Hongkong i okolice. Rok 1972 (część II)

Lieh Lo w "King Boxer".

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

The Water Margin aka Seven Blows of the Dragon aka Outlaws of the Marsh
Shui hu zhan
reżyseria: Cheh Chang, Ma Wu, Hsueh-Li Pao
scenariusz: Cheh Chang, Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu, Kai Tong, Kar-Wing Lau, Chuen Chan
studio: Shaw Brothers
premiera: 17.03.1972

Obsada: David Chiang, Tetsurō Tanba, Toshio Kurozawa, Lin Tung, Feng Ku, Feng Chin, Hua Yueh, Chung Wong, Lung Ti, Lily Ho, Mei-Sheng Fan, Ma Wu, Lui Cheng, Paul Chun, Kuan-Tai Chen, Danny Lee, Ling Ling i wielu innych.

Shaw Brothers zachęcone sukcesem swojej poprzedniej superprodukcji The Heroic Ones, zaplanowało na 1972 rok powrót do wysokobudżetowych hitów – jednym z nich był The Water Margin. Film bazuje na istotnej dla chińskiej kultury powieści pod tym samym tytułem, a dokładniej na jej rozdziałach od 64. do 68. Adaptacja całości byłaby zwyczajnie niemożliwa ze względu na ogrom wątków i występujących postaci; dość napisać, że powieść dość szczegółowo przedstawia losy 108 patriotycznych wojowników.

Podobnie, jak było w przypadku The Boxer from Shantung obliczonego na dominację w kinie kung fu, również prestiżowy historyczny wuxia może poszczycić się czterema choreografami sztuk walki i aż trzema reżyserami; co więcej przy produkcji pracowali też znani skądinąd John Woo i Godfrey Ho na pozycjach asystentów reżyserów.

Trwający ok. dwie godziny film poświęca aż 30 minut na wprowadzenie postaci; te pół godziny stanowią dla mnie najprzyjemniejszą część produkcji, wywołującą uśmiech na twarzy przy introdukcji każdego z bohaterów. W przeciwieństwie bowiem do poprzednich pozycji ze studia, The Water Margin nie informuje widza o obsadzie w napisach początkowych, lecz gdy dana osoba pojawia się na ekranie po raz pierwszy, wtedy towarzyszą jej imię i nazwisko aktora oraz imię i nazwisko tejże osoby. Osobiście jestem wielkim fanem takiego rozwiązania, szczególnie jeśli oglądam produkcję, której obsady wcześniej nie znałem w całości. The Water Margin może zaś poszczycić się naprawdę wielkimi gwiazdami: David Chiang, kultowy japoński aktor Tetsurō Tanba, Hua Yueh, Lung Ti, Lily Ho, Feng Ku, Ling Ling, Kuan-Tai Cheng i wielu innych zostają jeden po drugim pokazywani z towarzyszącymi ich introdukcjom fanfarami. A propos fanfar, ścieżka dźwiękowa jest zdecydowaną zaletą produkcji; chwilami zbliża się bardzo blisko do soundtracków włoskich westernów czy psychodelicznego rocka, sprawiając, że w gruncie rzeczy typowa dla kina wuxia fabuła nabiera tu nieco onirycznego wrażenia.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do obsady. Tak ogromne nagromadzenie wielkich nazwisk jest niestety w dużej mierze chwytem marketingowym (jak najbardziej udanym), jako że wielu ze słynnych aktorów nie ma tu w rzeczywistości zbyt wiele do zrobienia. Hua Yueh po kilkusekundowym wprowadzeniu zaangażuje się tylko w jedną potyczkę, po czym zobaczymy go ledwie kilka razy. Jeszcze mniej czasu ekranowego otrzymuje Lily Ho; jej także przypada w udziale tylko kilka krótkich scen, po których otrzymuje jeszcze sekwencję pojedynku w trakcie finalnej bitwy. Jeszcze mniej czasu – co jest pewnym zaskoczeniem – przypadło w udziale Lungowi Ti; poza introdukcją pojawia się jeszcze rzadziej niż Ho, ma też o wiele mniej kwestii do wypowiedzenia; w finalnym starciu za to otrzymuje możliwość pojedynkowania się z jednym ze złoczyńców. Najmniej jednak czasu ekranowego otrzymał Kuan-Tai Cheng, którego poznajemy gdy przy akompaniamencie epickich fanfar pije wino z czarki, po czym… już nigdy się nie pojawia.

Pierwsze skrzypce gra tu charyzmatyczny David Chiang, a drugie Tetsurō Tanba. Powiem szczerze, że o ile byłem uradowany, gdy twarz Tanby zawitała na ekranie, o tyle jestem nieco zaskoczony wyborem tego zasłużonego aktora do roli. Wciela się on tu w szanowanego chińskiego mistrza o zasobnym majątku. Jest to – jak wspomniałem – istotna dla filmu postać, lecz nic w niej nie sprawia, że wymagała ona ściągnięcia aktora z Japonii. Był to raczej kolejny chwyt marketingowy, mający na celu zwiększenie prestiżu produkcji i zainteresowanie nią japońską widownię. Tanba nie jest zresztą jedynym Japończykiem w obsadzie, pojawia się w niej także Toshio Kurozawa, który pełni rolę obligatoryjnego złego mistrza.

