang, w którą wciela się Baby Queen we własnej osobie, czyli ulubienica widowni: Ching Li. Gdy tylko aktorka pojawia się na ekranie widz nabiera pewności, że nikt nie ma z nią szans w rywalizacji, co sprawia, że pozostałe wątki prędko tracą na znaczeniu. Oczywiście, nie mogło być inaczej, gdyż ciężko się spodziewać, że tak eskapistyczne kino z Hongkongu początku lat 70. pozwoliłoby na związek Chińczyka z Dunką.

Gatunkowo film stanowi przede wszystkim erotyczną komedię romantyczną, lecz znalazło się tu również miejsce dla niezbyt udanej krótkiej sekwencji kung fu oraz na stuprocentowo stereotypowe poruszenie tematu niekompatybilności kulturowych. Kobiety w Danii okazują się być wolne, żyją, jak chcą i nie przejmują się zobowiązaniami, stąd stworzenie stabilnego związku między lojalnym tradycyjnym wartościom Chińczykiem a duńską kobietą jest – jak przed momentem wspomniałem – zwyczajnie niemożliwe. Zamiast tego pozostaje przyjaźń. Z Japończykiem jednak się nie zaprzyjaźnimy, bo taki barbarzyńca to tylko Chińczyka obrazi i później nie pozostanie nic innego jak spuścić mu łomot.

Oprócz faktu, że jest to jeden z wczesnych przykładów zwiększania zawartości erotycznej w katalogu studia, produkcja może zainteresować widza jedynie kilkoma w miarę udanymi scenami humorystycznymi oraz faktem, że jest to pierwsza shawowska pozycja z Birte Tove w jednej z głównych ról. Stąd też Sexy Girls of Denmark jest polecane raczej tylko osobom zainteresowanym historią kina gatunkowego z Hongkongu i fanom pojawiających się tu aktorów, z których największą siłą przyciągania z pewnością charakteryzuje się Ching Li.

The Cub Tiger from Kwangtung aka Little Tiger from Kwantung aka Little Tiger of Canton aka Marvellous Fist aka Kung Fu Students
Diao shou guai
reżyseria: Hoi-Fung Ngai
scenariusz: Suen Lau
choreografia scen akcji: Jackie Chan, Corey Yuen, Max Lee, Kam Chiang, Kong Chu
studio: Soon Lee Films
premiera: ??.03.1973

Obsada: Jackie Chan, Hung-Lieh Chen, Pei-Pei Shu, Feng Tien, Kwok-Choi Hon i inni.

Ten bardzo niskobudżetowy film z siedemnastoletnim Jackiem Chanem w roli głównej (który był tu też współautorem choreografii) został pierwotnie nakręcony jeszcze w 1971 roku. Z jakiegoś powodu jednak nie został wtedy wydany; niektóre źródła twierdzą, że przeciągnęła się jego postprodukcja. Film ostatecznie miał swoją premierę dopiero w 1973 roku, lecz pokazano go wtedy ledwie w kilku kinach. Sprawiło to oczywiście, że The Cub Tiger… nie odbił się szerszym echem w przemyśle kinowym w Hongkongu i gdyby nie późniejsza sława Jackiego Chana najpewniej popadłby w zapomnienie.

Fabularnie mamy tu do czynienia z najprostszą z możliwych fabuł kina kung fu: Lung Ah (Jackie Chan) jest wychowywany przez ojczyma (znany z Shaw Brothers Feng Tien), będącego dawnym mistrzem sztuk walki. Ojczym zabrania jednak Ah angażować się w jakiekolwiek potyczki, gdyż ukrywa przed wychowankiem informację o tym, że ojciec protagonisty został w przeszłości zabity przez innego mistrza sztuk walki: Bina Chowa (znany z Shaw Brothers Hung-Lieh Chen). Nasz bohater jednak nic sobie z zakazów nie robi i co kilka scen angażuje się w bijatyki, broniąc słabszych i ratując ich z opresji. To oczywiście ściąga na niego uwagę miejscowych zbirów, którym przewodzi – niespodzianka – Bin Chow.

Lau i Ngai próbują nieco uatrakcyjnić fabułę dodając postać drobnego złodziejaszka o dobrym sercu czy motyw karania bohatera przez ojczyma za każdym razem, gdy Ah wda się w bitkę, lecz ostatecznie niewiele to pomaga. Na szczęście, fabuła nie jest szczególnie nielogiczna i jest dość konsekwentnie prowadzona, poza tym nie ona jest tutaj najważniejsza.

Najważniejsze są tu oczywiście sceny sztuk walki. Jackie Chan prezentuje się w nich zaś znakomicie, choć – jak można się spodziewać – mamy tu do czynienia z licznymi archaizmami. Biorąc jednak pod uwagę, że sceny walk kręcono w 1971 roku, to ich autorom należą im się szczególne słowa pochwały; w wielu sekwencjach bowiem prezentują się one o wiele bardziej interesująco niż u większych konkurentów. Brak im co prawda energii, a reżyser nie jest w stanie zbudować towarzyszącego im uczucia zagrożenia i bolesności, lecz Chan wykonuje tu kilka akrobatycznych popisów, będących zwiastunem jego przyszłych dokonań. Szczególnie w pamięci zapisuje się sekwencja na statku, gdzie Chan walczy trzymając w jednej ręce sznur, stanowiący zabezpieczenie przed upadkiem jego przywiązanego do masztu przyjaciela. W tych scenach choreografia jest najbardziej pomysłowa i dynamiczna, i najmocniej kojarzy się z późniejszymi produkcjami z Jackiem Chanem.

The Cub Tiger from Kwangtung jest zatem filmem, jaki każdy fan Chana oraz każdy miłośnik (starszego) kina kung fu z pewnością powinien obejrzeć. Jak na niskobudżetowe kino sztuk walki, kręcone w cieniu Shaw Brothers i Golden Harvest, produkcja prezentuje się zaskakująco udanie, zasadzając ziarna, jakie niebawem będą kiełkować w najważniejszych produkcjach akcji z Hongkongu.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.