Hongkong i okolice. Rok 1969 (część III)

Niniejsza seria zaplanowana jest jako mini-encyklopedia produkcji z Hongkongu, Chin i Tajwanu, które zaliczają się do kina gatunków, ze szczególnym uwzględnieniem filmów wuxia, kung fu, kina akcji, kryminałów oraz horrorów. Warto w tym momencie przypomnieć oczywisty fakt, że pochodzi stamtąd również ogromna ilość doskonałego kina wszelkich gatunków, stąd też zachęcam do poznawania kinematografii tego obszaru Azji wykraczającej poza ramy tutaj nałożone.

Vengeance is a Golden Blade
Fei yan jin dao
reżyseria: Meng-Hua Ho
scenariusz: Yun-Chih Tu i Meng-Hua Ho
studio: Shaw Brothers
premiera: 19.07.1969

Obsada: Hua Yueh, Ping Chin, Chin Tang, Pao-Shu Kao, Wen-Chung Ku, Pang Pang, Sammo Hung i inni.

Pewien pechowy mistrz sztuk walki i właściciel niezniszczalnego Miecza Złotego Smoka zostaje wpierw zdradzony przez żonę, a następnie okaleczony. Zmuszony do ucieczki wraz ze służącym i córeczką, zostaje uratowany przez mieszkającego z wnuczkiem zielarza. 18 lat później mistrz jest już starszym człowiekiem, poświęcającym się stworzeniu broni zdolnej do pokonania odebranego mu Miecza Złotego Smoka. Jego córka i wnuk zielarza stanowią obecnie parę, była żona prowadzi dom publiczny, a jej partner terroryzuje ze swoim gangiem cały kraj, będąc niepokonanym jako właściciel skradzionego oręża.

Vengeance is a Golden Blade jest niestety kolejnym potwierdzeniem trudności, jakie mieli ówcześnie twórcy w popchnięciu wuxia w jakimkolwiek ciekawszym kierunku. Jest to bodaj najwyrazistszy przykład stagnacji gatunku w studiu Shaw Brothers pod koniec lat 60. Podczas oglądania filmu widzowi nieustannie towarzyszy wrażenie deja vu; liczne pomysły z poprzednich produkcji studia zostają wykorzystane na nowo, a scenariusz jest do bólu przewidywalny. Nie pomagają również niezbyt pomysłowe choreografie oraz nijaki antagonista. Jedyne na co można zwrócić uwagę to status broni, która bardziej niż zdolności właściciela wpływa na potęgę wojownika. Już wcześniej miecz stawał się atrybutem, który dominował w określaniu umiejętności, a nawet tożsamości właściciela, w Vengeance is a Golden Blade ten stan rzeczy został zaś doprowadzony niemal do ekstremy. Posiadanie miecza tnącego inne miecze wznosi wojownika na wyżyny Świata Sztuk Walki, sprawiając, że staje się on praktycznie nie do pokonania.

Raw Courage
Hu dan
reżyseria i scenariusz: Wei Lo
choreografia scen akcji: Little Unicorn i Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 13.08.1969

Obsada: Pei-Pei Cheng, Hua Yueh, Fung Wu, Wei Lo, Feng Tien i inni.

Pei-Pei Cheng i Hua Yueh pojawiają się ponownie razem i ponownie czynią w filmie Weia Lo. Choć rok 1969 z pewnością nie należy do najlepszych w karierze tego legendarnego twórcy, to Raw Courage z pewnością poprawia jego wizerunek pod koniec dekady. Produkcja jest sprawnie rozpisana, posiada interesujące postaci i wypełniona jest przemyślanymi zwrotami fabularnymi oraz pomysłowymi i dość intensywnymi sekwencjami sztuk walki. Ponadto film cechuje się rozmachem rzadko spotykanym do tej pory w Shaw Brothers; choć wciąż oświetlenie, zdjęcia, muzyka i studyjne scenografie nie pozwalają pomylić tego studia z żadnym innym, to Lo filmuje całkiem sporo scen w otwartych przestrzeniach, a w sekwencjach ze społecznością Białego Smoka korzysta z nader pokaźnej grupy statystów, bardzo sprawnie kontrolowanej w ogromnym starciu z trójką bohaterów.

Raw Courage opowiada historię dwójki młodych wojowników ze społeczności Czarnego Smoka. Ich społeczność zostaje wymordowana przez brutalnych wojowników, działających na polecenie dyktatora, eunucha Qin. Młodzi dziewczyna i chłopak uciekają z kilkumiesięcznym dzieckiem – prawowitym następcą tronu. Ich zadaniem jest dotrzeć do sekretnej społeczności Białego Smoka.

