Cycki, Spluwy i Eksplozje. Filmowe ABC Andy’ego Sidarisa

Pamiętacie, jak w Jackie Brown (1997) bohater grany przez Samuela L. Jacksona pokazuje De Niro video-katalog broni zatytułowany Chicks Who Love Guns? Odziane w bikini w barwach amerykańskiej flagi laski wyginają się w sugestywnych pozach deklarując swą miłość do broni maszynowej i urządzają sobie strzelnicę gdzieś pośrodku pustyni. Pewnie niejeden z Was, drodzy czytelnicy, uznał to swego czasu za przejaw postmodernistycznego geniuszu Tarantino. Prawda jest jednak – jak to zwykle bywa – bardziej skomplikowana i zarazem bardziej pogodna. Bo laski z karabinami to nie jedynie mokry sen ekspedienta z wypożyczalni VHS bez szans na urzeczywistnienie – to może być również Twój spełniony mokry sen!

Bullets, Bombs, and Boobs to potoczna nazwa cyklu filmów powstałych w latach 1985 – 1998. Jak sama nazwa wskazuje, filmy te skupiały się na eskapistycznej formule, w której pierwsze skrzypce grały ponętne (i z reguły niekompletnie odziane) niewiasty oraz standardowe atuty kina klasy B: pościgi, wybuchy, strzelaniny i mordobicia. Producentem i reżyserem większości spośród tych obrazów był Andy Sidaris, który na tej bazie skonstruował sprawdzoną receptę kina rozrywkowego dla mas. Jak z rozbrajającą szczerością miał przyznać on sam w jednym z wywiadów, zawsze preferował „lżejsze podejście do kina – widzowie na koniec filmu powinny czuć się zrelaksowani”. W niniejszym artykule postaram się przedstawić w skondensowanej formie najważniejsze cechy kina spod znaku BBB – fenomenu z nie tak wcale odległej epoki, który wraz z upływem czasu obrósł kultem wśród miłośników pulpowych przyjemności.

A jak Andy Sidaris: Andy urodził się 20 lutego 1931 roku w Chicago, dorastał w Shreveport w Luizjanie. Jego rodzina była aktywna w kręgach społeczno-sportowych (starszy brat Chris był przez jakiś czas dyrektorem Departamentu Parków i Rekreacji Shreveport), co miało zapewne wpływ na późniejszą karierę Andy’ego, który w latach 60. rozpoczął pracę w telewizji. Wyspecjalizował się w relacjach z wydarzeń sportowych na potrzeby małego ekranu, a jego znakiem rozpoznawczym szybko stały się tzw. honey shots – zbliżenia kamery na hojnie obdarzone przez naturę cheerleaderki i co bardziej urodziwe dziewczęta na trybunach. Sidaris został nagrodzony Emmy za telewizyjną transmisję z Letniej Olimpiady w 1968 roku, przez ćwierć wieku był także związany z popularną antologią ABC Wide World of Sports (1961-1998), w której prezentowane były dyscypliny sportowe z całego świata. Okazjonalnie stawał również za kamerą przy realizacji pojedynczych odcinków seriali (m.in. Kojak, Gemini Man). Na „swoje” przeszedł na dobre w połowie lat 80., kiedy to rozkręcił rodzinny biznes (jego stałym współpracownikiem była m.in. żona Arlene) skupiony na produkcji niskobudżetowego kina akcji. Łącznie, w okresie od 1985 do 1998 roku Andy wyprodukował 12 filmów opartych na jego „złotej formule”, z udziałem powracających gwiazd (cześć damska obsady rekrutowała się w znaczącej większości spośród modelek takich czasopism, jak Playboy czy Penthouse) i sprawdzonych schematów fabularnych. Twórca wystąpił również w krótkich cameo w sześciu odsłonach cyklu, m.in. jako egzaltowany reżyser telewizyjny. Andy Sidaris zmarł na raka gardła w wieku 76 lat w swojej posiadłości w Beverly Hills. Po jego śmierci zarząd nad skromnym imperium w całości przejęła żona.

