Groza w kinie japońskim lat 50. Część III

Share

Ghost Stories of Wanderer at Honjo

Kaidan Honsho nanafushigi

reż. Gorō Kadono

Sudio: Shintoho

Premiera: 10.07.1957

W 1957 roku, z okazji japońskiego święta zmarłych obon, do kina zawitał double feature od Shintoho, które pod wodzą Mitsugu Ōkury korzystało ze wzmożonego zainteresowania duchami i zjawiskami nadprzyrodzonymi w tym okresie. Jednym z zaprezentowanych filmów był Ghost Stories of Wanderer at Honjo, który bazuje na zbiorze legend Seven Wonders of Honjo (Honjo nanafushigi).

Honjo to dawna nazwa obecnej dzielnicy Tokio Sumidy. W epoce Edo był to jednak niemal niezamieszkany obszar z rozległymi polami. Z powodu bardzo małej ilości domostw był on unikany przez wędrowców, obawiających się długich spacerów – szczególnie nocnych – z dala od jakiegokolwiek schronienia. Wokół terenu zaczęły zatem narastać legendy, które posłużyły za bazę siedmiu cudów. Liczbę 7 wybrano najprawdopodobniej ze względu na mistyczne konotacje, jakie budzi. Opowieści te niebawem zagościły jako tematy występów rakugo, a w latach 80. XIX wieku Kuniteru Utagawa stworzył serię rycin Honjo nanafushigi. W 1937 roku opowieści z Honjo po raz pierwszy zawitały na ekranach kinowych w filmie Honjo nanafushigi Kimury Shinko, a w 1957 roku – zgodnie z modelem sięgania po inspiracje z kina przedwojennego – w studiu Shintoho powstała nowa wersja filmu spod ręki Gorō Kadono.

Mimo tytułu obie produkcje tak naprawdę tylko powierzchownie wykorzystują historie z Honjo i w rzeczywistości skupiają się na wymyślonych na potrzeby scenariusza spotkaniach z yōkai, istotami nadnaturalnymi z japońskiego folkloru. Szczególnie zaś na spotkaniach z bake-danuki. Tanuki to japoński podgatunek jenota azjatyckiego, który w folklorze tego kraju zapisał się jako zmiennokształtna istota. Pierwsze wzmianki o niej pojawiają się już w Nihon shoki spisanej w 720 roku. Tam tanuki potrafią się zmieniać w ludzi i w ludzkiej formie śpiewają piosenki. Wraz z kolejnymi manifestacjami w opowieściach i literaturze bake-danuki, jak się okazało, potrafią zmieniać nie tylko swoje kształty, ale i kształty innych, a nawet opętywać ludzi.

W filmie Kadono odnajdziemy też nawiązania do Tanuki-bayashi, zjawiska występującego również w Honjo i zaliczanego do „cudów” tego regionu. Tanuki-bayashi to dziwny fenomen usłyszenia dźwięku bębna, a czasem nawet całej orkiestry w środku nocy. Kiedy ktoś spróbuje podejść do źródła dźwięku, odkryje, że wciąż mu ono umyka. Jeśli jednak będzie uparty i w swoich poszukiwaniach nie spocznie przed nastaniem świtu, znajdzie się w zupełnie nieznanym sobie miejscu. Dźwięki te wydają oczywiście bake-danuki.

Choć inspiracji stających za powstaniem filmu jest sporo i prezentują się jako co najmniej intrygujące, produkcja ta sięga do nich jedynie powierzchownie, bez większego zamiaru korzystania z bogactwa yōkai, które spycha – oprócz jednego – na margines. Kadono zamiast straszyć widza zadowala się też zwykle tworzeniem nieco infantylnego horroru z domieszką komedii. Fabuła filmu zawiązuje się, gdy starszy samuraj ratuje tanuki przed, zdaje się, pewną śmiercią. W ludzkiej formie tanuki okazuje się być atrakcyjną dziewczyną, która w zamian przysięga mu pomoc. Niestety, spisek żony i kuzyna samuraja kończy się śmiercią poczciwego staruszka. Tanuki postanawia więc wziąć sprawy zemsty w swoje ręce (łapy?) i wzywa na pomoc inne yōkai.