Film oprócz podróży przerywanej konstytuującymi przynależność gatunkową scenami walk, urozmaica historię na wiele sposobów. Po pierwsze przedstawia podróż w formie pościgu – wojownicy Qina wciąż depczą bohaterom po piętach, a każde wkroczenie do nowego miasta wiąże się z koniecznością przechodzenia przez wojskowe blokady za pomocą różnorakich forteli. Po drugie, Lo zmusza bohaterów do opieki nad małym dzieckiem, którego płacz, potrzeba karmienia czy niespodziewana gorączka stanowią zaskakująco udanie zaimplementowane komplikacje w podróży. Po trzecie, nie brak tu scen o nacechowaniu humorystycznym, realizowanych z niespodziewanym wyczuciem przez Lo. Na wyróżnienie zasługuje szczególnie fortel jednego z bohaterów, dzięki któremu dołączają do tancerzy podczas festiwalu w mijanym przez nich mieście.

Jak być może ktoś zauważył z moich omówień, nigdy nie byłem zbyt wielkim fanem scen akcji z udziałem Pei-Pei Cheng. Zwykle wyglądają one według mnie nader sztucznie i są przeważnie mało dynamiczne. W Raw Courage poprzez odpowiednie kadrowanie i cięcia udaje się nadać starciom większej prędkości, a choreografie są wystarczająco pomysłowe by potyczki z jej udziałem wypadły zadowalająco. Gdy zaś dochodzi do najważniejszych pojedynków, wtedy na pierwszy plan wystawiani są męscy wojownicy, wypadający o wiele bardziej realistycznie na ekranie. Lo nie omieszka również skorzystać z obecnych jeszcze wtedy, choć na szczęście coraz rzadziej wykorzystywanych efektów fast-motion. Trzeba jednak przyznać, że udało mu się je tutaj wkomponować niemal niezauważenie.

Poza widowiskową fabułą, w filmie zawarte jest również przesłanie patriotyzmu, klasyczne dla kina wuxia. Wojownicy, niezależnie od płci i statusu majątkowego muszą zgodnie walczyć z wrogami narodu, dyktatorami i okupantem. Walka o kraj i naród jest zatem najwyższym powołaniem wojownika.

The Swordmates
Yan niang
reżyseria: Ying Cheung i Fan Poon
scenariusz: Poon Fan i Ko Chin
studio: Shaw Brothers
premiera: 08.10.1969

Obsada: Chin Ping, Tsung Hua, Chung-Hsin Huang, Chih-Ching Yang, Hsieh Wang, Sammo Hung i inni.

Film opowiada o walce o jadeitowy posążek, w którym ukryty został tajny dokument o państwowej wadze. McGuffin służy jednak wyłącznie do zaangażowania dość pokaźnej i zróżnicowanej plejady wojowników w walki, zdrady i nieporozumienia. The Swordmates oprócz wyrażenia typowej dla kina wuxia moralizatorskiej puenty o patriotyzmie jest w rzeczywistości prostym kinem sztuk walki, które bardziej niż czymkolwiek innym przez swój krótki czas trwania skupia się na efektownych starciach i podchodach.

Choć film jest fabularnie nieskomplikowany – nawet zbyt nieskomplikowany, biorąc pod uwagę ilość postaci – i stanowi niezobowiązującą rozrywkę, to prezentuje solidny poziom wykonania. Nigdy nie nuży, akcja rozwija się prędko, choreografie są zwykle interesujące, a aktorzy świetnie prezentują się w swoich rolach. Warto pochwalić Chin Ping, aktorkę znaną zwykle z mniejszych ról, która w roli pierwszoplanowej wypadła nie tylko udanie i atrakcyjnie, ale również walki z jej udziałem prezentują się dynamiczniej i bardziej realistycznie niż te z udziałem większych gwiazd, jak Pei-Pei Cheng. The Swordmates to film dedykowany wyłącznie miłośnikom wuxia obliczonego na szybką akcję; ich z pewnością nie zawiedzie, reszta raczej nie odnajdzie tu zbyt wiele.

The Golden Sword
Long men jin jian
reżyseria i scenariusz: Wei Lo
choreografia scen akcji: Simon Chui i Sammo Hung
studio: Shaw Brothers
premiera: 15.10.1969

Obsada: Pei-Pei Cheng, Yuen Kao, Lai Wang, Pao-Shu Kao, Wei Lo, Chung-Hsing Huang, Alice Au, Feng Ku, Sammo Hung i inni.