B jak Bazooka: Nie od dziś wiadomo, że im większy gnat, tym lepsza rozwałka. Zasadzie tej hołdował również Sidaris. W kolejnych jego filmach powracają członkowie męskiej gałęzi rodu Abilene’ów. Wszyscy faceci z tej familii mają dwie cechy wspólne: ogromne powodzenie wśród płci pięknej (do tego stopnia, że czasem muszą się wręcz opędzać od seksownych niewiast, które ochoczo zaglądają im w spodnie) oraz… beznadziejnego cela! Abilene’owie mają problem z trafieniem zarówno do punktów ruchomych, jak i stojących w miejscu, co powoduje, że chętnie sięgają po „większą artylerię”. O ile jednak Cody Abilene (Darby Hinton) paradował w pierwszym filmie cyklu Malibu Express (1985) ze starym dobrym coltem kaliber .44 Magnum, o tyle jego braciszek Rowdy (Ronn Moss) w Hard Ticket to Hawaii (1987) już się nie patyczkował i korzystał z bazooki, która – jak nietrudno się domyślić – ogranicza ryzyko spudłowania praktycznie do zera. To także idealna broń na… węże (patrz: litera W).

C jak Cycki: Zderzaki, melony, balony, donice, bufory, mleczarnia, walory, cyce, tudzież ordynarnie i pospolicie – biust. Im większe, tym lepsze. Im w większej ilości, tym lepiej. Nie ulega wątpliwości, że Andy Sidaris musiał być ogromnym adoratorem kobiecych wdzięków, a cóż może być seksowniejszego, niż seksowne agentki biegające półnago (częściej po prostu nago) w pacyficznym raju? Na tym założeniu zasadza się właściwie cała idea filmów spod znaku Triple B: egzotyczne, dzikie plaże i golizna doskonale się uzupełniają. Sidaris nie starał się przy tym udawać, że kręci coś ponad mało wyszukaną rozrywkę – w jego dokonaniach na próżno szukać pseudo-edukacyjnych elementów, które znajdziemy np. w Słonecznym patrolu (1989-2001). Cycki to cycki i basta! Jeśli reżyser zakłada, że średnio co pięć minut ma się pojawić inna para obfitych piersi w negliżu, to tak ma być i tyle. Pod prysznicem, w sypialni, przy zachodzie słońca, na luksusowym jachcie, w oceanie, w otoczeniu palm – wszędzie cycki!

Malibu Express (1985): Lynda Wiesmeier jako June Khnockers („…with an ‚h’!”)
Malibu Express: …Of course, this way madam. I want to show you the bathroom first…

D jak Drew: Nie, nie mam bynajmniej myśli Drew Barrymore. Ona niestety nie wystąpiła w żadnej części serii. Choć niewykluczone, że w swych „imprezowych” latach otrzymywała i takie propozycje. Tak czy siak, chodzi tu o syna Andy’ego, Christiana Drew Sidarisa, który pod ojcowską egidą wyreżyserował dwa odcinki cyklu: Enemy Gold (1993) oraz The Dallas Connection (1994). Na tym etapie formuła serii była już cokolwiek zużyta, co przełożyło się na średnią jakość synowskich dokonań, niemniej ten podpunkt doskonale obrazuje fakt, iż tak naprawdę mamy do czynienia z familijną rozrywką.

E jak Emancypacja: Na pierwszy rzut oka można odnieść mylne wrażenie, że filmy spod znaku Bullets, Bombs, and Boobs to skrajny przejaw seksizmu, gdzie każda kobieta to atrakcyjnie wyglądająca maszyna do ruchania. Nic z tych rzeczy: u Sidarisa to płeć piękna wiedzie z reguły prym, zbawiając świat przed knowaniami różnej maści łotrów i zbirów. Towarzyszący im faceci nie grzeszą z kolei inteligencją i to koleżanki po fachu muszą ich niejednokrotnie ratować z opresji. Poza tym, te ponętne niewiasty po prostu lubią seks i często same inicjują intymne kontakty towarzyskie, jak przystało na wyzwolone kobiety końca XX wieku. Są seksowne i zabójcze, stanowiąc ucieleśnienie fantazji o żeńskiej wersji Jamesa Bonda, który – jak wiadomo – też z niejednego pieca chleb jadł.