Fabuła jest ekstremalnie prosta i stanowi kolejną wariację na temat zbrodni i kary. Przez większość czasu widz obserwuje knowania antagonistów filmu, a później dzieli uwagę między nich i tanuki, która przyjmuje formę syna samuraja. Na szczególną uwagę zapadają przede wszystkim sceny z początku i końca produkcji. Choć dość kiczowate, przedstawiają sporo nadnaturalnych istot w akcji, nawet jeśli zwykle dziwacznie pląsających w niezbyt skoordynowanych ruchach czy wykonujących radosny taniec. Z pewnością różnorodność istot – nawet jeśli pokazana w zbyt małej ilości scen – stanowi tu największą zaletę. Znajdziemy tu bowiem takie yōkai, jak jednooki mężczyzna, kobieta z wydłużającą się szyją, kobieta bez twarzy czy kasa-obake, czyli jednonoga uśmiechnięta parasolka. Nie oznacza to jednak, że Kadono całkowicie zrezygnował ze scen grozy. Jest tu dość spora ilość scen typowych dla horroru z dziwnymi odgłosami w tle, widmową głową wyłaniająca się ze studni czy z jednookim yōkai, który otrzymał w filmie zdecydowanie za mało czasu.

Produkcja z pewnością mogłaby być bardziej efektowna, lecz wciąż stanowi bardzo przyjemny przykład wczesnego korzystania z japońskiego folkloru. Powinna również bez problemu zainteresować widzów spragnionych nieco dziwniejszego kina. Kiedy już zaś przystąpimy do obejrzenia, warto  zwrócić uwagę na Juzaburo Akechiego, wcielającego się w rolę głównego antagonisty. Akechi to bowiem niemal etatowy złoczyńca w produkcjach Shintoho, zwykle wypadający w swoich kreacjach nader udanie.

The Ghost of Kasane Swamp

Kaidan kasane ga fuchi

reż. Nobuo Nakagawa

Studio: Shintoho

Premiera: 10.07.1957

Głównym filmem we wspomnianym wcześniej double feature na czas obon był The Ghost of Kasane Swamp. Produkcja została wyreżyserowana przez Nobuo Nakagawę, reżysera który do dzisiaj pozostaje jednym z najważniejszych twórców kina grozy w historii japońskiej kinematografii. The Ghost of Kasane Swamp jest pierwszym kaidan w jego bogatej karierze, choć warto przypomnieć, że sceny rodem z tego gatunku zawarł już wcześniej w dwóch scenach filmu The Ceiling at Utsunomiya aka Ghost of Hanging in Utsunomiya (Kaii Utsunomiya tsuritenjō, 1956).

Podobnie jak miało to miejsce z większością ówczesnych kaidan, także i ten film opiera się na wcześniej istniejącej fabule z powodzeniem adaptowanej na potrzeby kina przed drugą wojną światową. Opowieść o duchu z bagien Kasane po raz pierwszy została spisana przez Sanyutei Encho I w powieści kaidan z 1859 roku. Powieść ta zyskała sporą popularność, dzięki czemu zrealizowano do dnia dzisiejszego 7 jej adaptacji w formie filmów kinowych i 3 adaptacje telewizyjne. Najsłynniejszą z nich pozostaje jednak wciąż film Nakagawy.

Fabuła The Ghost of Kasane Swamp rozpoczyna się, gdy niewidomy masażysta przybywa do samuraja, winnego mu pieniądze. Samuraj zamiast oddać dług, brutalnie zabija biedaka i każe wyrzucić ciało do bagien Kasane. Nie mija wiele czasu nim duch masażysty wpędza samuraja w morderczy szał, kończący się śmiercią mordercy i jego żony. 20 lat później, syn samuraja jest dobrym, naiwnym młodzieńcem, w którym zakochane są prawie wszystkie kobiety w mieście. Jest także służącym pięknej Rui, chcącej – wbrew decyzji okrutnej macochy – spędzić z chłopakiem życie. Nauczycielką Rui gry na shamisenie jest natomiast – również zakochana w chłopaku – córka zamordowanego przed laty masażysty. Nie trzeba długo czekać, by podejrzenia, zazdrości, kłótnie, oszpecenia w okolicach oczu i zemsty zza grobu stały się przerażającą codziennością bohaterów.