Fabuła opowiada o grupie rebeliantów pod dowództwem Shen Lianga (Feng Ku), która decyduje się walczyć ze skorumpowanym oficjelem zarządzającym okolicznym terenem. Liang i jego towarzysze domyślają się, że na pomoc zarządcy przybędą siły mistrza Złotej Włóczni (Kurozawa). Tak się też dzieje i gdy jeden z wyższych rangą rebelianckich dowódców zostaje zabity, bohaterowie szukają pomocy u mistrza sztuk walki Lu Yunjiena (Tanba) i jego pomocnika Xiaoweia (David Chiang) – mistrza zapasów i strzelania z łuku. Sprawy się komplikują, gdy żona Yunjiena (Ling Ling) wraz ze swoim kochankiem obmyśla plan wydania starego mistrza władzom i przejęcia jego majątku. Mobilizuje to do działania w obronie sędziwego wojownika zarówno Xiaoweia, jak i samych rebeliantów czujących się odpowiedzialnymi za zachodzące wydarzenia.

The Water Margin jest nader solidnie zrealizowaną superprodukcją, mogącą się poszczycić całkiem epickimi scenografiami. Szczególnie w pamięć zapada sam początek, gdy obserwujemy sporej wielkości struktury zbudowane nad brzegiem morza. Jest tu także niemało starć i scen w otwartych przestrzeniach, kręconych poza studiem. Same sceny akcji są wartkie, choć zapaśnicze popisy Chianga – czasem w slow motion – nie są tak emocjonujące, jak walki kung fu. Oczywiście tych nie jest za wiele, jako że mamy do czynienia z wuxia, więc w ruch idą tu przede wszystkim miecze, włócznie, topory i inny oręż. Większość scen akcji wypada tu udanie i efektownie, za wyjątkiem finalnego pojedynku: pozbawionego energii starcia, gdzie Tanba niezbyt przekonująco wypada w roli mistrza sztuk walki, mimo że podczas jego wprowadzenia wydawało się, że będzie zupełnie inaczej.

The Water Margin jest zdecydowanie interesującą produkcją, która może zainteresować nie tylko miłośników gatunku, lecz również innych widzów, jako że umieszczenie filmu w silnych historycznych ramach pozbawia ją przejaskrawionych zdolności bohaterów, nie mówiąc już o jakichkolwiek pomysłach rodem z fantasy. Dla fanów Shaw Brothers produkcja jest dodatkowo warta rekomendacji ze względu na obsadę; nawet jeśli wielu z aktorów nie miało tu zbyt wiele do roboty, to jest to pierwszy raz, gdy możemy oglądać obok siebie Chianga, Ti, Hua, Chenga, Ho, Fenga, Ling naraz, nie wspominając już o Tanbie i Kurozawie. Dla fanów shawowskich wuxia jest to więc jazda obowiązkowa.

Fist of Fury aka Chinese Connection
Jing wu men
reżyseria i scenariusz: Wei Lo
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han
studio: Golden Harvest
premiera: 22.03.1972

Obsada: Bruce Lee, Nora Miao, Feng Tien, James Tin, Chung-Hsin Huang, Robert Baker, Chieh-Ying Han, Ping-Ao Wei, Riki Hashimoto, Ngai Fung, Wei Lo i inni.

Po przerwie na kolejne niewielkie role w Ameryce, Bruce Lee powrócił do Hongkongu, gdzie – jako megagwiazda studia Golden Harvest – miał do wypełnienia kontraktowe zobowiązania. Drugim z trzech filmów, w jakich miał się pojawić dla studia Raymonda Chowa był Fist of Fury, za kamerą którego ponownie stanął Wei Lo. Tym razem jednak Lee miał więcej do powiedzenia w kwestii realizacji filmu, szczególnie zaś w kwestii choreografii sztuk walki, które sam pomagał zaplanować.

Produkcja przedstawia mało oryginalną fabułę, w której głównym bohaterem jest Chen Zhen (Lee), powracający do Szanghaju na wieść o śmierci swojego mistrza Hua Yuana Jia (historyczny założyciel Jing Wu Men) adept sztuk walki. Okoliczności śmierci mistrza są cokolwiek podejrzane; nie pomaga, że w dzień pogrzebu do szkoły sztuk walki przybywają wojownicy z japońskiej szkoły, którzy – z pomocą oportunistycznego chińskiego tłumacza – obrażają zarówno zmarłego, jak i jego uczniów. Zhen zostaje powstrzymany przed wdaniem się w bijatykę i zakłóceniem porządku, lecz niedługo później rusza z misją zemsty i pragnieniem odszukania prawdy, co do okoliczności śmierci swojego mistrza.