F jak Feromony: W świecie z filmów Sidarisa wszyscy są konkretnie napaleni. To silniejsze od nich, dlatego nie dziwi fakt, iż w trakcie wypełniania arcy-ważnej misji, od której powodzenia zależy bezpieczeństwo połowy globu, agenci firmy znanej jako Moloka’i Cargo zawsze znajdą czas na zaspokojenie swoich chuci. Romanse to ich dzień powszedni, ale też nie zapominają, że niezależnie od okoliczności trzeba prezentować się jak przysłowiowy milion dolców (patrz: litera G), a kontakty płciowe każdorazowo odbywać się muszą w romantycznych okolicznościach przyrody.

Guns (1990): Roberta Vasquez i Bruce Penhall
Fit to Kill (1993): Sandra Wild i Michael J. Shayne

G jak Glamour: Agenci rządowi u Sidarisa wiedzą, że najważniejszy jest wygląd. Miejscami można wręcz odnieść wrażenie, iż znajdujemy się w świecie z telenoweli pokroju Mody na sukces (1987-), co zresztą ma pewne pokrycie w faktach, bo np. wspomniany Ronn Moss szerokiej publiczności znany jest właśnie z postaci Richarda Forrestera ze słynnej opery mydlanej. Tak czy siak, bohaterowie cyklu przemieszczają się drogimi, europejskimi samochodami, ich fryzury są nieskazitelne niezależnie od warunków pogodowych, uśmiech ich zaś perfekcyjnie biały. Faceci dnie całe spędzają na siłowni, którą to pasję podzielają zresztą ich partnerki, których figury ukształtowane musiały być niechybnie przez rzymskich bogów (tudzież przez chirurgo-plastyków z Beverly Hills). Noszą się na luzaku, ale z szykiem, śmiało eksponując swoje walory. To rzeczywistość rodem ze spełnionego snu narcyza, ale co poradzić: aby stać na straży prawa i porządku trzeba mieć klasę!

H jak Hawaje: Znacząca część akcji filmów z cyklu rozgrywa się na Hawajach. Nie od dziś wszak wiadomo, że to serce wszechświata, któremu do centrum bliżej jest nawet niż samemu Nowemu Jorkowi. Nic dziwnego, że większość zbrodniczych knowań koniec końców musi mieć swój finał na rajskich wyspach na Pacyfiku. Nie nadużywając jednak sarkazmu: Hawaje to oczywisty wybór na punkt stacjonowania dla młodych i pięknych agentów specjalnych, którzy egzystencję dzielą między uwielbienie dla niebezpieczeństwa i cielesne przyjemności. Zamiast szarej miejskiej rzeczywistości każdorazowo otrzymujemy więc przyjemny, wakacyjny klimat, który zgodnie z założeniem twórcy „pozostawia widza zrelaksowanym i w pogodnym nastroju”.

Savage Beach (1989): Hope Marie Carlton i Dona Speir od pupy strony
Day of the Warrior (1996): Shae Marks i pupa Julie Strain

I jak Indiana Jones: Awanturnicze kino przygodowe to obok agenta 007 naczelna inspiracja dla całego cyklu. Wprawdzie zamiast urozmaiconej scenerii obejmującej cały glob mamy stały punkt odniesienia (patrz: litera H) z ewentualnymi przyległościami (czyt. Stany kontynentalne), ale już samych przygód nierzadko nie powstydziłby się sam Indy. Wśród ulubionych motywów scenarzystów są – a jakże! – diamenty (Hard Ticket to Hawaii [1987], Fit to Kill [1993]) oraz zaginione skarby (Savage Beach [1989], Enemy Gold [1993], L.E.T.H.A.L. Ladies: Return to Savage Beach [1998]).