Pod wieloma względami formalnie i treściowo The Ghost of Kasane Swamp stanowi wariację na temat Yotsuya kaidan. Chłopak decyduje się związać z jedną z kobiet, lecz pozostaje zakochany w drugiej. W ten sposób, niczym Iemon, pozostawia swoją partnerkę dla innej, co powoduje – tym razem niebezpośrednio – śmierć porzuconej w gniewie kobiety. Jak wszyscy widzowie japońskiego kina grozy wiedzą, nie ma nic groźniejszego niż kobieta, która zmarła z palącym uczuciem nienawiści. Ponadto, przed śmiercią zostaje zraniona w okolicy lewego oka, co – tak, jak Oiwie – deformuje jej część twarzy. Nakagawa skrzętnie wykorzystał to oszpecenie do stworzenia o wiele bardziej potwornego makijażu niż w jakimkolwiek dotychczas zrealizowanym kaidan, co z pewnością przyprawiło o dreszcze niejednego widza.

W przeciwieństwie jednak do ducha z Yotsui, duch z bagien Kasane nie karze tylko osób złych. Zarówno młodzieniec, jak i kobieta, którą ostatecznie wybiera, są dobrymi ludźmi. Tragedia w ogóle nie miałaby miejsca, gdyby nie grzechy ich rodziców. Stąd też film można odczytać na sposób buddyjski i w kategoriach karmicznych. Niesprawiedliwości znajdują tu swoje ujście w fatum, od którego nie ma ucieczki. I nie ważne jest czy jest się dobrym czy złym, gniew i smutek zawsze zbiorą swoje żniwo.

Nakagawa sporo czasu poświęca na nakreślenie rysu psychologicznego postaci, co pozwala na zaskakująco głębokie zrozumienie ich motywacji. Niestety, oznacza to również, że fabuła rozwija się dość powoli i na sceny z duchami, nie licząc wstępu, widz musi dość długo czekać. Mimo to, sprawna reżyseria oraz świetna obsada (m.in. Takashi Wada, Katsuko Wakasugi i Tetsurō Tanba) wraz z tragiczną opowieścią powinny zainteresować każdego miłośnika klasycznego, japońskiego kina grozy.

Ghost in the Well

Kaidan banchō sara-yashiki

reż. Toshikazu Kōno

Studio: Toei

Premiera: 13.07.1957

Kolejny kaidan na liście oparty został na kolejnej fabule z czasów epoki Edo. Geneza powstania opowieści jest nieznana, najprawdopodobniej jednak historia o duchu ze studni jest sporo starsza niż znane jej adaptacje. Pierwsza z nich była sztuką ningō jōruri (tradycyjny japoński teatr lalkowy) wystawioną w 1741 roku, jej autorami byli Asada Iccho i Tamenaga Tarobei I. Jej popularność sprawiła, że w 1824 roku została stworzona jej wersja kabuki. Wielką popularnością cieszyło się również kabuki napisane przez Okamoto Kido w 1916 roku. Dwa lata wcześniej opowieść o duchu ze studni znalazła się też w kinie dzięki produkcji w reżyserii Shōzō Makino, kolejne adaptacje kinowe miały miejsce w 1922, 1923, 1924, 1926, 1928, 1929 i 1937 roku. Ta ostatnia była pierwszą dźwiękową adaptacją tej, jak widać, popularnej historii.