Akcja filmu rozgrywa się podczas japońskiej okupacji Chin i Japończycy, zdradzając stuprocentowo eksploatacyjny wymiar produkcji, są tu zredukowani do karykatur z wąsami, krzywymi zębami, ekstremalnie mocnymi okularami i – choć są bardziej niż wystarczający do pobicia większości Chińczyków – dla Zhena nie stanowią żadnego zagrożenia. Znamienna jest tutaj pierwsza, rozbudowana sekwencja akcji, gdy Zhen przybywa do dōjō Japończyków i za pomocą błyskawicznych, zwykle pojedynczych ciosów rozprawia się naraz ze wszystkimi uczniami i jednym z mistrzów. Atak na szkołę wzbudza działanie ze strony policji, która odpowiada przed okupantem, co zmusza Zhena do życia w ukryciu i spędzania nocy w samotności przy grobie mistrza. Oprócz głównego wątku, film posiada także poboczny i niezbyt dobrze poprowadzony wątek miłosny, gdzie obiektem westchnień Lee jest Nora Miao, pojawi się także krótka scena pokazująca dyskryminację rasową Japończyków względem Chińczyków, gdy próbują poniżyć Zhena, każąc mu zachowywać się jak pies, jeśli chce wejść do miejskiego parku.

Mimo nieskomplikowanej, charakterystycznej dla gatunku fabuły, Fist of Fury wyróżnia się na tle ówczesnych filmów kung fu jeszcze bardziej niż The Big Boss. Produkcje Shaw Brothers, nie mówiąc już o filmach wuxia z któregokolwiek ze studiów, podczas sekwencji sztuk walki zwykły przedstawiać długie, pełne atrakcyjnych wizualnie ciosów starcia, które bardziej niż realizmem – nawet w quasirealistycznych filmach kung fu, jak Duel of Fists czy The Boxer from Shantung – przejmowały się widowiskowością tychże scen, zaczerpniętą z tradycji pekińskiej opery. Bruce Lee i, co za tym idzie, filmy z jego udziałem odcinają się od tej tradycji, skupiając się mocniej na energetycznych ciosach, minimalistycznych w formie, lecz szybkich, bardziej realistycznych i z o wiele większą energią. W połączeniu z bardziej ciemnymi, brudnymi barwami, charakterystycznymi dla ówczesnych produkcji Golden Harvest Fist of Fury przedstawia się stylistycznie dość wyjątkowo. Nie można przy tym nie wspomnieć o scenie z użyciem nunchaku, broni z którą Lee jest najszerzej kojarzony. Jego mistrzowskie z niej korzystanie jest legendarne i możemy tutaj zobaczyć dlaczego.

Ponadto Lo nawiązuje tu nie tylko do tradycji kina kung fu, lecz również do chanbary (łącznie z muzyką, przechodzącą okazjonalnie w styl japońskich soundtracków) i spaghetti westernów. Inspiracje włoskim westernem objawiają się w licznych zbliżeniach na twarze i oczy pojedynkujących się postaci, niczym w słynnych filmach Sergio Leone, nawet ścieżka dźwiękowa czasami kojarzy się z melodiami spod ręki mistrza Ennio Morricone. Jako jeden z głównych oponentów Zhena zostaje tu zaś wprowadzony rosyjski mistrz sztuk walki, posiadający – jak można tego oczekiwać – ogromną siłę fizyczną. Jego introdukcja to klasyczne popisy z rozbijaniem cegieł i rzucaniem ludźmi, nieco kiczowata, lecz sprawnie pokazująca go jako silniejszego od japońskich oponentów, z którymi Zhen do momentu pojawienia się w filmie rosyjskiego siłacza niemal w całości się już rozprawi. Obecność europejskiego wojownika stanowi rozwinięcie podobnego pomysłu z The Boxer from Shantung, gdzie bohater również starł się z rosyjskim siłaczem, lecz tym razem walka z Rosjaninem jest najdłuższym i najważniejszym pojedynkiem w produkcji, pokazującej chińskiego mistrza sztuk walki nie tylko niszczącego Japończyków, ale również Rosjanina, czy – w szerszym kontekście – białego człowieka.

Fist of Fury oczywiście w swoim eksploatacyjnym tonie korzysta z niechęci wobec obcokrajowców, szczególnie Japończyków, którzy byli wyjątkowo brutalnymi okupantami Chin i pokazuje ich bez większego szacunku. Przełożyło się to poniekąd na międzynarodowy sukces, gdyż relacje między Chińczykami i Japończykami przedstawione w produkcji trafiły na podatny grunt w postaci spotykających z dyskryminacją na tle rasowym Afroamerykanów. Film szybko zatem zyskał status kultowego. Mimo logicznych potknięć – szczególnie rażących w kwestii wynajdywania przez ukrywającego się samotnie na cmentarzu Zhena profesjonalnych przebrań (staruszek sprzedający gazety, okularnik z firmy telefonicznej) – Fist of Fury to wielki, niezapomniany klasyk kina kung fu i akcji z Hongkongu z charyzmatyczną rolą Lee i sprawną reżyserią Lo, który na początku lat 70. osiągnął poziom, do którego wcześniej się nawet nie zbliżył.

