Hongkong i okolice. Rok 1972 (część VI)

Bruce Lee i Chuck Norris w "The Way of the Dragon".

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

The Lizard
Bi hu
reżyseria i scenariusz: Yuen Chor
choreografia scen akcji: Wo-Ping Yuen, Cheung-Yan Yuen
studio: Shaw Brothers
premiera: 01.11.1972

Obsada: Hua Yueh, Connie Chan, Lieh Lo, Chi-Ching Yang, Wen-Chung Ku, Lydia Shum i inni.

Po doskonałym Intimate Confessions of a Chinese Courtesan Yuen Chor powrócił do kina kung fu, które to połączył z komedią, po czym dodał do tej mieszanki sekwencje rabunków (niestety nie tak udanych, jak w jego wuxia Duel for Gold z 1971). Popularny i zawsze mile widziany Hua Yueh wciela się w ukrywającego się pod pseudonimem Jaszczurka złodzieja, który pod osłoną nocy kradnie złym i bogatym, a pieniądze rozdaje potrzebującym. Za dnia natomiast ukrywa swoją sekretną tożsamość, udając głupkowatego, jąkającego się detektywa. Godnego siebie przeciwnika znajduje w osobie szefa miejscowej policji i gangstera w jednym Cana Chena (Lieh Lo). Jaszczurka nie jest jednak w walce osamotniony, pomaga mu m.in. jego ukochana Xiao Ju Yo (Connie Chan).

Choć nie brak tu pewnej pomysłowości i synergii gatunkowej charakteryzującej produkcje Chora, to The Lizard nie jest filmem udanym. Niezbyt rozbudowany scenariusz, zaskakująco nijaka gra aktorów, z wyjątkiem energicznego, złowieszczego Lo, infantylne żarty i mało interesujące choreografie scen walk, sprawiają, że produkcja zalicza się raczej do tych spod znaku średniaków, realizowanych pomiędzy bardziej prestiżowymi i bardziej autorskimi projektami w studiu.

Legends of Lust
Feng yue qi tan
reżyseria i scenariusz: Han-Hsiang Li
studio: Shaw Brothers
premiera: 16.11.1972

Obsada: Wu-Chi Liu, Betty Pei, Man Ha, Wan-Chung Lee, Hsieh Wang, Chi Lin, Nan Chiang i inni.

Jedna z ważniejszych postaci hongkońskiego i tajwańskiego kina, Han-Hsiang Li (1926-1996) urodził się w Jinzhou w prowincji Lianing. Po ukończeniu szkoły studiował zachodnie malarstwo w prestiżowym Narodowym Instytucie Sztuki w Pekinie. Do Hongkongu przybył w 1948 roku, gdzie od razu zaczął pracować w przemyśle filmowym. Początkowo grywał małe role w studiu Great China, później zajął się projektowaniem scenografii dla Grandview, następnie pracował na pozycjach scenarzysty i asystenta reżysera w Yonghua, w końcu sam zaczął reżyserować. Zadebiutował w 1956 roku dramatem historycznym Red Bloom in the Snow (Xue lihong), dla studia A Dung, wcześniej – w 1954 roku – miał też okazję współreżyserować produkcję fantasy, zatytułowaną Lady from the Moon (Chang e). W 1956 roku zadebiutował także w Shaw Brothers. Prędko wyrobił sobie markę jako specjalista od filmów z akcją i tematyką dotyczącymi północnych Chin. W ciągu kolejnych 7 lat stworzył w Shaw Brothers ponad 25 produkcji, osiągających niemałe sukcesy. Za The Kingdom and the Beauty (Jiangshan meiren, 1959) otrzymał nagrodę dla najlepszego filmu podczas szóstego Asian Film Festival. Jego najsłynniejszą pozycją z tego okresu pozostaje jednak The Love Eterne (Liang shanbo yu zhu yingtai, 1962), która odniosła spektakularny sukces komercyjny i ustanowiła nowe standardy dla produkcji z gatunku huangmei diao (chińskiej opery filmowej).