W 1954 Daisuke Itō stworzył swoją wersję w studiu Daiei, a niecałe trzy lata później historią zainteresowało się Toei, czego wynikiem jest omawiany film. W głównej roli żeńskiej w tej krótkiej, bo trwającej nieco tylko dłużej niż 45 minut, produkcji obsadzono niezwykle popularną piosenkarkę i aktorkę Hibari Misorę. Misora rozpoczęła karierę piosenkarską w 1945 roku, mając wtedy 8 lat. W wieku lat 12 nagrała pierwszą płytę i rozpoczęła karierę aktorską; prędko też urosła do rangi ikony japońskiej (pop)kultury. Kontynuowała karierę wokalną aż do swojej śmierci w 1989 roku w wieku 52 lat, kiedy to zaczynała zdrowieć z ciężkiego zapalenia wątroby i zachorowała na zapalenie płuc. O jej popularności świadczy m.in. pomnik w Kōchi, poświęcone jej muzeum otwarte w 1994 roku czy fakt, że od 1990 roku w rocznicę jej urodzin stacje radiowe i telewizyjne emitują jej utwór Kawa no nagare yō ni; w 1997 roku piosenka ta została uznana za najwybitniejszą w historii japońskiej muzyki popularnej. Do 2001 roku sprzedało się ponad 80 milionów albumów Misory. Ghost in the Well stanowi więc nie tylko przykład nieco odmiennego od zwyczajowych kaidan, lecz również możliwość niecodziennego spotkania z Misorą, która pojawia się tu w nietypowym dla siebie gatunku. Warto też zauważyć, że na ścieżce dźwiękowej usłyszeć można także piosenkę w jej wykonaniu.

Fabuła filmu skupia się na relacji młodego samuraja (Chiyonosuke Azume) i jego pięknej służki Okiku (Misora). Mimo że są w sobie nawzajem zakochani, z przyczyn finansowych mężczyzna ma być wydany na ożenek z kobietą z bogatego rodu. Aby małżeństwo doszło do skutku ród samuraja musi przedtem przedstawić swój największy skarb: kolekcję drogocennych talerzy. Niestety, Okiku z roztargnienia i smutku zbija jeden z nich, za co zostaje ukarana śmiercią. Po burzliwej dyskusji zabiją ją ukochany, jej ciało zaś wpada do studni w ogrodzie.

W rzeczywistości film jest tylko do pewnego stopnia nietypowy dla filmografii Misory, ponieważ choć teoretycznie jest to kaidan, Ghost in the Well przede wszystkim skupia się na melodramatycznym wątku, bardzo skromnie dozuje sceny z duchem oraz prezentuje zjawę, która nie jest żądna zemsty, a jedynie tęskni za swym ukochanym. Jest to odstępstwo nie tylko od zwyczajowego portretowania japońskich duchów, lecz również od fabuły adaptowanej historii. Zapewne stało się tak przede wszystkim z powodu niechęci do obsadzania Misory w kojarzącej się negatywnie roli.

Samuraj tymczasem po upadku rodu konstatuje, że życie z Okiku było istotniejsze niż majątek i pozycja społeczna. Tym samym twórcy przeciwstawiają się feudalistycznej ideologii czy niedawnej ideologii militarnej stwierdzając, że życie ludzkie i miłość są wartościami najwyższymi, równocześnie dopinając populistycznie przedstawiany wątek romantyczny, który z pewnością był dla nich najistotniejszy. Z powodu wyrzutów sumienia samuraj wpada na autodestrukcyjną drogę, co z kolei pozwoliło na umieszczenie scen rodem z popularnego kina chanbara.

Ghost in the Well to produkcja pozbawiona szczególnych walorów, pozostaje jednak jednym z nielicznych kaidan, które nie decydują się na pokazanie okrutnych, mściwych duchów. Ponadto jest solidnie zagrany, a pierwsze pojawienie się ducha poprzez pomysłowe wykorzystanie prostego efektu superimpozycji okazuje się zaskakująco oniryczną sceną.

