Habit (1995). Niezwykle zwykła historia z wampiryzmem w tle

Larry Fessenden może być kojarzony głównie jako aktor występujący w dość obskurnych i nie zawsze udanych produkcjach grozy, choć spełnia się także jako niezależny reżyser i założyciel niewielkiej wytwórni Glass Eye Pix. Trzecim pełnometrażowym filmem w jego karierze jest Habit – surowy, oryginalny horror wampiryczny zmieszany z filmem psychologicznym, który autor także napisał i zmontował oraz w którym wystąpił w roli głównej. W ramach internetowego cyklu Trailers From Hell co nieco opowiedział o nim Ti West; wspominał m.in. jak będąc w szkole średniej wypożyczył film Fessendena i był nim tak oczarowany, że sam postanowił zostać reżyserem. Później zresztą panowie się poznali i to właśnie Fessenden wyprodukował pełnometrażowy debiut Westa The Roost (2005), pojawiając się też tam w niewielkiej roli.

Głównym bohaterem Habit jest Sam, który niedawno pochował ojca, a teraz rozstaje się z dziewczyną Lizą (Heather Woodbury), utrzymując z nią jednak przyjacielskie kontakty. Mężczyzna nie stroni od alkoholu. Podczas imprezy halloweenowej poznaje tajemniczą Annę (Meredith Snaider) i znajduje pocieszenie w jej ramionach. Ich relacja rozwija się bardzo szybko; już podczas pierwszej randki dochodzi między nimi do zbliżenia, w trakcie którego Anna gryzie Sama i pije jego krew.

Podczas realizacji Habit Fessenden rozporządzał ekipą składającą się z kilkunastu osób, głównie swoich znajomych, a zatem możemy się spodziewać rzeczy taniej i surowej. Twórcy jednak potrafili wszystkie ograniczenia obrócić na swoją korzyść i oprawili horror wampiryczny w stylistykę z tym gatunkiem rzadko kojarzoną. Najczęściej bowiem w filmach o krwiopijcach pojawia się balansowanie na granicy jawy i snu, co miało miejsce choćby już w niemym Nosferatu – symfonii grozy (1924) F. M. Murnaua. Habit, podobnie jak wydane w tym samym roku Uzależnienie Abela Ferrary, idzie w stronę naturalizmu – od zdjęć (swoją drogą kręconych w formacie obrazu 4:3) po montaż wszystko jest proste i zwyczajne; ulice Nowego Jorku jesienią są szaro-bure i ponure, mieszkanie bohatera – ciasne i brudne. Samemu Samowi towarzyszymy, zwłaszcza w pierwszej połowie filmu, w licznych codziennych czynnościach, od picia kawy przez pracę w barze po załatwianie potrzeb fizjologicznych. Sceny seksu charakteryzuje z kolei to, że podane są bez ani grama przekoloryzowania – są surowe, odbywają się w ciszy i dla stojącego z boku obserwatora mogą wydawać się nieprzyjemne i niezręczne. Nawet rzeczy, które służą wywołaniu niepokoju, swego rodzaju „złe omeny” zapowiadające przyszłe wydarzenia – ujęcie na chłopca w masce Diabła na początku filmu, rzeźba w parku w kształcie orła – są ugruntowane w rzeczywistości. Fessenden nie tworzy świata wewnątrz swojego filmu, a raczej zbiera i implementuje elementy pochodzące z zewnątrz.

Sam wampiryzm został pokazany w sposób w gruncie rzeczy klasyczny – aby wejść do mieszkania Sama Anna musi dostać bezpośrednie zaproszenie, nie pokazuje się ona w ciągu dnia, nie znosi zapachu czosnku, a w jednej ze sceny powstrzymuje siłą woli sforę wilków. Istnieją jednak przesłanki by wierzyć, że Anna… tak naprawdę nie istnieje, a wiele z tego, co widzimy na ekranie, dzieje się tylko i wyłącznie w umyśle głównego bohatera. Bliżej końca filmu dostajemy także scenę snu mocno odstającą od wszechobecnego naturalizmu – wykorzystane zostanie w niej kolorowe oświetlenie i garść surrealistycznych obrazów.

Wampir jest u Fessendena metaforą samotności, jednak jest to samotność bardzo intymna; Sam rozstaje się z dziewczyną, ponieważ „potrzebuje swobody”, nadużywa alkoholu i wdaje się w wypełniony przygodnym seksem romans z kobietą, która znika równie szybko co się pojawia. Boryka się z problemami, na które nikt nie zna lekarstwa, czuje się nawet wyalienowany w towarzystwie przyjaciół, którzy choć chcą mu pomóc, to nie mogą, bo nie są w stanie zrozumieć tego, przez co przechodzi. Naturalizm w Habit ma za zadanie nie tylko uczynić wszystko bardziej wiarygodnym i „prawdziwym”, ale też zwrócić naszą uwagę na fakt, że te niezwykłe, trudne do zrozumienia, uchodzące za „nienormalne” problemy są tak naprawdę czymś bardzo zwyczajnym i bardziej powszechnym niż może się wydawać.

Porównując Habit do wspomnianego Uzależnienia można dojść do wniosku, że Fessenden uzupełnia i jednocześnie polemizuje z Ferrarą, u którego wampiryzm symbolizuje rozczarowanie światem i chęć odizolowania się od ludzi. Oba filmy podejmują temat fascynacji złem na dwa różne sposoby – Sam popada w uzależnienia z powodu zagubienia i rozpaczy pozostając przy tym ofiarą, Kathleen, bohaterka filmu Ferrary wskutek poczucia egzystencjalnej beznadziejności dobrowolnie zaczyna przeistaczać się w potwora.

Jedynym mankamentem Habit – drobnym, ale mogącym się widzowi naprzykrzać – jest udźwiękowienie, również bardzo surowe, przez co miejscami odgłosy otoczenia sprawiają, że dialogi są trudne do usłyszenia.

Pomijając to jedno techniczne uchybienie Habit jest filmem zadziwiająco udanym, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że jest to produkcja bądź co bądź amatorska. Aktorzy dobrani zostali perfekcyjnie i niemożliwym jest chyba znaleźć tu słabą kreację – co też jest imponujące, wszak wielu zaangażowanych nie miało wówczas żadnego doświadczenia na tym polu. Larry’emu Fessendenowi nie można odmówić bycia utalentowanym reżyserem. Pokazuje, że nie potrzeba milionów ani wznoszenia planów filmowych, żeby móc nakręcić udany film. Tak naprawdę wszystko, co zapalonemu filmowcowi jest potrzebne, leży na ulicy, wystarczy tylko po to sięgnąć. Czekające na odkrycie talenty mijamy każdego dnia nawet o tym nie wiedząc. Habit mógłbym rekomendować w szczególności młodym filmowcom, bo choć opowiada historię zostawiającą widza ze stanem głębokiego przygnębienia, to jej seans stanowi mocno inspirujące doświadczenie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.