Arcydzieła grindhouse’u: Mad Max (1979)

Share

(Obecność Mad Maxa w cyklu „Arcydzieła grindhouse’u” jest umowna, jako że – o ile nam wiadomo – film ten, choć przynależny nurtowi ozploitation, często obecnemu w kinach grindhouse’owych, w USA od razu dystrybuowany był w szerokim obiegu. Pozwoliliśmy jednak sobie przymknąć na to oko. Za opiekę merytoryczną nad tekstem wielkie podziękowania dla Adama Horowskiego, autora Leksykonu Filmów Postapokaliptycznych!)

Buntownik szos

Kiedy pewien młody australijski lekarz zainteresował się kręceniem filmów na poważnie, nikt nie byłby w stanie przewidzieć, że jego debiut, prawie 40 latach po premierze, wciąż będzie cieszył się statusem filmu kultowego. A jednak! Nakręcony za niewielkie pieniądze Mad Max George’a Millera okazał się wielkim sukcesem kasowym, zapoczątkowując przy okazji jedną z flagowych serii kina postapokaliptycznego.

Początek filmowej kariery młodego Australijczyka przypadł na okres prawdziwego boomu samochodowego i rozkwitu swoistej subkultury skoncentrowanej wokół kultu maszyn i prędkości. Jak sam przyznał później w jednym z wywiadów: „Amerykanie mają swoją kulturę broni, my mamy kulturę samochodów”. Zanim jednak  Miller stał się jednym z najważniejszych australijskich twórców filmowych, mógł obserwować skutki tej samochodowej manii „od kuchni”. Jego codziennością były złamane kończyny, krew, śmierć i wypadki drogowe. Jako lekarz aż za często widywał skutki nadmiernej prędkości i samochodowego szaleństwa. Na domiar złego wciąż świeże pozostawało wspomnienie śmierci przyjaciół, którzy zginęli w wypadku samochodowym, gdy był jeszcze nastolatkiem. Doświadczenia zdobyte podczas pracy lekarza  i obserwowania tego, co działo się na australijskich bezdrożach, okazały się być na wagę złota podczas pracy nad scenariuszem do wybuchowego debiutu, który był prawdziwą kwintesencją „australijskości” tamtego okresu.

Przyszłość. Świat pogrążony jest w wyniszczającej wojnie. W Mieście Słońca, gdzieś w Australii, rządzą bezwzględne gangi i gliniarze, których od przestępców odróżnia najczęściej jedynie fakt posiadania odznaki. Głównym bohaterem jest Max Rockatansky – prywatnie oddany ojciec i mąż, zawodowo gliniarz bezpardonowo egzekwujący prawo na ulicach swojego miasta. Któregoś dnia w czasie pościgu, prowadzonego przez Maxa, ginie lider jednego z gangów motocyklowych. Jego kompani szybko zjawiają się w mieście planując okrutną zemstę za śmierć przyjaciela. Między „szalonym” Maxem a brutalnym gangiem rozpętuje się walka na śmierć i życie.

Jak się później miało okazać, wybór dystopicznej wizji świata był podyktowany przede wszystkim… kwestiami finansowymi. Dużo tańsze było ukazanie połamanego społeczeństwa w zasyfionym świecie na skraju rozkładu, niż zaprezentowanie go w całej okazałości, zachowując przy tym odpowiednie proporcje i niuanse. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Portretując obskurny i poobijany świat, udało się twórcom wyciągnąć z rzeczywistości otaczającej Maxa wszystko, co najlepsze: adrenalinę, bunt, brud i niemalże pierwotny pociąg do szaleństwa i brutalności. Scenografia przemyślana była tak, aby najprostszymi środkami osiągnąć najlepszy obraz świata na skraju rozkładu. Czy to przekrzywiając literkę U w napisie Hall of Justice, czy też nazywając jedną z ulic Anarchie Road. W świecie, rządzonym przez krew i spaliny, nie ma miejsca ani na piękno, ani na wartości i moralność. Tutaj cały świat i wszyscy jego mieszkańcy zdają się balansować na granicy prawdziwego szaleństwa. Sam Max zdaje sobie sprawę, że bardzo mało dzieli go od bandytów, których ściga. Sama adrenalina związana z prędkością i brutalnością, pochłania go dokładnie tak samo. Znamienne jest to, że gdy w drugiej części filmu powróci na szosę, daleko mu będzie do szlachetnego bohatera.