The Invisible Man vs. The Human Fly

Tōmei ningen to hae otoko

reż. Mitsuo Murayama

Studio: Daiei

Premiera: 25.08.1957

Pojawienie się tego filmu na liście stanowi małe nagięcie zasad kina grozy, jako że spotkanie niewidzialnego człowieka z ludzką muchą to bardziej kryminał science fiction aniżeli horror. Mimo to warto wspomnieć o tej produkcji, mającej premierę niecały rok przed słynną Muchą (The Fly, 1958) Kurta Neumanna; sądzę również, że tytuł filmu powinien brzmieć dość zachęcająco dla wielu czytelników Kinomisji. Film stanowi bardzo luźną kontynuację The Invisible Man Appears (Tōmei ningen arawaru, Nobuo Adachi, Shigehiro Fukushima, 1949), całkiem przyzwoitego kina science-fiction, powstałego na kanwach powieści H. G. Wellsa.

Protagonistą The Invisible Man vs. The Human Fly jest detektyw starający się rozwikłać serię tajemniczych zabójstw. Nieznany sprawca zabija ludzi w publicznych lub zamkniętych od wewnątrz miejscach, nie pozostawiając przy tym żadnych śladów. W śledztwie pomaga też przyjaciel detektywa – naukowiec, który niechcący stworzył promienie powodujące niewidzialność.

Przez niemal połowę czasu trwania produkcja zachowuje się jak rasowy kryminał z interludiami w stronę dreszczowca, gdy dochodzi do tajemniczych zabójstw; towarzyszą im jedynie złowieszczy, tajemniczy dźwięk muchy i zdezorientowane spojrzenia osób wokół ofiary. Prowadzenie śledztwa chwilami kojarzy się natomiast z kinem noir, szczególnie podczas nastrojowych scen nocnych. Niestety, twórcy w pewnym momencie decydują się porzucić trzymające w napięciu kino i bez ostrzeżenia odsłaniają przed widzem wszystkie karty, zmieniając równocześnie produkcję na zbyt kuriozalną, by mogła wzbudzać jakąkolwiek grozę. Ludzka mucha prezentuje się dość żenująco, w dodatku jej manipulacje wzrostem są przedstawione w sposób nielogiczny i całkowicie niemożliwy do wykorzystania we wcześniejszych zabójstwach.

Ciekawym, acz także kuriozalnym pomysłem jest motyw narodowej paniki, w jaką wpędza Japonię maleńki zabójca. Gdy prawda o musze zostaje ujawniona publicznie, radio i telewizja nadają ostrzeżenia przed mordercą, po całym Tokio jeździ wojsko ostrzegające przed atakami i bezowocnie wypatrujące złoczyńcy, a na ulicach rozklejone są plakaty z napisami: „Ludzka mucha chce zabić Ciebie!”. Sytuacja robi się jeszcze bardziej kuriozalna, gdy niedługo później ludzie z gazet dowiadują się o istnieniu promienia wywołującego niewidzialność. Powaga filmu niepostrzeżenie ulatnia się wtedy całkowicie, niestety nie wydaje się, żeby nastąpiło to z zamierzenia twórców.

The Invisible Man vs. The Human Fly to dość ekscentryczna produkcja, która zaczyna się od suspensu, a kończy na nutę brzmiącą jakby pochodziła z groteskowej komedii. To sięgnięcie po nietypowych rozmiarów kaijū odznacza się jednak solidnym aktorstwem, zdjęciami, muzyką oraz interesującym pomysłem wyjściowym. Można też na zakończenie wspomnieć, że do filmu nawiązał wiele lat później Takeshi Kitano w swoim kuriozum zatytułowanym Czy wreszcie coś osiągniesz? (Minna yatteruka!, 1994).