J jak Jak to możliwe?: …tudzież – jakby to ujęła współczesna młodzież – efekt WTF? Dorobek Sidarisa pełen jest elementów co najmniej zaskakujących swoją pomysłowością. Sterowane zabawkowe samochody, motorówki i helikoptery z ładunkami wybuchowymi, strzelające kule inwalidzkie, wybuchające piłeczki do golfa, wybuchające węże (ponownie patrz: litera W), wybuchające sowy, wybuchające dmuchane lale, nokautujące cycki – tego typu sprawy…

K jak Kult: Pojęcie filmu kultowego jest zdecydowanie wyświechtane, niemniej wiem z pewnych źródeł, że na cycko-akcyjniakach Sidarisa wychowało się całe pokolenie kinomanów, którzy dziś z rozrzewnieniem wspominają emocje towarzyszące kolejnym seansom. Co tu się zresztą dziwić – jeśli wygibasy Michaela Dudikoffa w Amerykańskim ninja (1985) wywoływały rumieniec na twarzy przeciętnego dzieciaka na przełomie lat 80. i 90., to co dopiero mówić o bajecznych kształtach takiej Julie Strain, Dony Speir czy Shae Marks.

L jak L.E.T.H.A.L.: Enigmatyczna w większości odsłon „Agencja”, z czasem dostała wreszcie własną nazwę L.E.T.H.A.L., co stanowi skrót od Legion to Ensure Total Harmony and Law…

M jak Malibu Express: Pierwszy film z cyklu tytuł wziął od nazwy rodowej łodzi Abilene’ów i znacząco różni się od swych następców. Wprawdzie trzon stanowi tutaj szpiegowska intryga, jednak jest ona punktem wyjścia dla detektywistycznej historii z tropami prowadzącymi w kierunku klasycznych whodunnit z dorobku Agathy Christie. Mamy więc bogatą familię, podstępne knowania, szantaże, romanse i morderstwa. Wszystko doprawione dużą dawką golizny (dziewczęta, wpadajcie wziąć prysznic na moim jachcie kiedykolwiek przyjdzie wam na to ochota!), erotyki i rubasznego humoru (cycata pomagierka głównego bohatera zwie się June Khnockers, co naturalnie rodzi wiele okazji do komentarzy). Pod względem fabularnym jest to zresztą remake filmowego debiutu Sidarisa Stacey (1973, patrz litera S), z tą różnicą, że seksowną panią detektyw zastąpił tutaj pocieszny Cody Abilene, który nie jest w stanie opędzić się od fanek. Warty odnotowania jest również fakt, iż w postać wyrachowanej Hrabiny Luciany wcieliła się posągowa Sybil Danning.

Malibu Express (1985): ‚Do you feel lucky, punk?’

N jak Narracja: Ta jest wysoce beztroska. De facto, z filmu na film fabuły stawały się coraz bardziej pretekstowe, służąc jedynie za mało znaczące tło dla atrakcji wszelakich: pościgów, wybuchów, nagich biustów, ciał pięknych i młodych (patrz: pozostałe litery tej wyliczanki). Do tego stopnia, że po obejrzeniu większości z nich ciężko byłoby w prostych słowach przekazać osobie postronnej o czym w zasadzie opowiadały. Eskapizm w stanie czystym i niezmąconym zbędną myślą. A także kwintesencja B-klasowej wrażliwości w jej pierwotnym wydaniu: dzisiaj większość młodych, „postmodernistycznych” twórców właśnie tego typu kino chciałaby kręcić, ale z jakichś przyczyn nie potrafią.

O jak Opus magnum: Jeśli trzeba by wskazać Sidarowskie magnum opus, kwintesencję jego stylu, byłoby to zapewne Hard Ticket to Hawaii. Obraz, który autentycznie zachwyca nagromadzeniem absurdów na metr sześcienny i stanowi napakowany po brzegi akcją prezent dla każdego miłośnika szlachetnego filmowego śmiecia. Po latach zresztą to właśnie część druga serii cieszy się największą atencją wśród pulpowej widowni. W 2004 roku dzieło Sidarisa określone zostało na łamach magazynu Paste „najlepszym filmem klasy B wszech czasów” – niezależnie od tego czy uznamy to stwierdzenie za mocno przesadzone, czy też nie, na pewno takie stanowisko daje do myślenia.