W 1963 roku Li opuścił Shaw Brothers w poszukiwaniu większej swobody artystycznej; przeniósł się do Tajwanu, gdzie założył studio Guolian. Odegrał tym samym istotną rolę w budowie tamtejszego przemysłu filmowego, ponadto dzięki jego wsparciu karierę tam mógł kontynuować, również odchodzący z Shaw Brothers, King Hu. W Tajwanie Li stworzył 20 filmów. Jego produkcje stawały się stopniowo coraz bardziej ambitne i kosztowne, co w połączeniu ze zmniejszającymi się zyskami z pokazów doprowadziło studio do bankructwa. Li wrócił więc w 1970 roku do Hongkongu, po czym – w 1972 – zdecydował się na ponowne dołączenie do Shaw Brothers, gdzie pracował przez kolejne 10 lat. Wiele produkcji z tego okresu również spotkało się z krytycznym i komercyjnym sukcesem: komedia The Warlord (Da jun fa, 1972) wygrała nagrody za najlepszą komedię i najlepszy rozwój postaci podczas Asian Film Festival, The Empress Dowager (Qing Guo Qing Cheng, 1975) wygrał honorową nagrodę podczas Golden Horse Awards oraz otrzymał nagrody dla najlepszej aktorki (Lisy Lu) i najlepszej scenografii dla Ching-Shen Chena. Oprócz tych produkcji zrealizował też liczne filmy łączące elementy kina historycznego z kinem erotycznym, będąc jedną z wiodących postaci wprowadzających Shaw Brothers na teren sexpoitation, choć w wydaniu Li z artystycznym zacięciem. W późniejszych latach kontynuował karierę reżysera, pracując głównie nad produkcjami historycznymi. W 1983 roku został zaproszony do Pekinu w celu realizacji historycznego Reign Behind the Curtain (Chui lian ting zheng) kręconego w autentycznych dla miejsca akcji lokacjach.

Niestety, Legends of Lust nie stanowi nazbyt udanego przykładu twórczości Li. Jest to mało śmieszna komedia, łączona z mocno już archaiczną erotyką i pokracznym dramatem. Mimo że jest dość atrakcyjna wizualnie, to poprzez zupełny brak pozytywnych postaci i do bólu przewidywalny rozwój fabularny praktycznie w ogóle nie jest w stanie zaangażować współczesnego widza. Wszyscy tutaj wzajemnie się oszukują, czasem ze sporą dawką sadyzmu i zupełnym brakiem moralności, który dodatkowo irytuje, będąc przykryty fartuszkiem lekkiej komedii. Prócz solidnej gry aktorskiej, film nie ma wiele do zaoferowania, ewentualnie może zaciekawić widzów chcących sprawdzić jak wyglądało wprowadzanie erotycznych treści w Shaw Brothers i, szerzej, Hongkongu.

Legends of Lust jest złożone z trzech nowel spiętych ramą fabularną, rozgrywającą się w domu publicznym, gdzie trzy prostytutki opowiadają o swoich perypetiach sprzed rozpoczęcia zawodu. Początkowo zdaje się, że film chce okazać szacunek kobietom i wytknąć wady systemu patriarchalnego, lecz prędko wychodzi na jaw, że i kobiety, i mężczyźni są tu małostkowi i okrutni; w świecie wykreowanym przez Li dobrzy ludzie po prostu nie istnieją. Kobiety są oczywiście w gorszej pozycji, lecz ciężko im współczuć, szczególnie w trzeciej noweli, gdzie protagonistka jest już zupełnie pozbawiona resztek ludzkich odruchów. Ostatecznie więc wszystkie bohaterki odnajdują szczęście w pełnym uciech zawodzie prostytutki… Na wspomnienie za to zasługuje scenograficzne odwzorowanie czasu akcji, na które Li, jako reżyser specjalizujący się w produkcjach historycznych, zawsze zwracał szczególną uwagę.

The Fugitive
Wang ming tu
reżyseria: Tseng-Chai Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Siu-Cheung Leung
studio: Shaw Brothers
premiera: 06.12.1972

Obsada: Lieh Lo, Feng Ku, Ching Li, Ga-Sai Lee, Sai Ding, Sammo Hung i inni.