Młody mistrz rusza na poszukiwania swojego zaginionego przed siedmioma laty ojca. Po przekroczeniu granicy kraju natyka się na złych mistrzów sztuk walki oraz piękną, biedną mistrzynię, której pomaga w pokonaniu jej wrogów. Jego poszukiwania okazują się bezowocne, lecz nie wraca do swojej posiadłości sam, lecz ze wspomnianą mistrzynią, z którą zaplanował ślub. W dzień uroczystości przybywają do niego tajemniczy ludzie, którzy 10 lat temu porwali jego ojca. Wszystko wskazuje na to, że pochodzą z niesławnego, legendarnego Złotego Pałacu rządzonego przez despotyczne mistrzynie sztuk walki.

Podobnie jak wcześniej w Dragon Swamp, Lo oscyluje tutaj wokół kina przygodowego, infantylnej fantastyki i rodzinnego dramatu, wysuwającego na pierwszy plan synowską lojalność jako prymarną wartość wojownika. Niestety, ogromna dawka kiczu, chaotyczny scenariusz, próbujący w krótkim czasie upchnąć wielowątkową powieść Kuanga Ni oraz wysoce rozczarowujące zakończenie skutecznie obniżają przyjemność z seansu. Wei Lo ponownie okazuje się reżyserem czującym się najlepiej w estetyce kiczu, niestety jak zwykle bywa w jego filmach na tym etapie kariery, jest to kicz nader infantylny, pozbawiony logicznych podstaw i zajmujących postaci. Mimo to bawił on Hongkońską widownię, co motywowało studio do tworzenia kolejnych produkcji w podobnej stylistyce.

A City Called Dragon aka Ten Days in Dragon City aka Dragon Wall
Long cheng shi ri
reżyseria: Larry Tu
scenariusz: Larry Tu i Hon Hu
choreografia scen akcji: Yiu-Kwan Poon, Wai-Wo To i Shih-Wei Chen
studio: Union Film i International Film Production
premiera: 20.11.1969

Obsada: Feng Hsu, Chun Shih, Hui-Lou Chen, Han Hsieh, Chun-Shan Wan, Ming Kao i inni.

A City Called Dragon to tajwański film wuxia mogący poszczycić się trzema silnymi zaletami: udaną szpiegowsko-kryminalną intrygą, świetnym montażem i mocarną obsadą z twardszą niż jakikolwiek miecz Feng Hsu w roli głównej. Yen-Chih Shang (Hsu) przybywa do tytułowego miasteczka, które rządzone jest przez bezdusznego dyktatora Chi-Tsu Changa (znany fanom gatunku z Dotyku zen Chun Shih). Protagonistka ma za zadanie skontaktować się z członkami podziemia walczącego z władzą, odzyskać zaginione plany ataku na miasto oraz dokonać zabójstwa tyrańskiego władcy. Jak można przypuszczać, bohaterka posiada niebagatelne zdolności sztuk walki, co jednak może nie wystarczyć, gdyż jej przeciwnicy zdają się być potężniejsi od niej. Większym problemem niż walka na miecze może zaś niespodziewania okazać się ludzka natura; w miasteczku bowiem nigdy nie wiadomo komu ufać i każda napotkana osoba może być w rzeczywistości wrogim szpiegiem.

To właśnie motyw szpiegowania, kłamania i podstępności stanowi największą zaletę produkcji. Gdy Shang przybywa do miasta zaczyna za nią podążać wędrowny sprzedawca, kilka zakrętów później śledzi ją tajemniczy przechodzień, a gdy skręca w boczną uliczkę natyka się na podejrzanego chłopa niosącego wiadra z wodą. Każda z tych osób zdaje się ukrywać swoje prawdziwe zamiary, jednak widz nie wie, kto z nich jest w rzeczywistości wrogiem. To, co najbardziej zwraca uwagę w tych scenach, to ich montaż. Gwałtowne przejścia z oczu Hsu na twarze osób czy ich nogi oraz ujęcia kręcone z nietypowych kątów, pokazujące fragmenty twarzy aktorki na pierwszym planie i jej podejrzliwe spojrzenie, podczas gdy w tle – równie wyraźnie – widać śledzącą ją osobę udanie podkreślają wrażenie permanentnej niepewności. Kadry stopniowo zaczynają prezentować się coraz bardziej pomysłowo; zostają też podbite nienaturalnie głośnymi dźwiękami diegetycznymi wybranych miejsc, postaci i przedmiotów: kija uginającego się pod ciężarem wiadra z wodą czy odgłosów wózka z towarami pospiesznie przebiegającego handlarza. Wszystko to tworzy wrażenie ciągłego zagrożenia i nienaturalności świata przedstawionego.