Hard Ticket to Hawaii (1987): Dona Speir i Ronn Moss

P jak Playmates & Pets: Ponętne agentki L.E.T.H.AL. rekrutowane były bez wyjątku spośród modelek magazynów Playboy i Penthouse, zgodnie z zasadą, że czerpać najlepiej ze źródła. Na przestrzeni trzynastu lat i dwunastu filmów przez szeregi agencji federalnej przewinęły się takie zjawiska, jak: Dona Speir, Roberta Vasquez, Cynthia Brimhall, Kimberly McArthur, Barbara Edwards, Lorraine Michaels, Lynda Wiesmeier, Devin DeVasquez, Hope Marie Carlton, Patty Duffek, Carrie Westcott, Suzi Simpson, Julie K. Smith, Wendy Hamilton oraz – last but not least – “Królowa Klasy B” Julie Strain.

R jak Recykling: Cykl Sidarisa przetwarza nie tylko wzorce i schematy zapożyczone z innych produkcji, tych bardziej wysokobudżetowych, szerzej znanych. Często też kradnie sam od siebie, w efekcie czego wiele motywów pojawia się po wielokroć. Ponadto umowność konwencji pozwala na dowolne traktowanie ciągłości: niektóre spośród filmów nawiązują w bezpośredni sposób do poprzednich stanowiąc ich kontynuacje, inne już niekoniecznie, co pozwalało np. by aktor odtwarzający w jednej z odsłon czarny charakter później powrócił jako postać pozytywna (vide: Julie Strain, Roberta Vasquez).

S jak Stacey: Protoplasta serii i fabularny debiut Andy’ego Sidarisa. Bohaterem historii jest prywatna detektyw (i kierowca rajdowy) Stacey Hanson (Anne Randall, Playmate maja 1967), która zostaje wynajęta przez podstarzałą milionerkę. Stacey ma przebadać życiorysy i prywatne brudy potencjalnych spadkobierców kobiety, by ta mogła ocenić który spośród nich najlepiej nadaje się na dziedzica. Wkrótce w posiadłości zleceniodawczyni dochodzi do morderstwa… Czyli kryminalna zagadka mocno podlana seksem i golizną. Połowiczne finansowanie zapewnił Roger Corman, resztę środków wyłożył sam Sidaris, który wymarzył sobie film z bohaterem kina akcji w wydaniu kobiecym. W porównaniu z atrakcjami zawartymi w takich tytułach, jak Hard Ticket to Hawaii czy Savage Beach, wyczyny pani detektyw z rokładówki mogą wydawać się skromne i zgoła niewinne, ale miłośnicy eksploatacji w wydaniu soft z pewnością docenią post-hipisowski klimat, przerysowaną przemoc w stylu… Peckinpaha (slo-mo!) i frywolną zawartość.

Bonus: W 1979 roku Sidaris popełnił ponadto Seven – akcyjniak z fabułą osadzoną na Hawajach, w którym stosujący niekonwencjonalne metody agent specjalny na usługach FBI (w tej roli niezawodny William Smith) kompletuje super-grupę zawodowców, by rozprawić się z bossami lokalnego podziemia. Brzmi znajomo?

T jak Triple B: Skrót od Bullets, Bombs, and Babes tudzież (w zależności od upodobań) Bullets, Bombs, and Boobs. Po latach cykl zyskał jeszcze jeden wymowny przydomek: L.E.T.H.A.L. Ladies. Na DVD kolekcja filmów Sidarisa wydana została z kolei pod alternatywnym szyldem Girls, Guns and G-Strings.

Day of the Warrior: Julie K. Smith łączy przyjemne z pożytecznym
Picasso Trigger (1988): ‚…a bit of the old ultraviolence’.