The Bride from Hell
Gui xin niang
reżyseria: Hsu-Chiang Chou
scenariusz: Tyrone Hsu
studio: Shaw Brothers
premiera: 24.03.1972

Obsada: Margaret Hsing, Fang Yang, Ming Lui, Carrie Ku, Hsiao-Pao Ko, Feng Chang i inni.

Rzadko na tym etapie spotykany w katalogu Shaw Brothers horror przedstawia klasyczną historię o duchu, korzystającą z utartych schematów fabularnych rodem z opowieści Pu Songlinga. Przystojny i bogaty młodzieniec żeni się z przypadkiem napotkaną dziewczyną, która okazuje się być duchem. W przeciwieństwie jednak do niektórych produkcji w podobnym stylu, The Bride from Hell nie przedstawia żony protagonisty jako postaci negatywnej, a raczej skrywa jej zamiary, starając się wzbudzić ambiwalentne odczucia w widzu, oscylujące między strachem a współczuciem wobec ducha mszczącego się za śmierć rodziców i gwałt (dokonany na martwej już dziewczynie).

Niestety produkcja jest wyjątkowo chaotyczna. Zaczyna się od przypadkowego spotkania protagonisty i jego sługi z opętaną kobietą i jej służką, co z miejsca wynika kuriozalnymi scenami, gdy mężczyźni przez przypadek (?) zaglądają do ich sypialni i widząc je nagie z miejsca proponują związki małżeńskie przedstawione jako jedyne honorowe wyjście. Kolejne elementy fabuły są wprowadzane obcesowo i w zupełnie – zdaje się – losowo wybranych miejscach. Rodzina bohatera w nieznany sposób spostrzega, że dziewczyna jest duchem, po czym niektórzy decydują się pomóc mężczyźnie, a inni znikają z filmu zupełnie. W pewnym momencie pojawia się narwany mnich taoistyczny ze swoją krucjatą przeciw istotom nadnaturalnym, stopniowo wprowadzający coraz więcej niezamierzonej śmieszności (i nie chodzi o to, że taoistyczne rytuały dla niektórych widzów mogą zdawać się cokolwiek ekscentryczne, lecz jego bieganina z dzwonkiem, drewnianym mieczem, rozwianymi włosami i okrzykami wygląda zwyczajnie kuriozalnie). Gdy upłynie ok. 1/3 filmu ów mnich opowie bohaterowi historię ducha, co znienacka wprowadza wątek zemsty tegoż; wcześniej w ogóle nieobecny, nagle wyrasta jako centralny i spycha wszystkie inne wątki na bok. Dzięki niemu żeńska główna postać w końcu nabiera jakąkolwiek motywację i cel działania. Na tym się nie kończy: gdy widmowa kobieta przypomina sobie o swojej misji, znikąd pojawiają się obligatoryjni złoczyńcy. Na tym chaos się nie kończy; fabuła jest dodatkowo poprzetykana niezbyt udanymi scenkami humorystycznymi oraz narracyjnymi potknięciami, głównie związanymi z niejasnym upływem czasu oraz niezapowiedzianymi podróżami postaci, które co pewien czas znikają z filmu.

The Bride from Hell to niezbyt udana próba zmierzenia się z horrorem przez studio i choć jest tu kilka interesujących scen (praktycznie wszystkie z duchem stawiającym czoła przeciwnikom, zrealizowane w dość psychodelicznej stylistyce kojarzącej się nieco z hammerowskimi filmami), całość jest zwyczajnie zbyt chaotyczna i nużąca, by mogła zaciekawić na dłużej widza i spędzone z nią niespełna 80 minut, zdają się być znacznie dłuższym okresem czasu. Z drugiej strony, widzowie klasycznych hongkońskich ghost stories, które dzielą podobieństwa z podobnymi historiami z Japonii, podczas oglądania The Bride from Hell powinni poczuć się seansem usatysfakcjonowani; jeśli więc dobrze wspominasz czas spędzony przy The Enchanting Ghost, to po tę produkcję również śmiało możesz sięgnąć, tym bardziej, że została ładnie wydana w językowo przystępnym Blu-rayu.

The Casino
Ji xiang du fang
reżyseria: Tseng-Chai Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Siu-Chung Leung
studio: Shaw Brothers
premiera: 30.03.1972

Obsada: Hua Yueh, Lily Ho, Feng Chin, Nan Chiang, Sheng-Mei Fan, Ti Tang, Pang-Fei Lee, Tsan-Kang Chen, Kin Sek, Chien-Tang Ma, Chun Erh, Fung Yi, Ma Wu i inni.