Czerpiący inspiracje ze spaghetti westernów i wykorzystujący za główny motyw muzyczny fragment ze ścieżki dźwiękowej Pewnego razu na Dzikim Zachodzie Sergio Leone The Fugitive to przejaskrawiony festiwal strzelanin z pistoletów, które mają po dwadzieścia kilka nabojów w magazynku przez strzelców, którzy trafiają do ruchomego celu w niemal każdych warunkach. Lieh Lo i Feng Ku wcielają się w dwóch bandytów; kiedy znajduje ich policja, Ku ucieka z pieniędzmi, a Lo trafia do celi śmierci, gdzie jest torturowany przez funkcjonariuszy, pragnących przejąć jego łupy. Z pomocą ukochanej (Ga-Sai Lee), ucieka z więzienia, lecz jego partnerka nie uchodzi z życiem. Napędzany podwójną żądzą zemsty Lo rusza więc w poszukiwaniu dawnego kompana. Ten zaś, pod przykrywką szanowanego obywatela, jest obecnie szefem sporej organizacji przestępczej, opiekującym się nieświadomą jego prawdziwego oblicza piękną Ming Ming (Ching Li).

The Fugitive nie należy do najbardziej odkrywczych produkcji Shaw Brothers, ponadto ekstremalnie słaba celność policji i ekstremalnie dobra celność dwójki głównych postaci (oraz brak konieczności przeładowywania przez nich broni) nieco irytują zbytnim naginaniem realizmu w tej quasi-realistycznej produkcji. Mimo to, film jest bardzo solidnie zrealizowany, a motyw muzyczny Ennio Morricone jest perfekcyjnie wykorzystany, dodając spotkaniom Lo i Ku ogromnej dawki epickości, podbijanej powolnymi ruchami kamery czy charakterystycznymi zbliżeniami na oczy i twarze postaci. Jako „western” od Shaw Brothers powinien choć odrobinę zainteresować fanów zarówno produkcji studia, jak i spaghetti westernów. Ja bawiłem się podczas seansu przednio.

The Black Tavern
Hei dian
reżyseria: Teddy Yip
scenariusz: Yat-Fong Yip
choreografia scen akcji: Simon Chui, Chung-Hok Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 16.12.1972

Obsada: Feng Ku, Li Tung, Szu Shih, Ling Kong, Chuk-Hing Kwok, Barry Chan, Chi-Ching Yang, Dean Shek, Hsieh Wang, Fung Yue i inni.

The Black Tavern wybiera najbardziej efektowne pomysły ze scen karczmianych z filmów Kinga Hu, szczególnie z Dragon Inn, następnie decyduje się przedstawić akcję z perspektywy postaci negatywnych, po czym uzupełnia ją doskonale opracowanymi i zrealizowanymi scenami sztuk walki. Jakby tego było mało wiąże się fabularnie z kultowym klasykiem z Shaw Brothers, jakim był Lady Hermit. Tym samym The Black Tavern to jedna z najbardziej widowiskowych, najbardziej trzymających w napięciu i najlepiej zainscenizowanych wuxia w dorobku studia.

Fabuła filmu jest – jak to często w gatunku bywa – nadto prosta. Ot, różnoracy bandyci i źli mistrzowie sztuk walki (z czego widzowie spędzają czas przeważnie z Mistrzem Bicza [Feng Ku] i jego ludźmi) planują zasadzenie pułapki na pewnego oficera, który – jak głosi wieść – przewozi swoje kosztowności, zebrane przez lata korupcji. Produkcja – w klasycznym dla scen w karczmach stylu – wprowadza kolejne postaci ze szkicowym ich przedstawieniem, po czym pozwala wojownikom na wypróbowywanie swych zdolności, co prędzej czy później zawsze wynika starciami na śmierć i życie.

Zwykle o produkcjach, które wywarły na mnie duże wrażenie staram się pisać więcej, lecz ciężko pisać o The Black Tavern tak, by nie zdradzić zbyt wiele. Prostota fabularna jest tu bowiem złudna i po pewnym czasie okazuje się, że snuta na naszych oczach opowieść pełna jest niespodzianek. Jedyne co mogę dodać to to, że praktycznie wszystko w produkcji – od aktorów po sceny akcji – jest zwyczajnie perfekcyjne. Choreografami sztuk walki byli tu Simon Chui i Chung-Hok Chui, czyli osoby odpowiedzialne za szalone choreografie m.in. w The Devil’s Mirror czy Duel for Gold. Za każdym razem udowadniają oni swój potężny talent w zawodzie i tutaj go tylko potwierdzają. The Black Tavern jest zatem filmem, który każdy miłośnik wuxia powinien znać jako świetną wariację nt. Dragon Inn, quasi-sequel Lady Hermit i samą w sobie inspirującą produkcję, której ślady widać m.in. w remake’u Dragon Inn spod rąk Siu-Tung Chinga i Harka Tsuia.

