[DVD] Yakuza Weapon (2011)

Share

Myśleliście, że o yakuzie powiedziano już w kinie wszystko? Nic bardziej mylnego! Tak Sakaguchi i Yudai Yamaguchi, pod sztandarami studia Sushi Typhoon, serwują absurdalną jazdę bez trzymanki, gdzie ukazanie japońskiego półświatka jest tylko pretekstem do kulminacji wszelkiej maści szaleństwa.

Shozo Iwaki jest synem bossa yakuzy. Na co dzień pracuje jako najemnik gdzieś w południowoamerykańskiej dżungli. Pewnego dnia dociera do niego wiadomość o niespodziewanej śmierci ojca. Mimo rozstania w kłótni, Shozo decyduje się na powrót do Kraju Kwitnącej Wiśni, aby wyrównać rachunki (tj. pomścić śmierć ojca)… W ojczyźnie przyjdzie mu się zmierzyć nie tylko z brutalnymi bossami i żądną krwi byłą dziewczyną, ale również z dawnym przyjacielem, który po tragicznej śmierci siostry stał się brutalnym psychopatą, a wreszcie z prawdziwie niebezpiecznym Kurawakim, który niemal pozbawi go życia. Ostatecznie Shozo wychodzi z opresji cało i dzięki pomocy japońskich służb specjalnych powraca do życia jako (uwaga, uwaga) Roboyakuza. Na wpół człowiek, na wpół samoistny arsenał broni maszynowej, z działem w miejscu ręki i wyrzutnią rakiet w kolanie (fuck yeah!).

Wytwórnia Sushi Typhoon to dziś niemalże przystań dla wszystkich niebanalnych twórców, którzy może nie mają zbyt rozbudowanego zaplecza technicznego, ale wszelkie braki spokojnie nadrabiają wybujałą wyobraźnią. Tak jest i w przypadku filmu Yakuza Weapon, który – będąc pokrewnym choćby Full Metal Yakuza Takashiego Miike z 1997 roku – jest przede wszystkim znakomitym pastiszem wielu gatunków filmowych, od klasycznych yakuza eiga, aż po kino S-F prosto z lat 80. Wszystko to podano w oparach absurdu i malowniczej przemocy, która najczęściej portretowana jest z całkowitym brakiem poszanowania dla dobrego smaku.

Już scena otwierająca film pokaże nam z jakiego typu kinem będziemy mieć do czynienia. Oto nasz główny bohater, w środku nieprzeniknionej dżungli, rozprawia się z setką uzbrojonych żołnierzy, samemu wychodząc z całej sytuacji bez szwanku. W końcu, jak się dowiadujemy, „ kule trafiają tylko tych, co się boją”. Później będziemy mogli zobaczyć jeszcze jak rozbraja się miny wzrokiem, rzuca łodziami czy łapie pociski w dłonie.

Yakuza Weapon to nie tylko efektowne sceny walki. Tropem wielu innych japońskich filmów z pogranicza absurdu i tradycji, twórcy odwołują się również do groteskowej seksualności. Mamy więc gargantuiczne metalowe (ba! nuklearne!) penisy czy kobiety „przemienione” w karabiny maszynowe, które wypuszczają pociski spomiędzy nóg. Jest w tym coś z pastiszu samego cyberpunku, a do głowy znowu przychodzi Takashi Miike, tym razem spod znaku perwersyjnego Fudoh: The New Generation (1996), który wśród swoich atrakcji miał choćby zabójczynię strzelającą ostrzami ze swojego łona.

Film Taka Sakaguchiego i Yudai Yamaguchiego może i razi w niektórych momentach tanimi efektami specjalnymi, niemniej jednak wszystkie swoje niedoskonałości przykrywa wybornym humorem, dynamicznym montażem i znakomitymi, jak na zrealizowaną za grosze undergroundową produkcję, zdjęciami. Dzięki Sakaguchiemu, który jest nie tylko reżyserem i aktorem, ale również mistrzem wschodnich sztuk walki, film jest dodatkowo przepełniony fantastycznymi choreografiami pojedynków i efektownymi kaskaderskimi popisami.

Film będący adaptacją mangi Kena Ishikawy z 1996 roku udanie przenosi komiksową estetykę na ekran (i jest zresztą temuż komiksiarzowi, zmarłemu w 2006, dedykowany). Skrajnie przejaskrawiona rozwałka, wszechobecna irracjonalność oraz całkiem udana strona techniczna – to wszystko sprawia, że Yakuza Weapon jest (a przynajmniej mi zdaje się być) jednym z bardziej udanych filmów studia Sushi Typhoon. Mimo nonsensownego kierunku całej historii (a może właśnie dzięki niemu!), rzeczywiście bawi i angażuje, a nie tylko wzbudza ironiczny uśmiech politowania.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję polskiemu dystrybutorowi filmu What Else Films.

Marta Płaza
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa. Miłośniczka horrorów, gór i kociego futra. Po godzinach marzy o wyjeździe do Nowego Jorku na festiwal filmów Tromy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.