The Casino to synteza kina hazardowego z filmami kung fu, z czego to ten drugi gatunek jest tu silniej reprezentowany. Produkcja rozpoczyna się w tytułowym kasynie, prowadzonym przez pannę Cui (Lily Ho). Otwierająca sekwencja w prosty, acz robiący spore wrażenie sposób wprowadza widza w świat przedstawiony. Wśród osób obstawiających przy stole hazardowym znajduje się Wang Xiao (Ma Wu), który przegrywa wszystkie swoje pieniądze. W akcie desperacji obstawia własną dłoń. Tę też przegrywa, co wynika pierwszą sceną z okolic kina gore w filmie. Niedługo potem do kasyna przybywa – na tym etapie nieznany widzom – Tianguang Luo (Hua Yueh). Modnie ubrany, z drogocennym pierścieniem i z nieskończonymi pokładami pewności siebie Luo przystępuje do gry i nie tylko wygrywa wszystkie zakłady, ale i motywuje innych by powielali jego decyzje. Utrata tak wielkich sum pieniędzy niezbyt podoba się pannie Cui, która sama postawia zagrać przeciw Luo. Ten – na podstawie słuchu potrafiący ocenić jak układają się kostki – bez problemu odnosi kolejne zwycięstwo. Luo w rzeczywistości nie przybył tu jednak po pieniądze, a po pannę Cui. To z kolei prowadzi do pierwszej w filmie sekwencji akcji, pokazującej, że Luo jest również uzdolniony w sztukach walki oraz posiada specjalną zdolność rzucania przedmiotami (ale tylko związanymi z hazardem) tak by wbijały się w drewno i ciała. Panna Cui tymczasem potrafi miotać małymi rzutkami, co czyni z ekstremalną celnością.

Prędko się okazuje, że Luo i Cui są obiecaną sobie parą, a mężczyzna chciał jedynie udowodnić swoją wartość. Zakochani zawierają związek małżeński, po czym Luo postanawia zamknąć kasyno. Swoje zdolności stosuje bowiem wyłącznie aby wykrywać i ujawniać oszustów. Pewnego dnia zostaje zaproszony do gry przez zamożnego i wpływowego przyjaciela Liu Luna (Feng Chin). Na miejscu spotyka ogrywającego wszystkich Lishana Hao (Kin Sek). Gdy Luo ujawnia go jako oszusta, nie wie jeszcze, że właśnie znalazł wrogów w postaci szkoły hazardzistów oraz miejscowej, skorumpowanej policji.

Chang atakuje widza dość prędkim tempem narracji, co sprawia, że sporo postaci nie jest zbyt rozbudowanych charakterologicznie i pozostaje na poziomie jednowymiarowych bandziorów lub przyjaciół. Dzięki jednak prędkości fabularnej produkcja jest bez przerwy zajmująca, a scenariusz – mimo że nieskomplikowany – oferuje zaskakująco sporo emocji. Po początkowych scenach aż do spotkania z Hao film jest raczej stonowany, lecz po pierwszym zetknięciu z antagonistami, Chang zaczyna stopniowo podbijać poziom filmowej brutalności. Co ciekawe, czyni to z poparciem fabularnym; im gorszych czynów dopuszczają się złoczyńcy, tym większą wściekłość wzbudzają w bohaterze, co napędza błędne koło agresji eksplodujące w finale pełnym rozbryzgów krwi, uderzeń bagnetami, ranami po postrzałach czy wbijanymi fragmentami umeblowania w twarze walczących. Ten nagły wzrost przemocy jest tu motywowany dość szokującym zwrotem akcji, który odbiera produkcji resztki lekkiego tonu i usadawia ją w brutalnym kinie sztuk walki.

Świetne – choć być może nieco za słabo wyeksploatowane – pomysły prezentują się bardziej niż zadowalająco dzięki pomysłowej pracy kamery, łączącej klasyczne shawowskie zabawy zoomem z dość rzadko spotykanymi w studiu prędko sunącymi kamerami, prezentującymi ważniejsze momenty. Zdjęcia i montaż nadają filmowi niemałej dynamiki, co jest szczególnie warte podkreślenia jako że choreografia scen akcji nie należy tu do najlepszych. Nie powinno to być jednak dla nikogo problemem z czterech powodów. Po pierwsze dzięki ekscytującej realizacji scen sztuk walki, pełnych przejaskrawień, tragicznych zwrotów akcji oraz nader brutalnych ciosów widz bardziej niż na ruchach walczących, skupia się na ich rezultatach. Po drugie, dzięki dynamicznej pracy kamery i świetnemu montażowi Chang nigdy nie spędza zbyt wiele czasu na prezentacji choreografii, używając jej bardziej jako narzędzia do rozbudowania produkcji, a nie jej centrum. Po trzecie, film stanowi mariaż produkcji hazardowej z kung fu i dramatem, co sprawia, że widz nie ogląda go w ciągłym oczekiwaniu na rozbudowane, misterne choreografie. Po czwarte, Hua Yueh jest zwyczajnie mistrzowski w swojej kreacji; bijąca od niego charyzma, pewność siebie, a później smutek i nieposkromiona wściekłość sprawiają, że doskonale przekazuje on emocje targające protagonistą, co pozwala widzom silniej wczuć się w oglądaną fabułę.