Appendix #2

Mitsugu Ōkura

(1899-1978)

Wywodzący się z klasy robotniczej Ōkura karierę w przemyśle filmowym rozpoczął już w wieku 13 lat. Objął wtedy posadę benshi – narratora kina niemego. Benshi nie tylko opowiadali o akcji filmu i dostarczali dialogi, ich oratorskie popisy czasem przewyższały rangą same filmy. Ōkura dzięki wcześnie obudzonemu zmysłowi showmana odniósł w zawodzie spory sukces, jak również poznał gusta widowni. Gdy miał 25 lat był on już bogatym człowiekiem, co pozwoliło mu w 1924 roku na wykupienie sieci 36 kin, stojących na skraju bankructwa. Korzystając ze znajomości gustów widowni i sensacyjnych tematów Ōkura zbił na kinach niemałą fortunę, przekształcając je w dochodowy biznes.

To właśnie renoma uzyskana dzięki doskonałemu zarządzaniu zwróciła na niego uwagę zarządu Shintoho w 1955 roku. Ōkura przejął nad mającym poważne problemy finansowe studiem pełną kontrolę. Następnie podjął serię decyzji, dzięki którym zapisał się w historii japońskiego kina: obniżył budżety produkcji i skrócił okresy zdjęciowe, zrezygnował z zatrudniania gwiazd i bardziej popularnych aktorów oraz skupił się na kinie gatunkowym. Pierwszy sukces finansowy studio osiągnęło dzięki The Ghosts of Yotsuya (Yotsuya kaidan, Masaki Mori) wydanego w święto obon w 1956 roku. Ōkura postanowił, że co roku studio będzie produkować przynajmniej 2 filmy grozy z okazji obon i będzie je wydawać jako obake daikai, „kawalkada potworów” – jak nazwał double feature od Shintoho. Jako producent odpowiadał za zatrudnienie do kina grozy Nobuo Nakagawę i Haruyasu Kurosawę. Razem odpowiadali za jedne z najważniejszych produkcji grozy nie tylko zrealizowanych w Shintoho, ale w japońskim kina w ogóle. Nakagawa później w wywiadach stwierdził, że wszystkie filmy grozy z lat 50. – oprócz Jigoku (1960) – stworzył jedynie z powodu nalegań Ōkury.

Ōkura nie tylko wpłynął na popularyzację szeroko pojętego horroru, lecz również na inne gałęzie filmowej eksploatacji. Dzięki niemu rozwinął się m.in. krótkotrwały nurt ama, gdy w 1956 roku do kin zawitał Revenge of the Pearl Queen (Ona shinju-ō no fukushū, Toshio Shimura). Nurt ten skupiał się na kobietach-nurkach, wyławiających perły i jako taki zawierał sporo golizny, zachęcając męską widownię uwodzicielskimi aktorkami pokroju Michiko Maedy. Nurt ten łączono też z dreszczowcem, kryminałem, a nawet kaidan. Jako taki z pewnością wpłynął na rozwój kina erotycznego w Japonii, które w późniejszych latach eksploduje dzięki produkcjom pinku eiga i roman porno.

Niestety, Ōkura miał na koncie również kilka grzechów. Skandale dotyczące jego seksualnych kontaktów z zatrudnionymi aktorkami, śledztwo policyjne w sprawie defraudacji pieniędzy oraz potajemne sprzedanie jednego z planów zdjęciowych Shintoho zmusiły go do rezygnacji ze stanowiska w 1960 roku. Niecały rok później, nie posiadające własnej sieci dystrybucyjnej Shintoho zbankrutowało.

Ōkura zaś w 1962 roku założył własne studio produkcyjne: Ōkura Films.  Kontynuował w nim produkowanie kaidan oraz soft-core’owych erotyków. Nigdy już jednak nie osiągnął takiego sukcesu, jak za czasów pracy w Shintoho. Mimo tego pozostaje on jednym z najważniejszych osób w historii rozwoju japońskiego kina grozy i japońskiego kina eksploatacji w ogóle.

Revenge of the Pearl Queen

Mateusz R. Orzech
Obywatel NSK Państwa w Czasie. Prowadzi dział filmowy w Noir Cafe, publikuje w „Kulturze Liberalnej”, „Torii”, „artPapierze”… Mimo miłości do japońskiego kina, czeka na swój pierwszy kontakt z Vulcanami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.