Four Riders aka Strike 4 Revenge aka Hellfighters of the East
Si qi shi
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Cheh Chang i Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu, Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 22.12.1972

Obsada: Lung Ti, David Chiang, Chung Wong, Kuan-Tai Chen, Yasuaki Kurata, Lily Li, Li Ching, Tina Chin Fei, Andre Marquis i inni.

Lung Ti, David Chiang, Kuan-Tai Chen i Chung Wong jednoczą siły w walce przeciw przemytnikom narkotyków w Korei! Jest rok 1953; zaraz po zakończeniu służby wojennej nasi bohaterowie trafiają do Seulu. Nie mija wiele czasu nim Xia Feng (Lung Ti) zostaje wrobiony w morderstwo, którego był przypadkowym świadkiem. Pomysłodawcą wrobienia biedaka był Tai Lei (Yasuaki Kurata), mistrz sztuk walki i jeden z ważniejszych gangsterów w organizacji przestępczej pana Hawkesa (Andre Marquis). Inną ważną osobą należącą do gangu jest mająca stuprocentową celność w rzucaniu rzutkami w oczy seksowna Hua Yin (Tina Chin Fei). Fengowi w oczyszczeniu z win decyduje się pomóc jego przyjaciel Yin-Han Gao (Chung Wong), który w sprawę wciąga swojego przyjaciela Wei-Shi Li (Kuan-Tai Chen). Ten z kolei angażuje do pomocy swoją ukochaną pielęgniarkę Hua Song (Li Ching). Gdy o sprawie dowiaduje się dawny przyjaciel Fenga imieniem Yi Jin (David Chiang), także rusza pomóc dawnemu kompanowi. A że Jin spędza niemal cały swój czas w klubie, będącym siedzibą gangsterów – gdzie przetraca wszystkie pieniądze na uroczą hostessę Si Wen (Lily Li) – to nie ma daleko do pojedynku z Leiem.

Four Riders wzbudził we mnie bardzo mieszane odczucia. Niewątpliwą zaletą jest to, że Chang kieruje się tu w większy dramatyzm i realizm, nawet w porównaniu z jego poprzednimi filmami. Rzadkie chwile humorystyczne punktuje druzgoczącymi tragediami, które uderzają w widza silniej niż można się spodziewać. Również aktorzy prezentują się nadto udanie. Do każdej z ról zostali dobrani z powodzeniem, choć jak zwykle Ti i Chiang kradną uwagę widza i nawet znający się lepiej od nich na sztukach walki Chen nie jest w stanie skupić na sobie wzroku oglądającego; szczególnie gdy obok niego Chiang pokazuje jak wygląda personifikacja określenia „cool”. Chang próbuje też sięgnąć po bardziej artystyczne środki wyrazu, łącząc dramatyczne i tragiczne kino akcji z motywami, takimi jak czterech jeźdźców apokalipsy (vide tytuł filmu). Na uwagę zasługują też dwie finalne sekwencje akcji, rozgrywające się symultanicznie. W jednej Chiang walczy z gangsterami w klubie, w drugiej reszta bohaterów stacza bój z Leiem, Yin i chmarą bandziorów w sali gimnastycznej. Ta druga z sekwencji jest o tyle istotna, że mamy tu do czynienia z bodaj pierwszym rozplanowaniem danej przestrzeni (tutaj: wyposażonej w trampoliny, drabinki, handle etc. sali gimnastycznej) w celu pełnego wykorzystania jej do scen akcji. W przyszłości tego typu pomysły będą czymś naturalnym dla filmów akcji, szczególnie tych spod znaku kung fu. Także więc i na tym polu można uznać Changa za prekursora. Ponadto, po trawelogowych scenach z Duel of Fists i The Angry Guest, reżyser wykorzystuje kilka scen aby oprowadzić widza po Seulu, co nijak ma się do fabuły, ale prezentuje się atrakcyjnie.

