Dzieci przeklętych (1964). Mniej kochane potomstwo

W 1960 roku Wielka Brytania podarowała popkulturze kolejną perełkę kinematografii w postaci Wioski przeklętych w reżyserii Wolfa Rilli, horroru sci-fi o upiornych dzieciach o niejasnym pochodzeniu i przerażających, telepatycznych zdolnościach. Produkcja ta na stałe zapisała się w annałach kina grozy, natomiast wygląd głównych antagonistów, srebrnowłosych dzieciaków o świecących oczach, szybko stał się ikoniczny i łatwo rozpoznawalny, nawet wśród osób, które niekoniecznie obejrzały ten obraz. Tego samego nie można już powiedzieć o powstałym cztery lata później filmie Dzieci przeklętych, który zdaje się umykać wielu entuzjastom retro horroru. A szkoda!

Sam film, choć bywa często opisywany jako sequel Wioski przeklętych, takowym tak na dobrą sprawę nie jest. Zamiast kontynuować w bezpośredni sposób wątki ze swojego poprzednika, oferuje on osobną historię, aczkolwiek bazującą na podobnym koncepcie. Elementem wspólnym obu obrazów są tajemnicze dzieci, urodzone bez ojców, zabójczo inteligentne i obdarzone potężnymi mocami, które sprawiają, że są potencjalnym zagrożeniem dla reszty ludzkości. I tutaj podobieństwa się kończą,  twórcy filmu postanowili bowiem ugryźć temat z zupełnie innej strony.

Bo o ile Wioska przeklętych to w dużej mierze dość standardowy horror, który dość jasno określa strony konfliktu jako na tę dobrą i tę złą, tak Dzieci wykorzystują drzemiący w koncepcie fabularnym potencjał na opowiedzenie historii trapiącej na płaszczyźnie moralnej. Tytułowi bohaterowie, choć faktycznie stanowią śmiertelne zagrożenie dla ludzkości w obecnej formie, krzywdzą, tak na dobrą sprawę, jedynie w obronie własnej i nie mają jawnie złych zamiarów. W ich opozycji zaś znajdują się dorośli: rodzice nie kochający swojego potomstwa, zakłamani opiekunowie, czy przedstawiciele rządowi, którzy manipulują i dążą do realizacji własnych, politycznych celów.

W trakcie seansu staje się jasne, że Dzieci przeklętych to pokojowy manifest, który wykorzystuje estetykę horroru sci-fi  w celu uderzenia w zimnowojenną paranoję i wynikającego z niej nieustannego wyścigu zbrojeń. Dzieciaki, zamiast składać się z podobnych sobie, bladych klonów, stanowią międzynarodową ekipę, która pomimo wychowania w innych, obcych sobie kulturach stanowi zgodny monolit, podczas gdy dorośli bawią się w wojenki, w które zresztą próbują wciągnąć najmłodszych. Po to, by stały się w ich rękach żywą bronią.

I jeżeli cokolwiek miałoby w opisywanym tu filmie przerażać, to właśnie ukazana tu ludzka ułomność i wywołana przez strach skłonność do destrukcji. Przede wszystkim jednak Dzieci przeklętych celują w wywołanie u widza poczucia smutku i zadumy, co zresztą im się bez trudu udaje i co potęguje niezła praca kamery, mocno kontrastowa czerń i biel, a także doskonale dobrana scenografia z opuszczonym, zrujnowanym (i przy okazji bardzo ważnym dla symboliki obrazu) kościołem na czele. Wszystko to sprawia, że ten skromny i pozornie niezbyt dynamiczny film nie tylko ogląda się w ciągłym napięciu, ale i pozostaje w pamięci na długo po seansie.

Niestety, pomimo emocjonującej historii i sprawnej realizacji Dzieci przeklętych pozostały daleko w cieniu swojego poprzednika. Nie brakuje widzów ignorujących ten film, czy też nawet nieświadomych jego istnienia. Wśród zaznajomionych z obrazem sporo zaś głosów mówiących, iż jest to niezbyt udana podróbka Wioski przeklętych. Tu bym raczej wskazywał na tendencyjność takich opinii kierowaną, co zdarza się aż nazbyt często, naturalną niechęcią widzów do sequeli dzieł kultowych, co obrazują choćby niesprawiedliwie niskie oceny takich filmów jak Psychoza 2 (1983) czy Teksańska masakra piłą mechaniczną 2 (1986). Można by więc pomyśleć, że, i tak niewielkie, powiązania z filmem Wolfa Rilli opisywanemu tu filmowi zaszkodziły. Jest on jednak doskonałym przykładem na to, jak można w ciekawy i oryginalny sposób eksploatować przedstawione już wcześniej tematy. Przede wszystkim zaś jest to reprezentant pulpy zaangażowanej, która chce zaoferować coś więcej, niż półtorej godzinny relaks przed telewizorem. I z tego zadania, jak jestem przekonany, wywiązuje się znakomicie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.