O wiele słabiej została jednak wykorzystana Lily Ho, która po otwierających scenach została zredukowana do roli czekającej w samotności na męża pani domu. Później co prawda dostaje dla siebie bardzo interesujące starcie, lecz jest to zdecydowanie jedna z jej najmniej wymagających kreacji. Wśród pozostałych aktorów fani kung fu z pewnością zauważą Kin Seka, który niebawem stanie się sławny także poza Hongkongiem dzięki roli antagonisty w Enter the Dragon z Brucem Lee. Jego charakterystyczne rysy i gra sprawiają, że mimo iż on jest jednym z kilku antagonistów, to właśnie jego zapamiętamy z bad guyów najmocniej.

Na koniec wspomnę, że prócz przemocy, w jednej ze scen Cheng rusza na krótką chwilę w kierunku sexploitation, co sprawia, że jestem nadto ciekaw jak będzie wyglądać jego przyszła filmografia. Jako ciekawostkę można też dodać, że asystentem reżysera był tu John Woo.

The Casino to zatem bardzo interesujący, momentami nieprzewidywalny, brutalny i pełen świetnych pomysłów film ze studia Shaw Brothers. Choć z zaprezentowanej fabuły można było wykrzesać więcej, to nie da się zaprzeczyć, iż jest to jedna z ciekawszych pozycji kina akcji nie tylko z 1972 roku.

Finger of Doom
Tai yin zhi
reżyseria: Hsueh-Li Pao
scenariusz: Kang-Chien Chiu
choreografia scen akcji: Simon Chui i Chung-Hok Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 14.04.1972

Obsada: Ivy Ling Po, Han Chin, Feng-Chen Chen, Chung-Sing Hung, Ji-Hyeon Park, Chi-Hing Yeung, Li Tung, Sha-Fei Ou-Yang i inni.

Finger of Doom to interesująca w kwestii stylistycznej warstwy produkcja, która łączy klasyczne cechy shawowskich wuxia z elementami kina grozy. Film został otwarty sekwencją wprowadzającą potężną Kung Suen (Ji-Hyeon Park), mistrzynię techniki kung fu polegającej na korzystaniu ze zdolności sztuk walki w celu umieszczenia specjalnej igły – skrytej w nakładkach na palcach – w przeciwniku i podaniu mu doustnie trucizny. Wojownicy, którzy staną się ofiarą takiego ataku przeobrażają się następnie w żywych umarłych. Jako tacy zostają niewolnikami swojej pani (także seksualnymi), nie czującymi bólu, zmęczenia ani strachu. Antagonistce pomagają dwie osoby: bogaty, zły wojownik oraz garbaty, podstępny mężczyzna. Jako że kobieta zagraża Światowi Sztuk Walki jej dawna nauczycielka wysyła za nią swoją najlepszą uczennicę (Ivy Ling Po), aby ją odnalazła i zabiła. Obie kobiety dość łatwo rozpoznać, gdyż podróżują w trumnach, światło słońca jest dla nich zabójcze, są ubrane na biało, mają długie, czarne włosy i zawsze towarzyszy im czterech, milczących, przyodzianych w biel i ekstremalnie bladych wojowników (którzy muszą co 10 dni zażywać „antidotum” swojej pani, inaczej rozpuszczą się w kałużę krwi).

Fabuła nabiera rozpędu rok po tym, jak siły zła zabijają rodzinę mistrzów sztuk walki, która stała im na drodze do całkowitej dominacji Świata Sztuk Walki. Tylko trzy osoby są świadome tego, co zaszło – trzech braci, którzy postanowili zrezygnować ze ścieżki wojownika i odnaleźć szczęście w prostym życiu. Najstarszy z nich jest człowiekiem o dobrym sercu i takim wychowaniu, ale jego młodsi bracia są niecierpliwi i zbyt pewni siebie aby na długo pozostawać w ukryciu. Gdy najmłodszy z nich znika w niewyjaśnionych okolicznościach, pozostała dwójka rozpoczyna śledztwo, wynikające spotkaniem z garbatym mężczyzną oraz kobietą ścigającą antagonistkę.

Nawiązania do produkcji wampirycznych w stylu zachodnim nadały filmowi charakterystycznego wymiaru, sprawiającego, że stał się on bardziej egzotyczny dla widza rodzimego oraz z większą łatwością mógł odnaleźć widownię poza granicami Hongkongu. Większość akcji rozgrywa się nocą, odwiedzamy opuszczone świątynie i cmentarze skąpane mgłą, pojawia się też kilka typowych dla zachodniego kina grozy scen. Swoisty gotyk obecny w Finger of Doom jest jego niewątpliwą zaletą, która choć zalatuje kiczem prezentuje się atrakcyjnie, przedstawiając się jako prekursor późniejszych filmów wuxia spod ręki Yuena Chora czy – jeszcze później – Tsuia Harka.