Niestety, nie wszystko jest tu tak udane. Metafory biblijne i próby uderzenia w artystyczny ton są zupełnie chybione i w ogóle nie udaje się ich powiązać z fabułą. Wszelkie ambicje zagubiły się w realizacji Four Riders jako w gruncie rzeczy tradycyjnego filmu akcji a la Cheh Chang. Ponadto każdy, kto oglądał poprzednie produkcje reżysera nie będzie mieć większych trudności z przewidzeniem rozwoju historii oraz jej zakończenia. Przyznam szczerze, że mnie finały jego produkcji nieco zaczynają już nużyć. Co prawda na tle innych twórców, Chang prezentuje się wciąż oryginalnie, ale na tle własnej filmografii już nie. Co raz powtarza podobny schemat, zmieniając tylko miejsce i czas akcji, co powoduje pewne uczucie zobojętnienia na oglądane wydarzenia. Faktem pozostaje jednak, że w Four Riders udziela bohaterom jeszcze bardziej widowiskowego zakończenia, które zapisuje się w pamięci mocniej niż choćby to z Man of Iron.

Żeby mogło do niego dojść, trzeba było niestety tak napisać fabułę, żeby koreańska policja militarna była przedstawiona jako zupełnie zidiociała. I to jest zdecydowanie największy problem filmu. Wrobienie Fenga powinno być od razu, nawet jeśli nie wykryte, to przynajmniej podejrzewane. Policja nigdy nie przejmuje się dowodami zostawionymi na miejscach zbrodni, zajmując się jedynie szukaniem fabularnie wskazanych „winnych” i pozostaje zupełnie ślepa na wszystko dookoła. Oprócz tego nie jestem pewien, czy ówczesna policja w Korei strzelała do ludzi bez ostrzeżenia. Scenariusz jest tak napisany, żeby doprowadzić do z góry zaplanowanego (i łatwego do przewidzenia) finału, co w moim uznaniu stanowi niemałą wadę.

Tym samym więc, jeden z główny przebojów Shaw Brothers na finał roku 1972 prezentuje się jako film niepełny. Z jednej strony jest on świetnie zagrany, wzbogacony pomysłowymi scenami akcji (nawet jeśli niektóre z masowych bijatyk wypadają podobnie do tych z poprzednich obrazów Changa), atrakcyjny wizualnie, momentami zaskakująco dramatyczny i tragiczny oraz popychający karierę Chena w odpowiednim kierunku. Z drugiej strony jego łatwy do przewidzenia finał oraz zupełnie pretekstowe wykorzystanie policji militarnej obniżają wartość fabularną. Mimo wszystko, dla miłośników kina akcji i kung fu z Hongkongu jest to jazda obowiązkowa.

The Way of the Dragon aka Return of the Dragon
Meng long guo jiang
reżyseria i scenariusz: Bruce Lee
choreografia scen akcji: Bruce Lee, Little Unicorn
studio: Golden Harvest i Concord Productions
premiera: 30.12.1972

Obsada: Bruce Lee, Nora Miao, Ping-Ao Wei, Chung-Hsin Huang, Wing Lau, Little Unicorn, Chuck Norris, Robert Wall, John Benn, In-Shik Whang i inni.

Ostatnim z trzech filmów wynikających z obligacji kontraktowych Bruce’a Lee względem Golden Harvest był The Way of the Dragon. W The Big Boss Lee miał wpływ na choreografię scen akcji ze swoim udziałem, w Fist of Fury sam był autorem scen sztuk walki, a w The Way of the Dragon nie tylko jest współautorem choreografii, lecz również scenarzystą i reżyserem. Żeby zwiększyć swój wpływ na produkcje ze swoją osobą w roli głównej i zadbać o swoją gwałtownie rozwijającą się karierę, Lee wraz z twórcą Golden Harvest założył własne studio produkcyjne Concord Productions. The Way of the Dragon był pierwszym obrazem studia, tworzonym oczywiście we współpracy z Golden Harvest. Concorde Production miało zatem świetny start: produkcja osiągnęła bowiem w Hongkongu wielki sukces finansowy, przebijając wyniki w box offisie poprzednich filmów z Lee oraz stając się najlepiej zarabiającym tytułem w kraju w 1972 roku.