Mad Max okazał się wielkim sukcesem australijskiej kinematografii, która jest jedną z najmłodszych na świecie. Mimo że pierwsze filmy na Antypodach powstawały już na początku XX wieku, to jednak wraz z upływem kolejnych dziesięcioleci zaczęły przegrywać w starciu z filmami amerykańskimi, które dzięki finansowaniu przez prężnie rozwijające się wytwórnie filmowe zdominowały światowy rynek na długi czas. Kulminacja kryzysu przypadła na lata 1962–1965, kiedy to w Australii nie wyprodukowano ani jednego filmu. Sytuacja powoli zaczynała się zmieniać dopiero w 1973 roku, kiedy w kraju powstała pierwsza Szkoła Filmowa i Telewizyjna, na której czele stanął Jerzy Toeplitz (polski historyk i krytyk filmowy, współtwórca i wieloletni rektor Łódzkiej Szkoły Filmowej, który wyemigrował po tym, jak stracił w ojczyźnie pracę po wydarzeniach marcowych 1968 roku). Młodzi australijscy twórcy domagali się głosu, podnosząc rodzimą kulturę z kolan po latach marazmu. Niedługo po założeniu pierwszej filmówki powstała formacja nazywana australijską Nową Falą, która międzynarodową sławę zyskała w 1975 za sprawą Pikniku pod Wiszącą Skałą Petera Weira. Mający premierę kilka lat później Mad Max był z kolei olbrzymim sukcesem ozploitation, czyli niskobudżetowego kina gatunkowego z Australii, które było swoistą odpowiedzią na amerykańskie kino eksploatacji.

Droga Maxa na ekrany nie była jednak łatwa. Kłopoty pojawiły się już na samym początku, przy doborze aktora do roli tytułowego gliniarza. Pierwotnie Miller planował zatrudnić jakąś amerykańską gwiazdę, jednak rzeczywistość dość szybko go dopadła i uzmysłowił sobie, że zwyczajnie go na to nie stać. Niedługo po rozpoczęciu poszukiwań wśród miejscowych, uwagę twórców przykuł młody i wtedy nikomu jeszcze nieznany Mel Gibson – co prawda akurat Amerykanin, choć od lat dziecięcych mieszkający w Australii – który na castingu stawił się z poobijaną facjatą, będącą pamiątką po bójce w barze. Co więcej, początkowo startował do roli jednego z motocyklistów, jedynie towarzysząc na castingu swojemu kumplowi Steve’owi Bisleyowi, który ubiegał się o rolę głównego bohatera. Ekipa filmowa przyznała się przed niepokornym młodzianem, że „szukają świrów”, poprosili więc go, aby przyszedł do nich ponownie za kilka tygodni, gdy już dojdzie do siebie. Kiedy pojawił się na castingu po raz drugi, George Miller wiedział, że znalazł swojego Maxa. Bisley w efekcie dostał więc „jedynie” rolę Jima Goose’a – najlepszego kumpla bohatera – a Gibson przeszedł do historii.

Biorąc pod uwagę charakter filmu, liczbę widowiskowych scen oraz kaskaderskich wyczynów, budżet jakim dysponował Miller może wydawać się śmiesznie mały. Całą kwotę zamknięto w zaledwie 400 tysiącach dolarów, ograniczając wydatki związane z produkcją do minimum. Samochody używane w scenach pościgów eksploatowano więc jak długo się tylko dało, co rusz je naprawiając, po to tylko, aby nie tracić pieniędzy na zakup nowych. Krążą pogłoski, że sam Miller poświęcił swoją furę dla dobra produkcji.

Gdy okazało się, że w budżecie nie ma kasy na przygotowanie aktorów do ról motocyklistów, młody reżyser postanowił zatrudnić prawdziwych motocyklistów, należących do grupy The Vigilantes. Walutą ich wynagrodzenia było głównie piwo. Jako że cała grupa musiała zostać przetransportowana na plan do Melbourne, a koszty przelotu były zbyt drogie, Miller postanowił opłacić transport motocyklów do Sydney, skąd cały gang wyruszył w drogę na swoich maszynach, „ćwicząc” w międzyczasie swoje role.