Niestety, film zawiera zupełnie nieciekawe sceny akcji. O ile zdobywanie niewolników przez obie kobiety przedstawia się jeszcze dość intrygująco ze względu na niecodzienną technikę, o tyle pozostałe sekwencje scen sztuk walki, a oczywiście jest ich niemało, są niezbyt interesujące i niezbyt dynamiczne. Aktorzy zaangażowani do Finger of Doom wyraźnie nie posiadają większych zdolności jeśli chodzi o fizyczną stronę aktorstwa, toteż podczas starć z ich udziałem Pao posiłkuje się najróżniejszymi trikami – z gwałtownymi cięciami, dutch angles i zbliżeniami na czele – aby zasłonić ich braki i nadać scenom akcji więcej dynamiki. Udaje się to tylko częściowo.

Oczywiście Ling Po i inni są uzdolnionymi aktorami poza scenami akcji, co udowadniali występując w licznych produkcjach z innych gatunków. Ostatecznie więc Finger of Doom prezentuje się jako nieco rozczarowująca produkcja, zawierająca niejeden intrygujący pomysł, lecz prosta w gruncie rzeczy fabuła i kiepskie sceny akcji skutecznie zaniżają przyjemność z seansu.

The Young Avenger aka The Little Poisonous Dragon
Xiao du long
reżyseria: Griffin Yueh
scenariusz: Pao Hu, Jui-Fen Ko
choreografia scen akcji: Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 20.04.1972

Obsada: Szu Shih, Hua Yueh, Mei-Sheng Fan, Li Tung i inni.

Kolejna zrealizowana naprędce propozycja wuxia od Shaw Brothers to opowieść o tytułowej dziewczynie (Szu Shih), która po wieloletnim treningu wraca do rodzinnego miasteczka na umówione przed dziesięcioma laty spotkanie ze złym mistrzem na pojedynek. W mieście przebywa też jej dawny ukochany z czasów dzieciństwa, obecnie zamożny mistrz stylu Żelaznego Wachlarza Chen (Hua Yueh).

The Young Avenger posiada wyjątkowo mało zwartą fabułę. Główna bohaterka, nie licząc sekwencji podczas czołówki zostaje wprowadzona dopiero po 25 minutach, kiedy to kończy się prolog tej trwającej ledwie 81 minut produkcji. Drugi z bohaterów, Chen, pojawia się dopiero w 41. minucie. Między 25. a 41. minutą, wojowniczka angażuje się w przypadkową walkę z przestępcami z Triady, która stanowi oderwaną od reszty produkcji całość. Następnie – po krótkiej scenie w karczmie, gdzie testuje cierpliwość swojej dziecięcej sympatii – rozpoczyna spokojne życie w rodzinnym miasteczku. Po jakimś czasie zostaje ono zaatakowane przez bandy złoczyńców, co wynika finalnymi sekwencjami starć.

Scenariusz jest poszatkowany, mało interesujący, postaci szkicowo zarysowane, złoczyńca wyjątkowo nijaki, a choreografie scen walk najwyżej zadowalające. Miłośnicy Szih mimo wszystko powinni być usatysfakcjonowani filmem, jako że przez większą część czasu prezentuje się ona w nieco innej kreacji niż zwykle. Poza tym The Young Avenger zainteresuje jedynie największych fanów gatunku.

King Boxer aka Five Fingers of Death aka An Iron Man aka The Invincible Boxer
Tian xia di yi quan
reżyseria: Walter Chung
scenariusz: Patrick Kong
choreografia scen akcji: Kar-Wing Lau i Chuen Chan
studio: Shaw Brothers
premiera: 28.04.1972

Obsada: Lieh Lo, Ping Wang, Gam-Fung Wong, Feng Tien, Lin Tung, Mian Fang, Wen-Chung Ku, James Nam, Bolo Yeung i inni.

King Boxer jest jednym z najistotniejszych filmów kung fu w historii kina, mniej może na rodzimym rynku, gdzie nie wybił się ponad sukcesy konkurencji z bijącym rekordy Fist of Fury na czele, lecz na rynku zachodnim, szczególnie w Stanach Zjednoczonych okazał się niezwykle wpływową produkcją. King Boxer został wprowadzony na amerykański rynek przez Warner Bros. jako pierwsza pozycja kung fu na tamtejszym rynku i przypadł mu w udziale spektakularny sukces; stał się prędko kultowym filmem, inspirującym niemałe grono przyszłych twórców (tutaj zwykło się rzucać nazwiskiem Quentina Tarantino). Mimo że gwiazda Bruce’a Lee niebawem przyćmiła blask Lieh Lo także w Ameryce, to zapewne Warner Bros. w ogóle nie zdecydowałoby się na wprowadzenie produkcji z Lee (co uczyniło w kwietniu 1974 roku), gdyby nie sukces King Boxer, wprowadzonego w USA pod tytułem Five Fingers of Death w marcu 1973 roku.