Szkoda tylko, że te intrygujące rozwiązania formalne nie idą w parze z równie intrygującymi choreografiami sztuk walk czy – co jest większym problemem – ich przedstawieniem. Nieco paradoksalnie to, co najbardziej doskwiera w scenach akcji to ten sam montaż, który tak dobrze prezentuje się poza nimi. O ile nieco eksperymentalne zacięcie jest niewątpliwą zaletą podczas sekwencji różnorakich podchodów, o tyle w scenach sztuk walki jego zastosowanie zwyczajnie irytuje; nie tylko nie możemy z powodu montażu zobaczyć sporej ilości ruchów i ciosów (w czym czasami – szczególnie w finalnym starciu – przeszkadza również zbyt ciemna paleta barw), ale jest on także wykorzystany by sztucznie wzmacniać dynamikę scen akcji, co niemal nigdy nie jest dobrym pomysłem. Sprawia to jedynie, że pojedynki zwyczajnie stają się mniej realistyczne, a ich przedstawienie jest poszatkowane oraz pozbawione płynności i energii.

Obecne braki choreograficzne, nadrabia za to charyzma aktorów. Hsu jest niemal perfekcyjna w swojej kreacji; nie tylko zieje nienawiścią wobec swoich przeciwników, ale jej przenikliwy wzrok czy dumne cierpienie podczas sekwencji tortur, sprawiają, że buduje ona obraz protagonistki jako silnej, zdolnej, inteligentnej, ale i nie pozbawionej słabości. Jest to szczególnie warte pochwalenia, jako że scenariusz nie daje jej zbyt wiele możliwości na pokazanie bogatej palety emocji. Udanie prezentuje się też Shih, którego kreacja może być dla niektórych zaskoczeniem jako że większości widzów wuxia kojarzy się on prymarnie z protagonistą Dotyku zen, stanowiącym niemal zupełne przeciwieństwo Changa. Najgorzej wypada tu Hui-Lou Chen w roli złego mistrza sztuk walki, przybywającego do miasta aby pomóc rozprawić się z protagonistką. Postać ta co chwila popada w czarno-charakterowy śmiech, którym punktuje niemal każdą swoją wypowiedź, nadając swojej postaci kuriozalności i karykaturalności, odbierających złemu mistrzowi złowieszczą aurę, jaką generuje podczas swojej introdukcji.

Ostatecznie, A City Called Dragon jest nierówną produkcją, jej interesujący montaż i świetne kreacje są niewątpliwą zaletą, szczególnie, gdy uzupełniają kryminalną czy wręcz szpiegowską fabułę. Scenariusz przechodzi później co prawda w klasyczną dla gatunku historię, lecz dzięki jej interesującemu rozpoczęciu widz pozostaje zaciekawiony aż do końca. I mimo technicznych wad w scenach akcji oraz niefortunnej prezentacji jednego z głównych antagonistów, film zdecydowanie rekomenduję każdemu miłośnikowi wuxia.

Have Sword, Will Travel aka The Bodyguard
Bao biao
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Cheung-Yan Yuen i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 28.12.69

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Ching Li, Miao Ching, Feng Ku, Chung Wang, Cliff Lok, Jason Pai i inni.

Chang kontynuuje w filmie promowanie Davida Chianga, który – choć teoretycznie obsadzony w roli drugoplanowej – w rzeczywistości zajmuje centralną pozycję. Wciela się on w młodego, honorowego, uczciwego, lecz również biednego szermierza o ogromnych umiejętnościach sztuk walki. Jako osoba z nizin społecznych i bez możliwości zatrudnienia, a także bezpodstawnie piętnowana i postrzegana za negatywną przez zbyt dumnych i „praworządnych” bohaterów, Chiang staje się metaforą młodzieży nierozumianej przez społeczeństwo i władzę, bez widoków na świetlaną przyszłość w Hongkongu przełomu lat 60. i 70. Osadzenie tego typu tematyki w kinie wuxia nie jest na pewno nowatorskim pomysłem, lecz tak silne się na nim skupienie z pewnością stanowi o pewnej oryginalności. W przyszłości problemy natury społecznej będą zajmować coraz więcej miejsca w filmach reżysera, szczególnie tych osadzonych współcześnie. W większości tego typu produkcji grywać będzie właśnie Chiang, którego smutna, acz przystojna twarz oraz smukłość idealnie pasowały do ambitnego, honorowego młodzieńca, któremu odbiera się szansę na godne życie z powodu niesprawiedliwych społeczno-politycznych uwarunkowań.