Aby wyobrazić sobie skalę problemów, z którymi musieli zmierzyć się twórcy, wystarczy porównać Mad Maxa z amerykańską komedią Pulpety w reżyserii Ivana Reitmana, która miała premierę w tym samym roku. Prosta historyjka kosztowała niemal cztery razy tyle, co film Australijczyka, przy jednocześnie skrajnie ograniczonej liczbie finansowo wymagających scen.

Wysiłek na szczęście opłacił się. Nakręcony za psie pieniądze Mad Max zarobił na całym świecie ponad 100 milionów dolarów, otwierając tym samym ekipie drzwi do wielkich możliwości. Młody Gibson już niedługo miał grać w wielkich hollywoodzkich hitach. Z kolei George Miller przeszedł od pozycji nieopierzonego debiutanta do roli reżysera dysponującego olbrzymimi środkami. W kolejnych latach postanowił wykorzystać je przy pracy nad następnymi odsłonami przygód Maxa, które coraz bardziej odcinały się od estetyki pierwszej części. Już w „dwójce” (1981) nędzna mieścina ustąpiła miejsca jałowym i dzikim pustkowiom odzwierciedlającym poniekąd stan ducha zrezygnowanego i osamotnionego bohatera, dręczonego przez demony przeszłości. Jako że film ten odniósł jeszcze większy sukces, miejsca te zaraz stały się niezwykle modnymi w tego typu kinie. Natomiast w podobnie pustynnej „trojce” (1985) twórcy poszli o krok dalej, wrzucając nas w klimat mocno przegiętego i groteskowego postapo.

Mimo zawrotnej sumy jaką zarobiła, „jedynka” nie przyjęła się na rynku amerykańskim. Lokalni dystrybutorzy uznali, że australijski akcent może być zbyt trudny w zrozumieniu, dlatego zdecydowano o wypuszczeniu do kin… dubbingowanej wersji filmu, co ostatecznie przekreśliło jego szanse na powodzenie. Przy wspomnianych wyżej zyskach na świecie jedynie niecałe dziewięć milionów dolarów przypadało na Stany Zjednoczone. W efekcie, drugą część historii dystrybuowano jako zupełnie oddzielny film – Wojownik Szos, a nie Mad Max 2. I ta już problemów z powodzeniem nie miała. Natomiast oryginalną wersję językową debiutanckiego filmu Millera amerykańscy widzowie mogli zobaczyć po raz pierwszy dopiero w 2002 roku, dzięki jednemu z wydań DVD.

Mad Max stał się prawdziwym kulturowym fenomenem, a zarazem głosem ówczesnego pokolenia (a przynajmniej jego subkulturowej części) znajdującego się na skraju wielkich przemian. Pod koniec lat siedemdziesiątych z hipisowskich ideałów zostały jedynie zgliszcza, ustępując miejsca punkowemu wkurwieniu i agresywnemu buntowi. Zmienił się styl życia, zmienił się charakter młodzieży, którą zaczął rządzić gniew, podsycany przez napiętą sytuację polityczną na świecie, szczególnie na Bliskim Wschodzie, gdzie w drugiej połowie 1979 roku władzę w Iraku  przejmuje Saddam Husajn, stawiając swoją ojczyznę na skraju wojny o ropę z Iranem. W obliczu tych wszystkich wydarzeń, wizja przyszłości w filmie Millera wydawała się wyjątkowo namacalna. Futurystyczny, pachnący spalinami świat pełen agresji, buntu i wściekłości, miał wiele punktów stycznych ze światem, w którym przyszło dorastać pierwszym odbiorcom przygód szalonego Maxa.

Mając w sobie coś z westernowego samotnego mściciela, biblijnego mesjasza i samuraja prosto ze średniowiecznej Japonii, Max okazał się być bohaterem uniwersalnym, zrozumiałym w każdej kulturze. I mimo że historia wymyślona przez Millera nie była pierwszym filmem postapo, to jednak właśnie ona wywarła największy wpływ na kształt gatunku w późniejszych latach, zapoczątkowując modę na futurystyczne apokaliptyczne historie pełne syfu, wściekłości i chaosu.

Marta Płaza
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa. Miłośniczka horrorów, gór i kociego futra. Po godzinach marzy o wyjeździe do Nowego Jorku na festiwal filmów Tromy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.