Warto przy okazji zwrócić uwagę na fakt, że w czołówce The Way of Dragon przy kilku nazwiskach wspomniane są osiągnięcia danych aktorów/zawodników na arenie sportów walki. Wcześniej Golden Harvest zachęcało widzów do obejrzenia „realistycznych” filmów kung fu, informując o sukcesach aktorów w dziedzinie sztuk walki w zwiastunach produkcji (vide zwiastun Hap Ki Do); The Way of the Dragon idzie krok dalej i umieszcza informacje o zdobyciu mistrzowskich tytułów i posiadanym stopniu dan w czołówce samego filmu (a przy nazwisku Malisy Longo, jako jej „osiągnięcie” umieszcza: „włoska piękność”). Jest to bodaj pierwszy raz, kiedy wykorzystano ten pomysł.

Podczas, gdy produkcje Cheh Changa zapraszały widzów do zwiedzania Bangkoku, Tokio i Seulu, Chow i Lee zdecydowali się przebić konkurencję i zabrali widzów do europejskiego Rzymu. Zwiększyli tym samym egzotyczny wymiar produkcji oraz umieścili protagonistę w zupełnie obcym dla niego otoczeniu. Jako początkowo zagubiony w nieznanym mu świecie Chińczyk, bohater popełni niejedną gafę, co przełożyło się na kilka humorystycznych scen, pozwalających Lee na pokazanie większych zdolności aktorskich. Poza tymi komediowymi scenami, stanowiącymi największą różnicę między podejściem Lee, a stylem Weia Lo, pozostała część filmu – fabularnie przynajmniej – nie wykracza poza klasyczne ramy ówczesnych fabuł kung fu.

Mamy zatem kolejną grupę złoczyńców wraz z obligatoryjnym oportunistycznym tłumaczem, w którego wciela się Ping-Ao Wei, powtarzający swoją kreację z Hap Ki Do, choć tym razem towarzyszą jej wyraźne podteksty homoerotyczne; jego sugerowany homoseksualizm – zdaje się – ma umniejszać jego pozycję i wskazywać na jego zepsucie oraz brak męskości, niejako tłumaczący dlaczego zdradza rodaków i pomaga miejscowym gangsterom w walce przeciw Chińczykom. Gangsterom przewodzi zaś Wielki Szef (John Benn), który z bliżej nieznanych nam powodów pragnie przejąć chińską restaurację prowadzoną przez pana Wanga (Chung-Hsin Huang) i piękną Ching Hua Cheng (Nora Miao). Cheng mimo początkowych nieporozumień prędko zaprzyjaźni się z protagonistą Lung Tangiem (Bruce Lee). Mimo że nie tworzą oni typowej romantycznej pary, to rodzące się uczucie między dwiema osobami jest tu wyraźnie zasugerowane.

Jak widać, scenariusz niezbyt wyróżnia się na tle innych ówczesnych produkcji kung fu czy wuxia. Tang aby bronić restauracji i przyjaciół będzie angażował się w walki z grupami bandziorów, a ci w końcu wezwą na pomoc potężnych mistrzów z innych państw, tym razem z Japonii i Ameryki. Najpotężniejszym z nich jest mistrz karate Colt, w którego wciela się kultowy Chuck Norris, debiutujący tu na srebrnym ekranie.

Moim zdaniem Lee nie posiadał takiego zmysłu reżyserskiego, jak Lo, któremu wiele można zarzucić, lecz nie można mu odmówić chwil świetności. Lee niezbyt udanie generuje tu suspens oraz nazbyt przeciąga niektóre sceny, lecz i jemu nie obce są momenty, sprawiające, że stylistycznie produkcja prezentuje się wyjątkowo na tle ówczesnej konkurencji. Sceny sztuk walki są oczywiście widowiskowe i w klasycznym dla Lee stylu pokazują go jako ekstremalnie szybkiego, pewnego siebie wojownika, który prędko powala swoich przeciwników celnymi uderzeniami. Pojawia się tu też sekwencja z użyciem nunchaku, co – jak powszechnie wiadomo – może być tylko zaletą. Ale to finalna walka między Lee a Norrisem w Koloseum stała się jedną z najbardziej kultowych w historii kina kung fu. Poprzedzona jest ona dość długim wstępem, w którym wpierw Tang błądzi po Koloseum szukając Colta, podczas gdy ten – niewidoczny dla Tanga – obserwuje go z różnych miejsc, podczas gdy w tle słychać cały czas odbijające się echem okrzyki wspomnianego tłumacza, ogłaszającego rychłe nadejście końca dla protagonisty. Następnie, gdy dwaj wojownicy staną już naprzeciw siebie wykonują rozgrzewkę. Lee w tych scenach umieszcza całe sylwetki aktorów w kadrach, prezentując obu jako potężne, posągowe postaci, doskonale w ten sposób budując napięcie przed nadchodzącym pojedynkiem.