Chiang, choć nie trenował profesjonalnie sztuk walki, to jako były kaskader prezentuje się bardzo dobrze w scenach akcji, co stanowi dodatkowy plus jego kreacji. Jest bardzo zwinny i świetnie odnajduje się w licznych starciach i „siłowaniach” się na zdolności. W Have Sword, Will Travel jest ich zaś niemało. W dodatku są to świetnie rozpisane choreografie, w których w ruch idą ukryte bronie, walki różnorakim orężem oraz zapadający w pamięć antagoniści. Film jest również, jak przystało na produkcje Changa, dość krwawy, a jego pesymizm dodaje wagi losowi bohatera, który idzie w ślady tragicznych młodzieńców, odgrywanych wcześniej przez Yu Wanga.

Główne role – wg czołówki – otrzymali Lung Ti i Ching Li. Ching Li to uzdolniona i charyzmatyczna aktorka, która pojawiała się pod koniec lat 60. w licznych filmach Shaw Brothers jako ekranowa piękność, przy czym jej role – w przeciwieństwie do ról Pei-Pei Cheng – nie były tak często związane z mistrzyniami sztuk walki, czego dowodzi m.in. The Invincible Fist. Tutaj Li gra jedną z mniej potężnych szermierek, narzeczoną postaci granej przez Ti, która jednak czuje coraz silniejszą więź z protagonistą. Ich platoniczna, niemożliwa miłość jest bardzo udanie zaprezentowana przez Changa, o co stosunkowo ciężko w kinie wuxia. Jest ona głównym motorem działań bohatera, decydującego się pomóc dziewczynie, nawet mimo niechęci jej przyjaciół i ciągłego podejrzewania go o ukryte, niemoralne zamiary.

Lung Ti natomiast prezentuje nieco bardziej tradycyjny wizerunek bohatera. Jego fizjonomia sprawia, że idealnie nadawał się do ról potężnych, inteligentnych szermierzy, zwykle z wyższych sfer lub tajemniczych wojowników. Jako sprawny w sztukach walki i przystojny szermierz, stanowił też łakomy kąsek dla pań. W przyszłości Ti i Chiang będą często pojawiać się wspólnie na ekranie, czasem jako osoby o przeciwstawnych charakterach: Ti jako ustatkowany młodzieniec o stabilnych poglądach, nie rozumiejący młodzieńczego buntu i próby wyjścia poza ustalone ramy społeczne postać graną przez Chianga; Have Sword, Will Travel jest pierwszym takim zestawieniem tych dwóch gwiazd kina sztuk walki.

Poza tym warto w filmie zwrócić uwagę na udane stopniowanie napięcia, przedstawienie relacji między postaciami, wplecioną w całość scenę oniryczną oraz pewne podobieństwa z tematami popularnymi w kinie japońskim, z portretowaniem młodzieży na czele. Choć momentami zbyt melodramatyczny i przesadzony Have Sword, Will Travel bez wątpienia stanowi jedną z ciekawszych pozycji kina wuxia.

Black Invitation aka Black Letter
Hei tie
reżyseria: Hsu-Chiang Chou
scenariusz: Yung-Hsiang Chang
choreografia scen akcji: Ying Pai
studio: Union Film
premiera: ??.??.1969

Obsada: Ying Pai, Hsiang-Chin Han, Chi Ma, Chien Tsao, Ming Kao i inni.

Black Invitation to pierwszy tajwański wuxia, który mnie niemal zupełnie rozczarował. Oprócz solidnej kreacji Paia, produkcja ma bardzo mało do zaoferowania. Pretekstowa fabuła o niepoważanym młokosie, który po latach powraca do rodzinnej wioski skrywając swoje zdolności sztuk walki jest serią klisz i nadto przewidywalnych zwrotów akcji. Zamieszkujące film postaci są jednowymiarowe, a ich zachowania często kuriozalne i nielogiczne. Nie lepiej jest pod względem technicznym: poprawna praca kamery, niezbyt pomysłowe kadrowanie i okropnie sztuczne sceny sztuk walki dopełniają negatywnego wizerunku całości. Tylko dla największych fanatyków wuxia i Paia.

Alfabetyczny spis treści wszystkich opisanych w serii produkcji (z wyróżnieniem gatunków).

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.