U jak United States of Guns & Absurdity: Nie będzie dużą przesadą, gdy stwierdzę, że Sidaris stworzył własne filmowe uniwersum (tak, dzieciaki, użyłem słowa na „U”!), oparte na rdzenie amerykańskim kulcie broni i perfekcyjnego piękna. Patrząc z tej perspektywy, jego dorobek jawi się jako zgoła niedoceniony, bo przecież stanowi „papkę idealną”, absurdalny kolaż podany w komiksowej konwencji. I choć trudno byłoby posądzić tego twórcę o wirtuozerię na poziomie Russa Meyera, to do piewcy gigantycznych biustów zbliża go upór i konsekwencja. O ile jednak Meyer szedł w świadomą satyrę, o tyle Sidaris nieustannie balansuje na granicy (nie)zamierzonej parodii: doskonale wiemy, że to wszystko jest „z przymrużeniem oka”, jednocześnie zadając sobie niewygodne pytania typu „czy to już geniusz, czy wciąż grafomania?”. To właśnie ten typ skonfundowania decyduje o unikatowości całego cyklu, spędzając ongiś sen z powiek „poważnym” krytykom, dziś zaś stając się obiektem pożądania maniaków celuloidowej „wolnej amerykanki”.

W jak Wąż: „I’ve had it with these motherfucking snakes on this motherfucking plane!”, jak rzecze klasyk. W tym przypadku mowa jednak o konkretnym wężu, który zaliczył błyskotliwy epizod w karierze za sprawą Hard Ticket to Hawaii. Podwójnie groźnym, bo skażonym przez rakotwórcze ukąszenia toksycznych szczurów (!!!). Nic dziwnego, że skurczybyka wyjątkowo ciężko ubić, a najlepszym do tego narzędziem jest bazooka (patrz litera B). Atak węża w całej okazałości możecie zobaczyć tutaj.

X jak eXtra: Pora na krótkie podsumowanie z cyklu: no dobra, to co polecacie? W pierwszej kolejności najlepiej sięgnąć po cztery pierwsze części cyklu: Malibu Express, Hard Ticket to Hawaii, Picasso Trigger oraz Savage Beach. Kolejne odsłony to już zabawa dla tych, którzy złapali groove i gotowi są „pójść na całość”, w tym zaliczyć bardziej konwencjonalne epizody spod ręki Drew Sidarisa. Właściwy powrót do szaleństwa z lat 1985-1989 stanowi wieńczący serię Return to Savage Beach, w którym twórca z niejakim rozrzewnieniem nawiązuje do swoich wcześniejszych dokonań i jednocześnie żegna się z kinem raz na dobre – w prawdziwie odlotowym stylu.

Y jak can You dig it?: To już pytanie indywidualne. Czy zniesiesz blisko 19 godzin prymitywnej rozrywki o niskich walorach produkcyjnych, z aktorstwem na poziomie wspomnianej Mody na sukces? A może należałoby sformułować to pytanie inaczej: co byś powiedział na „a bit of old ultraviolence” w towarzystwie dziewczyn z rozkładówek, które chętnie się rozbierają, przebierają, biorą prysznic i wskakują do jacuzzi, a przy okazji potrafią porządnie skopać tyłek i nigdy nie rozstają się z bronią maszynową? Odpowiedź należy do Ciebie!

Z jak Złoczyńcy: Na przestrzeni lat agentkom Moloka’i Cargo naprzykrzali się różnego rodzaju łotrzy płci obojga. Najbardziej pamiętnym z nich pozostaje Rodrigo Obregón, który począwszy do Hard Ticket… wystąpił we wszystkich w filmach Sidarisa poza Do or Die (1991). W tym ostatnim rola czarnego charakteru przypadła w udziale Patowi Moricie, czyli pamiętnemu mistrzowi Miyagi z Karate Kid (1984). Z kolei w Guns (1990) u boku znanego z serialu CHiPs (1977-1983) Erika Estrady jeden z wczesnych występów zaliczył Danny Trejo. W Hard Hunted  i Fit to Kill (oba z 1993) w złego Kane’a wcielał się z kolei syn Rogera Moore’a, Geoffrey. Po drodze były ponadto złe wcielenia m.in. Julie Strain (patrz litera R), która później „zmartwychwstała” jako jedna z agentek L.E.T.H.A.L., Willow Black.

Devin Devasquez, Liv Lindeland, Sybil Danning, Shelly Taylor Morgan, Julie Strain, Andy Sidaris i Arlene Sidaris

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.