Eye in the Labirynth (1972). Wakacyjno-narkotyczne giallo

Share

W 1972 roku Mario Caiano, człowiek odpowiedzialny później choćby za Nazi Love Camp 27: Nightmare Castle (1977) czy Nosferatu w Wenecji (1988), postanowił zamieszać w kociołku włoskiego kina gatunkowego. Zainspirowany wcześniejszymi, eksplorującymi ciemną stronę zachodnioeuropejskiej klasy wyższej, obrazami Umberto Lenziego, szczególnie A Quiet Place to Kill (1970), nakręcił dość osobliwy thriller psychologiczny mocno zakorzeniony w pulpowym kinie psychodelicznym. W zrealizowanym we Włoszech, przy finansowym wsparciu Księstwa Monako, Eye in the Labirynth podchodzi jednak po swojemu do większości schematów utartych przez będące w tamtym okresie na szczycie popularności „żółte filmy”.

Film otwiera tajemnicza sekwencja snu-pościgu, w którym ofiarą uzbrojonego w sztylet mordercy pada Luca (niemiecki aktor Horst Frank). Jako że zrodzona w głowie prześlicznej Julie (Rosemary Dexter) wizja odcisnęła na niej silne piętno, udaje się ona do pewnego nadmorskiego kurortu, który Luca, jej kochanek i zarazem psychoterapeuta, zwykł odwiedzać.

Intrygująca fabuła, kręcąca się wokół zdrady, rozpusty i przepełnionego blichtrem życia bogatych ludzi, daleka jest od wiarygodności. Wykreowany przez Caiano świat przypomina wręcz oderwaną od rzeczywistości bańkę mydlaną, kolorową i zarezerwowaną tylko dla majętnych. Wraz z postępem historii, kiedy na wierzch wypływają coraz to mroczniejsze sekrety zebranych w feralnej posiadłości gości, robi się bardziej zagadkowo i niepokojąco. Napięcie kumuluje się, gdy pada pierwszy trup, a na naszej bohaterce odbywa się nieudana próba pozbawienia jej życia. Dostajemy wtedy całą gamę podejrzanych, charakterystyczne dla gatunku „czerwone śledzie” (mylące tropy) czy klasyczne rozerwanie narracji na jawę i sen. Jednak takie nagromadzenie niekonwencjonalnych zabiegów sprawia, że naprawdę trudno nie odnieść wrażenia, jakoby sam trzon historii poruszał się w sposób niejako losowy.

Mimo osadzenia akcji na malowniczym włoskim wybrzeżu, film utrzymany jest w dość stonowanych barwach. Dominuje tutaj szczególnie kolor niebieski i różne odcienie szarości. Na tle scenografii błyszczą za to aktorzy, i nie chodzi mi tutaj tylko o ich pstrokatą garderobę. Rosmeray Dexter, wcielająca się w rolę będącej na tropie domniemanej zbrodni samotnej kobiety, kreuje jedną z bardziej wyrazistych postaci kina giallo. Jeśli oczywiście przymkniemy oko na zgodne z obraną przez twórcę konwencją zachowanie, stojące daleko od jakiejkolwiek logiki. Aktorsko błyszczą też postaci będące na drugim planie, tutaj zobaczymy choćby jedną z naczelnych austriackich piękności kina klasy B Sybil Danning, czy  podejrzanie przyjaznego Adolfo Celi, tutaj w roli Franka. Znany z postaci arcyłotra, przeciwnika Jamesa Bonda w filmie Operacja Piorun (1965), włoski aktor gra tu równie przerażającą postać.

Odpowiedzialny za muzykę Bruno Nicolai, mający w karierze pracę przy takich filmach, jak Wszystkie Kolory Ciemności (Sergio Martino, 1972), Shanghai Joe (Mario Caiano, 1973) czy Kaligula (Tinto Brass, 1979), stworzył ścieżkę dźwiękową, do której wracać można jeszcze na długo po seansie. Kompozytor swobodnie przechodzi z lekkiego, rozrywkowego jazzu w mroczne brzmienia rodem z rasowego horroru gotyckiego, co dobrze odzwierciedla charakter fabuły, która z lekkiej pulpy przeobraża się w psychodeliczny thriller. Nie inaczej sprawa ma się z obrazem, ten zawieszony jest gdzieś pomiędzy artystyczną wizją nowej fali francuskiej a chłodnym prowadzeniem kamery rodem z pierwszych filmów Dario Argento. Takie niekonwencjonalne połączenie w zakresie audio i video może uratować nawet najprościej napisany skrypt fabularny.

Film dopiero w 2016 roku doczekał się oficjalnej premiery na terenie USA. Wydany jako Blu-Ray, sprzedawany jest przez Screen Archives pojedynczo bądź jako część paczki, na którą składają się jeszcze Knife for the Ladies (Larry G. Spangler, 1974) i White Ghost (BJ Davis, 1988). Eye in the Labyrinth polecić należy przede wszystkim fanom włoskiego kina gatunków, szczególnie osobliwego giallo. Mimo dość niezgrabnie napisanego scenariusza film ratuje oczywiście fantastyczna warstwa audiowizualna i solidnej klasy aktorstwo. Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić Was do surrealistycznej podróży po włoskiej prowincji w zakrzywionej soczewce Mario Caiano.

Oskar Dziki
Studiuje, melanżuje i pochłania filmy. Zachłyśnięty włoskim kinem gatunkowym, kultem VHS i szeroko pojmowaną popkulturą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.