The Way of the Dragon to też produkcja, która nie jest tak negatywna względem obcokrajowców, jak to zwykle bywa w filmach kung fu. Mimo tego, nawet jeśli mówi się tu o poszanowaniu wszystkich szkół walki niezależnie od pochodzenia, czy z dość sporym szacunkiem podchodzi się do postaci granej przez Norrisa, to ostatecznie żadna postać, która nie jest Chińczykiem nie jest pozytywna. Tym samym produkcja stanowi kolejną pozycję o obcokrajowcach starających się zdeptać dumny chiński naród, jaki oczywiście daje im odpór dzięki mistrzowskiemu użyciu sztuk walki. Nie chcę bynajmniej umniejszać wartości tego typu fabuł, lecz wskazać, że choć stylistycznie The Way of the Dragon przedstawia się nader interesująco i stanowi pozycję, którą każdy miłośnik kung fu musi obejrzeć, to fabularnie nie udało się Lee stworzyć niczego nowego.

The Thunderbolt Fist aka The Terrible Kick aka The Deadly Kick
Pi li quan
reżyseria: Il-Ho Chang
scenariusz: Cho-Chien Li
choreografia scen akcji: Siu-Chung Leung
studio: Shaw Brothers
premiera: 30.12.1972

Obsada: Yuan Chuan, Szu Shih, James Nam, Gam-Fung Wong, Lin Tung, Mian Fang i inni.

Shaw Brothers zakończyło rok 1972 niezbyt interesującym i mało oryginalnym filmem z klasyczną fabułą znaną z licznych wuxia, którą przeszczepiono na grunt kina kung fu. Gdy Japończycy przejmują kontrolę nad małą wioską, miejscowy mistrz sztuk walki Ping Bai Fang (Mian Fang) zostaje wyzwany na publiczny pojedynek przez lidera gangu roninów. Fang wygrywa walkę, lecz żądni zemsty Japończycy niedługo później atakują go i zabijają. Syn mistrza – Tie Wa Fang (Yuan Chuan) – zostaje tym samym zmuszony do ucieczki i skrywa się wśród rebeliantów, gdzie uczy się kung fu. Jako młodzieniec okazuje się być uzdolnionym wojownikiem, związanym romantycznie z – także mieszkającą w górskiej bazie rebeliantów – Er Die (Szu Shih). Pewnego dnia Fang postanawia wrócić do rodzinnej wioski, aby odzyskać instrukcję specjalnej techniki kung fu. Na miejscu zwraca na siebie uwagę syna dawnego lidera roninów, Ganga Gu (James Nam), który przejął dowództwo nad przestępczą grupą, a jego zdolności sztuk walki są o wiele potężniejsze niż jego ojca.

The Thunderbolt Fist to produkcja opowiadająca o starciu kolejnej grupy złych do szpiku kości Japończyków z dobrymi Chińczykami. Ani fabularnie, ani formalnie nie wyróżnia się przy tym niczym szczególnym. Na domiar złego, główna gwiazda filmu – Chuan – niezbyt sobie radzi w roli sarkastycznego, twardego wojownika, prezentującego się niczym niezbyt udana, pozbawiona energii kopia Davida Chianga czy Bruce’a Lee. Sekwencje scen akcji także pozostawiają wiele do życzenia, dopiero w finale twórcy raczą nas udanymi choreografiami, wcześniej oferując bardzo mierne sekwencje starć. Tym samym The Thunderbolt Fist to produkcja polecana jedynie największym fanów studia Shaw Brothers, które nie chcąc konkurować z mającym tego samego dnia premierę The Way of the Dragon, swoją najważniejszą pozycję z końca roku zaprezentowało 8 dni wcześniej.

Alfabetyczny spis treści wszystkich opisanych w serii produkcji (z wyróżnieniem gatunków).

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.