King Boxer czerpie inspiracje prymarnie z innego shawowskiego hitu, jakim był The Chinese Boxer wyreżyserowany przez Yu Wanga, grającego tam także główną rolę. W The Chinese Boxer – jak pamiętamy – Wang był uczniem praworządnej szkoły sztuk walki, która została zaatakowana przez trzech barbarzyńskich mistrzów z Japonii, którym przewodził Lieh Lo. Sami Japończycy zostali zaś ściągnięci przez chińskich złoczyńców. Wang aby ich pokonać musiał nauczyć się nowej techniki, która wiązała się m.in. z wkładaniem dłoni w rozżarzone węgle.

W King Boxer Lieh Lo wciela się w ucznia praworządnej szkoły sztuk walki. Wrodzy im chińscy złoczyńcy, należący do konkurencyjnej szkoły, w celu pokonania rywali ściągają trzech barbarzyńskich mistrzów z Japonii. Protagonista w międzyczasie uczy się potężnej techniki Żelazna Dłoń, która wiąże się m.in. z wkładaniem dłoni w rozżarzone węgle. Te oczywiste nawiązania do The Chinese Boxer są uzupełniane kilkoma innymi inspiracjami z popularnych ówcześnie filmów. King Boxer wykazuje między innymi pewne podobieństwa z Fist of Fury, gdzie Lee toczył boje z również karykaturalnie przedstawionymi Japończykami.

Ale King Boxer ma do zaoferowania o wiele, wiele więcej niż recykling pomysłów z poprzedzających go produkcji kung fu. Jest to to świetnie wyreżyserowany, niezwykle dynamiczny film, z dwoma wątkami romantycznymi w tle, sporą i dobrze zarysowaną paletą negatywnych postaci, z których dwie otrzymują własne wątki, stawiające ich na drodze ku odkupieniu grzechów i pozwalające na stworzenie interesującej sekwencji walki w zupełnej niemal ciemności. King Boxer miesza też opowieści o zemście, rywalizacji szkół sztuk walki z motywem turnieju sztuk walki; wszystkie fabularne zakręty nie sprawiają na szczęście, że musimy mierzyć się z narracyjnymi potknięciami, dzięki czemu mamy do czynienia z bogatą fabularnie produkcją, zajmującą uwagę widza nie tylko scenami akcji, lecz również wydarzeniami wokół nich.

Samych walk nie jest tu zaś mało. Wojowników jest bowiem całkiem sporo (w małej rólce powalczy też m.in. Bolo Yeung), a niektórzy z nich posiadają swoje charakterystyczne style i ciosy. Jeden na przykład korzysta z potężnych ciosów głową, Japończycy oprócz stylu karate, sięgają też po mocarne rzuty jūdō i aikidō, w ruch pójdą też – oczywiście – katany. Nasz bohater zaś, mimo licznych trudności, w końcu opanuje technikę Żelaznej Dłoni. Zawsze, gdy ją „aktywuje” na ścieżce dźwiękowej rozbrzmiewa charakterystyczny, genialny wręcz motyw muzyczny, a wnętrza jego dłoni zaczynają emanować czerwonym światłem, co na ekranie prezentuje się po prostu świetnie. Film również sięga po sceny gore; z walki na walkę King Boxer staje coraz brutalniejszy, co stanowi pomysłowe, wizualne stopniowania napięcia. Szczególnie w pamięci zapisuje się cios pozbawiający przeciwnika gałek ocznych.

Jeśli miałbym szukać w filmie wad, to związane byłyby one z niektórymi scenami akcji. Zdaję sobie sprawę, że są one świetnie – szczególnie na tle ówczesnych produkcji – przedstawione, lecz w moim odczuciu mamy tu za dużo montażowych cięć. Chung najpewniej chciał w ten sposób zwiększyć dynamizm walk, lecz sprawia to także, że nie widać w pełni wszystkich ruchów; również zaprezentowane ciosy momentami wypadają niezbyt realistycznie; nie mam tu na myśli realizacyjnych potknięć, a fakt, że wojownicy często zamiast prostego uderzenia wykonują okrężne ruchy, które w rzeczywistości nie tylko zajmują więcej czasu na wyprowadzenie, ale i zostawiają ich otwartych na kontratak. Nie można jednak oczekiwać stuprocentowo realistycznych walk w kinie kung fu.

King Boxer – mimo mojego narzekania w poprzednim akapicie – to niewątpliwie klasyczna, ważna, świetnie zrealizowana, pomysłowa produkcja w gatunku, którą każdy miłośnik kina sztuk walki na pewno zna, jeśli zaś nie zna to poznać powinien. Jest to zarazem świetna kulminacja kariery Koreańczyka Chunga w studiu Shaw Brothers, który po skończeniu prac nad King Boxer przeniósł się do konkurencyjnego Golden Harvest (jak zawsze z tego samego powodu: więcej swobody). Ale i w Golden Harvest nie pozostanie na długo, po koniec dekady bowiem wróci do Korei.

Alfabetyczny spis treści wszystkich opisanych w serii produkcji (z wyróżnieniem gatunków).

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.